Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Padron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Padron. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 września 2026

Szlak Jakubowy Camino de Santiago - Hiszpania, w drodze do Santiago de Compostela

Nadszedł dzień, w którym powinnam dotrzeć do Santiago de Compostela. Na szlakach jest już dość tłoczno, najwięcej Hiszpanów, choć są też Portugalczycy, Holendrzy, Australijczycy, Japończycy, Koreańczycy - wiem, bo przynajmniej raz weszłam z nimi w jakąś interakcję. Polaków spotkałam tylko raz. Polacy są raczej chyba z tych, co wstają o świcie i pędzą po ciemku, tak przynajmniej wynika z treści wpisów na poświęconych tematowi forach:)

Tego dnia wstałam tradycyjnie po 8.00, w końcu nigdzie mi się nie śpieszyło. Na kolejny dzień pakowałam się zawsze wieczorem dnia poprzedniego, więc ablucje i śniadanie i po 30 min wyszłam pożegnawszy kocich mieszkańców hostelu:)

To jest jeszcze Padron i Paseo del Espolón, reprezentacyjna aleja wysadzana platanami ze słynnym pomnikiem poetki Rosalii de Castro. Rosalía de Castro urodziła się w 1837 roku w Santiago de Compostela i uznawana jest za jedną z największych poetek XIX-wiecznej literatury hiszpańskiej i jedną z ważnych postaci galicyjskiego Odrodzenia czyli okresu odradzania się tożsamości narodowej oraz przywrócenia prestiżu językowi galicyjskiemu (galego), który przez wcześniejsze stulecia został zepchnięty na margines przez dominację języka kastylijskiego. W miasteczku jest prosty wiejski dom, w którym Rosalía de Castro zmarła w 1875 roku i został on przekształcony w dom-muzeum, ale czynny jest tylko 2 godz dziennie od 14.00, więc nawet nie szukałam go.

Poprzedniego dnia, kiedy przyszłam do Padron, plac był niesamowicie zaśmiecony i akurat go sprzątano, gdyż od rana było tu jakieś targowisko mydła, szydła i powidła, sądząc po pozostawionych resztkach opakowań:)


 
Na swojej trasie natknęłam się na kościół Santa María de Iria Flavia. Jest to jedna z najstarszych świątyń w regionie, uważana w tradycji lokalnej za pierwszy kościół maryjny na świecie. Miejscowość Iria Flavia była w starożytności rzymskim portem i ważnym ośrodkiem, a od VI do XI wieku stolicą biskupią, zanim siedzibę przeniesiono do pobliskiego Santiago de Compostela.

Obecna świątynia pochodzi głównie z XVIII wieku, ale zachowały się także starsze elementy, w tym gotycki portal.  


Tuż obok świątyni znajduje się słynny cmentarz Adina (Cemiterio de Adina), na którym pochowany jest wybitny galicyjski pisarz i laureat Nagrody Nobla Camilo José Cela (urodzony w Irii Flavii). Naprzeciwko kościoła działa poświęcone mu muzeum, ale było jeszcze zamknięte. Muszę sprawdzić, co on napisał:)



Było bardzo ciepło, teren dość trudny, szlak często prowadził pod górę. Przewyższenia sięgały nawet 600 m. Przydał się bardzo podniesiony gdzieś w lesie gruby kostur:) Kijków na szlak nie brałam, i to był dobry wybór: byłby to kolejny przedmiot do pilnowania zajmujący ręce, a gdzie potrzebowałam podparcia, tam podnosiłam drewnianą pałkę z pobocza:)


I tak dotarłam do Escravitude, gdzie najważniejszym obiektem jest Santuario da Nosa Señora da Escravitude (Sanktuarium Matki Bożej Niewolniczej).

