sobota, 10 października 2026

Milejów - Nadwieprzański Park Krajobrazowy, Jaszczów

Znalazłam się w Milejowie wyświadczając komuś przysługę, podwózkę z ciężkim bagażem. Ponieważ za dwie godziny mieliśmy wracać, to zamiast siedzieć w cudzym salonie z telewizorem, poszłam zobaczyć, co tu w tym Milejowie mają.

Milejów kojarzy mi się z sokami owocowymi, ale teraz już pod marką Milejów nie są produkowane. Jednak jeśli weźmiecie do ręki np. sok jabłkowy Fortuna albo koncentrat pomidorowy Dawtona, to one są właśnie stąd. Tu się je produkuje, choć konfekcjonowanie może być w innym zakładzie.


Milejów to wieś, która stara się o prawa miejskie. Czy je dostanie, okaże się za trzy miesiące. Nie posiada spektakularnych walorów, które by przyciągnęły ciekawskich turystów, ale skoro już tu byłam to ich poszukałam:)
Historia wsi sięga roku 1452, w dokumentach wymieniana jest jako wieś szlachecka. Przez wieki miejscowość często zmieniała właścicieli. Nazwę zawdzięcza rodowi Milejowskich, potem należała do Juszczynów oraz Suchodolskich, a w XIX wieku majątek przeszedł w ręce hrabiów Rostworowskich herbu Nałęcz. Od XVII wieku istniała tu drewniana cerkiew unicka pw. św. Barbary. Z inicjatywy rodziny Rostworowskich erygowano w Milejowie parafię katolicką i wybudowano kościół.



Ta lewa część kościoła jest stara, ta prawa jest z lat 90-tych XX w., bo kościół stał się za mały dla wiernych. Już mogli rozbudować w tym samym stylu, a nie jakieś bezpłciowe betonowe ściany...
Kościół mnie ciekawił z dwóch powodów. Po pierwsze jest tu 300-letnia ikona greckokatolicka. No, ale kościół był zakratowany, a ikona jest w głębi w ołtarzu głównym, więc zobaczyłam tylko z daleka. Obejrzałam z bliska w wikimedia commons.


Ikona przedstawia Matkę Bożą z Dzieciątkiem, bez tzw. koszulki, a tak wygląda (niżej) w srebrnej koszulce (zdjęcie jest ze strony Archidiecezji Lubelskiej), to ten sam obraz.


Obraz jest w stylu eleusa: Matka Boska ukazana en face i w półpostaci, z dzieciątkiem na lewym ramieniu, dzieciątko ukazano w całej postaci, Matka Boska lekko zwraca ku niemu głowę. On przytula policzek do twarzy Matki.

Gdy w połowie XIX wieku likwidowano unicką parafię i wznoszono kościół rzymskokatolicki, wiele elementów dawnego wyposażenia uległo zniszczeniu lub - mówiąc delikatnie - rozproszeniu. Obraz kapłani i mieszkańcy przenieśli do świątyni łacińskiej i umieścili w dawnym ołtarzu głównym. Dla wiernych to, że ikona przetrwała burzliwe zmiany wyznaniowe i polityczne carskiej Rosji na Lubelszczyźnie, nosiło znamiona nadprzyrodzonej opieki i cudu. W tradycji ludowej wizerunek słynął z wysłuchiwania próśb w sprawach beznadziejnych, rodzinnych i zdrowotnych, więc Matka Boska otrzymała przydomek Serdeczna.

 
Obrazu "pilnuje" św. Stanisław i jakiś papież, o czym świadczy tiara.

W kościele jest jeszcze wiele cennych obrazów, w tym ten, którego reprodukcję pokażę niżej:) Obraz przedstawia chór kościoła Kapucynów w Rzymie, a kto mnie zna, ten się domyśli, dlaczego akurat ten obraz wybrałam:)

 
Z ciekawostek: jest tu w kościele ekspozycja 26 wotów dziękczynnych, w tym jedno ze szczerego złota, a inne to...  para miniaturowych butów piłkarskich wykonanych z masy perłowej. Wiąże się z nimi opowieść o sportowcu (lub osobie związanej z lokalnym klubem Tur Milejów), który w momentach ciężkiej choroby lub życiowego zakrętu zawierzył swój los Matce Bożej. Gdy jego prośby zostały wysłuchane, przyniósł w podzięce to spersonalizowane wotum.

 
Powód drugi dla mojej wizyty w kościele to grobowce. Pod starą częścią kościoła znajdują się krypty grobowe ze szczątkami fundatorów świątyni oraz członków rodziny hrabiów Rostworowskich.  Sam główny fundator i dawny dziedzic Milejowa Antoni Meliton hrabia Rostworowski, oficer napoleoński i wysoki urzędnik zmarły w 1843 roku został pochowany u ojców kapucynów w Warszawie. Jednak ze względu na jego ogromne zasługi dla Milejowa, jego serce zostało sprowadzone i złożone wewnątrz milejowskiej świątyni.


