sobota, 9 maja 2026

Redyk w Jaworkach

Na początku maja każdego roku w Jaworkach organizowane jest święto z okazji rozpoczęcia wypasu owiec tzw. Wiosenny Redyk. Byłam w ubiegłym roku w Szczawnicy na zakończenie wypasu, niby fajnie, choć był przeraźliwy ścisk, a ludzi mrowie, miałam obiekcje co do tego rodzaju rozrywki, więc już nigdy więcej do Szczawnicy na redyk nie pojadę. Podobno w Jaworkach jest kameralniej. Pojechaliśmy zobaczyć.

Z daleka widać kościół w  Jaworkach, już go kiedyś zwiedzałam przy okazji pobytu w Wąwozie Homole.

Widać, że w tym samym kierunku od strony Szczawnicy zmierza wiele osób, choć do rozpoczęcia redyku jeszcze prawie  trzy godziny. Pojawił się też Janosik, którego spotykam tu za każdym pobytem:)

 
Wchodzimy do Wąwozu Homole, jest bardzo ciepło i bezchmurnie, temperatura około 24 stopnie, słońce grzeje, bardzo przyjemna pogoda. Spacerujemy po wąwozie, odpoczywamy na polanie, gdzie jest węzeł szlaków.








Wąwóz Homole im. Jana Wiktora wchodzi w skład Małych Pienin i jest ich największą atrakcją turystyczną. Wąwóz zbudowany jest z czerwonego i białego wapienia krynoidowego,  sięga w najwyższym punkcie na wysokość 120 metrów. Wąwozem płynie potoczek o nazwie Kamionka z licznymi kaskadami wodnymi. Wąwóz objęty jest ścisłą ochroną rezerwatową. 



   
U wlotu wąwozu wchodzimy na wzgórza górujące nad Drogą Pod Homolami. Widzowie zaczynają się już gromadzić.








Korzystając z tego, że jest jeszcze czas, idziemy w kierunku Sołtysiej Skały mijając po drodze inne skały wapienne.


Na zboczu Wapielnika, w kierunku Sołtysiej Skały zauważamy stado owiec, które będą brały udział w redyku. I tu dotarł tłum turystów chcących zobaczyć zwierzęta z bliska.




 
Na razie owieczki spokojnie się pasą, juhasi odpoczywają, psy pasterskie leżą w cieniu..


 
W pewnym momencie baca podejmuje decyzję o wymarszu na dół, do Drogi Pod Homolami.







Początkowo owce spokojnie schodzą, a potem przestraszone krzykami nieodpowiedzialnych beztroskich turystów podchodzących zbyt blisko, znienacka czmychają w lewo w wyższe partie wzgórz, nie reagują ani na wezwania juhasów ani na szczekanie psów.

 
I tyle je widziano..



Po jakimś czasie juhasom udało się opanować stado, ale nie udało się okiełznać turystów. My staliśmy daleko, zdjęcia są robione z dużej odległości, dlatego są takie słabe, natomiast setki ludzi za nic nie chciało zejść z drogi dla stada. Juhasi klęli, prosili o zejście z drogi, bo owce się boją, ale gdzietam... jakby mówić do pnia...
 

Aby zmotywować zwierzęta, juhasi prowadzili za rogi dwóch przewodników stada licząc, że reszta owiec pójdzie za nimi. Niestety, owce uciekły po raz drugi.


 
W tym momencie zrezygnowaliśmy z uczestniczenia w dalszej części redyku. Spojrzawszy na dół, gdzie kłębiło się od narodu, stwierdziliśmy, że nie dla nas taka impreza i poszliśmy za góry, za lasy, na spokojne spędzenie reszty dnia w naturze, gdzie ludzi nie było:)


Podjechaliśmy w kierunku Szczawnicy, ale nie wjeżdżaliśmy do miasteczka, tylko zatrzymaliśmy się koło wodospadu Zaskalnik i udaliśmy się w lasy ku kaplicy w Sewerynówce.



A w drodze powrotnej do Sromowiec Niżnych podziwialiśmy Tatry.


