poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Śladami trzech hetmanów - Lubelszczyzna

Kiedy już się wyspałam po piątkowo-sobotnich imprezach i nastało niedzielne południe, stwierdziłam, że nie ma  sensu tracić czasu na siedzenie w domu, skoro za oknem ciepło i słonecznie, i pojechałam przed siebie. Jest na Lubelszczyźnie szlak poświęcony Sobieskiemu, zaraz też skojarzył mi się Czarniecki, Żółkiewski i w ten sposób powstała ta "trasa trzech hetmanów":)

Pierwszy przystanek we wsi Stryjno.  O wsi pisał już Jan Długosz, bo to wieś bardzo stara - powstała w XV w. Wieś należała m.in. do bratanka hetmana Stefana Czarnieckiego, również Stefana. 

W tej wsi w 1777 w rodzinie Pawła Stryjeńskiego herbu Tarnawa, byłego szambelana króla Stanisława Augusta, i jego pierwszej żony Zofii Suchodolskiej urodziła się Marianna Stryjeńska, pisarka.  XVIII wiek i kobieta pisarka - to nie byle co. Ostatnie lata spędziła u swojej siostry Reginy, wdowy po Zygmuncie Stryjeńskim w pobliskiej Sobieskiej Woli, byłym majątku rodziny hetmana Sobieskiego (o tym późnej) i tam zmarła w styczniu 1848 roku. Stryjeńscy byli luteranami, Paweł i jego żona Zofia  pochodząca z Piask Luterskich w 1784 roku ufundowali dzwony kościelne w kościele luterańskim w Lublinie, który stoi do dzisiaj.

Podczas powstania Kościuszkowskiego w Stryjnie ukrywał się Franciszek Ksawery Dmochowski -poeta, publicysta, tłumacz.




Ciekawił mnie ten stary dworek w Stryjnie, a właściwie zespół dworski z drugiej połowy XVIII w.,  pierwotnie barokowy, przebudowany i rozbudowany w XIX w. Jego powstanie wiąże się właśnie z osobą Pawła Stryjeńskiego, ojca Marianny. Budynki na przestrzeni wieków zmieniały swój wygląd i przeznaczenie. W 1854 roku dobra we wsi Stryjno nabył Teofil Tatarowicz, w 1879 roku Aleksander Orsetti, który w 1880 roku przebudował murowane budynki: dwór, oficynę i stajnię cugową, według projektu architekta Kornela Gabrielskiego. I tu troszkę poplotkuję: Aleksander Orsetti zamieszkał tutaj z żoną po ślubie z Różą (Rozalią) Kronenberg, córką Leopolda Kronenberga, najbogatszego przedstawiciela polskiej burżuazji XIX w., finansisty, przemysłowca, bankiera. Róża była też siostrą Stanisława Kronenberga, który był sądzony za pobicie swojej 7-letniej córki z nieprawego łoża: bardzo ciekawy artykuł na ten temat znajduje się tutaj Jak widać, świat jest bardzo mały.

W 1936 r. dwór w Stryjnie został nabyty na licytacji przez wieś Stryjno z przeznaczeniem na szkołę. 


Oficyna, murowana z kamienia i cegły, otynkowana, obecnie grożąca zawaleniem, również pochodzi z drugiej połowy XVIII w. Niegdyś mieszkała tu administracja i panny dworskie, w piwnicach zaś mieściła się pralnia. 

Murowana stajnia z wozownią wybudowana została z kamienia ok. 1880 r. przez Orsettiego.Konie stały w  luksusowej stajni wyłożonej kaflami i lustrami. Teraz mieści się tu Straż Pożarna.




W parku pochodzącym z drugiej połowy XVIII w. dostrzec można resztki szpalerów grabowych oraz grup starodrzewia. 

W niedalekiej odległości położona jest wieś gminna Rybczewice. Tu od razu widać "panowanie" hetmana Jana III Sobieskiego herbu Janina, późniejszego króla Polski, który był właścicielem współczesnych terenów gminy, dawniej należących do majątku Sobieska Wola, gniazda domu Sobieskich herbu Janina na Lubelszczyźnie.


