sobota, 24 czerwca 2023

Posada Rybotycka i Rybotycze - Pogórze Przemyskie

Prawie za każdym razem, kiedy jadę w Bieszczady, zbaczam nieco, aby przejechać przez Rybotycze i Posadę - lubię tę malowniczą trasę. Tym razem pojechałam specjalnie, ponieważ 24 czerwca stowarzyszenie Turnicki Niewidzialny Park Narodowy organizowało imprezę pod nazwą Wianki w Turnickim oferując koncerty, warsztaty, spacery historyczne, wyprawy w dzicz, biegi terenowe, poszukiwania kwiatu paproci, ceremonię wianków i zabawę przy ognisku. Ponieważ był to akurat weekend, to wiadomo - lało jak z cebra:)  Zatem mój program turystyczny był nieco okrojony z korzyścią dla aktywności pod dachem:) Miejscem rozrywek stacjonarnych było Gospodarstwo nad Potokiem w Rybotyczach. Sam wjazd na teren obiektu dostarcza adrenaliny:)


Można i pieszo oglądając prace artystyczne.


 


Pomijając ciekawe zajęcia o tematyce zielarskiej, jogę i posiedzenie w restauracji, skupię się na dwóch wycieczkach; jedna z nich z przewodnikiem - do Posady Rybotyckiej.  Znajduje się tu najstarsza i jedyna  oryginalna w Polsce cerkiew grekokatolicka. Historia jej sięga wieku XIV. Kto wtedy rządził w Polsce ? Kazimierz III Wielki, ostatni monarcha z dynastii Piastów na tronie polskim, uważany za jednego z najwybitniejszych władców Polski. No to patrzycie teraz na oryginalne mury z czasów jego władania.

Trochę śpiąca, ale jak się ma prawie 700 lat, to brykanie nie w głowie:) Cerkiew obronna św. Onufrego leży na pagórku ponad doliną rzeki Wiar, tradycyjnie na końcu wsi. Najstarszą częścią z przełomu XIV i XV wieku jest prezbiterium z gotyckimi szczytami. Kwadratowa nawa, sklepiona kolebkowo z obronną wieżą (ta na drugim tle) pochodzi z XV w. Przez ponad dwa stulecia była cerkwią prawosławną, a od 1691 r. stała się świątynią unicką po przystąpieniu prawosławnego władyki przemyskiego Innocentego Winnickiego do unii brzeskiej. W okresie późnego średniowiecza i we wczesnej epoce nowożytnej obok funkcji związanych z kultem, cerkiew wraz z otaczającymi ją umocnieniami pełniła rolę ufortyfikowanego punktu obronnego w dolinie rzeki Wiar. 

Cerkiew jest na co dzień zamknięta, ponieważ nie służy wiernym od lat, nie ma też wyposażenia. Tym razem dla zwiedzających obiekt został otwarty i po raz pierwszy mogłam zobaczyć wnętrze. Ta część wygląda teraz tak, jak niżej. Podczas remontu w 1966 odkryto pod wieloma warstwami farby szesnastowieczną polichromię w typie bizantyjskim i na nią patrzymy.










Choć kolory przez kilkaset lat wyblakły, nie trzeba zbyt wiele wyobraźni, aby zrozumieć, jak oszałamiająco barwnie musiało być kiedyś we wnętrzu.

Według tradycji w podziemiach cerkwi pochowano ostatniego prawosławnego władykę przemyskiego, Michała Kopystyńskiego, który zmarł w 1642 w Kopyśnie. 

W cerkwi znajduje się.. druga cerkiew:) Po przeciwnej stronie, z tyłu, na piętrze znajdowała się kaplica dla mnichów. Z cerkwi właściwej obecnie prowadzi do tego pomieszczenia wybity otwór , ale bez możliwości wejścia.

Podczas użytkowania wejście do niej było tylko z dworu, przez te wąziutkie drzwi w ścianie, tam wysoko - teraz wejście jest pozbawione drewnianych schodów.


