Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wąwóz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wąwóz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 maja 2026

Wdżar - Pieniny/Gorce

Na granicy Pienin i Gorców znajduje się niewielka, aczkolwiek ciekawa górka Wdżar. 

Wdżar to szczyt o wysokości 767 m n.p.m., położony na granicy dwóch turystycznych miejscowości Kluszkowce i Krośnica. Charakteryzuje się niezwykłą budową geologiczną, która przypomina wygasły wulkan i co ciekawe - jest zbudowana ze skały wulkanicznej zwanej andezytem pienińskim, pochodzącej z miocenu, co oznacza, że ma 5 - 23 mln lat. Budowa góry jest wielką tajemnicą, bowiem zbadano, że nie jest wygasłym wulkanem, a jednak ze skały wulkanicznej jest zbudowana. Ja więc to się stało ??? Ano tak, że prawdopodobnie miliony lat temu magma przebijała się tutaj ku powierzchni, ale zastygła pod ziemią, tworząc twardą skałę. Dopiero późniejsza erozja odsłoniła to, co widzimy dzisiaj czyli górę Wdżar. To tylko jedna z teorii, bo jak było naprawdę, nie wie nikt.


Górę Wdżar człowiek wziął we władanie całkowicie. Aktualnie jej część należy do osoby prywatnej i tam są najładniejsze skałki, które wykorzystywane są do trenowania wspinaczki skałkowej. Dużą część góry zajmuje stok narciarski, wyciąg, park linowy,  letni tor saneczkowy, rowerowa trasa downhill i inne tego typu atrakcje. W pozostałej części góry były kiedyś kamieniołomy, ale z powodu nierentowności są już zamknięte od ponad 50 lat. Na ich terenie wytyczono ścieżkę dydaktyczną zwaną Szlakiem Papieskim, bo raz kardynał Wojtyła u podnóża góry mszę odprawił. 

Żeby wejść do wąwozu, trzeba dwa razy wspiąć się po żelaznych schodach.

W upalny dzień, w kamiennym wąwozie panuje przyjemny chłód i cień, a spacer umilają przyjemne ptasie trele. W połowie ścieżki jest wiata wypoczynkowa z ławkami.



Ścieżka biegnie przez dwa nieczynne kamieniołomy o nazwie Lisi Łom i Tylka, gdzie wydobywano andezyt stosowany w budownictwie oraz w dekoratorstwie.



Znajduje się tutaj jedyne w Polsce stanowisko paproci objętej w Polsce ścisłą ochroną gatunkową o nazwie rozrzutka brunatna, która rośnie tylko na podłożu andezytowym.



Miejsca bardziej strome i skaliste zostały wyposażone w łańcuchy.


Odsłonięte ściany skalne, mieniące się różnymi barwami, pozwalają zajrzeć do wnętrza ziemi. Nie zaprzeczę, iż miałam wrażenia, że ta ściana zaraz się na nas zawali:)




 
Ściany wąwozu skalnego mają wysokość od 20 do 40 metrów.



 
U wylotu wąwozu widok na odległe ośnieżone szczyty Tatr. Rzut oka do tyłu na wąwóz, z którego przyszliśmy i wychodzimy ze ścieżki na polanę pod szczytem.




 
Z polany widok na okolicę jeszcze piękniejszy...

 
I niespodzianka - na linii lasu jeszcze leży śnieg, a mamy początek maja..



Smocze Gniazdo – rzeźba smoka zakutego w łańcuch. Ciekawostką związaną z Wdżarem jest legenda o smoku zamieszkującym okoliczne tereny. Według podań w jaskiniach pod górą miał się ukrywać ogromny gad, który siał postrach wśród miejscowej ludności. 

Ponieważ w skałach andezytowych występuje minerał o nazwie magnetyt, to powoduje on silne anomalie magnetyczne. Niektórzy badacze twierdzą też, że miejsce to zostało uderzone przez piorun w momencie zastygania magmy, co dodatkowo "namagnesowało" skały. Najsilniej kompasy wariują przy skałkach w pobliżu smoka, ale nie mieliśmy kompasu, aby się o tym osobiście przekonać.


Na szczycie Wdżaru znajduje się platforma widokowa, z której roztacza się panorama na Tatry, Babią Górę, Gorce, Pieniny i Jezioro Czorsztyńskie.


Karczma Bacówka na szczycie to stara drewniana chałupa z tarasem, skąd roztaczają się piękne widoki na okoliczne góry. Miło było odpocząć pod parasolem na tarasie widokowym.


