niedziela, 8 lutego 2026

Za miastem - podlubelskie klimaty 2

 Znów nas zasypało, więc przy wolnej niedzieli tylko krótki wypad w podlubelskie okolice.


Padało obficie, więc wszystkie zdjęcia będą w białe kropki:) 
Pojechałam w kierunku miejscowości Mełgiew. To dawna wieś szlachecka z XIV wieku, choć żadne ślady z tego okresu się nie zachowały. W 1317 roku  król Władysław Łokietek przeniósł wsie Mełgiew i sąsiednie Janowice na prawo średzkie, lokując je na prawie niemieckim. Niedługo potem utworzono tu parafię pw. w. Wita, o czym pierwsza wzmianka  pojawia się w 1325 roku w rejestrach dziesięcin papieskich. 
Na skutek szerzenia się reformacji wśród szlachty, w latach 1556–1593 miejscowy kościół parafialny pw. św. Wita został zamieniony przez właścicieli na zbór kalwiński i obecnie (co prawda po licznych przebudowach, w 1726 na ten przykład kościół się palił) jest on najstarszym zabytkiem we wsi. Obecnie mieści się tu muzeum, niestety nieczynne w niedzielę, więc może jeszcze kiedyś tu wrócę, bo  eksponaty w tej placówce pochodzą z darów mieszkańców, sami je odnaleźli i podarowali, np. mszał z 1687 roku.
Gmina może się także pochwalić jedynym w regionie obserwatorium astronomicznym, dysponującym obrotową kopułą i lunetą, sterowanymi komputerowo, więc faktycznie jeszcze się tu pojawię innym razem.


Na pierwszy planie dzwonnica z przełomu XVIII i XIX w., w tle stary kościół św. Wita


I muszę się przyznać, że przez ostatnie 12 lat przejeżdżałam tędy kilka razy i nawet mi przez myśl nie przeszło, że ten budynek to dawny kościół, wzniesiony w latach 1726-1730, którego fundatorem był Jacek Stoiński – sędzia ziemski Lubelski.

Po sąsiedzku sięga chmur (szczególnie dzisiaj:) nowy neogotycki kościół św. Jana Chrzciciela wybudowany w latach 1906-1910 (parafia jest św. Wita, a kościół Jana Chrzciciela). We wnętrzu kryje wyposażenie z XVIII w. z poprzedniego kościoła, i to dosłownie, bo nie dane mi było zobaczyć, jak przy okazji co najmniej trzech poprzednich wizyt - kościół był jak zwykle zamknięty na siedem spustów, mimo niedzieli. Parafia p. w. św. Wita w Mełgwi otrzymała w 2014 roku jako pierwsza w Polsce relikwie swojego patrona, więc może boją się, że je ktoś ukradnie:) Kompletnie nie rozumiem polityki księdza w tym zakresie. 


Naprzeciwko kościoła jest cmentarz, a ja jak wiadomo, cmentarzy nie omijam:)  Najciekawszy dla mnie był ten oto czarny nagrobek z krzyżem. Jest to grób Jana Rzeczycy Koźmiana.



Dlaczego "Rzeczyca Koźmian" ? Bo Koźmianowie odziedziczyli w 1531 r. wieś Rzeczyca i tam było ich gniazdo rodowe, stąd przydomek. Jan Rzeczyca Koźmian  to krewny słynnego senatora, poety i pamiętnikarza Kajetana Koźmiana, o którym było TUTAJ KLIK!. Grób dzieli z Wincentym Rzeczycą Koźmianem. Do nich jeszcze wrócę, bo na koniec odwiedzę ich ostatni majątek. Oni wszyscy u tych Koźmianów, jak nie Jan to Wincenty:)

W Głosie Ziemi Bychawskiej z lipca 2021 znalazłam, że Wincenty z Rzeczycy Koźmian otrzymał na prawach dziedziczenia po dziadku (Wincentym oczywiście) Zaraszów z folwarkiem Marysin, łącznie 40 włók, czyli łanów, jednak nie troszczył się o utrzymanie gospodarstwa, oddając się rozrywkom, przez co popadł w długi i zmuszony był wyprzedać stopniowo ziemię i las. 
To o tym, co tam leży razem z Janem:)



Grób Jana Zielezińskiego, uczestnika powstania styczniowego. Na nagrobku "uczest. wypadków 63r".  Cenzura carska w dawnej Kongresówce nie pozwalała umieścić jawnego napisu o powstaniu. 


Eklektyczna kaplica cmentarna wybudowana w 1872 roku przez Franciszka Sawickiego, właściciela niedalekiego Krępca. Sawicki urodzony w okolicach Kijowa w 1806, był członkiem Towarzystwa Rolniczego w Królestwie Polskim, zmarł w majątku w Krępcu w 1879 r. 



Symboliczny grób rodziny Dziaków i Misztalów z okresu II wojny.


W święto Matki Boskiej Gromnicznej 2 lutego 1944 roku, w niejasnych okolicznościach, przez miejscowych  "swoich",  zamordowana została rodzina Dziaków (Antoni i Wiktoria) i Misztalów (Anna, Ignacy, Stanisław i Zofia) z Krzesimowa. Pochowani na cmentarzu w Mełgwi, ale niekoniecznie w tym miejscu, gdzie stoi krzyż.  Była to podobno czyjaś zemsta za to, że jeden z członków tej rodziny był - jak podejrzewano - niemieckim konfidentem. Wojna... Ale dlaczego dzieci...???