Na każdym przystanku mapka szlaku Sobieskiego, w głębi hotel z restauracja o nazwie "Komnata króla Sobieskiego".

 
Po przeciwnej stronie ulicy położony jest dawny zespół dworski z czasów,  gdy dobra Rybczewice należały do rodziny Załęckich - obecnie dużą jego część zajmuje plac zabaw dla dzieci, szachy ogrodowe, mała tężnia, siłownia na powietrzu, alejki parkowe oraz świeżo wyremontowany dawny pałacyk przeznaczony obecnie na cele kulturalno-edukacyjne.


Murowane ogrodzenie i brama wjazdowa w części rezydencjonalnej powstały w końcu XIX wieku.


 
W Rybczewicach nie było szlachty, majątek przechodził z rąk jednej rodziny ziemiańskiej do rąk drugiej najczęściej na skutek sprzedaży. 










Z przyjemnością posiedziałam pod wierzbą, pospacerowałam po parku, a następnie ruszyłam do wsi Pilaszkowice  położonej malowniczo w dolinie rzeki Giełczew oraz na okalających wzgórzach. W XVI wieku dobrami pilaszkowickimi zarządzał ród Sobieskich. Przyjmuje się, że Jan Sobieski przebywał w Pilaszkowicach nieprzerwanie w latach 1646 – 1658, potem bywał tu tylko okazyjnie. Z Pilaszkowic datowanych jest kilka listów Sobieskiego do ukochanej Marysieńki. Po ślubie z Janem Sobieskim, w Pilaszkowicach bywała także Maria Kazimiera. Urokliwe miejsce musiało jej przypaść do gustu, ale narzekała na ciasnotę barokowego dworu. 
Według tradycji właśnie tutaj, przed wyprawą pod Wiedeń, odbywała się uczta Sobieskiego z jego żołnierzami i okoliczną szlachtą. Potem przez Wilanów Jan Sobieski ruszył ku stolicy cesarstwa Austriackiego, by gromić Turków. 
W Pilaszkowicach mogła przebywać z królem słynna wydra Jana Chryzostoma Paska o imieniu Robak, a zabił ją nie przypadkowy dragon, a osadzony tu turecki jeniec. Król Jan w porywie gniewu kazał przybić w łańcuchach do ściany pałacowego lochu, gdzie jęczał w mękach. 
Park lipowy sadzony przez króla Jana III Sobieskiego podobno był w kształt litery "M" na cześć królowej Marysieńki. To tu w kaplicy dworskiej był obraz Matki Boskiej Zwycięskiej, którą król zabrał pod Wiedeń, po pożarze pałacu podczas Insurekcji Kościuszki obraz przewieziono do kościoła w Częstoborowicach, gdzie jest po dziś dzień. 
Po śmierci Jana III królowa Marysieńka przekazała Pilaszkowice królewiczowi Jakubowi Sobieskiemu, a ten sprzedał je śląskim magnatom Braunschweigom. 
Pałac Sobieskiego prawdopodobnie wg projektu Tylmana z Gameren uległ zniszczeniu w czasie Insurekcji Kościuszkowskiej w 1794 r.

W skład późniejszego zespołu pałacowo-parkowego wchodził dworek Ślewińskich z XIX w. Dawniej mieszkał tam sławny malarz Władysław Ślewiński, jeden z przedstawicieli Młodej Polski i secesji, który szybko doprowadził majątek do ruiny. W 1885 r. w związku z ogromną kradzieżą dokonaną podczas przewozu koleją spirytusu z gorzelni, dodatkowo wyszły na jaw długotrwałe nadużycia. Całą sumą manka, która wynosiła 20 tys. rubli, obciążono Władysława Śliwińskiego, który jednak nie był w stanie spłacić takiej kwoty. W 1888 r. słuch po Ślewińskim zaginął. Powrócił do kraju dopiero po dwudziestu latach, ale już w roli malarza zaliczanego do europejskiej czołówki. Porażka w zarządzaniu majątkiem ostała się okazją do rozwoju kariery artystycznej. Okazało się, że po ucieczce do Paryża przypadek zetknął go z Paulem Gauguinem, który odkrył w nim talent malarski i zdopingował do jego rozwijania. W Muzeum Narodowym w Krakowie jest kilka prac Śliwińskiego, w tym "Czesząca się" i "Sierota z Poronina", znam te prace, a nie miałam najmniejszego pojęcia, że osoba autora może być związana z Pilaszkowicami:)

