piątek, 4 września 2026

Szlak Jakubowy Camino de Santiago - Hiszpania, Redondela

Poprzedniego dnia przyszłam z Vigo do Redondeli, małej wioski rybackiej położonej w środku ujścia rzeki Vigo. Po raz pierwszy została założona w XIII wieku na szlaku Camino de Santiago, następnie stała się portem, który przeżywał swój złoty wiek między XV a XVI stuleciem. 

A w ogóle to 14 km stąd archeolodzy zlokalizowali najstarsze miejsce zamieszkiwania człowieka  w Galicji. Według nich znalezione w okolicy narzędzia kamienne, stanowiące pozostałość po żyjących tam ludziach, mają 310 tys. lat.



Miasto jest znane w Hiszpanii z dwóch połączonych ze sobą wiaduktów kolejowych: "El Viaducto de Madrid" oraz "El Viaducto de Pontevedra" przebiegających ponad miastem. Wiadukty zostały wybudowane w XIX wieku. Ich łączna długość wynosi 411 metrów.





Nocleg miałam wykupiony w obiekcie, który wyglądał jak dawne gospodarstwo: dom z kamienia, duży ogród, sad, rzędy winorośli. Bardzo przyjemne miejsce na uboczu miasteczka, w sąsiedztwie wsi Cesantes.



To nie jabłuszka, to pigwa.




Te domki z ażurowymi ścianami to horreo, tradycyjny spichlerz spotykany głównie w Galicji, ale także w sąsiedniej Asturii i północnej Portugalii. To magazyn na plony: kukurydzę, zboże lub kasztany. Umieszczony jest na słupach, aby zabezpieczyć żywność przed wilgocią i gryzoniami. Ażurowy - zatem przewiewny, zboże nie zgnije. Nie ma drabinki ani schodków do wejścia, żeby nie weszły szczury lub myszy. Dodatkowo na każdej nodze położone płaskie kamienie chroniące przed gryzoniami, bo owszem mysz pójdzie pionowo, ale uderzy się o płaski kamień, bo do góry nogami jednak chodzić nie potrafi:) Spichlerze świadczyły o statusie rodziny - im dłuższy spichlerz, tym bogatszy gospodarz.

W Redondeli na obrzeżach taki spichlerz jest prawie przy każdym domu. Niektóre są odnowione, obok nich ogródki i grille. Pewnie dalej służą do przechowywania, niekoniecznie zbiorów.





Igrexa de San Pedro de Cesantes czyli kamienny kościół św. Piotra w Cesantes, w małej wiosce przylegającej do Redondeli. Zbudowany w XII wieku, kościół ten wyróżnia się stylem romańskim i imponującą dzwonnicą. Na przestrzeni wieków kościółek przechodził liczne renowacje i rozbudowy, ale zachował swój pierwotny charakter.
Akurat przyszła pani, żeby uruchomić dzwony, więc mogłam zajrzeć do środka. Dzwony biły podczas mojej wizyty przez kilka minut, mają bardzo przyjemny melodyjny dźwięk, zaraz potem pani zamknęła kościół i coś tam szemrała pod nosem na mój widok:)

Jest to parafia o silnych tradycjach morskich. W Dzień Matki Bożej Szkaplerznej 16 lipca parafianie zabierają figurę Marii na rejs. To najbardziej widowiskowa część święta. Figura Matki Bożej jest wynoszona z kościoła parafialnego i uroczyście sprowadzana na plażę oraz do portu, gdzie zostaje załadowana na pokład udekorowanej łodzi. W paradzie morskiej wzdłuż zatoki towarzyszą jej dziesiątki innych statków rybackich i łodzi rekreacyjnych. Stałym elementem jest składanie na wodzie ofiar z kwiatów ku pamięci zmarłych marynarzy. Figura wraca lądem wśród tłumów wiernych, tradycyjnej galicyjskiej muzyki dudziarskiej (gaitas) oraz lokalnych chórów. 
Natomiast w Redondeli wyjątkowo uroczyście obchodzi się Boże Ciało, odbywają się tu tradycyjne obrzędy, na które zjeżdża wielu turystów.




 
Piękna kolorystyka oryginalnego ołtarza, kojarzy mi się z ikonostasem.
A obok kościoła stary i nowy cmentarz, jakże różni się od naszych polskich nekropolii.