Ogromny kościół z barokową fasadą umiejscowiony jest przy głównej ulicy, nie sposób go nie zauważyć. Powstanie Santuario da Virxe da Escravitude wiąże się z dwoma cudownymi wydarzeniami. Początki kultu w tym miejscu sięgają końcówki XVI wieku. Według tradycji, Juan Pérez Mondragón, proboszcz pobliskiej parafii Cruces, przechodził drogą podczas gwałtownej burzy. W pewnym momencie runęło na niego wielkie drzewo kasztanowca. Przerażony duchowny zaczął żarliwie modlić się do Matki Bożej o ratunek i w cudowny sposób wyszedł z tego wypadku bez szwanku. W ramach wdzięczności za ocalenie życia, proboszcz ufundował kamienną figurę przedstawiającą Maryję z Dzieciątkiem Jezus i umieścił ją nad pobliskim źródłem wody. Od tego czasu miejsce to zyskało miano Fonte Santa (Święte Źródło).




Inne wydarzenie, które doprowadziło do budowy monumentalnej świątyni, miało miejsce 150 lat później. W 1732 roku chory rolnik (lub pielgrzym ?) cierpiący na ciężką formę puchliny wodnej  zmierzał wraz z rodziną do szpitala w Santiago de Compostela, szukając ratunku u lekarzy. Będąc skrajnie wycieńczonym, zatrzymał się przy Świętym Źródle, napił się z niego wody i zaczął błagać stojącą tam figurę Matki Bożej o uzdrowienie. Legenda głosi, że zaledwie 72 godziny później ozdrowiał całkowicie. W przypływie ogromnej radości i wdzięczności mężczyzna miał paść na kolana i wykrzyknąć: „Dziękuję Ci, Dziewico, że wyzwoliłaś mnie z niewoli (escravitude) mojej choroby!” Wstrząśnięty tym cudem mężczyzna postanowił ofiarować Matce Bożej cały swój skromny majątek, w tym wóz oraz parę wołów, aby zapoczątkować w tym miejscu budowę świątyni. Gdy wieść o cudownym uzdrowieniu rozniosła się po całej Galicji, do Fonte Santa zaczęły masowo napływać tłumy pielgrzymów poszukujących ratunku przed chorobami. Z ich hojnych datków w latach 1743–1750 wzniesiono główny korpus obecnego barokowego kościoła, bezpośrednio nad cudownym źródłem, które do dziś bije pod imponującymi, frontowymi schodami świątyni. 



Z Escravitude można za 2 euro pojechać do Santiago de Compostela, ale nie uległam pokusie i dalej też poszłam pieszo:) Co prawda, jeszcze przed rozpoczęciem wędrówki postanowiłam, że jeśli okaże się dla mnie zbyt męcząca, to bez skrupułów skorzystam z transportu publicznego, jednak ani razu nie musiałam tego zrobić. I tym razem też nie, poszłam dalej na nogach. Szczerze przyznam, iż spodziewałam się większego zmęczenia na trasie, tymczasem wystarczała noc, aby zregenerować się po trudzie dnia poprzedniego.



W jednej z wiosek przechodziłam koło koziej farmy, gdzie miałam frajdę z oglądania młodziutkich kózek i nawet z nimi "pogadałam":) Nie wiem o czym, ale na moje meee... odpowiadały za każdym razem:)





Tutejsze HWDP:) Tylko, że bardziej historyczne, choć czy "twórca" napisu o tym wiedział ? Hasło tej treści pochodzi z Wielkiej Brytanii i użyte zostało po raz pierwszy przez strajkujących robotników prawie 80 lat temu, potem przejęli je skinheadzi i anarchiści. Funkcjonuje także pod szyfrem ACAB lub 1312.
Jak widać, podróże naprawdę kształcą, w różnych dziedzinach:)


Gdzieś na skraju wsi zaciekawia mnie ta ozdobiona psimi łapkami ściana i brama. To Centro Canino Daponte, hotel i ośrodek dla psów położony na trasie pielgrzymkowej, oferujący opiekę nad zwierzętami oraz miejsce przyjazne pielgrzymom wędrującym ze swoimi czworonogami. Jak widać, każdy może znaleźć swoją niszę biznesową. 