Z cmentarza jadę do Wierzchowisk, zatrzymując się po drodze na stacji kolejowej Minkowice, aby obejrzeć zabytkowy dworzec. Wreszcie trochę koloru w szarzyźnie dzisiejszego dnia:)



Budynek pochodzi z 1877 roku. W katalogu bazy kolejowej czytałam, że w jego wnętrzach w 1969 roku kręcono sceny do filmu grozy Janusza Majewskiego pt.  "Lokis. Rękopis profesora Wittembacha". W opisie filmu Minkowice nie są wymienione, ale nie ma też wymienionego Czerska i innych miejsc, więc ja tej informacji daję wiarę, ale też sprawdzę, bo film jest dostępny na YT i zamierzam go dziś obejrzeć:)


Jeszcze ciut-ciut i byłby z tego świdermajer:)


 
Obok budynku jest przystanek kolejowy, ale budowla nie jest już z nim związana. Są tu... prywatne mieszkania:) Ciekawość mnie zżerała jak jest w środku, przynajmniej w korytarzach, ale drzwi wejściowe były zamknięte.

 
Nie zajrzałam też do środka dworu w Wierzchowiskach, bo było wesele. To już ostatni punkt mojej krótkiej wycieczki, bo sypie śniegiem i drogi wyglądają tak:



Chyba jedynym zabytkiem Wierzchowisk jest pałac zbudowany w 1879 r., który służył jako siedziba zasłużonego dla Polski rodu Koźmianów, krewnych wspomnianego już słynnego senatora, poety i pamiętnikarza Kajetana Koźmiana. Ostatnim właścicielem ziemskim, wspaniale prosperujących dóbr i pałacu był Jan Koźmian (1896-1975), który dostał majątek w Wierzchowiskach od swojego stryja, także Jana Koźmiana (przydomek Rzeczyca), którego grób jest w Mełgwi, i który nie miał dzieci. 


Od końca XVIII w. poprzedni dwór stojący w tym miejscu stanowił własność Jakuba Rzewuskiego, a następnie jego córki Brygidy Kossakowskiej, po której majątek przejęła córka Marianna zamężna z carskim oficerem Teofilem Pustayem (Pustowójtowem). W Wierzchowiskach urodziła się ich córka Henryka Pustowójtówna, adiutantka dyktatora powstania styczniowego Mariana Langiewicza. Pisałam o tym przy innej OKAZJI KLIK!



Teraz pałac jest własnością rodziny Cioczków, właścicieli Zakładów Mięsnych Cioczek. Nie jadam:) W pałacu jest sala bankietowa i restauracja, a obok duże pole golfowe, obecnie pod śniegiem rzecz jasna.








 
I na tym kończę moją eskapadę. W drodze powrotnej, bliżej domu,  zatrzymuję się w pięknych zimowych okolicznościach przyrody i podziwiam zaśnieżone pola i  las.







piątek, 30 stycznia 2026

Wodny Dół - Kraszczady

Może na początek wyjaśnię, co to są te Kraszczady. W drugiej połowie lat 90. XX wieku nazwy tej po raz pierwszy użył Zbigniew Soczyński, który organizował piesze i rowerowe wędrówki po okolicach Krasnegostawu, na określenie malowniczych okolic wsi Olesin, Bobrowe, Wielobycz i Wielkopole w powiecie krasnostawskim na Lubelszczyźnie. W 2013 r. dzięki Stanisławowi Rycykowi,  przewodnikowi turystycznemu PTTK, nazwa Kraszczady została użyta oficjalnie i znalazła się w folderze „Poznaj Piękno Ziemi Krasnostawskiej”. Obecnie projektowany Kraszczadzki Obszar Chronionego Krajobrazu obejmuje wschodnią część Wyniosłości Giełczewskiej oraz zachodni skraj Działów Grabowieckich, obszary należące do malowniczej Wyżyny Lubelskiej. 

Co prawda niektórzy już się kłócą o granice Kraszczad, a nawet o ich istnienie, ale mnie się ten projekt bardzo podoba, a rezerwat Wodny Dół leży na ich terenie zdecydowanie. Byłam tu już KILKA RAZY, KLIK! , ale to fajny rezerwat, więc ponurym zimowym popołudniem pojechałyśmy z moją piesą jeszcze raz.



Droga do rezerwatu była odśnieżona,  wyrównane miejsce do zaparkowania, a przy wiacie turystycznej było nawet drewno na ognisko, jakby kto chciał. Żałowałam, że nie miałam zapałek...



Wodny Dół to sieć pięknych wąwozów pokrytych lasem. Dzisiaj byłam w nim sama, tylko ja i pies. Zimna, pochmurna pogoda sprawiła, że nawet ptactwo się pochowało. W lesie była niesamowita cisza, którą zakłócało jedynie skrzypienie śniegu pod stopami...
Początek trasy prowadzi Młyńską Drogą. Przed laty, ludność z okolicznych wiosek chodziła tędy do młyna wodnego w Niemienicach. Po wojnie młyn został zmechanizowany, a teraz nie ma go już wcale, ale nazwa drogi została...




































 
Szłam przeważnie po wytyczonym szlaku, z jednym wyjątkiem, kiedy zboczyłam na pola. Suma przejścia: 5,9 km, niewiele, ale mimo przejmującego zimna i wszechobecnej szarości, było to fajnie spędzone popołudnie.