środa, 16 września 2026

Dyniowisko w Wierzchowiskach Starych - Lubelszczyzna

Wcześniej nie słyszałam o Wierzchowiskach Starych, do czasu, kiedy w zeszłym tygodniu przeczytałam o Dyniowisku. Dopiero była pierwsza połowa września, wydało mi się, że na dynie jest jeszcze czas, a tu impreza pod hasłem tego warzywa. I okazało się, że w wiosce liczącej ledwo ponad 200 mieszkańców działa prężnie Koło Gospodyń Wiejskich, które od 22 lat organizuje festyn pod hasłem "Na styku trzech ziem". Chodzi o to, że miejscowość położona jest na styku Równiny Bełżyckiej, Wzniesień Urzędowskich i Kotliny Chodelskiej. Każda edycja festiwalu ma swój temat przewodni związany z płodami ziemi i lokalnym rolnictwem. W poprzednich latach bohaterami festiwalu były m.in. malina, śliwka, zboże, ziemniaki czy kapusta, a w tym roku dynia. Pojechałam:) 

Mam szacunek dla ludzi, którzy pielęgnują tradycje, dbają o lokalną społeczność i po prostu im się chce, są kreatywni, mają talent i wyobraźnię. Jedno co mnie rozczarowało, to brak sprzedaży dyń. Liczyłam, że obkupię się w to warzywo na potrzeby swoje i cudze, zarówno kulinarne jak i dekoracyjne, ale niestety.


Na Dyniowisku wystawiały się okoliczne wsie, każde na własnym  stoisku, było bardzo kolorowo. Na scenie produkowały się zespoły śpiewacze i taneczne, grała muzyka i było pyszne jedzonko:)










  
Sernik dyniowy był re-we-la-cyj-ny!! Zjadłam też zupę - krem z dyni z ziarnami i grzankami, prawie tak samą dobrą jak sama robię :) 












Ze zdumieniem zauważyłam, że te wazony to ... rzeźbione dynie!




Napatrzyłam się i podjęłam postanowienie: w przyszłym roku będę na połowie działki uprawiać różne gatunki dyń:)

poniedziałek, 14 września 2026

Szlak Jakubowy, Camino de Santiago, Portugalia - Valenca

Valenca w Portugalii - nie mylić z Walencją w Hiszpanii:)  Przyszłam tu w 20 minut mostem przez rzekę Minho z hiszpańskiego Tui.


 
No i jestem w Portugalii, w Valency, w niewielkim miasteczku, nad którym wznosi się XII/XIII-wieczna, bastionowa fortyfikacja z dwiema wieżami i podwójnymi murami.  Swoją obecną nazwę miasteczko otrzymało w 1262 roku na rozkaz króla Portugalii Alfonsa III, który postanowił zmienić „Contrasta” („ta, która pozostaje naprzeciw”) na „A Valença”, czyli „Odważna”.


Ciekawostka: Tui i Valenca mają status Euromiasta. Takie jednostki miejskie powstają na mocy porozumień między sąsiadującymi krajami, historycznie i kulturowo powiązanymi, ale należącymi do różnych państw członkowskich Unii Europejskiej. W Polsce taki status ma Szczecin, Słubice i Zgorzelec. 

Jeszcze ostatni rzut oka na Tui po hiszpańskiej stronie i idę zwiedzać Valencę. Telefon dostaje wariacji, raz pokazuje jeden czas, a za chwilę inny różniący się o godzinę. W Portugalii jestem 60 minut młodsza:)




Fortyfikacje kiedyś służyły jako twierdza obronna przed sąsiadującą Hiszpanią, dziś to otoczone pięciokilometrowym murem miasteczko, co było dla mnie zaskoczeniem. Po wejściu przez bramę spodziewałam się zobaczyć inne elementy fortu, a tam pełno urokliwych sklepików, restauracji i kawiarenek. 