Na tym odcinku szlaku nie za dużo idzie się lasem, więc każdy najmniejszy odcinek zieleni chroniący przed upałem cieszy.


W Faramelho zasłużona przerwa na kawę. Jest tu też mały sklepik z pamiątkami i bardzo miły, uprzejmy właściciel.




Ten kamienny mur czy też okładzina muru wygląda jakby była zrobiona bez zaprawy, czyżby naprawdę tak było ?




To chyba siedziba tutejszego koła gospodyń wiejskich:)


 
Na szlaku ludzie, którzy w Santiago de Compostela chcą otrzymać credential, zbierają pieczątki. Można podstemplować paszport pielgrzyma w kościele, w barze, w informacji turystycznej, ale także i po drodze. Tu pan zachęca do skorzystania z jego usług grając na keyboardzie. Za pieczątki, które w takich prywatnych punktach są bardzo ozdobne i często z laki, wrzuca się do kapelusz/pudełeczka 1-2 euro.





Na żółtej strzałce informacja: "Santiago 4,5 km".




Znak czasów: w hiszpańskiej Galicji poparcie dla sprawy palestyńskiej jest tradycyjnie wysokie i silnie zakorzenione w lokalnej kulturze politycznej. W Santiago de Compostela oraz w innych miastach regularnie odbywają się wielotysięczne demonstracje pod hasłami solidarności z Palestyńczykami i potępienia działań militarnych Izraela. W marszach uczestniczą dziesiątki tysięcy mieszkańców.


Ze względu na tak silną postawę propalestyńską w regionie oraz fakt uznania państwowości Palestyny przez rząd w Madrycie, w izraelskim parlamencie pojawiały się odwetowe, symboliczne propozycje, by Izrael w ramach odpowiedzi uznał prawo do niepodległości hiszpańskich regionów, w tym właśnie Galicji. Jednakże akurat tu trafili kulą w płot, bo 80%  mieszkańców hiszpańskiej Galicji nie chce utworzenia własnego państwa. Choć w regionie istnieje silna tożsamość regionalna i ruchy nacjonalistyczne, dążenia niepodległościowe są tam znacznie słabsze niż w Katalonii czy Kraju Basków.


Minęła kolejna godzina, jestem w Santiago de Compostela, ale o tym w następnym wpisie.

Tego dnia od rana do wieczora aplikacja pokazała, że przeszłam 30,02 km.

wtorek, 8 września 2026

Szlak Jakubowy Camino de Santiago - Hiszpania, Padron

Kolejny dzień zaprowadzi mnie do Padron, ale najpierw odpowiem na pytanie Asi.

Na szlak Camino de Santiago chodzą pielgrzymi indywidualni i grupowi. Trasy są różne, Camino Frances prowadzi z Francji i liczy prawie 820 km, Camino del Norte wzdłuż wybrzeża hiszpańskiego ma podobną długość, Droga Portugalska z Lizbony prawie 700 km, z Porto 260 km, szlak Camino Primitivo (Pierwotny) z Oviedo około 310 km, Szlak z A'Coruna ok. 110 km (mój kolejny typ) i zwycięzca na podium to szlak Via de la Plata z Sewilli 1000 km. Mało kto idzie dokładnie całym szlakiem. Zazwyczaj pielgrzymi oceniając swoje siły i czas, którym dysponują, wchodzą na szlak gdziekolwiek. Długodystansowcy najchętniej wybierają Drogę Francuską, która jest trudna, ale bardzo ładna. Można iść cały dzień i nie zobaczyć śladu człowieka, stąd konieczne jest odpowiednie wyposażenie i ubranie oraz zapas specjalnej żywności. W końcu idzie się ponad miesiąc (kto ma tyle czasu???:) Tu sprawdzają się ciuchy i plecak  z najwyższej półki cenowej, dobre jakościowo i odporne na warunki atmosferyczne i terenowe, bowiem szlak prowadzi przez Pireneje. Szlak ten rozpropagował film "Droga życia" z 2020 roku z Martinem Sheenem. Polecam, wzruszający.

