Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pruchnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pruchnik. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 sierpnia 2025

Krzeczowice, Pruchnik, Lutcza i Czarnorzeki... czyli Podkarpacie

Doszły mnie słuchy, że w zeszłym roku przebudowano wieżę widokową w Pruchniku. Już poprzednia była bardzo atrakcyjna, byłam ciekawa, co na tej przebudowie zyskała, więc 23 sierpnia ruszyłam w drogę. Na trasie całkiem przypadkiem trafiłam do wsi Krzeczowice niedaleko Przeworska i tu wypatrzyłam piękny drewniany kościółek. 

Jest to kościół p.w. Świętego Andrzeja Boboli z 1770 roku.  W 1920 roku, gdy właścicielami majątku Krzeczowice została rodzina Fedorowiczów, kościół został przejęty przez cerkiew greckokatolicką p.w. Świętego Mikołaja. Spowodowane było to poglądami i wyznaniem właściciela oraz rodzin przez niego sprowadzonych do majątku. Oddany został ponownie kościołowi rzymskokatolickiemu po reformie, w 1945 r. Od 1988 roku, kiedy wybudowano nowy kościół parafialny, obiekt przestał pełnić funkcje kultowe i obecnie służy jako dom pogrzebowy

Kościół znajduje się na Szlaku Architektury Drewnianej województwa podkarpackiego.

Interesujący Jezus Frasobliwy, ciekawy także z powodu dużych rozmiarów. Siedzi sobie na tyłach kościoła - świątynia stoi tyłem do obecnej drogi.



Późnobarokowe ołtarze, główny i 2 ołtarze boczne ,pochodzą z 2 poł. XVIII w. Reszta wyposażenia została przeniesiona do współczesnego kościoła.




Nie udało mi się znaleźć nic o fundatorze Joachimie Kowalskim. Bracław to miasteczko na Ukrainie, za życia Kowalskiego Krzeczowice leżały w województwie bracławskim, gdzie szlachta liczyła zaledwie 1% ludności. Ten Kowalski, szlachcic, zajmował stanowisko podczaszego bracławskiego. Podczaszy był urzędnikiem odpowiedzialnym za obsługę króla. Do jego obowiązków należało przede wszystkim podawanie wina na królewski stół. Ponieważ królowie obawiali się spisków mających na celu ich otrucie, podczaszy musiał uważnie strzec pucharu i czasami nawet spróbować napój przed podaniem, aby upewnić się, że jest bezpieczny. Ze względu na obowiązki związane z tym stanowiskiem, podczaszy musiał być godny zaufania i lojalny, funkcja ta należała do ważnych i odpowiedzialnych:) 


Z boku kościoła dwa nagrobki, ale tak porośnięte mchem, że nie udało się odczytać nawet jednego słowa.

Po opuszczeniu Krzeczowa udałam się prosto do Pruchnika do wieży widokowej, która powstała w ramach programu Polski Ład i kosztowała 2 miliony złotych! Ma 30 metrów wysokości i umożliwia podziwianie okolicy. Poprzednia drewniana miała 18 m. Nowa metalowa wieża ma dwa tarasy widokowe, jeden jest pośrodku wieży, drugi na wysokości 24 metrów i jest w części przeszkolony. Na samą górę prowadzi 148 schodów.  Wieża jest monitorowana, w sąsiedztwie są atrakcyjne ścieżki rowerowe, jest tu też wypożyczalnia rowerów z napędem elektrycznym. U stóp wieży są drewniane leżaki i teren do rekreacji.

Z wieży rozciąga się piękny widok na Pogórze Dynowskie, Rzeszowskie i Dolinę Sanu. 











Wieża stoi na wzgórzu Iwa na wys. 406 m npm. U podnóża jest jeszcze ciekawy szlak "Ścieżka edukacyjno-przyrodnicza Wąwóz Lelos", ale tam już byłam kilka lat temu, więc tym razem ruszam dalej, do Lutczy, ponieważ stwierdziłam, że skoro pojechałam już tak daleko od domu to trzeba zobaczyć jak najwięcej:) W końcu Lutcza leży na trasie do drogi Via Carpatia, więc prawie po drodze:)

Lutcza to duża wieś, istniała już w 1390 roku czyli za panowania Władysława Jagiełły. Najważniejszym zabytkiem w Lutczy jest późnogotycki kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny z 1464 roku. 

