Brodziaki to mała wieś położona w województwie lubelskim. Jej nazwa pochodzi od brodów na rzece Czarna Łada; najpierw to mieszkańcy tej wsi byli nazywani „brodziakami”, później wieś przejęła tę nazwę. W XVII w. las otaczający wieś nazywany był "Borem u Kniehyniego Mostu", teraz to Puszcza Solska. Przez teren miejscowości biegła granica pomiędzy Ordynacjami Zamojskich i Gorajskich oraz między województwami ruskim i lubelskim.
Ale nie domy przyszłam oglądać, tylko widowisko historyczne. W niedzielę miał tu miejsce XI Piknik Historyczny. Na każdym pikniku przedstawiane jest poruszające widowisko poświęcone lokalnym dziejom z okresu II wojny światowej, za każdym razem inne. Pomysłodawcą oraz autorem scenariuszy widowiska historycznego jest pochodzący ze wsi Dominik Róg, historyk i regionalista. Impreza odbyła się na zielonym terenie koło straży pożarnej. Był konkurs recytatorski dla uczniów szkół z okolicy. I kiedy kilkunastoletnia dziewczynka wyrecytowała "Elegię o chłopcu polskim" Baczyńskiego, to ludzie mieli łzy w oczach. Był też konkurs piosenki patriotycznej dla uczniów, niektóre dziewczynki zaśpiewały jak zawodowe piosenkarki. Moja faworytka, Julka, zajęła trzecie miejsce, ja bym jej dała pierwsze:) Te recytacje i pieśni patriotyczne były naprawdę wzruszające, już dawno nie słyszałam takich treści.
Wystawa dokumentów i fotografii mieszkańców wsi Brodziaki.
Wystąpiły też panie z zespołu ludowego
A potem zaczęło się 3-częściowe widowisko. Dziewczyna, a potem chłopak odczytywali opowieść jednej z mieszkanek (w zeszłym roku zmarła), o jej rodzicach, którzy zginęli w czasie wojny - matka zastrzelona podczas pacyfikacji, ojciec zamęczony przez Niemców w więzieniu na lubelskim zamku, a ona cudem uratowana przez obcą kobietę. Inscenizacja przedstawiała egzekucję matki, pacyfikację wsi, łapankę, wywózkę więźniów i walkę z partyzantami. To było tak realistyczne, że w gardle stała gula, gdy się patrzyło i słuchało okrzyków, jęków bitych ludzi i wystrzałów. Koło mnie dziewczynka 14-15 letnia, oglądała widowisko i wycierała łzy. Ale były też "madki" i tatuśki z bąbelkami, którym na stoisku obok kupili po granacie i pistolecie zabawkowym i w trakcie pokazu radośnie wołali: "zobacz Natanek, pan strzela, zabić go! ". Nie skomentuję, bo mi się przekleństwa na usta cisną...
Zaczęło się widowisko. Najpierw wieś, spokojna i wesoła, dzieci się bawią, dorośli plotkują.
Znajdują w zagajniku innych mieszkańców, jedna z kobiet podbiega po niemowlę
Przygotowania do egzekucji przerywa przyjazd dowódcy niemieckiego oddziału, który nakazuje szybko opuścić wieś
Po ich odjeździe z lasu wychodzi mąż zabitej kobiety i przy pomocy kompanów zabiera spod ziemianki jej ciało
Niemcy wracają i zabierają mężczyzn do więzienia na zamku lubelskim
Walka zakończyła się rozbiciem oddziału hitlerowców, zwyciężyli partyzanci. Niby taka sobie historyjka, ale nie! - to historia prawdziwa, naprawdę się wydarzyła w 1943 roku.
A teraz, choć to tylko rekonstrukcja, to jej uczestnicy oddali ją tak prawdziwie, że skóra cierpła:) Dodatkowo huk wystrzałów, wybuchy, terkotanie karabinów, okrzyki, jęki rannych, płacz kobiet i to na tle monumentalnej muzyki brzmiały tak autentycznie, że w wielu widzach wywoływały wzruszenie.
Rekonstruktorzy po bitwie zebrali wiele braw, bardzo zasłużonych. Szacunek dla tych wszystkich, którzy tę imprezę zorganizowali.
Na koniec grochówka, piwo i ciasto i ... po imprezie:)