Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podkarpackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podkarpackie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 września 2026

Narol - Pałac Łosiów, drzeworyt płazowski w Płazowie

W weekend nieco buszowałam po Roztoczu oraz po Ziemi Biłgorajskiej, rezultatem jest ten drugi niechronologiczny i nie ostatni jeszcze wpis, bo akurat Narol odwiedziłam jako pierwszy, przed Brodziakami. Narol się nieco zmienił od mojego poprzedniego pobytu KLIK! bo minęło już przecież 10 lat, ale nie aż tak bardzo, żeby o nim pisać od nowa, więc uzupełnię tamten wpis jedynie o ten obiekt, który w 2016 roku nie był dostępny, a który był głównym powodem mojego przyjazdu tutaj. Chodzi o Pałac Łosiów.

Rodzina Łosiów kupiła dobra w Narolu w 1753 roku. Historia pałacu zaczyna się w w latach 1776–1781, gdy właścicielem dóbr był hr. Antoni Feliks Łoś, poseł na sejm i wojewoda pomorski. Tak, pomorski, bowiem ród przeniósł się na Roztocze z okolic Malborka.

Pałac w stylu barokowym posadowiony został na wzgórzu, poza miasteczkiem, otoczony malowniczym parkiem z aleją lipową prowadzącą do bramy głównej. W pałacu  znajdowało się 50 pokoi, sala bankietowa, biblioteka i liczne pomieszczenia gospodarcze. Wnętrza zdobiły piękne meble, rodowe portrety, obrazy i rzeźby. 






Pałac zbudowany jest na rzucie podkowy, herbowego znaku Łosiów. Budynek główny jest dwukondygnacyjny, prostokątny, połączony arkadami z dwoma parterowymi pawilonami bocznymi.




Pałac uległ częściowemu spaleniu podczas powstania styczniowego. Został potem wyremontowany przez nowego właściciela księcia Juliana Puzynę, ale znów, w czasie I wojny światowej wojska austriackie ograbiły pałac z najcenniejszych obrazów, książek, rzeźb i mebli. Po 1920 roku nową właścicielką pałacu została hr. Jadwiga Korytowska, która ponownie odrestaurowała pałac. W 1939 roku całe wyposażenie pałacu zostało zagrabione przez Armię Czerwoną i wywiezione, a w roku 1945 pałac ponownie spalono. Przez ok. 50 lat stał opuszczony.

W roku 1995 zespół pałacowo-parkowy zakupił prof. Władysław Kłosiewicz – wykładowca w warszawskiej Akademii Muzycznej i jego żona Ewa Irzykowska – Kłosiewicz – aktorka i śpiewaczka. Nowi właściciele powołali Fundację „Pro Academia Norolense”, której głównym celem jest odbudowa pałacu i stworzenie w nim akademii dla utalentowanej młodzieży z Europy Wschodniej i Środkowej. 

Wykonano prace zabezpieczające i pielęgnacyjne w pałacu i w parku, i w ubiegłym roku udostępniono pałac do zwiedzania, wstęp 10  pln. Za bramą zwiedzający mogą wygodnie usiąść na ławkach i wysłuchać historii pałacu, a potem spacerować i zwiedzać do woli. Aktualnie wewnątrz parter jest uporządkowany i odnawiany, można obejrzeć kilka starych eksponatów oraz współczesne wystawy.


 
Stary kominek żeliwny do ogrzewania pomieszczeń.




Portret hr. Antoniego Feliksa Łosia.








 
Prace fotograficzne pana Roberta Gmiterka, pisarza, eseisty, fotografa, dziennikarza, lokalnego roztoczańskiego działacza społecznego.

 
A to wystawa fotografii Krystiana Kłysewicza, którego działalność społeczną na rzecz Roztocza i Horyńca od lat obserwuję.  Jego film "Dzień na Roztoczu. Ziemia Lubaczowska" zdobył Kryształowego Drona za najlepszy film wykonany z drona w 2019 roku. Krystian jest również laureatem konkursu "Leśne Fotografie", gdzie jego zdjęcie starego nagrobnego krzyża w leśnej scenerii zdobyło pierwsze miejsce. Prace Krystiana  można oglądać na kanale YouTube RoztoczeWschodnieHD oraz w mediach społecznościowych. Krystian Kłysewicz pełni także funkcję podinspektora ds. promocji, ochrony cmentarzy wojennych i zabytków w Urzędzie Gminy Horyniec-Zdrój.