Kościół był niestety zamknięty, więc obejrzałam tylko z zewnątrz. 

W 1670 r. kościół został częściowo strawiony przez pożar, spłonął wtedy dach i wieża. Odbudowano go i odnowiono dopiero w 1722, z tego czasu pochodzą: dach z wieżyczką na sygnaturkę, strop z fasetą i zaskrzynieniami, okna nawy. 


Około połowy XIX w. wybudowano murowaną dzwonnicę,  parawanową, z trzema arkadami.

Około 1970 roku kościół został porzucony przez wyznawców. Po 40 latach został wyremontowany ze środków Podkarpackiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków i ponownie udostępniony wiernym. Kościół leży na Szlaku Architektury Drewnianej województwa podkarpackiego.

  

Niewiele czasu zajęło mi obejrzenie kościoła, więc postanowiłam na tym nie kończyć:) Do Czarnorzek tylko 15 km,  zdążę przed wieczorem:)  Co prawda Zamek Kamieniec i Prządki już widziałam, ale formacje skalne są tak rozległe, że pewnie znajdę ścieżkę w inny obszar. I tak się stało - ruszyłam  na skałki wspinaczkowe Sokoli Grzbiet.












 

Wysokości budzą respekt. Rezerwat obejmuje grupę ostańców skalnych zbudowanych z gruboziarnistego piaskowca ciężkowickiego, który pod wpływem erozji przybrał oryginalne kształty.

W okolicy parkingu, z którego idzie się na skałki znajduje się dawna parafialna murowana cerkiew greckokatolicka pw. św. Dymitra z lat 1918-1921, obecnie służąca jako filialny kościół katolicki parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w pobliskiej Węglówce




I na tym zakończyłam moją spontaniczną eskapadę na ten dzień, aby przed nocą wrócić do domu:)

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

W Bieszczady przez Góry Sanocko-Turczańskie

Od czasu, kiedy mam psa, omijam Wysokie Bieszczady. Okazuje się jednak, że Bieszczady Niskie to ogromny teren i w wielu miejscach jeszcze nie byłam, a jak nawet byłam, to co szkodzi :) Przy okazji chętnie penetruję tereny Góry Słonnych i Sanocko-Turczańskich. Tak było i tym razem. Kolejne miejsca wskazują trasę jaką przebyłam w trzy sierpniowe dni.

Nasiczne


Berehy Górne


Tarnawa Niżna - tu czas jest o godzinę późniejszy niż w Polsce, bo to już inna strefa czasowa. Nie działają telefony komórkowe i internet. Żeby zadzwonić, trzeba jechać do Mucznego:) To tu odbywają się w pogodne dni wspaniałe pokazy Parku Gwiezdnego Nieba na polu między Tarnawą Niżną i Wyżną, rezerwacja tutaj: https://www.gwiezdnebieszczady.pl/

Piękny, ale opuszczony i niszczejący dom

Czar PRL-u czyli kultowa Baza Nad Roztokami (tu nocowałam i jadłam:)


Tarnawa Wyżna - rezerwat Torfowisko Tarnawa. Ciekawe miejsce, ale ci, którzy widzieli torfowiska w Poleskim PN, mogą sobie tę atrakcję odpuścić.







Dla fanów 'Watahy"- chata Rebrowa i filary dawnej kolejki, gdzie Rebrow z chłopcem chowali się przed ukraińskim pogranicznikiem:)




Muczne - dawniej była tu mała osada leśna, ale po II wojnie nie było tu już nawet śladu domostw. W ramach zasiedlania Bieszczadów oraz eksploatacji drewna z tych terenów, w Mucznem na początku lat siedemdziesiątych powstała nowa osada pracowników leśnych. Natomiast w 1975 roku tereny Górnego Sanu przejął Urząd Rady Ministrów organizując tam ośrodek łowiecki z hotelem i drewnianymi willami. 


Dawny świadek tego, ze kiedyś mieszkali tu ludzie.

 
W drodze na szczyt Jeleniowate, gęsta mgła nie była przeszkodą, a nawet wręcz przeciwnie - nadała wycieczce szczególnego nastroju:)







Wieża widokowa na Jeleniowatem zginęła we mgle:)



Rumowisko po leśniczówce Branzberg. W roku 1944 UPA zamordowała tam 74 Polaków. W 2010 roku ustawiono obelisk z pamiątkową tablicą oraz krzyż.






