poniedziałek, 22 czerwca 2026

Białowieża

Zapowiadał się upał, więc wszelkie górskie wycieczki odpadały - już raz byłam na granicy udaru w Bieszczadach, za kolejny raz podziękuję. A więc w cień. A cień jest w lesie.  W puszczy. No to do  Puszczy Białowieskiej. Kiedyś już byłam w Białowieży, ale nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenia, nawet o tym tu nie napisałam. Odwiedziłam wówczas Białowieżę i Hajnówkę, ale mi się niezbyt podobało, więc zjeździłam tylko okolice, nawet chyba miałam plan o Parku napisać, bo te okolice oznaczyłam tagiem , ale coś nie wyszło. Minęło już jednak sporo czasu od tamtego pobytu, więc się jednak zdecydowałam. 

Zaparkowałam koło cerkwi prawosławnej pw. Św. Mikołaja z widokiem na Dom Jegierski z 1904 roku przeznaczony pierwotnie dla osób obsługujących polowania w Puszczy. W okresie międzywojennym znajdowała się tu także placówka poczty carskiej, starostwa i sądu grodzkiego, a przed wybuchem II wojny światowej komenda policji państwowej. W czasie wojny wprowadzili się do budynku Niemcy urządzając areszt gestapo. Obecnie siedzibę w nim ma Poczta Polska, Bank Spółdzielczy, Dom Dziecka im. Haliny Kopalińskiej, długoletniej wychowawczyni Domu. No i jest bocian:)

...i poszłam oglądać. Pierwsi mieszkańcy Białowieży – Rusini byli prawosławnymi osadnikami przybyłymi do Puszczy Białowieskiej głównie z Mazur znad rzeki Łyny. Podobno już w XVII wieku istniała w Białowieży cerkiewka, która została spalona razem z wsią podczas szalejącej w 1710 roku zarazy. Obecna cerkiew pochodzi z końca XIX wieku, Fundatorem cerkwi był car Aleksander III, który osobiście w sierpniu 1894 roku wizytował budowę nowej, murowanej świątyni.  



Z Petersburga sprowadzono ikonostas z chińskiej porcelany i jest to jedyny tego typu zabytek w Polsce.

1 września 1939 roku na cerkiew spadły dwie niemieckie bomby, jedna wybuchła wewnątrz niszcząc budynek. Na przycerkiewnych drzewach Niemcy wieszali skazańców na oczach mieszkańców, których spędzano z całej Białowieży. Pierwszej egzekucji dokonano 9 września 1942 roku, ostatniej 17 września 1943. Ogółem powieszono w tym miejscu ponad 90 osób. Wystawiono im pomnik przed cerkwią.

Cerkiew w latach 2017-2019 przeszła gruntowny remont i wygląda jak nowa, choć to obiekt wpisany na listę zabytków. Ma swoją bliźniaczą siostrę na Białorusi, w miejscowości Czyżewszczyzna, tyle tylko, że tamta jest otynkowana, a ta nie.

Jeden dzień w Białowieży ( na drugi miałam inne plany) to jednak za mało, więc musiałam dokonać wyboru. Chciałam zobaczyć ten zamknięty rezerwat ścisły. Wejścia są reglamentowane i płatne, tylko z licencjonowanym przewodnikiem. Obdzwoniłam biura przewodnickie - niestety, brak możliwości wejścia na ten dzień. W końcu weszłam do punktu sprzedaży pttk po jakieś pamiątki, pani akurat rozmawiała przez telefon, wybieram te przypinki i kartki i słyszę, że akurat przyjmuje od kogoś rezygnację z wycieczki do strefy ścisłej, więc skorzystałam i od razu się zapisałam. 

W oczekiwaniu na właściwą godzinę poszłam do Parku, który zaczyna się tuż za tą bramą. Park Pałacowy w stylu angielskim został założony przez architekta ogrodów Waleriana Kronenberga (pochodził z małej wioski na Lubelszczyźnie) na przełomie XIX i XX w. wokół myśliwskiej rezydencji carów Rosji. Jego powierzchnia wynosi ok. 50 ha. Park jest dostępny dla odwiedzających przez całą dobę.




