niedziela, 4 października 2026

Roztocze - Ścieżka Historyczno-Przyrodnicza do Wojdy

Pogoda w sobotę była piękna, w sam raz na piesze wycieczki. Wstałam o świcie (czyli 6.30:)) i pojechałam na Roztocze. Na łąkach i w dolinach rzek zalegała puchata biel, nocne mgły. Było przepięknie! Kiedy dojechałam na miejsce czyli do Szewni Dolnej, nie było już po nich śladu, a temperatura podniosła się w czasie 1,5 godziny o 10 stopni. Trawa była jeszcze mokra, jak po ulewie, ale słońce zaczęło tak grzać, że kurtkę zostawiłam w aucie.

W grupie ponad 20 osób poszliśmy w las szlakiem upamiętniającym Powstanie Zamojskie, który zaczyna się w Szewni Dolnej koło pomnika i tu kończy, a składa się na niego kawałek niebieskiego długodystansowego szlaku im. Wachniewskiej oraz "Ścieżka przyrodnicza do Wojdy".

O co chodzi z tym Powstaniem Zamojskim ? Otóż już w 1941 roku okupant niemiecki rozpoczął przygotowania do zasiedlenia Zamojszczyzny przez niemieckich osadników. Zaczęło się od wysiedlenia około 2000 polskich chłopów z 6 wsi, a na ich miejscu osiedlono volksdeutschów sprowadzonych w ramach akcji Heim ins Reich z Besarabii oraz Ukraińców. Polskich chłopów wywożono do Niemiec na roboty przymusowe lub mordowano, część ludności była przygotowywana do germanizacji, dzieci były wywożone do Niemiec, chyba każdy słyszał o tragicznym losie Dzieci Zamojszczyzny. Niektórzy chłopi widząc to, sami opuszczali swoje domy paląc je i wywożąc dobytek i zwierzęta gospodarskie, a nawet zabijając je przed ucieczką. W grudniu 1942 na Zamojszczyznę przybył komendant główny Batalionów  Chłopskich Franciszek Kamiński i rozkazał podległym jednostkom zmobilizować w lasach Puszczy Solskiej duże siły partyzanckie i rozpocząć  zorganizowanie masowej samoobrony, przeciwdziałanie hitlerowskim oddziałom wysiedlającym i atakowanie wsi zasiedlonych przez kolonistów. Oddziały BCh i Armii Krajowej, wspierane przez partyzantkę radziecką, zjednoczyły się i wspólnie stawiały zbrojny opór w obronie ludności Zamojszczyzny aż do roku 1944.

Powstanie Zamojskie drugim pod względem zbrojnego oporu przeciwko okupantowi dokonującemu masowych zbrodni, zaraz po Powstaniu Warszawskim, ale niestety, mało kto o tym pamięta i myślę, że zdecydował tu tzw. czynnik polityczny czyli współpraca Batalionów Chłopskich z Armią Krajową i radzieckimi Partyzantami. Udział AK nie był na rękę politykom w czasie PRL, a udział BCh i partyzantki z ZSRR nie jest na rękę żadnej władzy po PRL-u. Cierpi na tym pamięć o ofiarach tego ważnego dla Polski zrywu wojskowego i patriotycznego. Dzięki Powstaniu Zamojskiemu w lutym 1943 roku Niemcy wstrzymali akcję przesiedleńczą na Zamojszczyźnie, bo ich aparat policyjno-wojskowy nie był w stanie zapewnić bezpieczeństwa swoim nasiedleńcom i nawet kolejna fala zbrodniczego terroru, która latem 1943 roku zniszczyła dziesiątki wsi i pochłonęła wiele ofiar, nie była w stanie złamać polskiego ducha oporu. 


Pomnik na skraju lasu w Szewni Dolnej, gdzie zaczyna się szlak, został wzniesiony jako dowód pamięci obecnych mieszkańców gminy Adamów dla żołnierzy tzw. „podziemnego frontu”, przede wszystkim z Batalionów Chłopskich oraz Armii Krajowej, którzy zbrojnie przeciwstawili się masowym wysiedleniom. Decydujące bitwy rozegrały się koło wsi ZABORECZNO oraz pod pobliską Wojdą.


 
Dalej trasa prowadzi przez lessowe wąwozy porośnięte buczyną, tu w pobliżu ścieżki zauważam obelisk z krzyżem. To upamiętnienie śmierci mieszkańców Szewni Dolnej zamordowanych przez hitlerowców. Do bitwy  pod Wojdą doszło 30 grudnia 1942 roku. O świcie niemiecka żandarmeria i policja rozpoczęły atak na pozycje partyzanckie od strony Szewni Dolnej, po drodze  żandarmeria zamordowała 15 przypadkowych osób. 