W lasach w okolicach Mucznego można spotkać żubry.



Chmiel - niewielka wieś w dolinie Sanu, położona pomiędzy Dwernikiem, a Sękowcem, nad którą góruje masyw Otrytu od północy oraz Dwernik-Kamień od strony południowej. Wraz z wybuchem II wojny światowej i najazdem Armii Czerwonej na Polskę, Chmiel znalazł się już we wrześniu 1939 roku pod okupacją radziecką. Rosjanie oczyścili z zabudowy 200 metrowy pas ziemi wzdłuż Sanu - zostawiając tylko cerkiew. Nagły zwrot stosunków Hitler - Stalin rzucił wieś pod okupację niemiecką, która trwała od 1941 do 1944 roku. Jesienią 1944 roku, główna część wsi znajdująca się po lewej stronie Sanu przeszła ponownie pod okupację radziecką i została włączona do ZSRR. Chmiel wrócił do Polski w roku 1951 w ramach tzw. równania granic - bez mieszkańców.






Andrejkow do kolekcji:)



Obecna, drewniana cerkiew greckokatolicka pw. św. Mikołaja zbudowana została w roku 1906, konsekrowano ją rok później - 1907 - pod pierwotnym wezwaniem. Jest to cerkiew trójdzielna o konstrukcji zrębowej, dwie zakrystie. Obiekt jednokopułowy - kopuła nad nawą, natomiast nad przedsionkiem i prezbiterium niewielkie wieżyczki. W wyniku wysiedleń ludności w roku 1947, cerkiew została opuszczona. Służyła m.in. jako magazyn straży pożarnej w latach sześćdziesiątych. W 1969 roku, po długich staraniach obiekt został zagospodarowany na świątynię rzymskokatolicką, jako kościół filialny. Pełni tę funkcję do dziś wchodząc w skład parafii rzymskokatolickiej w Dwerniku. Z dawnego wyposażenia nie zachowało się nic.


Bardzo ciekawą pamiątką, która zachowała się przy cerkwi, jest płyta nagrobna z roku 1644. Naniesiono na nią inskrypcje w języku staro-cerkiewno-słowiańskim oraz herbem identyfikowanym najczęściej jako Sas. Udało się ustalić, iż jest to płyta niejakiej Fieronii z Dubrawskich Orlickiej, córki Eustachego Orlickiego, zmarłej 17 lipca 1644. Pochodziła ona z Dubrawy, jednak ostatnie lata życia spędziła w Chmielu. Tu - prawdopodobnie za zasługi finansowe na rzecz cerkwi - została pochowana przed głównym ołtarzem. W czasach późniejszych płytę przeniesiono na cmentarz. Płytę znaleziono końcem lat 60-tych XX w. na skarpie opadającej do potoku w pobliżu cerkwi. Przeniesiono ją ponownie w pobliże świątyni. Leżała wówczas przy północnej ścianie cerkwi. Lata sprawiły, że pod własnym ciężarem zapadła się w ziemię tak, że wystawała tylko jej wierzchnia część. Została wydobyta, oczyszczona i ułożona na kamieniach w 1988 roku.

Lutowiska przywitały mnie mgłą, którą wkrótce wysuszyło słońce. Byłam tu kilka razy, więc teraz chciałam jedynie zobaczyć kirkut, do którego nigdy wcześniej jakoś nie dotarłam.
Kirkut powstał w drugiej połowie XVIII wieku. Przetrwał II wojnę światową w dość dobrym stanie, dzięki czemu jest, obok leskiego, jednym z najlepiej zachowanych cmentarzy żydowskich w południowo-wschodniej Polsce, a najlepiej zachowanym na terenie Gór Sanocko-Turczańskich i całych Bieszczadów.







W drodze powrotnej załapałam się nawet na Tour de Pologne, i to nawet dwa razy, raz koło Ustrzyk Górnych, drugi raz w Koźminie.



Czas odczekiwania wynagrodził mi odnaleziony przypadkowo po drodze kolejny Andrejkow - tym razem w Paszowej.



Ostatni postój był w Pruchniku. Już tu byłam, więc pomijam miejskie obrazki, ale widok z wieży widokowej wart uwiecznienia w obliczu nadchodzącej burzy.





No to do widzenia Bieszczady, do następnego razu już wkrótce:)