Setki lat temu stały tu dwory polskich królów, po żadnym nie ostał się ślad. W 1889 roku  car Aleksander III polecił rozpoczęcie budowy pałacu dla siebie i swoich gości. Tak wyglądał.


źródło: Narodowe Centrum Cyfrowe


źródło: Narodowe Centrum Cyfrowe


Źródło: Санкт-Петербургское государственное бюджетное учреждение культуры "Государственный музей истории Санкт-Петербурга". Autor zdjęcia Z. Karasik, 1900 r.

Po śmierci cara Aleksandra III pałac w spadku otrzymał jego syn i następca Mikołaj II, który chętnie i często przyjeżdżał do Białowieży na polowania i jednocześnie na odpoczynek w otoczeniu najbliższej rodziny. W 1915 roku wycofujące się wojska rosyjskie ukradły wyposażenie pałacu, które do dziś znajduje się w Moskwie. 

Potem stacjonowały tu niemieckie wojska, potem były jakieś urzędy, muzeum puszczańskie i biblioteka, Szkoła dla Leśniczych, apartamenty dla prezydenta Ignacego Mościckiego, we wrześniu 1939 także szpital wojenny nr 502. W okresie okupacji sowieckiej 1939–1941 została podjęta próba utworzenia w pałacu radzieckiego ośrodka naukowego. Po zajęciu Białowieży przez Niemców, w pałacu mieścił się sztab do walki z partyzantką. W nocy z 16 na 17 lipca 1944 roku w pałacu wybuchł pożar wzniecony przez wspierające Niemców oddziały węgierskie, pozostawiając go w totalnej ruinie. W 1961 roku pałac został rozebrany. Została z niego tylko brama.

Na miejscu pałacu wzniesiono nowy budynek, w którym znajduje się dyrekcja Białowieskiego Parku Narodowego, muzeum przyrodnicze, restauracja i hotel.

 
Zachowały się też dawne stajnie, przerobione potem na schronisko noclegowe, ale ostatecznie nie są wykorzystywane.

Na terenie Parku zachował się natomiast najstarszy budynek w Białowieży – drewniany dworek w stylu architektonicznym określanym jako rosyjsko-szwajcarski, znany jako Dworek Gubernatora Grodzieńskiego z 1845 r., który jest właśnie remontowany i wygląda pięknie. Dworek Gubernatora stał się carskim pawilonem myśliwskim, gościł rosyjskich carów, wielkich książąt oraz inne znaczące postacie. 





Niedaleko zauważyłam też zabytkowy obelisk, który upamiętnia jedno z największych polowań królewskich w Puszczy Białowieskiej, które odbyło się 27 września 1752 roku. W polowaniu  uczestniczył elektor Saksonii, król Polski i wielki książę litewski August III Sas wraz z rodziną i dworem. Tysiąc miejscowych chłopów zatrudnionych w roli naganiaczy dowodzonych przez saksońskich jegrów, napędziło puszczańską zwierzynę w sieci. Złapane zwierzęta wpuszczono do zwierzyńca, założonego w XVI wieku przez króla Stefana Batorego. Z ogrodzonej powierzchni prowadził korytarz, u wylotu którego znajdowała się myśliwska altana. Służba leśna napędziła zwierzęta do korytarza i gdy pojedyncze sztuki, widząc przed sobą otwartą przestrzeń przyśpieszały biegu, padały od strzałów króla i jego żony Marii Józefy, siedzących wygodnie w altanie. Wszystką ubitą zwierzynę rozdano pomiędzy miejscowych chłopów. Podobno było tego kilkaset sztuk. Tak zabawiali się możni ówczesnego świata.


