Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wieprz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wieprz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 października 2026

Milejów - Nadwieprzański Park Krajobrazowy, Jaszczów

Znalazłam się w Milejowie wyświadczając komuś przysługę, podwózkę z ciężkim bagażem. Ponieważ za dwie godziny mieliśmy wracać, to zamiast siedzieć w cudzym salonie z telewizorem, poszłam zobaczyć, co tu w tym Milejowie mają.

Milejów kojarzy mi się z sokami owocowymi, ale teraz już pod marką Milejów nie są produkowane. Jednak jeśli weźmiecie do ręki np. sok jabłkowy Fortuna albo koncentrat pomidorowy Dawtona, to one są właśnie stąd. Tu się je produkuje, choć konfekcjonowanie może być w innym zakładzie.


Milejów to wieś, która stara się o prawa miejskie. Czy je dostanie, okaże się za trzy miesiące. Nie posiada spektakularnych walorów, które by przyciągnęły ciekawskich turystów, ale skoro już tu byłam to ich poszukałam:)
Historia wsi sięga roku 1452, w dokumentach wymieniana jest jako wieś szlachecka. Przez wieki miejscowość często zmieniała właścicieli. Nazwę zawdzięcza rodowi Milejowskich, potem należała do Juszczynów oraz Suchodolskich, a w XIX wieku majątek przeszedł w ręce hrabiów Rostworowskich herbu Nałęcz. Od XVII wieku istniała tu drewniana cerkiew unicka pw. św. Barbary. Z inicjatywy rodziny Rostworowskich erygowano w Milejowie parafię katolicką i wybudowano kościół.



Ta lewa część kościoła jest stara, ta prawa jest z lat 90-tych XX w., bo kościół stał się za mały dla wiernych. Już mogli rozbudować w tym samym stylu, a nie jakieś bezpłciowe betonowe ściany...
Kościół mnie ciekawił z dwóch powodów. Po pierwsze jest tu 300-letnia ikona greckokatolicka. No, ale kościół był zakratowany, a ikona jest w głębi w ołtarzu głównym, więc zobaczyłam tylko z daleka. Obejrzałam z bliska w wikimedia commons.


Ikona przedstawia Matkę Bożą z Dzieciątkiem, bez tzw. koszulki, a tak wygląda (niżej) w srebrnej koszulce (zdjęcie jest ze strony Archidiecezji Lubelskiej), to ten sam obraz.


Obraz jest w stylu eleusa: Matka Boska ukazana en face i w półpostaci, z dzieciątkiem na lewym ramieniu, dzieciątko ukazano w całej postaci, Matka Boska lekko zwraca ku niemu głowę. On przytula policzek do twarzy Matki.

Gdy w połowie XIX wieku likwidowano unicką parafię i wznoszono kościół rzymskokatolicki, wiele elementów dawnego wyposażenia uległo zniszczeniu lub - mówiąc delikatnie - rozproszeniu. Obraz kapłani i mieszkańcy przenieśli do świątyni łacińskiej i umieścili w dawnym ołtarzu głównym. Dla wiernych to, że ikona przetrwała burzliwe zmiany wyznaniowe i polityczne carskiej Rosji na Lubelszczyźnie, nosiło znamiona nadprzyrodzonej opieki i cudu. W tradycji ludowej wizerunek słynął z wysłuchiwania próśb w sprawach beznadziejnych, rodzinnych i zdrowotnych, więc Matka Boska otrzymała przydomek Serdeczna.

 
Obrazu "pilnuje" św. Stanisław i jakiś papież, o czym świadczy tiara.

W kościele jest jeszcze wiele cennych obrazów, w tym ten, którego reprodukcję pokażę niżej:) Obraz przedstawia chór kościoła Kapucynów w Rzymie, a kto mnie zna, ten się domyśli, dlaczego akurat ten obraz wybrałam:)

 
Z ciekawostek: jest tu w kościele ekspozycja 26 wotów dziękczynnych, w tym jedno ze szczerego złota, a inne to...  para miniaturowych butów piłkarskich wykonanych z masy perłowej. Wiąże się z nimi opowieść o sportowcu (lub osobie związanej z lokalnym klubem Tur Milejów), który w momentach ciężkiej choroby lub życiowego zakrętu zawierzył swój los Matce Bożej. Gdy jego prośby zostały wysłuchane, przyniósł w podzięce to spersonalizowane wotum.