 Fotografie z rekonstrukcji historycznej "Śladami Jana III Sobieskiego".

 
Jedną z sal zajmuje wystawa poświęcona działaczom lokalnych jednostek Armii Krajowej w czasie II wojny światowej.



Widać, że wciąż coś się tu remontuje i odnawia, podobnie w parku.






Z Narola pojechałam dalej, zatrzymując się w Płazowie klik!, gdzie tego dnia w kościele był odpust. Zgodnie z planem, trafiłam idealnie na moment prezentacji drzeworytu płazowskiego.

W Płazowie około 1830 roku miejscowy rzemieślnik Mateusz Kostrzycki produkował w swoim warsztacie obrazki ze świętymi z wydłubanych samodzielnie na desce drzeworytów. Sprzedawała je na odpustach, jarmarkach i tragach jego żona Ludwika, będąca kramarką. Po śmierci Mateusza tradycję drzeworytniczą kontynuował jego syn Maciej, ale on nie miał już następcy, gdyż tradycyjnie odbijane obrazki ze świętymi zaczęły być wypierane przez coraz popularniejsze oleodruki, które doskonale imitowały obrazy olejne. Drzeworytnictwem zainteresowała się natomiast etnografka Maria Dembowska oraz Stanisław Witkiewicz. Zgromadzone przez nich drzeworyty do dziś można obejrzeć w Muzeum Etnograficznym w Krakowie, sama sztuka drzeworytnicza jednak wygasła. W 2020 roku dzięki działalności członków Stowarzyszenia Tegit Et Protegit, Grzegorz Ciećka z Płazowa, wywodzący się z rodziny o wielopokoleniowych tradycjach pracy w drewnie i zajmujący się badaniem historii lokalnej twórczości ludowej,  zainicjował reaktywację drzeworytu z Płazowa. 11 lipca 2022 roku w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego dokonano wpisu do "Krajowego rejestru dobrych praktyk w ochronie niematerialnego dziedzictwa kulturowego" działania oparte na tradycji drzeworytu płazowskiego (nazwa zastrzeżona). 

Zachęcam do poczytania o drzeworycie na stronie TUTAJ! To bardzo ciekawy temat. 




Otrzymałam od drzeworytniczki kopię drzeworytu zrobioną tu i teraz, z opisem i autografem. Jeszcze nie oprawiona, ale znajdę dla niej godną ramkę i zawiśnie u mnie w domu:)

 

czwartek, 11 września 2025

Sanok - Muzeum Historyczne

Trzy lata temu w Lublinie gościła wystawa 40 prac Zdzisława Beksińskiego. Byłam zachwycona, siedziałam w galerii ze dwie godziny nie mogąc się napatrzeć na te dziwne obrazy:) Akurat na wystawę wybrano te z lat 80-tych i późniejsze, moim zdaniem najpiękniejsze i najbardziej fascynujące. Postanowiłam sobie wtedy, że muszę wybrać się do Muzeum Historycznego w Sanoku, aby obejrzeć cały, największy na świecie zbiór dzieł mistrza. Okazja trafiła się 7 września, choć plan na ten dzień był inny. Po porannej pobudce stwierdziliśmy, że plany trzeba zrewidować, bo na dworze mgła, więc widoków na górskiej wycieczce nie będzie, a co najwyżej przemokną nam buty i odzież do kolan przy przedzieraniu się leśno-górskimi ścieżkami. Padło więc na pobliski Sanok.

W kościele pocerkiewnym w Rudence była akurat msza, więc wyjeżdżając ze wsi tylko zerknęliśmy z zewnątrz. Zbudowana w 1844 roku w miejscu starszej drewnianej cerkwi nosi wezwanie Soboru NMP. Po 1947 roku użytkowana była jako magazyn zboża. W 1971 roku cerkiew została przejęta przez Kościół rzymskokatolicki. Wtedy zachowany był jeszcze kompletny ikonostas z XIX w. oraz kilka starszych ikon z XVII–XVIII w. W 1976 nastąpiła kradzież większości wyposażenia, a ostatnie 3 ikony sprzedano Muzeum Historycznemu w Sanoku. Ikonostas pozbawiony ikon przecięty został na trzy części. Wrrr....