Zresztą wejścia do cerkwi właściwej, też nie są zbyt duże, a to wynika z obronnego charakteru budowli.




Po wysiedleniu miejscowej ludności w 1945 r. na tereny USRR cerkiew pozostawała opuszczona, a jej wyposażenie zostało zdewastowane i rozkradzione. W 1977 r. cerkiew została przekazana w użytkowanie Muzeum Narodowemu Ziemi Przemyskiej, które od 1977 r. prowadziło prace remontowo-konserwatorskie rozpoczęte jeszcze w latach 60. XX w. Od 2010 r. świątynia w Posadzie Rybotyckiej jest cerkwią parafialną p.w. Św. Onufrego należącą do archidiecezji warszawsko-przemyskiej Kościoła greckokatolickiego i stanowi własność greckokatolickiej parafii archikatedralnej w Przemyślu. Nie wiem, czy to dobrze służy temu obiektowi, tak bardzo cennemu.

Z Posady Rybotyckiej ruszyłam pieszo do Rybotycz, już sama, w mocnym deszczu 5 km.




  
Rybotycze istniały już przed rokiem 1367, kiedy to z nadania króla Kazimierza Wielkiego otrzymał je rycerz Stanisław Węgrzyn herbu Sas, przyjąwszy od nazwy wsi nazwisko Rybotycki. Od XVI w. klucz rybotycki przechodził kolejno w ręce Kormanickich, Drohojowskich, Stadnickich, Ossolińskich, Lubomirskich, Radziwiłłów, a w końcu Tyszkowskich. A kogóż te Rybotycze nie widziały: w 1605 roku zamek w Rybotyczach najechał Jan Krasicki, a po nim Marcin Stadnicki oblegał zamkniętą w nim żonę Drohojowskiego. Z braku żywności poddano zamek, a najeźdźca przywłaszczył całe jego wyposażenie. W zamku potem przebywał Stanisław Stadnicki zwany Diabłem Łańcuckim, po swojej ucieczce ze zdobytego przez Łukasza Opalińskiego Łańcuta. Rybotycze stały się główną rezydencją Mikołaja Ossolińskiego, który stąd dokonywał łupieżczych wypraw na całą okolicę. 

Rybotycze były lokalnym ośrodkiem malowania ikon, zapoczątkowanym przez mnichów z monasteru w Posadzie Rybotyckiej, którzy przywieźli ze sobą podlinniki (zbiory zasad malowania ikon) i wzorniki do odrysowania konturów postaci. Pierwsza pisana wzmianka o Prokopie Popowiczu z Dubrawki, który malował w Rybotyczach ilustracje do ewangelii pochodzi z 1589 roku.

W XVII w. na wschód od miasta działała papiernia i huta szkła, a na Wiarze były trzy młyny. W miasteczku prowadziło działalność wielu cenionych rzemieślników, najbardziej znani byli tutejsi chasydzcy szewcy.

W 1938 roku w Rybotyczach mieszkało 920 grekokatolików, 216 rzymskich katolików, 239 żydów, 3 protestantów.  Od 1944 r. działała tutaj polska samoobrona, przez co nie było bezpośredniego ataku na polskie gospodarstwa. Jednak w latach 1944 - 1946 nacjonaliści ukraińscy z OUN-UPA zamordowali tutaj 20 Polaków oraz spalili budynek urzędu gminy i posterunek MO.

Teraz Rybotycze to nieco senna, malownicza, klimatyczna wieś, doskonałe miejsce do letniego wypoczynku w pokojach agroturystycznych i dalszych wypadów na Pogórze Przemyskie.



Interesujący sposób na tabliczki z nazwą ulic -  oprócz nazwy przedstawiają, co ciekawego na danej ulicy się  znajduje i do kogo należy prezentowane miejsce.