środa, 6 maja 2026

Czerwony Klasztor - Słowacja

Naprzeciwko Sromowców Niżnych, po drugiej stronie Dunajca, a także po drugiej stronie granicy państwowej,  leży Czerwony Klasztor. Udajemy się tam przyjemną ścieżką wzdłuż rzeki, idąc w kierunku wiszącego mostu łączącego oba brzegi i oba kraje: Polskę i Slovensko.


Na tym odcinku spływy tratwami po Dunajcu prowadzą także Słowacy, mając znacznie krótszy i mniej atrakcyjny odcinek rzeki po swojej stronie niż polscy flisacy.



 

Widok na szkołę w Sromowcach

  
Widok ze słowackiej strony na remizę straży pożarnej w Sromowcach.

 
Po polskiej stronie nowy kościół w Sromowcach.


Czerwony Klasztor to niewielka, słowacka miejscowość przygraniczna w Pieninach, znana przede wszystkim  z zabytkowego kompleksu klasztornego zakonu kartuzów i kamedułów, który widać także ze strony polskiej, naprzeciwko przystani flisackiej w Sromowcach Niżnych.


Idziemy z psem, trochę na nielegalu, bo nie mam psiego międzynarodowego paszportu, po prostu skleroza, ale podobno Słowacy w kwestii psów są bardziej tolerancyjni niż polskie służby...:) Trzymam kciuki, aby nie było okazji się przekonać:)



 
Z psem można wejść tylko na główny dziedziniec, pozostały teren musimy zwiedzać na zmianę, psom wstęp zakazany.

Budowę klasztoru zrealizował magnat Kokosz Berzeviczi jako zasądzone zadośćuczynienie za zabicie Chyderka z rodu Gyorgów - żeby odkupić swoje winy musiał on wznieść 6 klasztorów i zamówić 4000 mszy za spokój duszy zmarłego. Budowę klasztoru zwanego początkowo Lechnickim od nazwy pobliskiej wsi,  rozpoczęto w 1330 roku. Klasztor znajdował się na terenie Węgier, ale był pod opieką polskiej królowej Jadwigi oraz Kazimierza Wielkiego. Otrzymał on m.in. prawo do połowu ryb na obu brzegach Dunajca, młyn na polskiej stronie oraz kontyngent soli z Wieliczki. 

Pierwsze zabudowania klasztoru wykonane były z drewna, ale już w 1360 roku zostały  zastąpione przez budynki ceglane i kamienne, wzniesione w stylu gotyckim. W XIV wieku Czerwony Klasztor składał się z jednonawowego kościoła z dwiema kaplicami bocznymi oraz zabudowań  o charakterze klasztornym, jak i gospodarczym. Nazwa klasztoru pochodzi od koloru nieotynkowanych ścian, które wykonane były z czerwonej cegły.

Czerwony Klasztor w latach 1431-1433  został doszczętnie zniszczony przez husytów oraz rabusiów. Później nadszedł czas przejmowania pienińskich parafii katolickich przez ewangelików. W 1705 roku osiedlili się tutaj sprowadzeni z Włoch kamedułowie i rozpoczęli rozbudowę klasztoru. Wznieśli nowe pustelnie, wieże kościelną oraz założyli zajazd dla podróżnych oraz szpital i aptekę. W latach 1747 -1756 kościół zyskał zabytkową polichromię zachowaną do dziś oraz nowy barkowy wystrój z pięknym ołtarzem.  Z tego okresu pochodzą też wybitne dzieła księgarskie dwóch mnichów, którzy rozsławili Czerwony Klasztor  - Romualda Hadbavnego i brata Cypriana. Pierwszy z nich był autorem pierwszego w historii słownika łacińsko-słowackiego oraz przekładu pisma świętego na język słowacki. Drugi znany był szczególnie na terenie Polski, gdyż pochodził z Polkowic na Śląsku. Był lekarzem, botanikiem oraz wynalazcą. Jego największy dziełem jest zielnik, który zachował się do dziś. Brat Cyprian zgromadził w nim blisko 300 okazów roślin z Pienin oraz Tatr, a wszystkie opisał dodatkowo w językach greckim, łacińskim, niemieckim, polskim oraz słowackim. Legenda głosi, że ten wybitny mnich był także autorem aparatu do latania podobnego do dzisiejszej lotni i podobno latał na nim ze szczytu Trzech Koron, docierając w ten sposób nawet do Morskiego Oka w Tatrach. W 1782 roku miała miejsce tak zwana józefińska kasata zakonu i coraz bardziej podupadający klasztor w 1820 roku trafił do kapituły greckokatolickiej w Preszowie. Upadek przyspieszył także pożar w 1907 roku. Wtedy zrujnowane zabudowania klasztorne przeszły na własność państwa i częściowo odbudowano je, aby stworzyć siedzibę dyrekcji parku pienińskiego i schronisko turystyczne. To właśnie w Czerwonym Klasztorze w 1932 roku powołano pierwszy międzynarodowy - polsko-słowacki - park natury w Pieninach.

