piątek, 27 lutego 2026

Tatry - Dolina Białego, Zakopane

Ostatni tydzień ferii, ostatni dzwonek na zimową podróż. W przeddzień wyjazdu koło domu spacerowałam z psem po zaspach śniegu, oglądając tropy saren i łosi. Następnego dnia ruszyłyśmy w kierunku Zakopanego, jak było jeszcze ciemno - ja i nieletnia:) Im bliżej gór, tym bardziej rzedły nam miny, śniegu było jak na lekarstwo. 430 km od domu przywitało nas zapłakane Zakopane. Z cukru wszak nie jesteśmy, więc od razu poszłyśmy na rekonesans. Trafiło na Dolinę Białego - postanowiłyśmy dojść do Sarniego Wodospadu żółtym szlakiem od okolic krokwi. To teren Tatrzańskiego Parku Narodowego, bilety online kupiłam od razu na cały pobyt, żeby potem się o to nie martwić.




Dolina Białego to jeden z najpiękniejszych szlaków w Tatrach. Cała dolina jest objęta ochroną ścisłą.

 
Nazwa doliny podobno wzięła nazwę od białej piany, która powstaje na wodach Białego Potoku, który płynie dnem doliny. Spadek potoku średnio wynosi ok 187 m/km a maksymalnie nawet 212 m/km, a to powoduje tworzenie się piany i charakterystycznych kotłów wirowych, które są drążone przez leżące na dnie skały wprawiane w ruch przez płynącą wodę. Potok  Biały obecnie jest niespecjalnie duży, ale górale mówili, że tak mało wilgoci jak tej zimy to w górach już dawno nie było. Trasa jednak jest bardzo przyjemna, mimo, że zachmurzenie bardzo duże i w powietrzu wisi mgła.






Jakąś oblodzoną jaskinię nawet znalazłyśmy:) 



Sarni Wodospad to raczej wodospadzik, taki sam latem i zimą, ale miejsce jest przyjemne. Obok są ławki i stół piknikowy. Latem musi tu być gwarno, bo Dolina jest popularnym miejscem.


Tu był koniec naszej pierwszej wycieczki w góry, taka krótka rozgrzewka przed kolejnymi wyprawami. Niedaleko jest  niedostępna dla turystów Polana Białego. Tutaj w latach 50-tych XX wieku szukano złóż uranu, dlatego też była ona pilnie strzeżona i okryta tajemnicą. Obecnie utworzono tam obszar ochrony ścisłej, dzięki czemu jest tam od lat nie zmieniona przez człowieka tatrzańska przyroda. 

Dalej szlak prowadzi do Sarniej Skały, ale to nie z nastolatką i nie zimą. Wracamy do innych rozrywek.  W okolicach krokwi odwiedzamy Snowlandię ze śnieżnym labiryntem. Dowiedziałyśmy się, że wyprodukowanie sztucznego śniegu oraz wybudowanie całego labiryntu zajmuje około dwóch miesięcy i jest możliwe tylko podczas ujemnych temperatur. I nie ma się co śmiać, ale zgubiłyśmy się w labiryncie, raz obie razem (jak i większość z odwiedzających:), a potem każda z osobna:) Dobrze, że nie mamy klaustrofobii, bo łatwo tu dostać ataku paniki:)


 
Z trudem udało mi się pstryknąć, gdy nie było nikogo w zasięgu, bo w rzeczywistości co chwila zza każdego węgła wybiegał jakiś z lekka spanikowany osobnik/osobniczka z pytaniem, którędy do wyjścia:) Łatwo nie było... Nawoływanie się nic nie dawało, bo drobne kryształki lodu w ścianach labiryntu układają się warstwowo tworząc naturalną barierę akustyczną. Taka porowata struktura skutecznie pochłania fale dźwiękowe, tak samo jak materiały wygłuszające używane w budownictwie czy akustyce. 

 
Wysokość śnieżnych murów wynosi 2,5 m. 1 marca labirynt zostanie zburzony.
Tuż obok obejrzałyśmy także ogromne płaskorzeźby śniegowe w śnieżnym igloo








Sama nigdy bym takich rozrywek nie wybrała, ale wiadomo, ferie, więc Młoda rządzi:) Zarządziła jeszcze Krainę Świateł na Gubałówce złożoną z prawie 2 milionów ledowych, ekologicznych lampek. Wjechałyśmy kolejką, co w ciemnościach było nawet fajne, gdyż z każdym metrem odsłaniał się widok na oświetlone miasto. Na szczycie faktycznie zastałyśmy wiele instalacji świetnych. Nie miałam ze sobą na wyjeździe dobrego aparatu, aby zrobić ładne zdjęcia, ale kilka na pamiątkę pstryknęłam telefonem.