Trudny jest też szlak z Oviedo, mało tam schronisk, a łączne przewyższenia sięgają 8 000 – 10 000 metrów. Szlak Del Norte w całości też łatwy nie jest, sporo na nim odcinków asfaltowych, dlatego pielgrzymi wybierają te fragmenty, które prowadzą wzdłuż oceanu. No i najrzadziej uczęszczany szlak Via de la Plata, gdyż nie za bardzo jest gdzie nocować i prowadzi przez upalny interior.

W tym roku całą trasę z Lizbony przeszedł Łukasz Supergan, mój idol wśród piechurów. Mam jego książkę z innego regionu "Pieszo do irańskich nomadów" z dedykacją i śledzę od lat jego osiągniecia (teraz przerzucił się, niestety, na Himalaje, bo jak mówi: "z czegoś trzeba żyć":)

Ja szłam Drogą Portugalską, centralną, ona jest zazwyczaj pierwszym wyborem dla początkujących. Na szlak idą, jak wspomniałam, osoby indywidualne oraz grupy. Indywidualni mają dwie możliwości noclegu: albergi (schroniska) municypalne za cenę około 12-15-20 euro, często bez pościeli i ręczników, na zasadzie kto pierwszy ten lepszy. Albergi otwierają się w godzinach 12-15.00, kto się załapie pod drzwiami ten nocuje, kto nie - ten szuka dalej. Nie można ich z góry rezerwować. W sezonie jest ryzyko pozostania bez miejsca noclegowego. Są też albergi i hostele prywatne, ja z nich korzystałam. Można je z wyprzedzeniem rezerwować. Nocleg kosztował mnie około 20-23 euro z pościelą, ręcznikiem i śniadaniem. Nie musiałam nieść śpiwora czy nawet prześcieradła lub wkładki do śpiwora ani ręcznika. Na trasie naprawdę waga plecaka ma znaczenie:) I to śniadanie było dla mnie też ważne, nie musiałam się martwić o produkty z rana, a trzeba wiedzieć, że sklepy w Hiszpanii otwierają się około 9.00-9.15. No i w ten sposób wydawałam mniej pieniędzy na zakupy, a śniadania były obfite. Poza tym w prywatnych albergach, w każdej w której nocowałam, była kawa, herbata, mleko, cukier, soki, dżemy dostępne w każdej chwili poza posiłkiem, więc i kolację można było z tego zrobić. Były też pralki i suszarki do odzieży i butów, ogromna wygoda. Następnym razem też skorzystałabym z usług obiektów prywatnych.

Teraz o grupach. Można zapisać się na wyjazd grupowy. Organizator rezerwuje i koordynuje wylot i przylot, z góry rezerwuje noclegi oraz zapewnia transport bagażu. Taki pielgrzym dowieziony jest busem na pierwszy nocleg, dostaje kartkę z trasą oraz adresami kolejnych noclegów. Rano pakuje swój bagaż i z przypiętym identyfikatorem zostawia w hostelu, a sam idzie "na lekko" jedynie z wodą w ręce i portfelem w kieszeni. Przyjeżdża bus, zabiera bagaż i wiezie do następnego miejsca noclegu. I tak codziennie. Na koniec organizator zbiera grupę, odwozi na lotnisko i wsadza do samolotu:) Tak pielgrzymowała grupa z Australii, której uczestniczkę poznałam na drugim noclegu. Tak też podróżowała grupa holenderska, pani z tej gromadki mówiła mi, że oni mają codziennie zaledwie 15 km marszu, a potem imprezują. Tak też można:) Spotkałam też na szlaku zorganizowaną grupę młodzieży ze Słowacji.

Osoby indywidualne też mogą sobie na miejscu zamówić za jakąś opłatą transport bagażu, ale nie interesowałam się. 

A zatem... idę z plecakiem do Padron.