Do majątku należały także gorzelnia dworska, obory, spichlerz z XVII w., oficyna i wiele innych budynków, które w czasach PRL-u zostały przerobione na potrzeby PGR-u, a następnie sprzedane w ręce prywatne. Ze starych resztek zabudowań udało mi się znaleźć stary spichlerz, oborę i ruiny gorzelni.



Po prawej spichlerz dworski, po lewej odbudowana obora dworska. Za spichlerzem jest miejsce po dawnym dworze, ale po pierwsze zarośnięte, po drugie z tabliczką "teren prywatny".

Nad rzeczką Giełczew, która płynie przez Pilaszkowice wypatrzyłam ruiny starej dworskiej gorzelni.





W 1996 roku działka wraz zabudowaniami gorzelni została sprzedana prywatnemu właścicielowi za symboliczną kwotę. Nowy właściciel nie znalazł dla tego budynku żadnego przeznaczenia, gorzelnia popadła w ruinę.

Niżej magazyn spirytusu. Budynek powstał prawdopodobnie po 1879 roku, równocześnie z gorzelnią.


Zaglądam jeszcze do pobliskiego lasu przeciętego głębokimi wąwozami.





Kokorycz, w Polsce występuje pięć gatunków. Rośliny zawierają alkaloidy, niektóre wykorzystywane są jako lecznicze  - do produkcji leków przeciwbólowych i w przebiegu choroby Parkinsona. 



 
Wracam do wsi obejrzeć drewniany kościół pw. Najświętszego Serca Jezusowego, mimo niedzieli jest zamknięty. Kościół został postawiony w 1933 roku w ... Lublinie, przy ul. Kunickiego. Do budowy wykorzystano podkłady kolejowe będące wówczas najtańszym materiałem budowlanym. Przez 50 lat służył wiernym, a potem został przeniesiony właśnie tutaj i ja to pamiętam! Pamiętam dlatego, że zaangażowany był w to emocjonalnie biskup Hemperek, znajomy mojego Taty.

Do tego czasu w Pilaszkowicach nie było żadnego kościoła. Co prawda, już w XVII wieku Jakub Sobieski, właściciel Pilaszkowic, zobligował w testamencie swoich synów Marka i Jana, późniejszego króla polskiego, do budowy w Pilaszkowicach kościoła, ale Jan Sobieski nie zdecydował się na ufundowanie świątyni, jedynie polecił rozebrać ze względu na brak wyznawców cerkiew prawosławną znajdującą się w miejscu zwanym Popowem.









Zauważam tuż przy drodze bardzo ładny mural w intensywnych kolorach, na budynku starej pilaszkowickiej szkoły, wokoło gruba murawa, przy budynku miejsce obsługi turystów, stół i ławki, grill, kosze na śmieci. Mural namalowała młoda artystka z Krakowa, nie udało mi się ustalić jej nazwiska.