W Rybotyczach była kiedyś cerkiew z XVIII wieku, jednak na początku XX wieku zniszczył ją pożar. Mimo, że została odnowiona, nie funkcjonowała zbyt długo. Po wysiedleniu Ukraińców po II wojnie światowej służyła jako magazyn, a w latach sześćdziesiątych została rozebrana. Zachował się natomiast niewielki cmentarz greckokatolicki. Pochodzi on z początku XX wieku. Pośród nowych grobów zlokalizowanych jest kilkanaście starych, zaniedbanych, z ukraińskimi napisami oraz wiele ziemnych śladów po dawnych mogiłach.




Znacznie większy jest natomiast żydowski kirkut. W roku 1785 wyznawcy judaizmu w Rybotyczach mieli już własną gminę wyznaniową, a pod koniec XIX wieku murowaną synagogę, dom modlitewny, cheder i szkołę. Na początku XIX w. rabinem rybotyckim był Cwi Elimelech Szapiro, założyciel dynastii cadyków dynowskich. Do obecnych czasów zachował się tylko cmentarz żydowski położony 300 m za Rybotyczami, na wzgórzu, przy drodze do Makowej. Na cmentarzysku znajduje się około 200 stel z piaskowca i wapienia w różnym stanie zachowania. W ostatnich latach cmentarz został odrestaurowany. Stało się to możliwe dzięki inicjatywie i zaangażowaniu Mojżesza Rubinfelda, jedynego rybotyckiego Żyda ocalałego z Zagłady. Przy wejściu na cmentarz odsłonięto pomnik ku czci Żydów z Rybotycz. Umieszczono na nim tablicę z napisem: "Dla uczczenia pamięci pomordowanych Żydów miasteczka Rybotycze, którzy zginęli śmiercią męczeńską z rąk hitlerowskich oprawców w latach 1939-1945. Rodziny: Rachel Salik, Harold Schwartz, Mojżesz Rab-Rubinfeld". Ogrodzenie sfinansowało Nadleśnictwo Bircza. Cmentarz jest wpisany do wojewódzkiej ewidencji zabytków.


W czasie II wojny światowej, kiedy miasteczko znalazło się w sowieckiej strefie okupacyjnej, część Żydów rybotyckich została wywieziono w głąb Sowietów. W czerwcu 1941 r. wkroczyli tu Niemcy. 27.07.1942 r. pozostałym w miasteczku Żydom nakazali przenieść się do getta w Przemyślu. Niezdolnych do pracy, kobiety, dzieci oraz starców – rozstrzelali na miejscu. Przez Przemyśl, a także przez Dobromil, rybotyccy Żydzi zostali wysłani do niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady w Bełżcu, gdzie ponieśli śmierć.










Z powodu deszczu i błota, tym razem nie poszłam na Kopystańkę.

niedziela, 18 czerwca 2023

Skarby Roztocza - "Tu mieszka Słońce"

Jak tylko wróciłam z urlopu w ciepłym kraju, tak w dni robocze jest piękna pogoda, a w wolne weekendy leje. Nie inaczej było 18 czerwca. Czekałam bezskutecznie na dobrą pogodę kilka godzin, a potem w deszczu pojechałam szukać tego słońca na Roztoczu. Słońce znalazłam, ale było go mało, za to odszukałam kilka innych atrakcji.

Pierwszy punkt na trasie to Cześniki położone niedaleko trasy Zamość -Hrubieszów. Jak wiadomo, lubię cmentarze:) No, nie te zwykłe komunalne, rzymskokatolickie, tylko te wszelkie inne:) Zanim znalazłam takowy w Cześnikach, lało już mocno. Położony przy drodze, nie sposób nie zauważyć, od razu w oczy rzuca się grobowiec szczególnego kształtu.

 
To grobowiec rodziny Wronowskich, dawnych właścicieli majątku. Cześniki odsprzedali na licytacji w1874 r roku, gdyż bardzo je zadłużyli i zdewastowali. Nie da się ukryć, dobrymi panami to oni nie byli:)





Powyższe nagrobki znajdują się w prawosławnej części cmentarza, nadal czynnej, założonej  prawdopodobnie w I poł. w. XIX dla grekokatolików.