Wdżar jest też jednym z oficjalnych startowisk paralotniarzy. Tutaj, jako jeden z pierwszych polskich paralotniarzy trenował Józef Gigoń z Nowego Targu. Tutaj też ustanowił pierwsze polskie rekordy w tej dziedzinie sportu: w 1977 roku rekord wzniesienia się nad poziom startu - 1160 m, w 1980 roku rekord czasu przelotu wynoszący aż 8 godz 20 minut!

My zeszliśmy pieszo:) Przeciwnym odkrytym stokiem góry wróciliśmy na parking.

sobota, 9 maja 2026

Wiosenny Redyk w Jaworkach - Pieniny

Na początku maja każdego roku w Jaworkach organizowane jest święto z okazji rozpoczęcia wypasu owiec tzw. Wiosenny Redyk. Byłam w ubiegłym roku w Szczawnicy na zakończenie wypasu, niby fajnie, choć był przeraźliwy ścisk, a ludzi mrowie, miałam obiekcje co do tego rodzaju rozrywki, więc już nigdy więcej do Szczawnicy na redyk nie pojadę. Podobno w Jaworkach jest kameralniej. Pojechaliśmy zobaczyć.

Z daleka widać kościół w  Jaworkach, już go kiedyś zwiedzałam przy okazji pobytu w Wąwozie Homole.

Widać, że w tym samym kierunku od strony Szczawnicy zmierza wiele osób, choć do rozpoczęcia redyku jeszcze prawie  trzy godziny. Pojawił się też Janosik, którego spotykam tu za każdym pobytem:)

 
Wchodzimy do Wąwozu Homole, jest bardzo ciepło i bezchmurnie, temperatura około 24 stopnie, słońce grzeje, bardzo przyjemna pogoda. Spacerujemy po wąwozie, odpoczywamy na polanie, gdzie jest węzeł szlaków.








Wąwóz Homole im. Jana Wiktora wchodzi w skład Małych Pienin i jest ich największą atrakcją turystyczną. Wąwóz zbudowany jest z czerwonego i białego wapienia krynoidowego,  sięga w najwyższym punkcie na wysokość 120 metrów. Wąwozem płynie potoczek o nazwie Kamionka z licznymi kaskadami wodnymi. Wąwóz objęty jest ścisłą ochroną rezerwatową. 



   
U wlotu wąwozu wchodzimy na wzgórza górujące nad Drogą Pod Homolami. Widzowie zaczynają się już gromadzić.








Korzystając z tego, że jest jeszcze czas, idziemy w kierunku Sołtysiej Skały mijając po drodze inne skały wapienne.


Na zboczu Wapielnika, w kierunku Sołtysiej Skały zauważamy stado owiec, które będą brały udział w redyku. I tu dotarł tłum turystów chcących zobaczyć zwierzęta z bliska.




 
Na razie owieczki spokojnie się pasą, juhasi odpoczywają, psy pasterskie leżą w cieniu..


 
W pewnym momencie baca podejmuje decyzję o wymarszu na dół, do Drogi Pod Homolami.







Początkowo owce spokojnie schodzą, a potem przestraszone krzykami nieodpowiedzialnych beztroskich turystów podchodzących zbyt blisko, znienacka czmychają w lewo w wyższe partie wzgórz, nie reagują ani na wezwania juhasów ani na szczekanie psów.

 
I tyle je widziano..



Po jakimś czasie juhasom udało się opanować stado, ale nie udało się okiełznać turystów. My staliśmy daleko, zdjęcia są robione z dużej odległości, dlatego są takie słabe, natomiast setki ludzi za nic nie chciało zejść z drogi dla stada. Juhasi klęli, prosili o zejście z drogi, bo owce się boją, ale gdzietam... jakby mówić do pnia...
 

Aby zmotywować zwierzęta, juhasi prowadzili za rogi dwóch przewodników stada licząc, że reszta owiec pójdzie za nimi. Niestety, owce uciekły po raz drugi.


 
W tym momencie zrezygnowaliśmy z uczestniczenia w dalszej części redyku. Spojrzawszy na dół, gdzie kłębiło się od narodu, stwierdziliśmy, że nie dla nas taka impreza i poszliśmy za góry, za lasy, na spokojne spędzenie reszty dnia w naturze, gdzie ludzi nie było:)


Podjechaliśmy w kierunku Szczawnicy, ale nie wjeżdżaliśmy do miasteczka, tylko zatrzymaliśmy się koło wodospadu Zaskalnik i udaliśmy się w lasy ku kaplicy w Sewerynówce.



A w drodze powrotnej do Sromowiec Niżnych podziwialiśmy Tatry.