 
W centrum Redondelo jest jeszcze inny kościół,  św. Jakuba, pochodzący z XVI/XVII w, ale nie było gwarancji, że będzie otwarty, ponadto był oddalony od mojej trasy, musiałabym tam i z powrotem nadrobić ponad 5 km, więc nie ryzykowałam:)


 
Komu w drogę, temu czas. Pora wracać na szlak.

 
Na trasie Camino co jakiś czas są miejsca, gdzie można odpocząć. 

Drobna dygresja:
Reakcje miejscowych na wężyk idących peregrinos są albo obojętne (najczęściej) albo pozytywne. W Hiszpanii, o której myślimy błędnie, że jest katolicka, istnieje zapis w konstytucji, że „żadne wyznanie nie jest religią państwową". Prawie 40% to niewierzący, ateiści. Tylko nieco ponad 50% Hiszpanów deklaruje pochodzenie katolickie, ale praktykuje tylko około 15-18%
W Hiszpanii właściwie nie buduje się kościołów w związku z tym. Jest mnóstwo starych zabytkowych świątyń, dużo z nich zamienionych jest na biblioteki, kluby, domy kultury, galerie, a te co zostały i tak najczęściej są zamknięte


W hiszpańskiej Galicji znajduje się około 10 000 - 14 000 charakterystycznych kamiennych krzyży. Tradycja stawiania tych granitowych pomników na masową skalę rozpoczęła się w XIV wieku, a swój szczyt osiągnęła w okresie baroku i kontrreformacji (XVI–XVIII wiek). Przed nadejściem chrześcijaństwa Galicja była silnie związana z kulturą celtycką. Miejscowa ludność czciła siły natury w lasach, przy źródłach czy na skrzyżowaniach dróg, stawiając tam menhiry lub kurhany. Kościół katolicki, zamiast walczyć z tymi tradycjami, postanowił „ochrzcić” te miejsca. To właśnie w takich miejscach dawnych kultów pogańskich oraz na dawnych rzymskich kamieniach milowych zaczęto masowo stawiać cruceiros.  Krzyże służyły także jako znaki nawigacyjne i punkty orientacyjne na szlakach. Dla strudzonych wędrowców były miejscem odpoczynku, modlitwy, refleksji, a także symbolem tego, że zbliżają się do grobu Apostoła.


 
A tu jest alberga czyli schronisko dla pielgrzymów (oczywiście płatne) i bar, i wystawka rzeczy, jakie pozostawili pielgrzymi, celowo lub nie:) Jeśli komuś coś się przyda, może sobie wziąć. Były tu porządne buty, czapki, śpiwory... ale ponieważ od kilku dni pada, rzeczy te aktualnie nie były już w dobrym stanie:)







 
Wioska Arcade, gdzie co roku odbywa się w każdy pierwszy weekend kwietnia Festiwal Ostryg (Fiesta de la Ostra) przyciągający tysiące smakoszy z całego kraju, chcących skosztować słynnych płaskich ostryg.





Idę:) Póki co, nie chowam płaszcza przeciwdeszczowego, bo nie wiadomo, czy za chwilę znów nie pojawi się mżawka.





 
Najprzyjemniej idzie się poza miastami i większymi wioskami, a czasem można tam natknąć się na takie dziwne ślady pobytu pielgrzymów:)


Niżej to już nie pielgrzymi, ale rzemieślnicy i pamiątkarze wystawiają swoje produkty zachęcające do odwiedzenia pracowni i zakupu.







 
Przepiękny okaz Asparagusa gęstokwiatowego nazywanego potocznie  szparagiem 'koci ogon".  Bardzo mi się spodobał i już sobie zamówiłam w necie do domu:)



Średniowieczny 10-arkadowy most Ponte Sampaio w Arcade, wznoszący się nad ujściem rzeki Verdugo ma 144 m długości. Choć jego fundamenty sięgają czasów rzymskich (to dawna Via XIX), obecna struktura ma charakter średniowieczny (X–XI wiek), z późniejszymi przebudowami w XVI i XVIII wieku.