Muzeum Historyczne w Sanoku mieści się w budynku zamku wzniesionego przez starostę Mikołaja Wolskiego w latach 1523-48 w stylu renesansowym, z dobudowanymi później dwoma skrzydłami. Niestety, w swojej ponad 400-letniej historii zatracił pierwotny wygląd, ulegając potrzebom i gustom kolejnych gospodarzy i obecnie nie poraża urodą, mówiąc eufemistycznie. Największe szkody w wyglądzie zamku poczynili Austriacy w XIX w.

 
Muzeum na zamku posiada cenne zbiory, dla mnie najbardziej interesujące były zbiory sztuki cerkiewnej i galeria Beksińskiego.

Najstarsze ikony z kolekcji sanockiej wykonane są na deskach lipowych, natomiast te późniejsze z XVII-XIX w. na tańszych i łatwiej dostępnych deskach jodłowych i świerkowych. Niektóre malowane są na płótnie lub na blasze. Ikony przedstawiają portrety świętych, epizody z ich życia (ikony hagiograficzne), a także sceny ilustrujące treść Pisma Świętego, apokryfy i legendy. Jest ich tyle, że mogłabym tam zamieszkać na tydzień i wciąż miałabym co podziwiać. Kolekcja jest fantastyczna i choć Muzeum Ikon przy pałacu w Łańcucie także posiada ogromne i cenne ZBIORY, to tam nie ma na ich ekspozycję miejsca, natomiast tutaj poświecono im wystarczającą powierzchnię i wiele sal. 


Dlaczego ikony tak wyglądają i dlaczego często są do siebie podobne ? Otóż drugi sobór nicejski z 787 r. określił kanon ikonograficzny (tzw archetyp) i obowiązek zgodności pisanych ikon z takim praobrazem. Z tych właśnie względów nie są możliwe jakiekolwiek odstępstwa od wzorca, a swoboda twórcza artysty jest ograniczona. Twórca ikony musi wyrzec się osobistej kreacji, aby skupić się na najistotniejszej sprawie, jaką jest oddanie pierwowzoru. Stąd też bierze się minimalizm elementów składających się na kompozycję, gdyż na ikonie wystarczy jedno drzewo, by ukazać cały las, jeden człowiek, by przedstawić całą ludzkość. W celu wiernego przedstawienia archetypu malarz posługuje się gotowymi schematami ikonograficznymi zawartymi w specjalnych podręcznikach malarskich czyli podlinnikach. Ikonopisiec, artysta malujący ikonę, jest wykonawcą tylko w sensie materialnym, jest osobą użyczającą swych rąk Bogu, aby On się objawił, dlatego też większość ikon jest niepodpisana.



 
Archanioł Michał


 
Matka Boża w stylu hodegetria (styl, w którym Matka trzyma Dzieciątko u boku, wskazując na nie jako źródło zbawienia dla ludzkości. Głowa Marii pochyla się w stronę dziecka, które unosi rękę w geście błogosławieństwa)                         /"


 
Bardzo interesujące było przyglądanie się detalom:)


 
Jan Chrzciciel, ikona z ULUCZA








Święty Onufry





 
Trzech Króli trzech ras:)


 
Walka dobrego ze złem u stóp nowonarodzonego Jezusa.


 
Złożenie do grobu Matki Bożej

 
Matka Boska w stylu eleussa (styl obrazu, w którym Dzieciątko Jezus przytulone jest do policzka Matki).

 Pieta 


 
Matka Boża (eleussa), ikona z cerkwi w Łopience

Jest tych ikon tutaj setki, a każda warta uwagi. Nie mogłam tu zostać przecież cały dzień, więc obejrzeliśmy jeszcze ekspozycje sakralne katolickie, ceramikę pokucką, militaria, zbiory archeologiczne, malarstwo portretowe i ceramiczne.