 
Grób Szwajcarki Fanny Notz, data urodzin: 1847, data śmierci: 10.03.1928. Żyła 81 lat. Kim była Fanny ? Co ją tu przywiodło z dalekiej Szwajcarii ? Dla kogo była tak ważna, że wystawił jej tak okazały obelisk ? Niestety, Internet milczy w tej sprawie, do parafii też nie zgłosili się żadni spadkobiercy rodziny. Jednakże samo nazwisko nie jest mi obce. Był taki jeden, Karol Notz, nauczyciel, który na przełomie wieków XIX i XX  podróżował po okolicach, robił inwentaryzację zabytków. Pisał także do "Kuryera Lwowskiego". Znają go osoby interesujące się Roztoczem, gdyż opisywał miejsca w Horyńcu, Lubaczowie, Starym Bruśnie i wielu innych miejscowościach. Zatem musiał tu mieszkać. Syn Fanny ? Kto wie ...?



Do 1944 roku w Cześnikach istniała parafia prawosławna, a to jest dawna cerkiew, obecnie kościół pw. św. Michała Archanioła. Została wybudowana około r. 1898 jako cerkiew prawosławna i po II wojnie światowej oddana katolikom.


Dzwonnica jak najbardziej współczesna, ale ciekawie ozdobiona; niestety, w strugach deszczu ledwo co widać...



Opuściwszy Cześniki udaję się do miejscowości Wolica Śniatycka. To tutaj znajduje się ogromny pomnik poświęcony bitwie pod Komarowem. Stoczona 31 sierpnia 1920 roku bitwa nazywana jest ostatnią wielką batalią kawaleryjską XX wieku. Chociaż owiana złą sławą 1 Armia Konna Siemiona Budionnego miała tego dnia przewagę, to ostateczne zwycięstwo odniosła polska jazda. Sześć polskich pułków kawalerii oraz dwa dywizjony artylerii konnej zagrodziły pod Komarowem drogę dziesięciu bolszewickim pułkom z 4, 6, oraz 11 Dywizji Jazdy. Miało tam dojść do heroicznych zmagań, jakich nie widziano w Europie od ponad stulecia: ostatniej wielkiej bitwy kawaleryjskiej w dziejach kontynentu.





„Bój pod Komarowem (…) nie miał sobie równego od czasu wojen napoleońskich. Pod względem ilości zaangażowanej jazdy i długotrwałości walki wręcz, może równać się z nim tylko bój pod Liebertwolwitz stoczony 14 października 1813 roku prowadzony przez samego króla Neapola, Joachima Murata. Sto szwadronów miało wówczas przez dwie godziny toczyć walkę aż do całkowitego wyczerpania sił koni i ludzi. W naszym wypadku było mniej szwadronów (około 80), ale walka wręcz trwała prawie trzy godziny, była zawziętszą i wytrwalszą” - wspominał po latach rtm. Kornel Krzeczunowicz, jeden z bohaterów spod Komarowa, który przeprowadził zwycięską szarżę 8. pułku ułanów w decydującym momencie bitwy.



Pomnik dedykowany zwycięzcom, a umieszczony koło kościoła w Komarowie, mniej mi się podoba. Natomiast kościół mają tam olbrzymi, nie zmieścił się w całości w obiektywie:)



 
Neogotycki, stuletni, wyposażony w XVIII-wieczne artefakty zabrane z kościołów w Zamościu i Radecznicy, i jak to często bywa - zamknięty przed wiernymi, nawet mimo faktu, że była niedziela, dzień podobno święty. No cóż...
Na cmentarzu kolejny pomnik...


W Komarowie znajduje się także cmentarz żydowski. Został założony w XVIII wieku, zdewastowany podczas II wojny światowej, proces ten był kontynuowany w okresie PRL. W 1998 roku kirkut został odrestaurowany staraniem Moritza Trosta – komarowskiego Żyda zamieszkałego w Niemczech. 