 
Powód drugi dla mojej wizyty w kościele to grobowce. Pod starą częścią kościoła znajdują się krypty grobowe ze szczątkami fundatorów świątyni oraz członków rodziny hrabiów Rostworowskich.  Sam główny fundator i dawny dziedzic Milejowa Antoni Meliton hrabia Rostworowski, oficer napoleoński i wysoki urzędnik zmarły w 1843 roku został pochowany u ojców kapucynów w Warszawie. Jednak ze względu na jego ogromne zasługi dla Milejowa, jego serce zostało sprowadzone i złożone wewnątrz milejowskiej świątyni.


Spoczywa tu m.in. Marya z Jansenów hrabina Rostworowska, żona Antoniego Melitona Rostworowskiego, który zainicjował budowę tej świątyni. Po śmierci męża w 1843 roku samodzielnie zarządzała dobrami milejowskimi. To ona stała się główną fundatorką murowanego kościoła. Przez lata toczyła trudne batalie z carską administracją o zgodę na wzniesienie rzymskokatolickiej świątyni na terenach zdominowanych przez unitów. Zmarła w Milejowie podczas epidemii cholery w 1856 roku, tuż przed ukończeniem budowy świątyni. Następcą został jej syn Antoni Ignacy Rostworowski mający wówczas 22 lata. 

Krypty nie są dostępne, są na stałe zamknięte i otwierane tylko dla konserwatorów. Ostatni pochówek w kryptach miał miejsce w 1972 r.


Za kościołem znajduje się zabytkowa dzwonnica, wzniesiona w tym samym czasie co kościół i w tym samym eklektycznym stylu. Stanowi ona integralną część przykościelnego muru obronno-ogrodzeniowego z żelazną bramą. Dzwony są współczesne. Oryginalne zostały skradzione przez Rosjan w czasie I wojny, kolejne przez Niemców w czasie II wojny.


Rostworowscy po nabyciu Milejowa postawili na nowoczesne rolnictwo i sadownictwo. W 1905 roku założyli Fabrykę Przetworów Owocowych i Warzywnych, która po II wojnie została upaństwowiona i przetrwała w takiej formie do lat 90-tych XX wieku, kiedy to została sprywatyzowana. W latach 60., 70. i 80. XX wieku zakład Milejów przeżywał gigantyczny rozkwit, stał się potęgą produkującą soki, dżemy, mrożonki i kompoty, które eksportowano nawet za granicę. Chyba każdy w Polsce zajadał produkty z Milejowa:)
Antoni Jan Feliks Rostworowski, wnuk pierwszego dziedzica, który miał za sobą studia rolnicze i ekonomiczne w Halle oraz obroniony doktorat z filozofii, po śmierci ojca wrócił na wieś i zainicjował budowę nowoczesnej cukrowni w 1907 roku, wybudował bibliotekę oraz mieszkania dla swoich pracowników, zapewnił pomoc medyczną, zabezpieczenie emerytalne, założył dla dzieci folwarcznych tajną szkolę (ochronkę) z językiem polskim.
Uruchomił cegielnię, przeprowadził linię kolejki wąskotorowej do Białki, gdzie założył tartak i kopalnię torfu. Zmeliorował bagna na obszarze 200 ha. Nutrie Hodował! Soję uprawiał!
Zaangażował się w podziemną działalność patriotyczną. Wstąpił w szeregi Ligi Narodowej – tajnej, trójzaborowej organizacji politycznej walczącej o podtrzymanie polskości i przygotowującej grunt pod odzyskanie niepodległości.

Antoni Jan Feliks był też współzałożycielem KUL-u w Lublinie.  Jako majętny właściciel cukrowni i dóbr w Milejowie, Rostworowski przekazywał darowizny na rzecz nowo powstałego uniwersytetu, wspomagając jego funkcjonowanie w trudnych latach powojennych po 1918 roku. Pełnił rolę skarbnika Komitetu Wykonawczego Powołania Uniwersytetu. To on osobiście odpowiadał za gromadzenie funduszy, zarządzanie budżetem powstającej uczelni i szukanie nowych źródeł finansowania wśród ziemiaństwa.

Niżej dawne budynki wchodzące w skład cukrowni,  nadal użytkowane jako mieszkania. 

 
W Milejowie była także suszarnia chmielu,  młyn parowy i gorzelnia, której budynki stoją po dziś dzień (niżej).