Spoczywa tu m.in. Marya z Jansenów hrabina Rostworowska, żona Antoniego Melitona Rostworowskiego, który zainicjował budowę tej świątyni. Po śmierci męża w 1843 roku samodzielnie zarządzała dobrami milejowskimi. To ona stała się główną fundatorką murowanego kościoła. Przez lata toczyła trudne batalie z carską administracją o zgodę na wzniesienie rzymskokatolickiej świątyni na terenach zdominowanych przez unitów. Zmarła w Milejowie podczas epidemii cholery w 1856 roku, tuż przed ukończeniem budowy świątyni. Następcą został jej syn Antoni Ignacy Rostworowski mający wówczas 22 lata. 

Krypty nie są dostępne, są na stałe zamknięte i otwierane tylko dla konserwatorów. Ostatni pochówek w kryptach miał miejsce w 1972 r.


Za kościołem znajduje się zabytkowa dzwonnica, wzniesiona w tym samym czasie co kościół i w tym samym eklektycznym stylu. Stanowi ona integralną część przykościelnego muru obronno-ogrodzeniowego z żelazną bramą. Dzwony są współczesne. Oryginalne zostały skradzione przez Rosjan w czasie I wojny, kolejne przez Niemców w czasie II wojny.


Rostworowscy po nabyciu Milejowa postawili na nowoczesne rolnictwo i sadownictwo. W 1905 roku założyli Fabrykę Przetworów Owocowych i Warzywnych, która po II wojnie została upaństwowiona i przetrwała w takiej formie do lat 90-tych XX wieku, kiedy to została sprywatyzowana. W latach 60., 70. i 80. XX wieku zakład Milejów przeżywał gigantyczny rozkwit, stał się potęgą produkującą soki, dżemy, mrożonki i kompoty, które eksportowano nawet za granicę. Chyba każdy w Polsce zajadał produkty z Milejowa:)
Antoni Jan Feliks Rostworowski, wnuk pierwszego dziedzica, który miał za sobą studia rolnicze i ekonomiczne w Halle oraz obroniony doktorat z filozofii, po śmierci ojca wrócił na wieś i zainicjował budowę nowoczesnej cukrowni w 1907 roku, wybudował bibliotekę oraz mieszkania dla swoich pracowników, zapewnił pomoc medyczną, zabezpieczenie emerytalne, założył dla dzieci folwarcznych tajną szkolę (ochronkę) z językiem polskim.
Uruchomił cegielnię, przeprowadził linię kolejki wąskotorowej do Białki, gdzie założył tartak i kopalnię torfu. Zmeliorował bagna na obszarze 200 ha. Nutrie Hodował! Soję uprawiał!
Zaangażował się w podziemną działalność patriotyczną. Wstąpił w szeregi Ligi Narodowej – tajnej, trójzaborowej organizacji politycznej walczącej o podtrzymanie polskości i przygotowującej grunt pod odzyskanie niepodległości.

Antoni Jan Feliks był też współzałożycielem KUL-u w Lublinie.  Jako majętny właściciel cukrowni i dóbr w Milejowie, Rostworowski przekazywał darowizny na rzecz nowo powstałego uniwersytetu, wspomagając jego funkcjonowanie w trudnych latach powojennych po 1918 roku. Pełnił rolę skarbnika Komitetu Wykonawczego Powołania Uniwersytetu. To on osobiście odpowiadał za gromadzenie funduszy, zarządzanie budżetem powstającej uczelni i szukanie nowych źródeł finansowania wśród ziemiaństwa.

Niżej dawne budynki wchodzące w skład cukrowni,  nadal użytkowane jako mieszkania. 

 
W Milejowie była także suszarnia chmielu,  młyn parowy i gorzelnia, której budynki stoją po dziś dzień (niżej).



Antoni Jan Feliks Rostworowski był dynamicznym przedsiębiorcą. W ciągu 15 lat osobistego zarządzania przekształcił Milejów z rolniczej wsi w nowoczesną, uprzemysłowioną osadę, dla której bezskutecznie starał się o prawa miejskie. Zmarł w 1934 roku.
Miał 8 dzieci, jeden z jego synów Jan Maria Józef Rostworowski był podporucznikiem piechoty Polskich Sił Zbrojnych i Armii Krajowej, cichociemnym, dziennikarzem, poetą. Aresztowany w czerwcu 1943 roku przez kontrwywiad niemiecki był torturowany i więziony w Berlinie i  na Pawiaku, potem wywieziony do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, gdzie uczestniczył w konspiracji obozowej, za co został przeniesiony do kompanii karnej i zamęczony przez blokowego Kurta Vogela. Jego zwłoki spalono w krematorium. 

