W weekend nieco buszowałam po Roztoczu oraz po Ziemi Biłgorajskiej, rezultatem jest ten drugi niechronologiczny i nie ostatni jeszcze wpis, bo akurat Narol odwiedziłam jako pierwszy, przed Brodziakami. Narol się nieco zmienił od mojego poprzedniego pobytu KLIK! bo minęło już przecież 10 lat, ale nie aż tak bardzo, żeby o nim pisać od nowa, więc uzupełnię tamten wpis jedynie o ten obiekt, który w 2016 roku nie był dostępny, a który był głównym powodem mojego przyjazdu tutaj. Chodzi o Pałac Łosiów.
Rodzina Łosiów kupiła dobra w Narolu w 1753 roku. Historia pałacu zaczyna się w w latach 1776–1781, gdy właścicielem dóbr był hr. Antoni Feliks Łoś, poseł na sejm i wojewoda pomorski. Tak, pomorski, bowiem ród przeniósł się na Roztocze z okolic Malborka.
Pałac w stylu barokowym posadowiony został na wzgórzu, poza miasteczkiem, otoczony malowniczym parkiem z aleją lipową prowadzącą do bramy głównej. W pałacu znajdowało się 50 pokoi, sala bankietowa, biblioteka i liczne pomieszczenia gospodarcze. Wnętrza zdobiły piękne meble, rodowe portrety, obrazy i rzeźby.
Pałac zbudowany jest na rzucie podkowy, herbowego znaku Łosiów. Budynek główny jest dwukondygnacyjny, prostokątny, połączony arkadami z dwoma parterowymi pawilonami bocznymi.
Pałac uległ częściowemu spaleniu podczas powstania styczniowego. Został potem wyremontowany przez nowego właściciela księcia Juliana Puzynę, ale znów, w czasie I wojny światowej wojska austriackie ograbiły pałac z najcenniejszych obrazów, książek, rzeźb i mebli. Po 1920 roku nową właścicielką pałacu została hr. Jadwiga Korytowska, która ponownie odrestaurowała pałac. W 1939 roku całe wyposażenie pałacu zostało zagrabione przez Armię Czerwoną i wywiezione, a w roku 1945 pałac ponownie spalono. Przez ok. 50 lat stał opuszczony.
W roku 1995 zespół pałacowo-parkowy zakupił prof. Władysław Kłosiewicz – wykładowca w warszawskiej Akademii Muzycznej i jego żona Ewa Irzykowska – Kłosiewicz – aktorka i śpiewaczka. Nowi właściciele powołali Fundację „Pro Academia Norolense”, której głównym celem jest odbudowa pałacu i stworzenie w nim akademii dla utalentowanej młodzieży z Europy Wschodniej i Środkowej.
Wykonano prace zabezpieczające i pielęgnacyjne w pałacu i w parku, i w ubiegłym roku udostępniono pałac do zwiedzania, wstęp 10 pln. Za bramą zwiedzający mogą wygodnie usiąść na ławkach i wysłuchać historii pałacu, a potem spacerować i zwiedzać do woli. Aktualnie wewnątrz parter jest uporządkowany i odnawiany, można obejrzeć kilka starych eksponatów oraz współczesne wystawy.
Stary kominek żeliwny do ogrzewania pomieszczeń.
Portret hr. Antoniego Feliksa Łosia.
Prace fotograficzne pana Roberta Gmiterka, pisarza, eseisty, fotografa, dziennikarza, lokalnego roztoczańskiego działacza społecznego.
A to wystawa fotografii Krystiana Kłysewicza, którego działalność społeczną na rzecz Roztocza i Horyńca od lat obserwuję. Jego film "Dzień na Roztoczu. Ziemia Lubaczowska" zdobył Kryształowego Drona za najlepszy film wykonany z drona w 2019 roku. Krystian jest również laureatem konkursu "Leśne Fotografie", gdzie jego zdjęcie starego nagrobnego krzyża w leśnej scenerii zdobyło pierwsze miejsce. Prace Krystiana można oglądać na kanale YouTube RoztoczeWschodnieHD oraz w mediach społecznościowych. Krystian Kłysewicz pełni także funkcję podinspektora ds. promocji, ochrony cmentarzy wojennych i zabytków w Urzędzie Gminy Horyniec-Zdrój.
Fotografie z rekonstrukcji historycznej "Śladami Jana III Sobieskiego".
Jedną z sal zajmuje wystawa poświęcona działaczom lokalnych jednostek Armii Krajowej w czasie II wojny światowej.
Widać, że wciąż coś się tu remontuje i odnawia, podobnie w parku.
Z Narola pojechałam dalej, zatrzymując się w
Płazowie klik!, gdzie tego dnia w kościele był odpust. Zgodnie z planem, trafiłam idealnie na moment prezentacji
drzeworytu płazowskiego.
W Płazowie około 1830 roku miejscowy rzemieślnik Mateusz Kostrzycki produkował w swoim warsztacie obrazki ze świętymi z wydłubanych samodzielnie na desce drzeworytów. Sprzedawała je na odpustach, jarmarkach i tragach jego żona Ludwika, będąca kramarką. Po śmierci Mateusza tradycję drzeworytniczą kontynuował jego syn Maciej, ale on nie miał już następcy, gdyż tradycyjnie odbijane obrazki ze świętymi zaczęły być wypierane przez coraz popularniejsze oleodruki, które doskonale imitowały obrazy olejne. Drzeworytnictwem zainteresowała się natomiast etnografka Maria Dembowska oraz Stanisław Witkiewicz. Zgromadzone przez nich drzeworyty do dziś można obejrzeć w Muzeum Etnograficznym w Krakowie, sama sztuka drzeworytnicza jednak wygasła. W 2020 roku dzięki działalności członków Stowarzyszenia Tegit Et Protegit, Grzegorz Ciećka z Płazowa, wywodzący się z rodziny o wielopokoleniowych tradycjach pracy w drewnie i zajmujący się badaniem historii lokalnej twórczości ludowej, zainicjował reaktywację drzeworytu z Płazowa. 11 lipca 2022 roku w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego dokonano wpisu do "Krajowego rejestru dobrych praktyk w ochronie niematerialnego dziedzictwa kulturowego" działania oparte na tradycji drzeworytu płazowskiego (nazwa zastrzeżona).
Zachęcam do poczytania o drzeworycie na stronie
TUTAJ! To bardzo ciekawy temat.
Otrzymałam od drzeworytniczki kopię drzeworytu zrobioną tu i teraz, z opisem i autografem. Jeszcze nie oprawiona, ale znajdę dla niej godną ramkę i zawiśnie u mnie w domu:)