Na tym odcinku spotkałam hiszpańską rodzinę z dwojgiem dzieci, to oni na horyzoncie:). Rodzice pieszo, dzieci na rowerkach. Bagaż wożony przez busa. Mijaliśmy się kilka razy: gdy odpoczywałam, oni szli dalej i odwrotnie, zaczęliśmy się poznawać:) Oni tylko po hiszpańsku, ja w tym języku tylko liczebniki i powitanie, ale wcale to nie przeszkadzało:) Znajomość została jakoś tam nawiązana.




Intrygowała mnie ta kapusta na nodze ... Dość często ją widywałam na polach, aż sobie musiałam wygooglać, co to jest. No i jest to kapusta - jakże by inaczej - galicyjska:) Tak się nazywa: kapusta galicyjska; starożytna, bezgłowa odmiana kapusty warzywnej. W Galicji robi się z niej zupę caldo Gallego, pożywną zupę typową właśnie dla regionu Vigo i Santiago de Compostela, z dodatkiem boczku, fasoli i ziemniaków. Zamówiłam ją sobie potem i była dość smaczna, choć jej smakoszem nie zostanę:)



Po długim marszu, a słońce grzało już mocno, z przyjemnością zauważyłam przy szlaku zabytkowy XVIII-wieczny kościół Iglesia de Santa Mariña we wsi Carracedo . Jeszcze nie został zamknięty po mszy, bo pielgrzymi pieczątkowali sobie credentiale, więc zajrzałam do chłodnego wnętrza.



 
To chyba jakiś nagrobek, ale napisy starł czas.



Po kilku kilometrach postanowiłam nieco zboczyć z trasy do kamiennej kaplicy Capela da Virxe da Saúde (kaplicę Matki Boskiej Zdrowia) w Casal de Eirigo. W drodze towarzyszyły mi sympatyczne kózki i owieczki, i nawet trafił się byczek Fernando:)




Kaplica (tradycyjnie zamknięta) została zbudowana w celu  upamiętnienia bitwy pod Casal de Eirigo stoczonej przeciwko wojskom francuskim w 1809 roku, choć w tym miejscu istniała już wcześniejsza świątynia. Wewnątrz kaplicy jest cenny obraz Świętego Kampiusza, rzymskiego żołnierza, który poniósł śmierć męczeńską w 306 roku za panowania cesarzy Dioklecjana i Maksymiana, podobno dzieło o dużej wartości historyczno-artystycznej oraz ołtarz wykonany przez Xosé Ferreiro, rzeźbiarza uważanego za jedną z najbardziej prestiżowych postaci w sztuce rzeźbiarskiej galicyjskiego neoklasycyzmu XIX wieku .
Obok znajduje się pamiątkowa tablica oraz wiekowe drzewo. 

 
Wróciłam na szlak prowadzący teraz przez tereny leśne, gdzie idzie się przyjemnie, choć czasami jest wąsko i stromo. Znalazłam prowizoryczną ławkę z pnia, chwilę odpoczywałam i nagle usłyszałam głośny dziecięcy wrzask, a potem płacz. Chwilę nie reagowałam, jest dziecko to i jest rodzic, ale niestety, dzieciak się darł, jakby go kto ze skóry obdzierał. Zostawiłam plecak i wróciłam te kilkanaście metrów. A to chłopiec na rowerze z tej hiszpańskiej rodziny, nie wyrobił na zakręcie na wąskiej ścieżce i z impetem wjechał w w krzaki. Leżał na ziemi i wrzeszczał, z nogi leciała ciurkiem krew. Był sam. Sprawdziłam, czy nie ma co połamanego, ale na szczęście głowa i kończyny całe. W tym momencie nadjechała dziewczynka, zobaczyła co się dzieje i zaczęła dzwonić do matki. Poszłam w tym czasie do plecaka, wyjęłam jałowe opatrunki, plastry, chusteczki do dezynfekcji i niosę. Na ten moment pierwszy do dzieciaka dobiegł ojciec. Właściwie, jakby nie moje akcesoria opatrunkowe, to nawet nie miałby jak dzieciaka zabezpieczyć. Przyjął je ode mnie, dziękował i zajął się chłopcem. Mogłam iść dalej.