 
Jadę do pobliskiej Woli Sobieskiej, wspomnianej już dwukrotnie. Stary, drewniany dwór należący do Sobieskich, będący następnie w prywatnych rękach został w 1939 roku rozebrany, ze względu na zły stan techniczny. Obecny dwór w Woli Sobieskiej został wzniesiony w pierwszej połowie XIX wieku. Zamieszkała w nim Regina Stryjeńska prowadząca w regionie ożywioną działalność kulturalną i towarzyską, i mieszkał tu stale w latach 1831–1845 również Piotr Stryjeński, ojciec pisarki Marianny Stryjeńskiej. W okresie międzywojennym ówcześni posiadacze prowadzili tu hodowlę zarodową koni czystej krwi arabskiej i hodowlę ryb. Po II wojnie światowej na podstawie dekretu o reformie rolnej PKWN z 1944 roku cały kompleks dworski, jak i ziemia przylegająca do niego została zabrana i znacjonalizowana. Budynek w tym czasie nie był remontowany i służył jako ośrodek zdrowia, poczta, biblioteka oraz sklep. W roku 2003 dwór został sprzedany, nowy tajemniczy właściciel odnowił cały obiekt. Można popatrzeć tylko przez płot, ale to nic, najważniejsze, że został uratowany.



Pora na włości innego hetmana - jadę do Żółkiewki bardzo malowniczą drogą.






Pierwszym znanym właścicielem wsi jest Jakub z Żółkwi wymieniony w dokumencie z 1417 roku, kiedy hetmana nie było jeszcze nawet w planach:) Od nazwy miejscowości ród Żółkiewskich przyjął swoje nazwisko. Wieś długo nazywała się Żółkiew, dopiero w 1702 roku Aleksander Żółkiewski, ostatni właściciel Żółkwi z rodu Żółkiewskich, podjął nieudaną próbę lokacji miasteczka o zdrobniałej nazwie Żółkiewka (taka młodsza siostra Żółkwi właściwej:). Lokacja nie uzyskała aprobaty króla Augusta II głównie w wyniku sprzeciwu właścicieli sąsiednich miast Gorzkowa i Turobina, dla których nowe miasteczko stanowiłoby sporą konkurencję, ale nowa nazwa przyjęła się.  

Od razu na wjeździe do Żółkiewski od północy z daleka widoczny kościół polsko-katolicki pw. Św. Jakuba. Budynek świątyni z 1865 został przeniesiony z Regietowa w Beskidzie Niskim, gdzie służył jako cerkiew greckokatolicka. Kościół został przewieziony koleją do Krasnegostawu, a stamtąd furmankami do Żółkiewki. Uroczyste poświęcenie kamienia węgielnego pod budowę nastąpiło 8 stycznia 1956 roku po przebudowie, podczas której świątynia utraciła charakterystyczne cechy łemkowskiego budownictwa cerkiewnego. Według katalogu zabytków we wnętrzu zachowało się częściowo dawne wyposażenie z  XVIII / XIX wieku, między innymi ołtarz wielki z baldachimem na czterech kolumnach i dwa ołtarzyki boczne o charakterze rokokowym z XIX wieku, dwa ołtarze boczne z końca XVIII wieku oraz obrazy: Ostatniej Wieczerzy, Chrystusa Pantokratora i Św. Michała Archanioła z XVIII wieku (z ikonostasu), dwa Matki Boskiej z Dzieciątkiem oraz Chrystusa Pantokratora z przełomu XVIII/XIX wieku. Kościół był zamknięty, ale obiecałam sobie, że jak będę w okolicy w niedzielę, to wyceluję na godz. 10-11.00, gdy jest msza i obejrzę te skarby.


Natomiast katolicki barokowy kościół parafialny pw. św. Wawrzyńca w Żółkiewce został ufundowany przez ówczesnego właściciela miasta Tomasza Stamirowskiego  w 1769 roku. We wnętrzu znajduje się polichromia późnobarokowa z 1776 roku autorstwa Gabriela Sławińskiego, ale nie dane było mi zobaczyć, bo kościół, jak to zazwyczaj bywa, był zamknięty, mimo, że była niedziela - dzień święty.  
W podziemiach składane były ciała kościelnych dostojników i dobroczyńców kościoła, nie jest jednak pewne czy znajdują się wśród nich szczątki fundatora świątyni, Tomasza Stamirowskiego. Wejście do krypt zostało, niestety, zlikwidowane podczas układania nowej posadzki w latach 70-tych XX wieku. 
W kościelnej zakrystii znajduje się napis upamiętniający wizytę w Żółkiewce króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w dniach 5 i 6 czerwca 1787 roku.
Chyba trzeba by na jakiś pogrzeb tu przyjechać, żeby kościół od środka zobaczyć:)