W X i XI wieku, kiedy nazywano go Ponti Sancti Pelagli de Lutto, należał do hrabiów Burgundii. Mityczna twierdza Sancti Pelagli de Lutto znajdowała się w pobliżu tego mostu. 
W 997 roku muzułmański władca Almanzor przekroczył most, niszcząc broniącą go twierdzę. Przy okazji napadł na Santiago de Compostela, gdzie złupił miasto, zabrał katedralne dzwony, jednak oszczędził grób Świętego Jakuba Apostoła Każdy, kto chciał przekroczyć rzekę po moście, musiał zapłacić myto, ale dzięki arcybiskupowi Santiago de Compostela, Diego Gelmírezowi, praktyka ta zakończyła się w XII wieku.

Tu też walczyły armie królowej Urraki z León i arcybiskupa Gelmíreza. Urraka I z Leónu i Kastylii  była pierwszą królową w historii chrześcijańskiej Europy Zachodniej, sprawującą władzę z własnych praw dziedzicznych. Urodziła się jako córka potężnego Alfonsa VI el Bravo, króla Leónu, Kastylii i Galicji. Młodziutką księżniczkę wydano w 1093 r. za dużo starszego Rajmunda Burgundzkiego, który otrzymał we władanie obszerne hrabstwo Galicji. Po śmierci Rajmunda w 1107 roku Urraka zaczęła samodzielnie tytułować się „panią Galicji”. Tragiczna śmierć jej brata, królewskiego dziedzica, w bitwie pod Uclés w 1108 roku uczyniła Urrakę następczynią tronu.
Zainteresowanym polecam lekturę: TUTAJ

To również tutaj w czerwcu 1809 roku rozegrała się słynna bitwa, w której lokalne wojska hiszpańskie pokonały armię Napoleona pod wodzą marszałka Neya, co zakończyło obecność francuską w Galicji.


 
Na tym wąziutkim moście o szerokości 10 m obowiązuje ruch ... dwustronny, ale mieści się tylko jedno auto:) No i jeszcze chodzą piesi.




 
Znów trafiam w mglisty las. Jest ciepło, choć wilgotno.


 
A w tej pozornej dziczy - bar z napojami i przekąskami:)



Jeszcze nie piłam kawy w lokalu o takim wystroju:)

 
Szlak obrzeżony jest kamiennym wiekowym murem układanym bez zaprawy. Porosły mchem, wilgotny, podnosi wrażenie tajemniczości, gdy maszeruje się wśród ogromnych starych drzew sięgających nieba.


 
I kolejny most. W sumie na mojej trasie będę przekraczała przynajmniej kilkanaście rzek: Rego Fondon, Rego das Cabras, Rego do Campelo, Rego Pexegueiro i Rio Maceiras już były, teraz Ria Verdugo, potem   jeszcze będzie Rio Ullo, Rio Umia, Rio Sar i Rio de Filgueria, Rego Cubeiro, Rio Gafos i inne...



Zaczęły pojawiać się winnice. Tradycje winiarskie wprowadzone przez Maurów w hiszpańskiej Galicji sięgają czasów starożytnych. Uprawy winorośli skupione głównie w licznych rzecznych dolinach, dostarczały surowca do produkcji wina na potrzeby pielgrzymów przybywających z całej chrześcijańskiej Europy do grobu Świętego Jakuba w Katedrze Santiago de Compostela. Największy rozkwit i prestiż tutejszego winiarstwa przypada jednak na XV i XVI wiek, kiedy to powstające z podsuszanych owoców vinos tostados stały się głównym produktem eksportowym do Anglii i Niderlandów. 


Galicja jest atlantyckim regionem cieszącym się chłodniejszym i bardziej deszczowym klimatem, niż spalona słońcem meseta i równie gorące śródziemnomorskie wybrzeże. Klimat i zróżnicowane gleby nadają winom z Galicji unikalną lekkość i finezję, które wyróżniają je na tle innych regionów Hiszpanii. Słynie szczególnie z białych win, zwłaszcza Albariño z Rías Baixas, cenionego za cytrusowy charakter i mineralną świeżość. Obok niego dojrzewają Godello i Treixadura, a w górskich dolinach powstają eleganckie czerwone wina z Mencía.  Próbowałam popularnych galicyjskich win przy posiłkach i naprawdę mi smakowały, choć nie jestem wielbicielką alkoholu, a nawet go unikam (bo mi zazwyczaj nie smakuje:)



 
Przerwa na jedzonko, bo za chwilę Pontevedra. Tego dnia (od rana do wieczora) przeszłam 30,25 km.