 






Przechodząc przez wieś San Miguel de Valga zatrzymuję się w barze na wspomnianą wcześniej kapuścianą zupę. Po posiłku oglądałam jeszcze neoklasycystyczny kościół, wzniesiony w 1750 r.: Iglesia de San Miguel z figurą Św. Jakuba i rzędem krzyży. Kościół był, o dziwo, otwarty.

 
Figura Św. Jakuba










 Widać już Pontecesures, co oznacza, że do Padron blisko.


Romański XII-wieczny kościół Iglesia de San Xulián de Requeixo był zamknięty. To imponujące, że ma już 900 lat!  Budowa świątyni została ukończona na początku października 1116 roku z inicjatywy słynnego biskupa Diego Gelmíreza, już o nim wspominałam we wcześniejszych wpisach. Kościół wzniesiono w miejscu dawnego rzymskiego i przedromańskiego grodziska znanego jako Castro Cessuris.  W 1918 roku na terenie kaplicy odkryto cztery rzymskie ołtarze wotywne (ary), z których jeden dedykowany był Jowiszowi, a kolejny Larom (bóstwom opiekuńczym). 



Rzekę Ulla przekraczam idąc mostem romańskim, który pochodzi z czasów rzymskich. Niegdyś stanowił część Via XIX, jednego z najważniejszych rzymskich szlaków handlowych, łączącego Bragę w Portugalii z Astorgą w Hiszpanii. 


Istnieje legenda o rzymskim architekcie, który zbudował pierwotną konstrukcję. Podobno z rozpaczy rzucił się do rzeki, ponieważ nie mógł idealnie wyprostować łuku mostu. Perfekcja była dla niego tak ważna, że ​​wybrał śmierć zamiast życia ze świadomością  popełnionego błędu architektonicznego. Jak na ironię, most i tak się trzymał, i to dłużej, niż architekt prawdopodobnie kiedykolwiek sobie wyobrażał.




 
No i dotarłam do Padron. Mój hostel był niedaleko tego mostu, od frontu widocznego kościoła. Zanim zapadł zmierzch, poszłam zwiedzać, ile zdążę. 

Z miastem wiąże się legenda o przybyciu św. Jakuba do Hiszpanii. Otóż według tradycji szczątki Świętego Jakuba Większego po jego męczeńskiej śmierci w Jerozolimie zostały przewiezione przez jego uczniów łodzią bez żagli i steru. Łódź miała zostać powierzona opiece Boga i cudownie poprowadzona przez Morze Śródziemne, następnie wpłynęła na Ocean Atlantycki i dotarła do wybrzeży Galicji. Dalej wpłynęła w głąb lądu rzeką Ulla aż do miejsca dzisiejszego Padron.
Legenda mówi, że łódź została przycumowana do kamiennego słupa (łac. pedrón), od którego miejscowość wzięła swoją nazwę.


Fuente del Carmen czyli zabytkowa fontanna, woda nadaje się do picia, ale nie próbowałam. Zbudowana w 1577 roku, przebudowana w 1789 r - data ta widnieje na fontannie.
Według tradycji właśnie w tym miejscu zatrzymano łódź z ciałem św. Jakuba po jego przybyciu do Galicji.


 
Po schodkach weszłam na dziedziniec klasztoru Karmelitów wznoszący się na zboczu wzgórza Monte San Gregorio. Otwierany jest tylko na msze, więc popatrzyłam z zewnątrz oraz na okolicę. 






Klasztor został założony w 1396 roku przez zakon franciszkanów.  Inicjatorem budowy kościoła był Alonso de la Peña y Montenegro, urodzony w Padrón w 1595 roku duchowny, który jako rektor Uniwersytetu w Santiago de Compostela i biskup Quito w Peru zgromadził znaczną fortunę. To stąd pochodzą słynne papryczki pimientos de Padrón - według tradycji zostały przywiezione z Ameryki i po raz pierwszy wyhodowane przez mnichów z tego klasztoru.