Przy kościele znajduje się dzwonnica bramna, murowana, wzniesiona pod koniec XVIII wieku. Od frontu jest dwukondygnacyjna, od tyłu zaś jednokondygnacyjna, mieszcząca kostnicę

 
Jak już mowa o kryptach i kostnicach... podeszłam jeszcze na pobliski cmentarz. Starych grobowców stosunkowo mało, wyraźnie widać, że są brutalnie wypierane z cmentarza na potrzeby współczesnych pochówków. Myślę, że najdalej za pięć lat nie będzie po większości z nich śladu...



Stanisław Wrona-Merski urodzony i pochowany w Żółkiewce podczas I wojny światowej działał w Legionach Polskich oraz w Polskiej Organizacji Wojskowej. Studiował na Wydziałach Lekarskich Uniwersytetów Jagiellońskiego i Warszawskiego, uzyskując tytuł doktora wszechnauk lekarskich. Zasłużył na notatkę w Wikipedii





 
Do XIX w przy cmentarzu kościelnym był również szpital. Był to drewniany, kryty gontem budynek, przeznaczony na ten cel przez Jana Webera, kupca lubelskiego, właściciela Żółkiewki. Przebywało w nim do pięciu ubogich.

Na ryneczku odnowionym za unijne pieniądze są cztery pomniki. Pierwszy z nich, położony centralnie, poświęcony jest hetmanowi Stanisławowi Żółkiewskiemu.


Przyszły hetman Stanisław Żółkiewski zdobywał szlify dyplomatyczne na dworze Zamoyskiego, gdzie poznał języki francuski, włoski i prawdopodobnie także niemiecki, co czyniło z niego prawdziwego poliglotę i erudytę. Jego znajomość francuskiego wykorzystał Zamoyski zabierając go w misję dyplomatyczną do Paryża, gdzie toczyły się negocjacje z Henrykiem Walezym o objęcie tronu polskiego.
Stanisław zasłynął przede wszystkim jako zwycięzca w wielu kampaniach przeciwko Rosji, Szwecji, Imperium Osmańskiemu i Tatarom, ale był także znakomitym pisarzem i pamiętnikarzem.  Chwałą okrył się pod Kłuszynem, gdzie pokonawszy znacznie silniejsze siły rosyjsko-szwedzkie otworzył Polakom drogę na Moskwę.
Hetman zginął pod Cecorą w nocy z 6 na 7 października 1620 roku podczas odwrotu wojsk polskich w czasie wyprawy na Mołdawię. Jego głowę osadzoną na pice odesłano sułtanowi osmańskiemu, który na ponad dwa lata umieścił ją nad wejściem do swego pałacu. Do niewoli dostał się też syn hetmana Jan, po 2 latach wraz z bezgłowym ciałem ojca wykupiony przez matkę Reginę z Herburtów.  Odzyskaną głowę hetmana pochowano pod głównym ołtarzem w Żółkwi (obecnie Ukraina), skąd została wykradziona, trafiła do Puław, a potem zaginęła.
Najazd hetmana na Mołdawię doprowadził do odwetowego najazdu wojsk tureckich, którego kulminacją był atak na obóz wojsk polskich i litewskich pod Chocimiem w 1621 roku, gdzie z kolei walczył okrutny hetman Stefan Czarniecki zanim udał się pacyfikować Ukrainę i walczyć z Iwanem Bohunem.
Hetman Stanisław stał się wzorcem dla szlacheckiej młodzieży w XVII wieku, w tym dla swego prawnuka – Jana Sobieskiego. 