Wczesną wiosną 1944 r. ostatni właściciel tych dóbr, drugi syn Antoniego Jana Feliksa Rostworowskiego, Stanisław Kostka Rostworowski, opuścił Milejów. Wywiózł obrazy, gromadzone prze długie lata rękopisy i pamiątki rodzinne, przewiózł je do Warszawy, gdzie spłonęły podczas powstania w 1944 r. 
W  lipcu 1944 roku na mocy komunistycznego dekretu o reformie rolnej, majątek Rostworowskich został odebrany prawowitym właścicielom, a ich samych zmuszono do opuszczenia swojego gniazda rodowego z zakazem osiedlania się w pobliżu dawnego majątku. Rodzina rozproszyła się po Polsce i świecie.



Dom kultury i kino w Milejowie, akurat grają "Lalkę" z Dorocińskim (już widziałam:).

 
Charakterystyczne domy, pewnie mają ponad sto lat, zbudowane z czerwonej cegły i białego kamienia wapiennego, widziałam tu ich więcej.

 
A jak szłam nad Wieprz, to czekał na mnie taki miły koleżka:)







Spotkałam wędkarzy nad Wieprzem, pochwalili się, że "ryba bierze".




Mijały dwie godziny, więc musiałam się zbierać po pasażera. W drogę powrotną, zamiast jechać najlepszą drogą, pojechaliśmy po wertepach po przygodę:) Tej przygody za bardzo nie było, ale zobaczyliśmy ładne krajobrazy i ciekawy stary dworzec kolejowy w pobliskim Jaszczowie. 


Dworzec kolejowy w Jaszczowie to zabytkowy budynek z końca XIX w., będący jedną ze stacji Kolei Nadwiślańskiej. Obecnie już nieużytkowany, będzie służył jako baza/stacja rowerowa. W pobliżu jest dużo szlaków i w sezonie letnim mnóstwo rowerzystów.

W Jaszczowie był kiedyś dwór rodu Kickich (o Kajetanie Kickim pisałam przy okazji Sobieszyna i Orłowa Murowanego). Właścicielem był generał Ludwik  Kicki, brat stryjeczny Kajetana, adiutant księcia Józefa Poniatowskiego, który towarzyszył mu aż do jego tragicznej śmierci w bitwie pod Lipskiem.
Dwór drewniany, kryty gontem postawił w Jaszczowie w 1812 roku wraz z ojcem Onufrym, który zaraz potem zmarł. Wokół dworu rozciągał się park, a w pobliżu stał zbór ariański z XVI wieku, zamieniony na oficynę. Wdowa po Ludwiku, Natalia, zapisała dobra jaszczowskie swojemu chrześniakowi Henrykowi hr. Potockiemu. Ten wkrótce sprzedał je Antoniemu i Wojciechowi hr. Roztworowskim z Milejowa. Następnie dwór nabył Kazimierz Poniatowski, który gospodarował tu ze swoim synem Juliuszem do 1932 roku. Jednymi z ostatnich właścicieli dworu byli Pisarkowie, z których Walery Pisarek był profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie i znanym językoznawcą. Same znakomite nazwiska...:)  W kolejnych latach budynek popadał w stopniową ruinę. Zawaleniu uległ dach, stropy, piece, kominki czy podłogi. Pamiętam, że jak przejeżdżałam tędy przed laty, to była tylko kupa gruzu.
Zdewastowany zabytek po 200 latach od budowy, nabyła na początku XXI w. prywatna osoba i został ...odbudowany...? postawiony od nowa...? nie wiem jak to nazwać, bo stan na pewno był taki, że gruz zepchnięto i wywieziono i budynek postawiono od nowości, ale wg starego planu. Mimo to, jest wpisany na listę zabytków, chociaż dach ma z jak najbardziej współczesnej blachy, okna absolutnie nowoczesne i nie jest pobielony, jak tamten oryginalny. No, ale chwała temu, komu się chciało i kto zainwestował. Ma tu być pracownia rzemiosła artystycznego.


A potem to już tylko podziwialiśmy jesienne barwne krajobrazy i stare chaty w Popławach.












Aura typowo jesienna, chmury i drobny deszczyk, słońca chyba nie uświadczymy przez kolejne dni. Mimo to, urodziwa jest ta nasza lubelska prowincja:)

Źródło informacji o Rostworowskich (ogromne, 2300 stron ! ) to praca Stanisława Jana Rostworowskiego "Monografia rodziny Rostworowskich", baaardzo ciekawa!