Antoni Jan Feliks Rostworowski był dynamicznym przedsiębiorcą. W ciągu 15 lat osobistego zarządzania przekształcił Milejów z rolniczej wsi w nowoczesną, uprzemysłowioną osadę, dla której bezskutecznie starał się o prawa miejskie. Zmarł w 1934 roku.
Miał 8 dzieci, jeden z jego synów Jan Maria Józef Rostworowski był podporucznikiem piechoty Polskich Sił Zbrojnych i Armii Krajowej, cichociemnym, dziennikarzem, poetą. Aresztowany w czerwcu 1943 roku przez kontrwywiad niemiecki był torturowany i więziony w Berlinie i  na Pawiaku, potem wywieziony do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, gdzie uczestniczył w konspiracji obozowej, za co został przeniesiony do kompanii karnej i zamęczony przez blokowego Kurta Vogela. Jego zwłoki spalono w krematorium. 

Wczesną wiosną 1944 r. ostatni właściciel tych dóbr, drugi syn Antoniego Jana Feliksa Rostworowskiego, Stanisław Kostka Rostworowski, opuścił Milejów. Wywiózł obrazy, gromadzone prze długie lata rękopisy i pamiątki rodzinne, przewiózł je do Warszawy, gdzie spłonęły podczas powstania w 1944 r. 
W  lipcu 1944 roku na mocy komunistycznego dekretu o reformie rolnej, majątek Rostworowskich został odebrany prawowitym właścicielom, a ich samych zmuszono do opuszczenia swojego gniazda rodowego z zakazem osiedlania się w pobliżu dawnego majątku. Rodzina rozproszyła się po Polsce i świecie.



Dom kultury i kino w Milejowie, akurat grają "Lalkę" z Dorocińskim (już widziałam:).

 
Charakterystyczne domy, pewnie mają ponad sto lat, zbudowane z czerwonej cegły i białego kamienia wapiennego, widziałam tu ich więcej.

 
A jak szłam nad Wieprz, to czekał na mnie taki miły koleżka:)







Spotkałam wędkarzy nad Wieprzem, pochwalili się, że "ryba bierze".




Mijały dwie godziny, więc musiałam się zbierać po pasażera. W drogę powrotną, zamiast jechać najlepszą drogą, pojechaliśmy po wertepach po przygodę:) Tej przygody za bardzo nie było, ale zobaczyliśmy ładne krajobrazy i ciekawy stary dworzec kolejowy w pobliskim Jaszczowie. 


Dworzec kolejowy w Jaszczowie to zabytkowy budynek z końca XIX w., będący jedną ze stacji Kolei Nadwiślańskiej. Obecnie już nieużytkowany, będzie służył jako baza/stacja rowerowa. W pobliżu jest dużo szlaków i w sezonie letnim mnóstwo rowerzystów.

W Jaszczowie był kiedyś dwór rodu Kickich (o Kajetanie Kickim pisałam przy okazji Sobieszyna i Orłowa Murowanego). Właścicielem był generał Ludwik  Kicki, brat stryjeczny Kajetana, adiutant księcia Józefa Poniatowskiego, który towarzyszył mu aż do jego tragicznej śmierci w bitwie pod Lipskiem.
Dwór drewniany, kryty gontem postawił w Jaszczowie w 1812 roku wraz z ojcem Onufrym, który zaraz potem zmarł. Wokół dworu rozciągał się park, a w pobliżu stał zbór ariański z XVI wieku, zamieniony na oficynę. Wdowa po Ludwiku, Natalia, zapisała dobra jaszczowskie swojemu chrześniakowi Henrykowi hr. Potockiemu. Ten wkrótce sprzedał je Antoniemu i Wojciechowi hr. Roztworowskim z Milejowa. Następnie dwór nabył Kazimierz Poniatowski, który gospodarował tu ze swoim synem Juliuszem do 1932 roku. Jednymi z ostatnich właścicieli dworu byli Pisarkowie, z których Walery Pisarek był profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie i znanym językoznawcą. Same znakomite nazwiska...:)  W kolejnych latach budynek popadał w stopniową ruinę. Zawaleniu uległ dach, stropy, piece, kominki czy podłogi. Pamiętam, że jak przejeżdżałam tędy przed laty, to była tylko kupa gruzu.
Zdewastowany zabytek po 200 latach od budowy, nabyła na początku XXI w. prywatna osoba i został ...odbudowany...? postawiony od nowa...? nie wiem jak to nazwać, bo stan na pewno był taki, że gruz zepchnięto i wywieziono i budynek postawiono od nowości, ale wg starego planu. Mimo to, jest wpisany na listę zabytków, chociaż dach ma z jak najbardziej współczesnej blachy, okna absolutnie nowoczesne i nie jest pobielony, jak tamten oryginalny. No, ale chwała temu, komu się chciało i kto zainwestował. Ma tu być pracownia rzemiosła artystycznego.