Opuściwszy park, jako że miałam jeszcze półtorej godziny do wycieczki po ścisłym rezerwacie, udałam się do Skansenu Architektury Drewnianej Ludności Ruskiej Podlasia - nazwa długa, skansen niewielki, prywatny. Leży na obrzeżu Białowieży, ale co ciekawe - jest to teren dawnej wsi Kropiwnik, zniszczonej przez hitlerowców podczas II wojny światowej.













 
Jakaś zorganizowana grupa, pewnie pracowniczy wyjazd integracyjny, odczynia Sobótki:)




I tak minęło mi ponad pół dnia, pora udać się na miejsce spotkania z przewodnikiem. Po drodze oglądam jeszcze domy w dzielnicy Zastawa, która niegdyś była samodzielną wsią. 







c.d.n

niedziela, 14 czerwca 2026

Festiwal w Opolu...

 ... Lubelskim:) Kwiatowy:)

Jeden wolny dzień w tygodniu i dylemat. Odpocząć w domu ? Pojechać gdzieś ? Poranny deszcz skłaniał ku opcji "wypocząć" w domu. Ale koło południa się przejaśniło i ruszyłam "gdzieś" czyli do Opola Lubelskiego. Jeszcze słońca nie było, ale była nadzieja, że zaświeci:)


 
Kiedy wjechałam do Opola, lało tak strasznie, że nawet z auta nie wysiadałam. Gdzieś tam na ulicy widać było policyjne koguty blokujące ulice i ludzi biegnących z parasolami w strugach deszczu. To chyba był ten "korowód" po mszy w miejscowym kościele. No, nie byłam aż tak zdesperowana, żeby moknąć. Jak już się ta chmura oberwała do końca, to zostawiłam auto w okolicy kościoła i poszłam do parku miejskiego. Akurat się wypogodziło ...

Ludzi mrowie. Stragany z żywnością, loterie, namioty reklamowe różnych firm, sprzedaż kwiatów (kupiłam! brakującą mi do kolekcji ogrodowej sadzonkę hibiskusa bagiennego o białych kwiatach z białym środkiem), lody, wata cukrowa, chyba z piętnaście punktów gastronomicznych z potrawami ugotowanymi przez gospodynie z Kół Gospodyń Wiejskich (bigosik i serniczek klasa!:), prawdziwe wesoła miasteczko z piszczącymi dzieciakami, stare samochody, zbiegowisko motórzystów, dużo tańca i muzyki i inne cuda. Mnóstwo tego było, bo park wielki.
No i kwiaty. Bo to był właściwie II Festiwal Kwiatów. II, a więc jeszcze raczkujący, młodziutki taki, jeszcze nieśmiały, ale kilka instalacji kwietnych było. Rozmach impreza miała, wiec pewnie z upływem lat to i konkurs kwiatowy się rozwinie.



















 
Odniosłam wrażenie, że akurat kwiaty najmniej interesowały gości, bo największy tłum był przy stoiskach gastronomicznych przy samochodach i w wesołym miasteczku:) No i przy amfiteatrze, gdzie wystąpił miejscowy zespół  „Powiśloki” i goście z Macedonii - Folklore Ensemble KITKA z Istibanija oraz zespół taneczny z Ukrainy Jarynka z Berdyczowa. Popatrzyłam i ja, nieco dłużej niż planowałam, bo w pewnym momencie znów lunęło, a amfiteatr był zadaszony:)

















Kiedy przestało padać, natychmiast wyszło słońce, więc wyszłam poszwędać się po parku.