 
W czasie kasaty klasztorów w 1835 roku obiekt przeszedł na własność państwa. W 1849 roku miasto Padrón przejęło budynek i urządziło w nim m.in. sąd pierwszej instancji, magazyn soli oraz salę teatralną, podczas gdy kościół klasztorny pozostawał zamknięty dla kultu. Po sekularyzacji z 1836 roku obiekt z czasem trafił pod opiekę dominikanów, którzy przejęli dawną wspólnotę karmelitańską. 


 
Aaaa... są jeszcze jakieś inne schodki. Iść czy nie ? Idę!


 
... 153 schodki i 200 m po płaskim i jestem na wzgórzu Santiaguino do Monte -  to sanktuarium z czasów panowania Jakuba I, związane z nauczaniem i trasą Apostoła. Pustelnia, cudowne źródło, święte skały i miejsce pielgrzymek...


Na szczycie znajduje się duża muszla, pamiątka przybycia świętego Jakuba drogą morską. Jest to replika Pedrón, rzymskiego ołtarza poświęconego Neptunowi, jaki stał w miejscu, gdzie zacumowała łódź ze szczątkami Jakuba, tam, gdzie teraz jest fontanna carmen. Napis na słupie oznacza: „mieszkańcy Irii wznieśli to na własny koszt na cześć Neptuna”. 

Według tradycji, około 40 r. n.e. Apostoł Jakub przeszedł przez ten obszar, głosząc kazanie jego mieszkańcom. Na szczycie tych skał miał wygłosić swoje ostatnie kazanie przed powrotem do Jerozolimy. Słynny cud wody - uderzenie trzy razy laską w skałę, aby wytrysnęło źródło - został wyryty w lokalnej pamięci wiernych i uczynił dla nich to wzgórze miejscem modlitw i ofiar. Pod koniec IX wieku, wraz z odkryciem grobu Apostoła w Composteli, Santiaguino stało się obowiązkowym przystankiem dla pielgrzymów podążających starożytnym rzymskim szlakiem XIX.
Źródło niestety ostatnio wyschło.


Obecna kaplica pochodzi z XV wieku na X-wiecznych fundamentach. Jest to prostokątna budowla z prostą dzwonnicą z dzwonem, który dzwoni tylko w szczególnych okolicznościach. Wewnątrz znajduje się kamienny wizerunek Apostoła w stroju pielgrzyma, widziałam go przez dziurkę od klucza:)


Kamienna ścieżka prowadzi do spektakularnej granitowej formacji. Na szczycie pielgrzyma wita cruceiro i posąg świętego Jakuba. W przeszłości pielgrzymi wchodzili po schodach na kolanach i prześlizgiwali się przez trzy otwory w skale zwane Chwałą, Piekłem i Czyśćcem. Tradycja ludowa głosi, że sam święty Jakub stworzył te otwory, aby uciec przed prześladowcami: skała zmiękła, aby mógł ukryć głowę i prawą rękę, choć niektórzy twierdzą, że są to w rzeczywistości odciski kopyt jego konia:)
Po zejściu ze wzgórza, znowu 153 stopnie:), zaglądam jeszcze do  kościoła  p.w. Św. Jakuba Apostoła, bo słyszałam z góry, że dzwoniły dzwony, więc jest szansa, że może będzie msza i zerknę do środka.


Ten kościół to jedno z najważniejszych miejsc kultu jakubowego w całej Galicji. Obecny neoklasycystyczny gmach świątyni pochodzi z połowy XIX wieku, ale fundamenty kościoła pochodzą z  X wieku. Tu za ołtarzem jest ten oryginalny słup z ołtarza Neptuna, o którym było wyżej.



I faktycznie, ludzie przyszli na wieczorną mszę, więc już nie łaziłam po kościele, tylko popatrzyłam. 
Ilość przebytych kilometrów - 29,2.