środa, 7 października 2026

Pałac w Orłowie Murowanym i Stryjowskie Debry

Okolicę wspomnianą w tytule znam, bo już byłam tu dwa razy KLIK! , mimo to korzystając z wolnego przedpołudnia przyjechałam ponownie, ale nie mogę sobie wybaczyć, że nie zabrałam aparatu, więc co tam byle jakim telefonem naklikałam, to będzie. Zresztą, wszystko mam zapisane w głowie:) 

Na początek odwiedziłam Orłów Murowany, gdzie znajduje się dawny pałac Kickich. Nie będę się powtarzać, bo w wyżej wskazanych wpisach oraz TU! już o nich było, choć dla mnie rodzina Kickich to jeden z ciekawszych rodów polskich. 

W 2021 roku pałac został kupiony przez pana Piotra Juszczaka z Lublina od poprzedniego włoskiego właściciela, który w pałacu nic nie robił i doprowadził go do ruiny. Teraz ma tu powstać małe muzeum, centrum kultury i pokoje gościnne. Pan Juszczak jest lekarzem medycyny i lokalnym przedsiębiorcą, który po wybuchu wojny w Ukrainie zorganizował głośną zbiórkę internetową, w ramach której w ekspresowym tempie zebrał środki na zakup i wyposażenie karetki pogotowia wysłanej na front. Kupując pałac w Orłowie Murowanym postawił sobie za cel ratowanie dziedzictwa kulturowego regionu. Pałac jest w remoncie, który potrwa pewnie kilka lat, bo to ogromny budynek i ogromne przedsięwzięcie, ale wyjątkowo został otwarty dla publiczności na cztery godziny.




Zgromadzone tu wyposażenie i nieliczne pamiątki we wnętrzach pochodzą z zakupów oraz starań nowych właścicieli dążących do odtworzenia historycznego klimatu. Niestety, pierwotne zbiory Kickiego uległy rozproszeniu lub zniszczeniu, są raczej nie do odzyskania. Zbiory są nieopisane, więc póki co nie wiadomo, na co się patrzy, ale jak pisałam na wstępie, pałac jest w remoncie. Część to lepsze lub gorsze reprodukcje, część to obrazy olejne, nie wiadomo jednak czyje. W niektórych pokojach widać, że ktoś nocuje, może właściciele, bo na podłogach leżały materace, stały czajniki i kubki, wisiały ubrania na wieszakach u sufitu:)










Po wojnie w budynku była szkoła podstawowa, więc te samolociki to pewnie pozostałość po klubie młodego modelarza:)




Pałac ma jeszcze piętro, gdzie też coś się dzieje. Tu też jest pracownia dla rekonstruktorów dekoracji i wyposażenia.







 
Za pałacem rozciąga się teren starego parku. Wymaga mnóstwa pracy i pieniędzy, ale spacer po okalającej park pięknej alei grabowej był bardzo przyjemny.












Na zespół pałacowo-parkowy składają się także dwie oficyny, jedna z nich w remoncie, w drugiej jest ośrodek zdrowia.


Przeszłam się jeszcze poza wieś popatrzeć na piękne krajobrazy w Skierbieszowskim Parku Krajobrazowym.








 
Wobec tak pięknych widoków nabrałam ochoty na więcej i podjechałam na początek ścieżki „Stryjowskie Debry”  w pobliskim STRYJOWIE . Zaparkowałam koło ruin starego pałacu, tym razem nie poszłam ich oglądać, bo teren jest okropnie zarośnięty, a poza tym, jeśli coś tam się zmieniło to tylko na gorsze.


We wsi zachowało się kilka starych typowych dla regionu domów.







Bardziej byłam zainteresowana południową częścią ścieżki „Stryjowskie Debry” i miałam nieco problem z jej znalezieniem, bo tylko jeden znak na drzewie udało mi się odszukać. Poradziłam sobie w ten sposób, że miałam w telefonie zdjęcie mapki i to mi pomogło odnaleźć pierwsze wąwozy. Na terenie Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego wąwozy, zwłaszcza te, które znajdują się w lasach, ale też i inne oraz głębocznice nazywane są „debrami”. 
Ścieżka ma w sumie ponad 20 km, ale można ją podzielić na dwie około 10-kilometrowe pętelki. Jedna z nich, północna, poprowadzone jest tak, aby dać możliwość zapoznania się z obiektami zabytkowymi. Pętla południowa ma charakter bardziej przyrodniczo-krajobrazowy i tę wybrałam, bo prowadzi przez debry, lasy i pola. 













































Po przejściu ponad 10 km wróciłam do wsi Stryjów. Pół dnia wystarczy, żeby naładować akumulatory, dużo słońca, trochę ruchu i od razu poziom endorfin poszybował:) Znalazłam tu przepiękne krajobrazy, których urody nie odda żadna fotografia wykonana telefonem komórkowym:)