I tu natknęłam się na pałac. Co prawda ogrodzony i niedostępny, ale cokolwiek z zewnątrz dało się zobaczyć. To Pałac Lubomirskich zbudowany pierwotnie przez rodzinę Słupeckich na początku XVII w. w stylu barokowym, potem użytkowany przez rodzinę Jana Tarły, przebudowany na nowo według projektu Jakuba Fontany, Dominika Merliniego i Ferdynanda Naxa.  Miał marmurowe posadzki, wielkie kominki, kryształowe lustra i 2-piętrową salą balową. Wielkością i przepychem porównywany był do Pałacu Czartoryskich w Puławach. Jedną z właścicielek, piękną kasztelankę Rozalię z Chodkiewiczów Lubomirską spotkał straszny los. Przebywając z córką w Paryżu w okresie rewolucji francuskiej została oskarżona o szpiegostwo i zgilotynowana - do dziś duch Rozalii bez głowy krąży wokół opolskiego pałacu. Gdy pojawia się zrywa się wiatr i słychać przeraźliwy krzyk. Akurat wiatru nie było:)
7-letnia córka Rozalii - Aleksandra - wróciła do Opola Lubelskiego, ale w 1804  roku wraz z ojcem przeniosła się do Wiednia. Wyszła potem za mąż za orientalistę i podróżnika, hrabiego Emira Wacława Rzewuskiego, syna Seweryna Rzewuskiego, hetmana polnego koronnego i Konstancji Małgorzaty Lubomirskiej.




Po 1854 roku budynki zostały przebudowane na rosyjskie koszary. Wysoki barokowy dach mansardowy, rzeźby na tympanonach, kamienne balustrady i inne ornamenty, zostały usunięte przez Rosjan i już nie przywrócone.

Gdy uznałam, że w parku obejrzałam już wszystko, co chciałam, poszłam do centrum miasteczka przez alejkę obstawioną starymi samochodami.









Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny został ufundowany przez miejscowego proboszcza księdza Piotra Dobielowicza i zbudowany w latach 1664–1675. W XVIII wieku rodzina Tarłów ufundowała wykończenie kościoła, dobudowanie naw bocznych i położenie polichromii. Kościół został wzniesiony w stylu lubelskiej architektury cechowej, na pograniczu późnego manieryzmu i wczesnego baroku.




W ołtarzu głównym wykonanym około 1740 roku prawdopodobnie w warsztacie będącym własnością książąt Czartoryskich jest umieszczony obraz Maryi Niepokalanej z Dzieciątkiem Jezus namalowany przez Antoniego Dembickiego w 1745 roku.


Taaak... znów pada:)



 
Ławeczka Jana Kleniewskiego, który założył jedne z największych w Królestwie Polskim plantacje chmielu. W roli przemysłowca Kleniewski zadebiutował w 1883 roku, współtworząc z bratem cukrownię w Opolu Lubelskim, a później budując własną we Wrzelowie, nazwaną od herbu Kleniewskich „Zagłoba”. Kleniewski rozbudował i unowocześnił też browar w Kluczkowicach istniejący od 1827 r., założył gorzelnię i rektyfikację spirytusu w Łaziskach. Zorganizował cegielnie w Łemszczyźnie, fabrykę kafli, fabrykę serów szwajcarskich w Szczekarkowie, liczne piekarnie. Przy 400-morgowej plantacji wikliny na Bożym Darze nad Wisłą powstała w 1902 r. fabryka koszyków. Surowiec drzewny przetwarzany był w tartakach i stolarniach, gdzie wyrabiano gont, parkiety, boazerię meble. W Kluczkowicach prowadził gospodarstwa rybne. Jan Kleniewski zainicjował akcję budowy wałów przeciwpowodziowych. Za jego staraniem region Opola Lubelskiego otrzymał podczas pierwszej wojny światowej linię kolejki wąskotorowej Zagłoba - Nałęczów, z odnogą z Karczmisk do Opola, o łącznej długości 35 km długości, co znacznie polepszyło warunki komunikacyjne rejonu. Po prostu człowiek-orkiestra:)



W Opolu Lubelskim istnieje najnowocześniejsze w Polsce więzienie, które zostało oddane do użytku na początku października 2009 roku. Oglądanie darowałam sobie:) Pojechałam za miasto.








Tuż obok stawów jest wielka restauracja rybna, ale ludzi w niej było tyle...! Może kiedy indziej.
Upatrzyłam sobie w okolicy parę miejsc do odwiedzenia, bardziej o charakterze przyrodniczym, ale dzisiaj już wracam, bo znów szykuje się ulewa:)







Ilość obejrzanych tęczy: 5! W tym jedna podwójna.