W czasie okupacji niemieckiej, w pierwszej połowie 1942 roku utworzono tu getto, zlikwidowane 10 listopada 1942 roku. Przebywała w nim ludność żydowska m.in. z Łodzi, Włocławka, Sierpca i Zamościa oraz ponad 700 Żydów z Czechosłowacji, ogółem ok. 2500 osób. 23 maja 1942 roku wysłano z getta transport Żydów do ośrodka zagłady w Bełżcu, w październiku 1942 roku część ludności rozstrzelano. W czasie likwidacji getta pozostałych mieszkańców wywieziono do ośrodka zagłady w Bełżcu. 


  
Niektóre macewy są wykonane współcześnie, są symboliczne. Niektóre, jak ta poniżej, są oryginalne i pochodzą ze starych nagrobków.






Jadąc dalej, poznaję, że to Roztocze po coraz liczniejszych kapliczkach.




I tak oto dotarłam do Łówczy, która była moim głównym celem. Tego dnia odbywała się impreza „Skarby Roztocza. Tu mieszka Słońce!” realizowana w ramach projektu finansowanego przez Województwo Podkarpackie. Polegała na tym, że udostępnionych było do zwiedzania wiele miejsc, zazwyczaj zamkniętych oraz odbywały się spacery, wykłady, występy itp. Większość tras i obiektów mam już "przedeptane", więc skusiłam się na Łówczę, gdzie znajduje się nieczynna cerkiew. Była okazja zobaczyć wnętrze. Miejscowość przywitała mnie obiektami dawnego PGR-u.

 
Za wsią na skraju lasu znajduje się drewniana parafialna cerkiew greckokatolicka św. Paraskewy, zbudowana w latach 1796-1799 przez cieślę o nazwisku Petraszkewicz, który wyciął swój podpis na belce na piętrze także drewnianej dzwonnicy. 




Cerkiew zbudowana jest z drewna sosnowego, na podmurówce z drewna dębowego. Znajduje się w tym samym miejscu, co pierwsza cerkiew z XVII wieku.



Obok cerkwi znajduje się grupa cennych nagrobków, wśród nich klasycystyczny pomnik Ignacego d’Thullie (zm. 1842 r.), jednego z następców dziedzica Matczyńskiego, który obecną cerkiew ufundował.





Wnętrze cerkwi  w dolnej części obite jest boazerią, powyżej polichromia architektoniczna i figuralna.  Z wyposażenia zachował się ołtarz architektoniczny w prezbiterium z przełomu XVIII i XIX w. Między nawą a prezbiterium ikonostas z 1901 r. pozbawiony ikon z dolnych rzędów. Na ścianach pojedyncze ikony i obrazy z XIX w.
A to salka katechetyczna. Pod podłogą znajdują się krypty. A jak krypty, to i trumny ... z ciałami!:) Niesamowite miejsce, ta cerkiew:)


Po cerkwi oprowadziła mnie bardzo miła mieszkanka Łówczy.

Obok cerkwi, przy drodze położony jest greckokatolicki cmentarz z licznymi nagrobkami bruśnieńskimi.









Z Łówczy niedaleko do Płazowa. Już kiedyś odwiedzałam tę miejscowość, ciekawa byłam, jak wygląda cerkiew po latach. Tak samo:) Murowana cerkiew greckokatolicka Zaśnięcia Matki Bożej w Płazowie jest uznawana za najmłodszą cerkiew ziemi lubaczowskiej, między innymi dlatego, że wybudowana została dopiero w roku 1936 w miejscu gdzie kiedyś stała starsza drewniana cerkiew z 1728r. Niestety cerkiew nie służyła swoim parafianom zbyt długo, ponieważ została zamknięta w 1947 r. zaraz po wysiedleniach ludności ukraińskiej w ramach akcji „Wisła”. Cerkiew  po wojnie  była opuszczona, następnie zamieniona przez władze komunistyczne na magazyn, co doprowadziło do szybkiej dewastacji cerkwi.
W ostatnim dwudziestoleciu sporadycznie odprawiano tam grekokatolickie nabożeństwa, lecz znikoma ilość wiernych nie pozwoliła na utrzymanie pięknej świątyni.