 
Wspomnienie pani Józefy Czochry: "Ojciec mój od stycznia 1942 r. był członkiem Batalionów Chłopskich. Walczył w bitwie pod Wojdą 30 grudnia 1942. Wracając po zakończonej walce, został ujęty przez Niemców wraz z innymi, torturowany i wraz z moją matką... żywcem spalony. Moja matka Anna z okna domu widziała jak Niemcy wgonili skatowanych partyzantów do stodoły i oblewali ją benzyną. Wybiegła ojcu na ratunek. Miała w ręku papiery stwierdzające, że był on robotnikiem leśnym. Matka moja była w ostatnim miesiącu ciąży, w chacie zostało dwoje małych dzieci. Niemcy nie wzruszyli się jej prośbami - wepchnęli ją do stodoły i razem z ojcem i innymi spalili żywcem. Jeden Niemiec wszedł do naszej chaty i zabrał dwoje małych dzieci. Brata Bronisława lat 4 i mnie Marię. Po spaleniu partyzantów Niemcy zabrali nas do obozu w Zamościu. Byli samochodem i na motorach podobno było ich dziewięciu. Następnego dnia rodziny spalonych zebrały popioły z pogorzeliska i pochowały we wspólnej mogile w Kosobudach. W zgliszczach znaleziono splecione ręce moich rodziców. Z tych rąk zdjęto dwie obrączki ślubne. One stanowią do dziś jedyną pamiątkę po moich rodzicach, których nawet twarzy nie pamiętam. Miałam wtedy 2 lata i 4 miesiące."
Zródło: wspomnienie z opowiadania "Córka Bandyty"


 
Na trasie umieszczone są zagadki, tu wykreślanka z nazwami zwierząt:)





Las jest piękny, prześwietlony promieniami słońca i taki cichy... żadnego szelestu, tylko czasem tu i tam przemknie... dzik:) Przemknie zbyt szybko, żeby mu zrobić portret:)



Znienacka w środku lasu, który stanowi granicę Roztoczańskiego Parku Narodowego zauważamy małą osadę, trzy domy zaledwie, choć zamieszkały na stałe wydaje się tylko jeden. Gospodarze szykują się do wykopków.


To już Wojda. Pomnik upamiętnia historyczne starcie z 30 grudnia 1942 roku. To tutaj połączone siły I Kompanii Kadrowej Batalionów Chłopskich  pod wodzą por. Jerzego Mara-Meyera „Visa” oraz partyzanci radzieccy kpt. Wasyla Wołodina stoczyli pierwszą otwartą, całodniową bitwę leśną z niemieckim batalionem żandarmerii do zadań specjalnych. Pomnik został wzniesiony przez lokalną społeczność i środowiska kombatanckie w latach 70-tych ubiegłego wieku, a obecnie opiekę nad pomnikiem oraz otaczającą go infrastrukturą edukacyjną sprawuje Roztoczański Park Narodowy 





 
W drogę powrotną kierujemy się czerwoną ścieżką edukacyjną, schodząc z niebieskiego szlaku im. Wachniewskiej.






Ta część lasu nazywa się Księża Choina. Kiedyś stała tu gajówka Wojda Obrocka, ale spłonęła zaraz po II wojnie. Las i gajówka należały do Ordynacji Zamoyskiej. W 1914 roku ówczesny gajowy postawił obok gajówki kapliczkę upamiętniającą czwórkę jego zmarłych dzieci podczas epidemii tyfusu. Kapliczka stoi do dziś, dbają o nią mieszkańcy pobliskiego Bliżowa oraz pracownicy RPN.




Obelisk Pawła Dawidenki, studenta z Moskwy, który zginął tu w grudniu 1942 roku. Dawidenko był radzieckim żołnierzem i cekaemistą. Po ataku Niemiec na ZSRR trafił na tereny okupowanej Polski. W trakcie bitwy pod Wojdą Dawidenko zajął stanowisko bojowe ze swoim cekaemem na skraju lasu od strony Kosobud. Dzięki brawurowej postawie, jego gwałtowny ogień zaporowy wielokrotnie odpierał niemieckie szturmy, co dało czas polskim i radzieckim oddziałom na przegrupowanie się oraz uniknięcie całkowitego okrążenia w tzw. „kotle”.  Dawidenko został śmiertelnie trafiony na stanowisku bojowym. Pierwsze upamiętnienie jego osoby zorganizowano jeszcze w latach 70. XX wieku w ramach ówczesnego programu oznaczania miejsc martyrologii narodowej. Nie jego wina, że urodził się w Rosji. Niech mu ziemia lekką będzie, walczył o nasze, choć był jeszcze prawie dzieckiem. 


Obumarły dąb szypułkowy pozostawiony naturalnemu rozkładowi stanowi obecnie mikrosiedlisko dla rzadkich gatunków chrząszczy.





 
Czas na grzybki:)













Po przejściu 10.4 km wróciliśmy na parking, gdzie czekał katering z pysznym bigosem. Fajna trasa, choć krótka, w bonusie nowe znajomości, miłe rozmowy. Nie słyszałam wcześniej o tym szlaku, co pozwoliło mi dojść do wniosku, że na pewno są jeszcze inne roztoczańskie szlaki i miejscówki, których nie odwiedziłam i to jest pomysł na jakiś kolejny weekend, zapewne już listopadowy.