A potem to już tylko podziwialiśmy jesienne barwne krajobrazy i stare chaty w Popławach.












Aura typowo jesienna, chmury i drobny deszczyk, słońca chyba nie uświadczymy przez kolejne dni. Mimo to, urodziwa jest ta nasza lubelska prowincja:)

Źródło informacji o Rostworowskich (ogromne, 2300 stron ! ) to praca Stanisława Jana Rostworowskiego "Monografia rodziny Rostworowskich", baaardzo ciekawa!

środa, 9 lipca 2025

Roztocze - okolice Tomaszowa Lubelskiego

Łatwo można zauważyć, że preferuję odwiedzanie i zwiedzanie mniejszych miejscowości i miasteczek, bardziej mnie rajcują niż te większe. Jeżdżąc w różne części Roztocza mijam lub przejeżdżam przez Tomaszów Lubelski, ale chyba tylko raz się tam zatrzymałam:) Pewnie ze szkodą dla własnych wrażeń, ale także tym razem krążyłam wokół Tomaszowa, zostawiając miasto na kolejną okazję.

Przed Tomaszowem zajechałam do wsi Antoniówka w gminie Tarnawatka. 

Tutaj urodził się Mietek Kosz, genialny polski pianista i kompozytor, który przyczynił się do rozwoju polskiej szkoły jazzu. Był pierwszym Polakiem, który zagrał i na dokładkę wygrał, prestiżowy festiwal jazzowy w Montreux. Nie widział od dziecka, mając 12 lat stracił wzrok całkowicie. Zmarł w wieku 29 lat. Postać tajemnicza i tragiczna. Już we wczesnym dzieciństwie stał sią ofiarą przemocowego ojca, który 3-letniego chłopca zamknął w stajni z końmi z nadzieją, że go stratują i pozbędzie się życiowego balastu. Matka powodowana troską o syna opuściła męża i zajęła się dzieckiem samodzielnie, niestety wkrótce zmarła. Były to lata 40-te XX wieku.  Dzięki miejscowemu proboszczowi kilkulatka umieszczono u zakonnic w Laskach. To one zauważyły, że dziecko ma talent muzyczny i poleciły go do szkoły muzycznej do klasy fortepianu, którą skończył z wysokimi notami, ale na studia muzyczne nie było go stać, musiał na siebie zarabiać. Grywał w krakowskich klubach i kawiarniach: „Literackiej”, „Pod Jaszczurami”, w „Helikonie”, tam gdzie mistrzowie Stańko i Komeda. Wieść o niespotykanym talencie dotarła do stolicy do Polskiej Federacji Jazzowej, od 1967 roku zaczął nagrywać dla Polskiego Radia, współpracował z Janem „Ptaszynem” Wróblewskim, brał udział w festiwalach  Jazz Jamboree i Jazz nad Odrą i we wspomnianym festiwalu w Montreux. Sam Ray Charles, zachwycony jego muzyką, chciał sprowadzić niewidomego jazzmana do USA, lecz polskie władze nie zgodziły się na jego wyjazd. Na YT jest dostępna jedyna nagrana płyta Mietka Kosza:

Utwory Mietka Kosza

Mietek Kosz w 1973 roku wypadł przez okno mieszkania w Warszawie. Nie wiadomo dlaczego, może był nieostrożny, a może celowo ?  Jego życie stało się tematem pięknego filmu fabularnego "Ikar. Legenda Mietka Kosza" z doskonałą rolą Dawida Ogrodnika, w reżyserii Macieja Pieprzycy.

Ikar. Legenda Mietka Kosza

Pochowany został w TARNAWATCE, na cmentarzu parafialnym. W Antoniówce upamiętnia go mural na ścianie wiejskiej świetlicy. Domu Koszów we wsi już nie ma od dawna.


