Valenca w Portugalii - nie mylić z Walencją w Hiszpanii:) Przyszłam tu w 20 minut mostem przez rzekę Minho z hiszpańskiego Tui.
No i jestem w Portugalii, w Valency, w niewielkim miasteczku, nad którym wznosi się XII/XIII-wieczna, bastionowa fortyfikacja z dwiema wieżami i podwójnymi murami. Swoją obecną nazwę miasteczko otrzymało w 1262 roku na rozkaz króla Portugalii Alfonsa III, który postanowił zmienić „Contrasta” („ta, która pozostaje naprzeciw”) na „A Valença”, czyli „Odważna”.
Ciekawostka: Tui i Valenca mają status Euromiasta. Takie jednostki miejskie powstają na mocy porozumień między sąsiadującymi krajami, historycznie i kulturowo powiązanymi, ale należącymi do różnych państw członkowskich Unii Europejskiej. W Polsce taki status ma Szczecin, Słubice i Zgorzelec.
Jeszcze ostatni rzut oka na Tui po hiszpańskiej stronie i idę zwiedzać Valencę. Telefon dostaje wariacji, raz pokazuje jeden czas, a za chwilę inny różniący się o godzinę. W Portugalii jestem 60 minut młodsza:)
Fortyfikacje kiedyś służyły jako twierdza obronna przed sąsiadującą Hiszpanią, dziś to otoczone pięciokilometrowym murem miasteczko, co było dla mnie zaskoczeniem. Po wejściu przez bramę spodziewałam się zobaczyć inne elementy fortu, a tam pełno urokliwych sklepików, restauracji i kawiarenek.
Portas da Coroada - zabytkowa brama wchodzącą w skład fortyfikacji
Pomnik José Alfredo Mendes de Magalhãesa, urodzonego w Valency. Był lekarzem, profesorem medycyny, publicystą, rektorem Uniwersytetu w Porto, prokuratorem Izby Korporacyjnej, ministrem, generalnym gubernatorem Mozambiku, przewodniczącym Rady Miasta Porto, nacjonalistą i masonem. Zmarł w Porto w 1957 roku.
Pomnik świętego Teotonia (São Teotónio), żył w latach 1082–1162 i był pierwszym kanonizowanym świętym portugalskim oraz doradcą pierwszego króla Portugalii, Afonsa I Zdobywcy. Monument stoi na placu Largo Bom Jesus, w pobliżu kaplicy Bom Jesus.
Kaplica Capela do Bom Jesus to nieduża zabytkowa, XVII-wieczna świątynia barokowa z elementami rokokowymi. Otwarta, ale pusta. Turyści biegną raczej do sklepików:)
Słynne „azulejos” - niebieskie płytki, w Portugalii zdobią nie tylko wnętrza, ale także fasady domów.
Igreja de Santo Estêvão (Kościół św. Szczepana). Budowla łączy w sobie średniowieczne korzenie sięgające XIII wieku z późniejszą, głównie neoklasyczną formą. To skutek licznych przebudów na przestrzeni wieków.
Zauważam, że w Valency kościoły są otwarte, ale to przecież Portugalia, nie Hiszpania, gdzie były pozamykane. W Portugalii 80% ludności deklaruje pochodzenie katolickie, ale praktykuje, podobnie jak w Hiszpanii, nie więcej niż 19%. Różnica polega na tym, że w Portugalii nawet niewierzący szanują i kultywują tradycje chrześcijańskie i obiekty sakralne, jest do tego inne podejście niż w Hiszpanii. To coś tak jak ja, Portugalia robi mi się coraz bardziej bliska z różnych powodów:) Chętnie bym tu zamieszkała na jakiś czas, ale ... mam psa i trzy koty:)
Kocie budki, zamieszkałe.
Kościół Santa Maria dei Angeli założony około 1276 roku. Architektura budynku jest mieszanką stylów, romański na portalu głównej fasady, a także elementy późnego baroku, neoklasycyzmu i renesansu.
Ozdobny ołtarz główny w Kościele Matki Bożej Anielskiej.
Na termometrze miejskim wyświetlała się temperatura 32 stopnie, więc poszłam do mojego ulubionego portugalskiego marketu Continente, gdzie można kupić fajne pieczywo typu.. roztoczańskie proziaki:) Gdy po nie sięgałam, pan Portugalczyk stojący za mną w oczekiwaniu na szczypce, którymi nakłada się pieczywo, podniósł z uznaniem kciuka:) Tu kupiłam też moje ulubione portugalskie ciastka "Línguas de veado", których nazwę tłumaczy się jako "jelenie języki", a są to cieniutkie chrupiące podłużne ciastka o maślanym smaku, przepychota. Akurat pani z cukierni wywiozła świeżo upieczone pastel de nata, jeszcze ciepłe, więc też zgarnęłam kilka opakowań, żeby je przywieźć do Polski. Tu kupiłam także kilka zestawów serów owczych i krowich z Serra de Panela, używam ich w domu na różne sposoby, na kanapkę, do zapiekanki, a wczoraj robiłam makaron z tym serem, świetnie się rozpuszcza tworząc pyszny sos.
Miałam jednak jedno wyjątkowe zamówienie; kostium piłkarski z narodowej drużyny portugalskiej z numerem 7 ( z tym numerem gra Ronaldo). Nie było łatwo:) W końcu znalazłam jedną sztukę i akurat w odpowiednim rozmiarze w sklepiku na ogromnym targowisku. Odetchnęłam z ulgą:)
Wróciłam potem pod fortecę, zrobiłam sobie piknik na trawie pod rozłożystym drzewem (nie tylko ja wpadłam na ten pomysł:) Wkrótce miałam autobus do Porto i lot powrotny.
W nocy byłam w Polsce.