Po kolacji w restauracji na Gubałówce, poszukałyśmy autobusu, aby wrócić do wynajętego mieszkania. Według aplikacji przeszłyśmy ponad 12,4 km i nogi nam już prawie odpadały, a to przecież dopiero początek pobytu:)

niedziela, 15 lutego 2026

Zimowy Land Art - Siennica Różana

Na początku lutego w Siennicy Różanej (to też Kraszczady, byłam tu kiedyś LATEM KLIK!:) odbył się po raz 12-ty Festiwal Land Art, ale po raz pierwszy zimą. Hasło przewodnie to "Woda". Nie mogłam być na otwarciu, więc zaplanowaliśmy pojechać w dzisiejszą niedzielę. Do wczoraj było prawie wiosennie, nawet na chwilę pojawiło się słoneczko, walentynkowe przyjemności zakończone wieczornym koncertem w filharmonii jeszcze bardziej poprawiły humory, wszystko się układało jak należy, a dzisiejszego poranka... proszę bardzo! Nawrót zimy, sypie, chmurno i ciemno. No, ale rzekło się, to jedziemy. Zdjęcia będą w jeszcze większe białe kropki niż poprzednio:) Padało śniegiem tak, że wycieraczki w aucie ledwo nadążały. Chmury wisiały tak nisko, że prawie zahaczało się o nie głową:) Wzięliśmy psa, bo kocha taką śnieżną pogodę. Drogi były białe, auta poruszały się po S12 z prędkością 70 km, wreszcie dojechaliśmy.


Zaparkowaliśmy pod kościołem w stylu neogotyckim zbudowanym w latach 1840–1844 z fundacji hrabiego Jana Poletyło, ówczesnego dziedzica Siennicy Różanej. Jan hrabia Poletyło  miał tytuł kasztelana Królestwa Polskiego, był radcą prawnym powiatu chełmskiego. W 1824 roku uznano jego tytuł hrabiowski w Królestwie Polskim. Nigdy się nie ożenił i zmarł bezpotomnie w 1855 roku. 



Ponieważ mam takiego farta, że przede mną kościoły zamykają, to i tym razem udało mi się ledwo jedną fotkę cyknąć, niemal potrącając pana zamykającego mi przed nosem ciężką kratę i drzwi. Poprzednio było prawie tak samo:)


Doczytałam potem w domu, że wyposażenie jest barokowe z XVIII wieku, ale obejrzeć dokładniej nie było dane. Spod kościoła idziemy przez ulicę nad zalew. Latem często są tutaj zawody wędkarskie. 

Teraz zalew jest zamarznięty. Od razu natykamy się na pierwsze eksponaty festiwalowe. Na skrzyżowaniu witają nas drzwi do Kraszczad:)


Niewidoczny w tumanach śnieżycy napis zaprasza "Wejdź do Kraszczad". Wchodzimy:)


Jednym z organizatorów festiwalu LandArt jest fundacja Latająca Ryba z Lublina, której prezesem jest artysta Jarosław Koziara. Lublin go zna i ceni, jego instalacje i dekoracje zdobią nasze miasto przez cały rok. W Siennicy Różanej 13 prac wykonali artyści z Polski i zagranicy (Włochy, Litwa). Land Art to sztuka ziemi.  Artyści wykorzystują krajobraz jako płótno i tworzywo, tworząc dzieła, które poddają się rytmowi przyrody, by z czasem ulec erozji i zniknąć. I ta ekspozycja z Siennicy Różanej zniknie na przełomie lutego i marca, dlatego był to dla mnie ostatni dzwonek, aby zobaczyć instalacje przed wyjazdem w Tatry.

   
Przez szkło powiększające w otworze można zobaczyć drugi brzeg, taki rodzaj lunety.


Instalacja na lodzie, gdy się rozpuści - opadnie na dno...


 
Tutaj tak samo - lód stanowi nietrwałe podłoże.







 
 Tajemnicze pajęczyny...:)





 
A to już instalacje na małym stawie obok Dworu Sztuki.


 
No i najchętniej oglądany - pan Bóbr. Trwają jakieś ustalenia, czy mógłby tu "zamieszkać na stałe". Posadowiony jest na gruncie, więc ma szansę:) Musi się na to zgodzić autor - pochodzący z Włoch pan Rodolfo Liprandi. 
 



 

 "Śniadanie na trawie":)


"Bestie, które nie dostały się na Arkę Noego" Daniela Ludwiczuka



 
Amfiteatr i Dwór Sztuki - odnowiony zabytkowy dwór wzniesiony na przełomie XVIII i XIX wieku, który po latach starań zyskał drugie życie dzięki  rewitalizacji budynku i parku. Mieści się tu dynamiczne centrum kultury - od jedynego na terenach wiejskich Muzeum Sztuki Nowoczesnej po Salę Wystaw Zmiennych. Przy niedzieli zamknięte.


 
Na terenie parku wypatrzyliśmy pomnik poświęcony ofiarom II wojny.

Koniec na dziś, zaraz całkiem zasypie drogi, wiec wracamy. Pomyślałam, że wiosną chętnie bym przyjechała w okolice - pociągiem z rowerem do Krasnegostawu, a potem można pedałować, gdzie tylko się chce.