Bardzo lubię ten szlak, byłam wielokrotnie, także zimą, ale nie przy takich opadach śniegu. Przez pewien czas ścieżka przyrodnicza Spławy była w remoncie, więc niedostępna. Niedawno ponownie ją udostępniono. Po ścieżce zazwyczaj chodzę "pod prąd" czyli zaczynam od kapliczki z czasów carskich w Starym Załuczu, kończę przy znaku początku ścieżki przy szosie, pokonując łącznie wg aplikacji sportaktiv 8020 m. Idzie ze mną pies:) Temperatura minus 6.
W Starym Załuczu mieszka około 100 osób. Szczególnie zimą widać, ile domów jest faktycznie zamieszkałych, a ile to letniska. Mam wrażenie, że pół na pół. Nazwa Załucze może wywodzić się od położenia wsi za jeziorem Łukie lub też od powiedzenia „za łąką”, gdyż „łuka” niegdyś oznaczała „łąkę”. Nazwa Załukie pojawiała się już w XVI wieku, dla określenia borów i lasów znajdujących się za jeziorem.
„Sto, może dwieście lat temu, a może jeszcze dawniej, we wsi, idąc w kierunku Zawadówki, gdzie dzisiaj rosną dwa srebrne świerki, stała biedna chatka, w której mieszkał stary biedny chłop, co zwał się Bornus. Zawsze narzekał, że to bieda we wsi, na polu nic się nie rodzi, a nawet jak się urodzi, to albo susza albo burze i pioruny zniszczą plony, a w chacie zawsze bieda i gdyby ktoś dał mu pieniądze, to nawet oddałby diabłu dusze. Raz w nocy przyszedł do niego jakiś nieznajomy pan i obiecał dać mu tyle złota, ile zdoła podnieść, w zamian za podpisanie cyrografu na jego duszę. Bornus ochoczo się zgodził, cyrograf podpisał i obiecane złoto otrzymał. Lecz tak jak był biedny, dalej był biedny, bo szkoda było mu tego złota ruszyć. Zakopał złoto na moczarach, w stawie lub w biegnącym nieopodal głębokim rowie, na którym był drewniany mostek, w tylko sobie znanym miejscu. Niedługo potem jeszcze pożył, bo w zimie zmarł, a diabeł zabrał jego duszę. I od tej pory na tym moście straszyło. Zawsze przed godziną dwunastą w nocy, na moście stał jakiś pan w czarnym płaszczu lub we fraku, w kapeluszu na głowie i pilnował ukrytego skarbu. Często przechodzący nocą ludzie go wdzieli, lecz on nikogo nie zaczepiał. Dopiero jak ktoś zauważył, że zamiast butów miał kopyta, strach objął całą okolice. Wiedziano wtedy, że to diabeł strzegący zakopanego złota. Często mamiło ludzi, w tej okolicy. Zdarzało się, że taki nocny podróżny całą noc błąkał się, chodząc w koło, aby o wschodzie słońca, stwierdzić, że pomimo całonocnego błądzenia, jest w tym samym miejscu skąd wyszedł. Taki stan rzeczy, szerzący grozę wśród mieszkańców okolicznych wsi, trwał dosyć długo dopóty, dopóki dziedzic Ulasiński, po zakupie Jeziora Łukie z okolicznymi bagnami i moczarami, postawił krzyże na granicach swojego majątku. Jeden z tych krzyży postawił przy mostku, w miejscu nawiedzanym przez strzegącego skarbów Bornusa diabła. Od tej pory już go nie spotykano, a złoto do dnia dzisiejszego leży gdzieś zakopane na bagnach.".
źródło legendy: Przewodnik turystyczny, Urszulin 2012
W lesie na początku szlaku widać mnóstwo zwierzęcych śladów - sądząc po wielkości raciczek, chodzą tędy stada saren.
Tędy szło jakieś większe zwierzę, zapewne łoś.
Odnowione zostały mostki, a ścieżka przez bagna została poszerzona tak, aby mogły po niej jeździć wózki inwalidzkie i dziecięce. Na razie trasa jest zasypana, dostępna dla pieszych.
Wiata turystyczna przy szlaku w okolicach jeziora Łukie.
Panna obrażona: "Ja jeszcze nie chcę do domu, jeszcze nie powąchałam wszystkiego!"




Na ścieżce Spławy byłam dokładnie rok temu, i nie było ani grama śniegu, ale na jeziorze Lukie w dali widzialam łabędzie. Chyba już wtedy ścieżki były odnowione, ale nie jestem pewna. Fajny spacer, zrobiłyśmy go w odwrotnym kierunku. Śnieg miałaś nieskazitelnie biały, świeżutki.
OdpowiedzUsuńZdjęcie Luny prześwietne..ale ma minę!!!!.
Masz rację, remont zaczął się w ubiegłym roku i ścieżka była odnawiana i zamykana etapami. Na chwilę zamykano część i robiono prace, potem otwierali i za jakiś czas znów kawałek zamykali:) Na przykład w październiku 2025 cały odcinek po grobli był nieczynny. Na przełomie roku zamknęli całą ścieżkę i po odbiorze technicznym otworzyli w styczniu. Teraz cała trasa to 8 km - zmierzyłam aplikacją:)
OdpowiedzUsuńPiesa miała co wąchać, była jak zaczadzona:) Świeżych śladów dzików, saren, łosia i ptaków było co niemiara. Ludzie nie chodzili, więc zwierzaki miały cały teren dla siebie