I na koniec zostawiliśmy do obejrzenia tę wisienkę na torcie czyli dzieła Zdzisława Beksińskiego. Artysta urodził się, mieszkał i przez jakiś czas tworzył w Sanoku, trochę nawet rzeźbił i fotografował, w latach 50-tych uważam, że był pod wpływem malarstwa Picassa, bardzo mi się jego grafiki kojarzyły z twórczością Picassa. Potem Beksiński poszedł w innym kierunku, tak jakby szukał, szukał i wreszcie znalazł kierunek, w którym chciał tworzyć. I dla mnie właśnie jego dzieła z lat 80-tych i późniejsze są najbardziej interesujące, fantastyczne, pełne symboliki, magnetyzujące wprost.






















Jeden z moich ulubionych obrazów Beksińskiego..


  
Kolejny z moich ulubionych...





Napatrzyłam się do woli, w muzeum byliśmy ponad 4 godziny:) Do zachwytów dodam łyżkę dziegciu. Wystawa obrazów Beksińskiego jest fatalnie oświetlona. Z której strony nie patrzeć na obraz, zawsze odbija się w nim jakaś żarówka, okropność. 

W Lublinie trzy lata temu było tak:
 

Widz w ciemności, obraz oświetlony rozproszonym światłem, nic się nie odbijało, obraz nie błyszczał, oglądało się wspaniale. Muzeum w Sanoku powinno wziąć przykład. Nie omieszkałam podzielić się uwagami z dyrektorem Muzeum, a końcu każde muzeum jest dla widza, a Mistrz powinien mieć najlepszą oprawę. Pan Dyrektor muzeum osobiście mi odpisał:

"Przyznaję szczerze, że niestety jakość oświetlenia pozostawia sporo do życzenia i sygnały w tym kierunku otrzymaliśmy już od kilku gości Muzeum, zresztą sami zdajemy sobie sprawę z takiego stanu rzeczy. Mam jednak też dobrą wiadomość: podjęliśmy zabiegi o środki na wymianę oświetlenia i inne, niezbędne prace remontowo-modernizacyjne w obrębie Galerii Zdzisława Beksińskiego, które będą przeprowadzone w przyszłym roku kalendarzowym. W efekcie powstaną dwie kolejne sale i Galeria zostanie wydatnie poszerzona. Zostaną też zaprezentowane dodatkowe obrazy, które Muzeum przejmie z kolekcji prywatnej (łącznie 25 obrazów). Mam więc nadzieję, że ten problem zostanie usunięty.
Za życzliwą i skierowaną wprost do mnie uwagę jestem wdzięczny: to najlepsza, nienacechowana złośliwością forma komunikacji, którą staramy się traktować poważnie. 
Zgadzam się też, że prace w moim ukochanym Lublinie (CSK) były pokazane bardzo ładnie. Sami przygotowywaliśmy tę wystawę, więc taka opinia jest bardzo miła. 

Z wyrazami szacunku 
Jarosław Serafin"

I to jest bardzo dobra wiadomość:)

Beksiński to postać tragiczna, ale nie będę się tu rozpisywać, bo informacji na temat jego życia i śmierci jest w Internetach mnóstwo. Z Sanokiem jest nadal związany, bo tu jest pochowany oraz ... nadal sobie stoi na rogu w Rynku:)


Było już późne popołudnie, więc tylko pospacerowaliśmy po Sanoku przed powrotem do domu.


Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego - pierwotnie barokowy, ale przebudowywany wiele razy trochę tego stylu utracił. Za czasów monarchii austro-węgierskiej był tu areszt i sąd. W środku bogate freski, zaczynała się msza, więc szybko ewakuowaliśmy się. 




Kościół Farny Przemienienia Pańskiego -  Fundatorem pierwszej, drewnianej świątyni w tym miejscu był król Kazimierz Wielki. Z czasem większy, murowany kościół pobudował król Władysław Jagiełło i tutaj 2 maja 1417 roku zawarł związek małżeński z Elżbietą Pilecką – Granowską.  Kościół spłonął w 1782 roku i odbudowany został dopiero po ponad 100 latach. Wieże dobudowano w latach 1903–1906. Ołtarze boczne są neobarokowe, a ambona i witraże powstały na początku XX wieku. 



Niżej: XVI-wieczna płyta nagrobna Sebastiana Lubomirskiego, przeniesiona z dawnego, gotyckiego kościoła. 



Na koniec zaglądamy do cerkwi, przy której parkujemy.


Żegna nas piękny zamglony krajobraz nad Sanem