 
Jak już na tym cmentarzu jestem, to zerkam jeszcze na zbiorową mogiłę Żołnierzy Września 1939 roku...


...oraz mogiłę ofiar pacyfikacji wsi Sumin przez hitlerowskich oprawców w styczniu 1943 r.  Wieś została spacyfikowana, po egzekucji mieszkańców większość zabudowań rozebrana, wiele też spalono (łącznie ze zwłokami). W lipcu 1958 roku zwłoki ofiar ekshumowano i pochowano na cmentarzu we wspólnej mogile. Ofiarami w większości byli mieszkańcy prawosławni, Polacy w mniejszości.


Na skraju współczesnego cmentarza zgromadzono nagrobki i pomniki, które stały tu dawniej, czyli pochodzące z  cmentarza unickiego.




 
Nad nimi pięknie pachną stare lipy i gra muzyka pszczelich skrzydełek.


W Antoniówce odwiedzam jeszcze poza wsią  miejsce pamięci w formie cmentarza wojennego żołnierzy Września 1939 poległych w bitwie z hitlerowcami w trakcie drugiej bitwy tomaszowskiej, która trwała od 22 do 27 września 1939 roku.



23 i 24 września 1939 r. , w czasie bitwy o Tomaszów Lubelski, polskim żołnierzom m. in. z 19 Pułku Ułanów Wołyńskich, udało się na chwilę wyprzeć Niemców ze wsi Antoniówka, ale natarcie załamało się w ogniu niemieckiej artylerii oraz karabinów maszynowych. Polska strona poniosła znaczne straty. Na cmentarzyku pochowanych jest 487 żołnierzy. Znane nazwiska 146 z nich są wymienione na dwóch tablicach pomnikowych, na terenie cmentarza ustawiono również pomnik w formie kamiennego trapezu. 


Stąd niedaleko do Zaboreczna. 


Podjeżdżam na skraj lasu, a potem idę kawałek pieszo w zagajnik. Tu kolejne upamiętnienie polskich bohaterskich żołnierzy.


Tutaj 1 lutego 1943 roku 250-osobowy oddział Batalionów Chłopskich dowodzony przez kpt. Franciszka Bartłomowicza "Grzmota" stoczył zwycięską bitwę  w obronie wsi Zaboreczno z oddziałami żandarmerii niemieckiej w liczbie 600 żołnierzy i osadników niemieckich. Zginął jeden polski żołnierz, dwóch zostało rannych. Na temat strat niemieckich niech mówi fakt zamówienia przez nich po bitwie 103 trumien. 



Zwycięstwo pod Zaborecznem miało duży wydźwięk moralny. Zamojszczyznę Niemcy planowali zasiedlić  Ukraińcami oraz 10 tys. osadników niemieckich z Rumuni. Prowadzili też akcję pacyfikacyjną Werwolf  o niespotykanych rozmiarach, w czasie której zniszczono dziesiątki wsi, zamordowano ok. 1000 ludzi, 60 tys. wywieziono i porwano setki dzieci. Niemcy po porażce pod Zaborecznem na pół roku zaprzestali wysiedleń na Zamojszczyźnie, co pozwoliło partyzantom i ludności zorganizować się do dalszej walki i oporu.









 
Z przyjemnością pospacerowałam po lesie przyglądając się roślinom i pracowitym mrówkom, posłuchałam śpiewu ptaków, a w gęstwinie natknęłam się na samotny, ale zamieszkały drewniany dom.

Przygotowując się do wyjazdu natknęłam się na informację, że w okolicy znajduje się wieś o ciekawym założeniu urbanistycznym. To Pańków. Postanowiłam odwiedzić. Na mapie tego nie widać, ale w rzeczywistości wygląda to tak:)


Pańków to bardzo stara wieś powstała w 1548 r. z woli króla Zygmunta Augusta. Sołectwo obejmowało dwa łany ziemi, zagrodę i staw, wokół którego promieniście zaczęto budować domostwa i drogi.


Przez wieki mieszkali tu głównie prawosławni, była tu cerkiew greckokatolicka z 1750 roku, ale została rozebrana w 1938 r. W czasie  II wojny światowej Pańków był kilka razy palony i rabowany.

