... Lubelskim:) Kwiatowy:)
Jeden wolny dzień w tygodniu i dylemat. Odpocząć w domu ? Pojechać gdzieś ? Poranny deszcz skłaniał ku opcji "wypocząć" w domu. Ale koło południa się przejaśniło i ruszyłam "gdzieś" czyli do Opola Lubelskiego. Jeszcze słońca nie było, ale była nadzieja, że zaświeci:)
Kiedy wjechałam do Opola, lało tak strasznie, że nawet z auta nie wysiadałam. Gdzieś tam na ulicy widać było policyjne koguty blokujące ulice i ludzi biegnących z parasolami w strugach deszczu. To chyba był ten "korowód" po mszy w miejscowym kościele. No, nie byłam aż tak zdesperowana, żeby moknąć. Jak już się ta chmura oberwała do końca, to zostawiłam auto w okolicy kościoła i poszłam do parku miejskiego. Akurat się wypogodziło ...
Ludzi mrowie. Stragany z żywnością, loterie, namioty reklamowe różnych firm, sprzedaż kwiatów (kupiłam! brakującą mi do kolekcji ogrodowej sadzonkę hibiskusa bagiennego o białych kwiatach z białym środkiem), lody, wata cukrowa, chyba z piętnaście punktów gastronomicznych z potrawami ugotowanymi przez gospodynie z Kół Gospodyń Wiejskich (bigosik i serniczek klasa!:), prawdziwe wesoła miasteczko z piszczącymi dzieciakami, stare samochody, zbiegowisko motórzystów, dużo tańca i muzyki i inne cuda. Mnóstwo tego było, bo park wielki.
No i kwiaty. Bo to był właściwie II Festiwal Kwiatów. II, a więc jeszcze raczkujący, młodziutki taki, jeszcze nieśmiały, ale kilka instalacji kwietnych było. Rozmach impreza miała, wiec pewnie z upływem lat to i konkurs kwiatowy się rozwinie.
Odniosłam wrażenie, że akurat kwiaty najmniej interesowały gości, bo największy tłum był przy stoiskach gastronomicznych przy samochodach i w wesołym miasteczku:) No i przy amfiteatrze, gdzie wystąpił miejscowy zespół „Powiśloki” i goście z Macedonii - Folklore Ensemble KITKA z Istibanija oraz zespół taneczny z Ukrainy Jarynka z Berdyczowa. Popatrzyłam i ja, nieco dłużej niż planowałam, bo w pewnym momencie znów lunęło, a amfiteatr był zadaszony:)
Kiedy przestało padać, natychmiast wyszło słońce, więc wyszłam poszwędać się po parku.
I tu natknęłam się na pałac. Co prawda ogrodzony i niedostępny, ale cokolwiek z zewnątrz dało się zobaczyć. To Pałac Lubomirskich zbudowany pierwotnie przez rodzinę Słupeckich na początku XVII w. w stylu barokowym, potem użytkowany przez rodzinę Jana Tarły, przebudowany na nowo według projektu Jakuba Fontany, Dominika Merliniego i Ferdynanda Naxa. Miał marmurowe posadzki, wielkie kominki, kryształowe lustra i 2-piętrową salą balową. Wielkością i przepychem porównywany był do Pałacu Czartoryskich w Puławach. Jedną z właścicielek, piękną kasztelankę Rozalię z Chodkiewiczów Lubomirską spotkał straszny los. Przebywając z córką w Paryżu w okresie rewolucji francuskiej została oskarżona o szpiegostwo i zgilotynowana - do dziś duch Rozalii bez głowy krąży wokół opolskiego pałacu. Gdy pojawia się zrywa się wiatr i słychać przeraźliwy krzyk. Akurat wiatru nie było:)
7-letnia córka Rozalii - Aleksandra - wróciła do Opola Lubelskiego, ale w 1804 roku wraz z ojcem przeniosła się do Wiednia. Wyszła potem za mąż za orientalistę i podróżnika, hrabiego Emira Wacława Rzewuskiego, syna Seweryna Rzewuskiego, hetmana polnego koronnego i Konstancji Małgorzaty Lubomirskiej.
Po 1854 roku budynki zostały przebudowane na rosyjskie koszary. Wysoki barokowy dach mansardowy, rzeźby na tympanonach, kamienne balustrady i inne ornamenty, zostały usunięte przez Rosjan i już nie przywrócone.
Gdy uznałam, że w parku obejrzałam już wszystko, co chciałam, poszłam do centrum miasteczka przez alejkę obstawioną starymi samochodami.
Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny został ufundowany przez miejscowego proboszcza księdza Piotra Dobielowicza i zbudowany w latach 1664–1675. W XVIII wieku rodzina Tarłów ufundowała wykończenie kościoła, dobudowanie naw bocznych i położenie polichromii. Kościół został wzniesiony w stylu lubelskiej architektury cechowej, na pograniczu późnego manieryzmu i wczesnego baroku.
Ławeczka Jana Kleniewskiego, który założył jedne z największych w Królestwie Polskim plantacje chmielu. W roli przemysłowca Kleniewski zadebiutował w 1883 roku, współtworząc z bratem cukrownię w Opolu Lubelskim, a później budując własną we Wrzelowie, nazwaną od herbu Kleniewskich „Zagłoba”. Kleniewski rozbudował i unowocześnił też browar w Kluczkowicach istniejący od 1827 r., założył gorzelnię i rektyfikację spirytusu w Łaziskach. Zorganizował cegielnie w Łemszczyźnie, fabrykę kafli, fabrykę serów szwajcarskich w Szczekarkowie, liczne piekarnie. Przy 400-morgowej plantacji wikliny na Bożym Darze nad Wisłą powstała w 1902 r. fabryka koszyków. Surowiec drzewny przetwarzany był w tartakach i stolarniach, gdzie wyrabiano gont, parkiety, boazerię meble. W Kluczkowicach prowadził gospodarstwa rybne. Jan Kleniewski zainicjował akcję budowy wałów przeciwpowodziowych. Za jego staraniem region Opola Lubelskiego otrzymał podczas pierwszej wojny światowej linię kolejki wąskotorowej Zagłoba - Nałęczów, z odnogą z Karczmisk do Opola, o łącznej długości 35 km długości, co znacznie polepszyło warunki komunikacyjne rejonu. Po prostu człowiek-orkiestra:)
W Opolu Lubelskim istnieje najnowocześniejsze w Polsce więzienie, które zostało oddane do użytku na początku października 2009 roku. Oglądanie darowałam sobie:) Pojechałam za miasto.
Tuż obok stawów jest wielka restauracja rybna, ale ludzi w niej było tyle...! Może kiedy indziej.
Upatrzyłam sobie w okolicy parę miejsc do odwiedzenia, bardziej o charakterze przyrodniczym, ale dzisiaj już wracam, bo znów szykuje się ulewa:)
Ilość obejrzanych tęczy: 5! W tym jedna podwójna.