Wejście do cerkwi ozdobione jest neoromańskim portalem.


Przy wyjeździe z Płazowa zauważyłam cmentarz. Połączony - rzymskokatolicki, komunalny i greckokatolicki. Tu zobaczyłam najpiękniejszy (moim zdaniem) pomnik nagrobny. Najpiękniejszy, bo wymowny. Przemówiła do mnie pokazana na pomniku rozpacz pozostałych przy życiu. Leżą pod nim dwie kobiety: Baronowa Maria Brunicka z domu Mauss oraz Henryka Wattmann Maelcamp Beraulieu z domu Brunicka. Kiedy byłam we Lwowie na cmentarzu Łyczakowskim, tam też widziałam grobowiec Brunickich, najpewniej to ta sama rodzina baronów. Właścicielem majątku w Płazowie był baron Herman Brunicki z Wiednia, reprezentant szlachty neofitów o żydowskim pochodzeniu. Spadkobiercą jego majątku został syn Jan Antoni Brunicki, który z Marią Magdaleną Mauss (tu pochowaną) miał córkę Henriettę (tę drugą pochowaną jako Henrykę), która wyszła za mąż za barona Ludwika Wattmana pochodzącego z Wiednia. Tak więc to grób matki i córki. Obok leży ów mąż Henrietty,  Ludwik Wattman, ma na nagrobku ten prosty krzyż. 
Następny nagrobek kryje zwłoki Teresy Brunickiej, córki Hermana. W tym wąskim i wysokim pochowany jest sam Herman, a na końcu jego żona Rozalia z domu Zygielska. Ciekawostka: mieli 10 dzieci. Trochę mi zajęło poszukiwanie informacji, czy to grób żony Rozalii czy córki Rozalii, bo napis na tablicy nagrobnej jest nieczytelny. Na pewno żony, która przeżyła męża o 20 lat, dożywszy 80-tki.



  
Nagrobki stoją w rzędzie, są największe i najbogatsze na cmentarzu. Wszystkie monumentalne i pięknie zdobione.






Po przeciwnej stronie kilka nagrobków greckokatolickich i kaplica z bardzo ciekawymi drzwiami. 






Pierwsze skojarzenie: drzeworyt płazowski:) Oczywiście to nie jest żaden drzeworyt, a tym bardziej płazowski, ale jakoś wizualnie nawiązuje. Jak wyglądają prawdziwe drzeworyty płazowskie, można zobaczyć TUTAJ

W kolejnej części cmentarza zauważyłam kilka rzędów jednakowych metalowych krzyży bez nagrobków, a na każdym z nich imię i nazwisko zmarłego mężczyzny. I tu musimy wrócić znowu do rodziny Brunickich. Otóż posiadali oni pałac w pobliskiej Rudzie Różanieckiej. W okresie międzywojennym majątek ówczesnego właściciela Hugo Wattmanna (syna Henrietty) był świetnie prosperującym gospodarstwem - oprócz 1200 ha użytków rolnych i 8500 ha lasów, był szeroko znany z 300 ha stawów, w których prowadzono nowoczesną gospodarkę rybną. 
Pałac częściowo zniszczony był przez działania I wojny światowej, jednakże wkrótce odbudowany zachował się do dzisiaj w niewiele zmienionej bryle. W 1943 baron Hugo Wattmann zmuszony był opuścić okupowaną Polskę, zmarł wkrótce po wojnie w Wiedniu.
W 1944 roku w wyniku reformy rolnej dobra szlacheckie zostały upaństwowione, opuszczone budynki ulegały grabieżom. Zespół pałacowy przez jakiś czas był użytkowany jako magazyn zbożowy i były w nim organizowane kolonie letnie.

Natomiast w 1960 roku pałac przekazano w użytkowanie Domowi Pomocy Społecznej dla nieuleczalnie chorych psychicznie mężczyzn. I to są ich groby!



Obecnie już nie chowa się zmarłych z DPS w Płazowie, lecz w innej parafii.
 

Koniec wycieczki :)