 
Teraz staw Jęzior, wiejskie drogi, układ działek - to wszystko w Pańkowie jest zabytkiem i podlega ochronie konserwatorskiej. Pańków jest owalnicą, ma układ taki, jaki miewały najstarsze wsie. Działki i drogi rozchodzą się promieniście od znajdującego się w centrum stawu.





Ponieważ temperatura sięgała prawie 30 stopni, z przyjemnością posiedziałam nad stawem, a na molo zrobiłam sobie piknik:)
Okolice są bardzo malownicze, więc zrobiłam sobie także krótki 3-kilometrowy pieszy rajdzik:)









Czyż tu nie jest pięknie ? 

Nasyciwszy oczy widokami, węch zapachami kwiecia i uszy śpiewem ptactwa, wsiadłam w tym upale w klimatyzowane auto i przekroczyłam w poprzek trasę E372 trafiając przypadkowo na stary greckokatolicki cmentarz.  Nie miał żadnej tablicy ani oznaczeń, ale do takich przybytków to ja mam nosa;) Bo jak widzę takie pobocze i kępę drzew i krzaków, a wokół pola, to nie bez przyczyny ten teren też nie jest zaorany. Musi tam coś być:)


Nie wiem, czy teren należy do Tarnawatki czy do Wieprzowa, bo do wsi daleko. Wlazłam w te krzaki i znalazłam nagrobki z epitafiami pisanymi cyrylicą lub po polsku, niektóre dość stare, ale też i nowsze. Najstarszy nagrobek był datowany na 1900 rok, ale był też taki, na którym data była zatarta, a wyglądał na jeszcze wcześniejszy. Te stare są ukraińskie. Nowsze, np z lat 40-tych XX wieku mają napisy polskie.




To jest ciekawe - pismo ukraińskie, imię Josip też nie polskie, ale zatknięta polska flaga.

 
Pod tymi żelaznymi krzyżami leżą: Paweł zmarły w wieku 38 lat 22 czerwca 1922 roku, Helena zmarła w wieku 32 lat w dniu 24 czerwca 1922 roku i mała 4-letnia Antonina zmarła 2 sierpnia 1922 roku. W latach 1919-1924 mieliśmy w Polsce epidemię duru, która zabiła prawie 10 tysięcy Polaków. Czy to też ofiary tej choroby ? Tajemnica śmierci tej rodziny jest już niemożliwa do rozwiązania...


Wcześniej nie widziałam pomników tego kształtu w okolicy, na tym cmentarzu jest ich kilka.



 
Na koniec, opuściwszy chłodny i zacieniony cmentarny teren kieruję się do Wieprzowa. Nazwa wsi wzięła się od nazwy rzeki Wieprz. Legenda głosi, że wieprz, który uciekł z zagrody rył tak długo, aż wytrysnęła woda i tak powstało Wieprzowe Jezioro i wypływająca z niego rzeka Wieprz.


Pomnik wieprza jest, ale jeziorko wyschło co widać poniżej - została tylko łąka, źródełka też tu nie ma, susza.  Źródło "przesunęło się" dość daleko, gdzieś na teren lasu i tam sobie ciurka.



W pobliżu wieprza zauważyłam dość zniszczony budynek oznaczony krzyżem katolickim.



 
To stara kaplica z roku 1959 roku zlokalizowana na terenie wcześniejszych świątyń obrządków wschodnich, w tym cerkwi unickiej. Budowę kaplicy katolickiej ukończono w 1959 r., o czym informuje napis na posadzce kaplicy. Zakrystię dobudowano w 1966. W kaplicy umieszczono pochodzący z Uhnowa drewniany ołtarz z obrazem Matki Bożej Pocieszenia. Wizerunek Matki Bożej trafił do Tomaszowa w latach 50-tych podczas regulacji granicy między Polską Rzeczpospolitą Ludową i ZSRR.

Niestety, nie jest znana data erygowania poprzedniej czyli unickiej parafii pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Wieprzowie, która była kontynuatorką funkcjonującej tam przed unią parafii prawosławnej założonej w 1582 r. Status samodzielnej parafii utraciła po I rozbiorze Polski, wraz z zajęciem diecezji chełmskiej przez cesarską Austrię. Wówczas to zapewne w wyniku tzw. reform józefińskich nastąpiła jej likwidacja. Nie został po niej żaden ślad.
Na tym kończę dzień, ale...

cdn, bo to jeszcze nie koniec moich odwiedzin w okolicy Tomaszowa Lubelskiego