W XVIII w, za Aleksandra Żółkiewskiego, osada Żółkiewka rozwinęła się w miasteczko i wówczas osiedliła się tu spora społeczność żydowska, typowa dla społeczności miejskiej. W 1775 roku powstał na terenie miasteczka cmentarz żydowski oraz drewniana synagoga. Obecnie nie ma po nich nawet śladu.
Tuż przed wybuchem II wojny światowej Żółkiewkę zamieszkiwało prawie półtora tysiąca Żydów. 18 września 1939 roku do osady wkroczyli Niemcy. Ich niedługi pobyt dał się odczuć Żydom licznymi rabunkami i pobiciami. 28 września do Żółkiewki wkroczyła Armia Czerwona. Większość miejscowych Żydów przychylnie witała Sowietów. Z inicjatywy nowych okupantów zawiązano tzw. czerwoną milicję, która miała czuwać nad porządkiem w osadzie. Większość członków rekrutowała się ze skomunizowanej żydowskiej młodzieży. 6 października Sowieci opuścili Żółkiewkę, a wraz z nimi wyjechała część żydowskich mieszkańców osady. Nocą z 6 na 7 października miał miejsce pogrom ludności żydowskiej, w którym zginęło ok. 20 osób. Przypuszcza się, iż podłożem mogła być zemsta za wysługiwanie się Sowietom.
Do 1942 roku do Żółkiewki stale napływała nowa ludność żydowska, przesiedlana z poprzednich miejsc zamieszkania. W kwietniu 1942 roku w Żółkiewce mieszkało 2323 Żydów. 13 maja, 10 sierpnia oraz 16 października miały miejsce akcje wysiedleńcze, po których Żółkiewkę ogłoszono „Judenrein”. W miejscowości pozostali tylko ci Żydzi, którym udało się ukryć u swoich polskich sąsiadów.

Z Żółkiewki pochodzili Leon Feldhendler, jeden z organizatorów i przywódców powstania w obozie koncentracyjnym w Sobiborze oraz Peter Zvi Malkin - agent Mossadu, który w 1960 roku brał udział w akcji ujęcia Adolfa Eichmanna w Argentynie.
O Żydach w Żółkiewce: tutaj



Obelisk obok Dębu Pamięci posadzonego ku czci Stefana Bolesty, aplikanta Policji Państwowej zamordowanego w 1940 roku przez NKWD w Twerze strzałem w tył głowy oraz kapitana Adama Cimka
zamordowanego przez NKWD w Katyniu w podobny sposób, także w 1940 roku.


Pomnik ku czci mieszkańców zamordowanych przez hitlerowców i reżim stalinowski.

Opuszczam Żółkiewkę i i już miałam wracać do domu, kiedy na widok sztucznego zalewu przypomniałam sobie, że podobny widziałam także w sąsiedniej miejscowości, ale tylko z okien samochodu. Postanawiam pojechać do Gorzkowa. Zalew leży na granicy wsi Góry i Gorzków.

 
Za zalewem wieś Góry.




Gorzków założono prawdopodobnie w XII lub XIII wieku, bo w wieku XIV był już wsią królewską lokowaną na prawie magdeburskim. Wieś rozwijała się bardzo prężnie, jednak na przełomie XV/XVI wieku kilkakrotnie była zniszczona przez najazdy Tatarów, a w drugiej połowie XVII wieku nękana epidemiami i klęskami żywiołowymi, tak że niemal całkowicie popadła w ruinę. W 1689 roku król Jan III Sobieski, będący jednym ze współwłaścicieli majątku i pragnący ratować podupadający Gorzków, nadał wsi prawa miejskie. Kościoła w tym czasie we wsi nie było, został spalony przez Tatarów. 


Obecny kościół w Gorzkowie wzniesiono w latach 1623-1647  z fundacji Stanisława Gorzkowskiego, ale jego wygląd zmienił się na skutek licznych przebudów i remontów. 

