Okolicę wspomnianą w tytule znam, bo już byłam tu dwa razy KLIK! , mimo to korzystając z wolnego przedpołudnia przyjechałam ponownie, ale nie mogę sobie wybaczyć, że nie zabrałam aparatu, więc co tam byle jakim telefonem naklikałam, to będzie. Zresztą, wszystko mam zapisane w głowie:)
Na początek odwiedziłam Orłów Murowany, gdzie znajduje się dawny pałac Kickich. Nie będę się powtarzać, bo w wyżej wskazanych wpisach oraz TU! już o nich było, choć dla mnie rodzina Kickich to jeden z ciekawszych rodów polskich.
W 2021 roku pałac został kupiony przez pana Piotra Juszczaka z Lublina od poprzedniego włoskiego właściciela, który w pałacu nic nie robił i doprowadził go do ruiny. Teraz ma tu powstać małe muzeum, centrum kultury i pokoje gościnne. Pan Juszczak jest lekarzem medycyny i lokalnym przedsiębiorcą, który po wybuchu wojny w Ukrainie zorganizował głośną zbiórkę internetową, w ramach której w ekspresowym tempie zebrał środki na zakup i wyposażenie karetki pogotowia wysłanej na front. Kupując pałac w Orłowie Murowanym postawił sobie za cel ratowanie dziedzictwa kulturowego regionu. Pałac jest w remoncie, który potrwa pewnie kilka lat, bo to ogromny budynek i ogromne przedsięwzięcie, ale wyjątkowo został otwarty dla publiczności na cztery godziny.



Zgromadzone tu wyposażenie i nieliczne pamiątki we wnętrzach pochodzą z zakupów oraz starań nowych właścicieli dążących do odtworzenia historycznego klimatu. Niestety, pierwotne zbiory Kickiego uległy rozproszeniu lub zniszczeniu, są raczej nie do odzyskania. Zbiory są nieopisane, więc póki co nie wiadomo, na co się patrzy, ale jak pisałam na wstępie, pałac jest w remoncie. Część to lepsze lub gorsze reprodukcje, część to obrazy olejne, nie wiadomo jednak czyje. W niektórych pokojach widać, że ktoś nocuje, może właściciele, bo na podłogach leżały materace, stały czajniki i kubki, wisiały ubrania na wieszakach u sufitu:)
Po wojnie w budynku była szkoła podstawowa, więc te samolociki to pewnie pozostałość po klubie młodego modelarza:)
Pałac ma jeszcze piętro, gdzie też coś się dzieje. Tu też jest pracownia dla rekonstruktorów dekoracji i wyposażenia.
Za pałacem rozciąga się teren starego parku. Wymaga mnóstwa pracy i pieniędzy, ale spacer po okalającej park pięknej alei grabowej był bardzo przyjemny.
Na zespół pałacowo-parkowy składają się także dwie oficyny, jedna z nich w remoncie, w drugiej jest ośrodek zdrowia.
Przeszłam się jeszcze poza wieś popatrzeć na piękne krajobrazy w Skierbieszowskim Parku Krajobrazowym.
Wobec tak pięknych widoków nabrałam ochoty na więcej i podjechałam na początek ścieżki
„Stryjowskie Debry” w pobliskim
STRYJOWIE . Zaparkowałam koło ruin starego pałacu, tym razem nie poszłam ich oglądać, bo teren jest okropnie zarośnięty, a poza tym, jeśli coś tam się zmieniło to tylko na gorsze.
We wsi zachowało się kilka starych typowych dla regionu domów.
Bardziej byłam zainteresowana południową częścią ścieżki „Stryjowskie Debry” i miałam nieco problem z jej znalezieniem, bo tylko jeden znak na drzewie udało mi się odszukać. Poradziłam sobie w ten sposób, że miałam w telefonie zdjęcie mapki i to mi pomogło odnaleźć pierwsze wąwozy. Na terenie Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego wąwozy, zwłaszcza te, które znajdują się w lasach, ale też i inne oraz głębocznice nazywane są „debrami”.
Ścieżka ma w sumie ponad 20 km, ale można ją podzielić na dwie około 10-kilometrowe pętelki. Jedna z nich, północna, poprowadzone jest tak, aby dać możliwość zapoznania się z obiektami zabytkowymi. Pętla południowa ma charakter bardziej przyrodniczo-krajobrazowy i tę wybrałam, bo prowadzi przez debry, lasy i pola.











































Po przejściu ponad 10 km wróciłam do wsi Stryjów. Pół dnia wystarczy, żeby naładować akumulatory, dużo słońca, trochę ruchu i od razu poziom endorfin poszybował:) Znalazłam tu przepiękne krajobrazy, których urody nie odda żadna fotografia wykonana telefonem komórkowym:)