Portas da Coroada - zabytkowa brama wchodzącą w skład fortyfikacji 

    
Pomnik José Alfredo Mendes de Magalhãesa, urodzonego w Valency.  Był lekarzem, profesorem medycyny, publicystą, rektorem Uniwersytetu w Porto, prokuratorem Izby Korporacyjnej, ministrem, generalnym gubernatorem Mozambiku, przewodniczącym Rady Miasta Porto, nacjonalistą i masonem.  Zmarł w Porto w 1957 roku.



Pomnik świętego Teotonia (São Teotónio), żył w latach 1082–1162 i był pierwszym kanonizowanym świętym portugalskim oraz doradcą pierwszego króla Portugalii, Afonsa I Zdobywcy. Monument stoi na placu Largo Bom Jesus, w pobliżu kaplicy Bom Jesus.


Kaplica Capela do Bom Jesus to nieduża zabytkowa, XVII-wieczna świątynia barokowa z elementami rokokowymi. Otwarta, ale pusta. Turyści biegną raczej do sklepików:)







Słynne „azulejos” - niebieskie płytki,  w Portugalii zdobią nie tylko wnętrza, ale także fasady domów. 
 






Igreja de Santo Estêvão (Kościół św. Szczepana). Budowla łączy w sobie średniowieczne korzenie sięgające XIII wieku z późniejszą, głównie neoklasyczną formą. To skutek licznych przebudów na przestrzeni wieków.
Zauważam, że w Valency kościoły są otwarte, ale to przecież Portugalia, nie Hiszpania, gdzie były pozamykane. W Portugalii 80% ludności deklaruje pochodzenie katolickie, ale praktykuje, podobnie jak w Hiszpanii, nie więcej niż 19%. Różnica polega na tym, że w Portugalii nawet niewierzący szanują i kultywują tradycje chrześcijańskie i obiekty sakralne, jest do tego inne podejście niż w Hiszpanii. To coś tak jak ja, Portugalia robi mi się coraz bardziej bliska z różnych powodów:) Chętnie bym tu zamieszkała na jakiś czas, ale ... mam psa i trzy koty:)







Kocie budki, zamieszkałe.


Kościół Santa Maria dei Angeli założony około 1276 roku. Architektura budynku jest mieszanką stylów, romański na portalu głównej fasady, a także elementy późnego baroku, neoklasycyzmu i renesansu.



Ozdobny ołtarz główny w Kościele Matki Bożej Anielskiej.





Na termometrze miejskim wyświetlała się temperatura 32 stopnie, więc poszłam do mojego ulubionego portugalskiego marketu Continente, gdzie można kupić fajne pieczywo typu.. roztoczańskie proziaki:) Gdy po nie sięgałam, pan Portugalczyk stojący za mną w oczekiwaniu na szczypce, którymi  nakłada się pieczywo, podniósł z uznaniem kciuka:) Tu kupiłam też moje ulubione portugalskie ciastka "Línguas de veado", których nazwę tłumaczy się jako "jelenie języki", a są to cieniutkie chrupiące podłużne ciastka o maślanym smaku, przepychota. Akurat pani z cukierni wywiozła świeżo upieczone pastel de nata, jeszcze ciepłe, więc też zgarnęłam kilka opakowań, żeby je przywieźć do Polski. Tu kupiłam także kilka zestawów serów owczych i krowich z Serra de Panela, używam ich w domu na różne sposoby, na kanapkę, do zapiekanki, a wczoraj robiłam makaron z tym serem, świetnie się rozpuszcza tworząc pyszny sos. 
Miałam jednak jedno wyjątkowe zamówienie; kostium piłkarski z narodowej drużyny portugalskiej z numerem 7 ( z tym numerem gra Ronaldo). Nie było łatwo:) W końcu znalazłam jedną sztukę i akurat w odpowiednim rozmiarze w sklepiku na ogromnym targowisku. Odetchnęłam z ulgą:)


Wróciłam potem pod fortecę, zrobiłam sobie piknik na trawie pod rozłożystym drzewem (nie tylko ja wpadłam na ten pomysł:) Wkrótce miałam autobus do Porto i lot powrotny.


W nocy byłam w Polsce.