W Czerwonym Klasztorze zwiedza się muzeum poświęcone życiu mnichów z zakonu kartuzów i kamedułów; gotycki Kościół Św. Antoniego z końca XIV wieku; Dom Mnicha, w którym przestawiono codzienne życie mnicha kameduły i jego pracę; Laboratorium, w którym mieści się ekspozycja apteczna z XVIII wieku; Dormitorium, które służyło do odpoczynku, spożywania posiłków i duchowych zajęć; Oratorium, w którym mnisi modlili się i medytowali oraz klasztorne ogródki ziołowe, w których mnisi uprawiali różnorakie zioła i rośliny lecznicze.

Czerwony Klasztor (Červený Kláštor) jest jednym z najważniejszych zabytków tego typu na Słowacji oraz największym zabytkiem w administracji Urzędu ds. Zabytków Republiki Słowackiej. 









Zaczynam od ekspozycji muzealnej.


Szata mnicha kamedulskiego.





Zielnik brata Cypriana.




Wejście do kościoła z klasztoru.

 
Rzeźba św. Trójcy przeniesiona do kościoła z parku nad Dunajcem - XVIII wiek.


Gotycki kościół św. Antoniego wybudowany pod koniec XIV wieku, ma bardzo długą nawę.




Główny ołtarz jest barokowy, powstał w 1745 roku.


Przez ten otwór pośrodku , pod krzyżem, do kościoła napływały głosy zakonników śpiewających chorały w sąsiednim pomieszczeniu. Teraz zwiedzający słyszą muzykę gregoriańską z płyty, ale i tak jest ona bardzo nastrojowa.






 
Oryginalna kamienna umywalka z XVIII wieku - teraz turyści wrzucają tu monety na szczęście.



Kamienna rzeźba Matki Boskiej pochodząca z XVIII wieku, pierwotnie umieszczona była na szczycie dzwonnicy.


Tzw. tryptyk kartuzów - reprodukcja oryginału z XVI wieku znajdującego się w Norymberdze. Pokazuje 192 klasztory kartuzów, a przy rysunku przedstawiającym Czerwony Klasztor jest napis mówiący, że to "Dolina św. Antoniego na Węgrzech, w Lechnicy". Ci dwaj zakonnicy u góry to św. Brunon - założyciel zakonu kartuzów i św. Hugon - pierwszy kartuz  kanonizowany na  świętego w 1220 roku.


Drzewo genealogiczne kartuzów prezentuje najwybitniejszych członków zakonu, począwszy od św. Brunona.


Pozostałości malowideł późnogotyckich na ścianach kartuzjańskiego refektarza klasztornego pochodzą z 1520 r. 




















Wystawa zorganizowana w Domu Mnicha przedstawia życie codzienne mnicha kameduły i jego pracę. Na elewacji domu widnieje napis 1719,14 LIPCA, który również dokumentuje czas przebudowy klasztoru po przybyciu kamedułów. Pustelnia składa się z czterech pomieszczeń i korytarza.









Po zakończeniu zwiedzania spacerujemy jeszcze nad Dunajcem...




 
... a potem idziemy do wsi. W restauracji decyduję się na haluszki z bryndzą i ze skwarkami. Czy warto było wydać na nie 11 euro... ? Dyskutowałabym, choć były smaczne:)
















Zwiedzać za bardzo nie ma co, ale spacer był przyjemny. Kończymy obok nieczynnego ewangelickiego kościoła i przez wiszący most wracamy do Polski.