 
Tradycyjnie - był zamknięty:) Zeszłam więc znów nad zalew, posiedziałam w słońcu, podsłuchałam o czym rozmawiają liczni wędkarze i poszłam...  na cmentarz:)



 
Na cmentarzu parafialnym założonym w 1795 roku zachowało się kilkanaście nagrobków z XIX wieku oraz między innymi okazała kaplica grobowa rodziny Skawińskich z 1850, służąca obecnie jako kaplica cmentarna.



 
Pomnik poległych żołnierzy AK.


Cmentarz jest strasznie ciasny, nagrobek koło nagrobka, i tu także nie widać specjalnej dbałości o stare zabytkowe groby, a nawet wręcz przeciwnie. Zauważyłam, że stare płyty są likwidowane, żeby w tym samym miejscu zbudować nowy grób. Ani tu, ani w Żółkiewce na cmentarzu nie ma kolumbarium, to rozwiązanie na prowincję jeszcze nie dotarło. Swoje robi tradycja oraz może też brak wiedzy, że w 1963 roku wydano nowy Kodeks Prawa Kanonicznego, w którym udzielono zgody na kremację zwłok wiernym kościoła katolickiego.

Opuszczam cmentarz dość szybko i idę w .. Góry:) To wieś malutka, ale ciekawa pod względem statystycznym. Zamieszkuje ją 56 osób. W latach 1998-2021 liczba mieszkańców zmalała o 27,3%.
Na 23 gospodarstwa domowe tylko 6 liczy 4 osoby, reszta to gospodarstwa 1-3 osobowe. 60% mieszkańców stanowią kobiety. Na 1 osobę w wieku produkcyjnym przypada 0,9 osoby w wieku nieprodukcyjnym, to bardzo wysoki wskaźnik. Z drugiej strony domy w Górach są znacznie większe niż przeciętnie, bo posiadają średnio po 6 pokoi (Polska 3,9) oraz mają średnią powierzchnię 111 m (Polska 93).
W Górach jest pięknie, są wąwozy, las, piękne pola na wzgórzach. Cisza i spokój, tylko pod niebem przepiękny śpiew skowronków, a w powietrzu aromaty kwitnących drzew...







 
W  jednym z wąwozów na uboczu zauważam borsuczą norę i ślady zwierzęcia na piasku.




Ponieważ dzień się kończy, postanawiam wracać po ponad godzinnym spacerze. Przez malownicze pola kieruję się do wsi Zygmuntów. W okolicy są takie wsie jak Antoniówka (tu jest pięknie, muszę kiedyś wrócić), Celin, Bogusław... zapewne otrzymały swoje nazwy od imion właścicieli gruntów otrzymanych po podziale majątku rodziców.



  
Na terenie rozproszonej wsi Zygmuntów w mapach google zaznaczony jest pomnik z opisem "Pomnik pacyfikacji wsi Zygmuntów". Na miejscu pinezki są głębokie, piękne wąwozy. Natomiast, żeby dotrzeć do pomnika należy minąć drogę, która prowadzi w prawo i wjechać ukośnie w tę, która prowadzi obok starych zrujnowanych budynków. Pomnik jest za budynkami.
Opis w google jest raczej nieprawidłowy. Na pomniku jest napis  "Chwała poległym bojownikom za wolność i demokrację. 30.IX.1942 r" . Wydaje mi się, że nie chodzi o pacyfikację. Spacyfikowany przez hitlerowców Zygmuntów leży w gm. Aleksandrów, pow. piotrkowski, woj. Łódzkie.

Zatem chodzi tu zapewne o jakąś inną wojenną zbrodnię. Na wykazie IPN znalazłam wieś Zygmuntów, tę właśnie, ze stratami ludzkimi z II wojny 14 osób, ale bez szczegółów. Może była tu jakaś bitwa ? 









 
Wracam. Jak widać, prowincja też ma swoje skarby, tajemnice, a przede wszystkim ciekawą historię. Lubię ją odkrywać tam, gdzie się jej nie spodziewam.