czwartek, 3 września 2026

Szlak Jakubowy Camino de Santiago - Hiszpania, Vigo

O Szlaku Jakubowym w Hiszpanii zwanym przewrotnie Portugalskim (bo w Portugalii się zaczyna), myślałam już parę lat temu. Raz nawet plan był bliski realizacji, ale coś nie wyszło, jednak cały czas tłukł mi się ten pomysł po głowie i wreszcie doczekał się realizacji. Wybrałam się sama, w pojedynkę. Sama zorganizowałam sobie przeloty, przejazdy autobusami na miejsce startu i na powrót, wszystkie noclegi itp. Wyznaczyłam odcinki dzienne do pokonania, a miałam tylko tydzień. Nie zawracałam sobie głowy zbieraniem pieczątek do Certyfikatu Pielgrzyma, szłam z powodów poznawczo-turystycznych i z ciekawości:)

Szlak upamiętnia jednego z apostołów Jezusa - Jakuba Większego, brata Jana Ewangelisty. Pojawia się w każdej z czterech Ewangelii Kanonicznych, ale żeby mu coś przypisać konkretnego, to nie bardzo jest co. No chyba tylko to, że namawiał Jezusa do spalenia Samarii, gdy jedna z mieszkanek powiedziała Jezusowi, że jak chce wody to niech sobie sam zaczerpnie ze studni, a nie prosi ją kobietę, nieżydówkę,  by mu usłużyła. Jakub był bogatym młodym rozrabiaką. Dziś powiedzielibyśmy, że był ochroniarzem Jezusa, jak trzeba było to potrafił stanąć na gołe pięści, ale nawet nie był na ukrzyżowaniu Jezusa. Nie napisał też żadnej ewangelii ani innych listów czy wezwań do ludu. Św. Mateusz w swojej ewangelii wspomina, że matka Jakuba i Jana kupiła im pozycję blisko Jezusa sponsorując jego działalność, a rękę miała hojną.

Aż tu nagle pojawiła się legenda, że Jakub Większy przed swoją śmiercią,  po Zesłaniu Ducha Świętego, udał się do Hiszpanii, żeby tam głosić Dobrą Nowinę. Niestety, miejscowi go przegonili, więc wrócił do Jerozolimy, gdzie został ścięty 10 lat po Chrystusie i świat o nim zapomniał. Ścięty. Kara tego rodzaju była wówczas stosowana w przypadku morderstwa lub  bałwochwalstwa. W listach apostoła Pawła ówczesne pojęcie bałwochwalstwa jest wyjaśnione i obejmuje np. chciwość  rozumianą jako kult pieniądza, traktowanego jak bożek - przedmiot kultu, któremu ludzie służą niczym Bogu najwyższemu. Przedmiotem bałwochwalczej żądzy może być również władza czy rozkosze życiowe. No, to taki mógł być ten przyszły święty:)

Według kolejnej legendy po śmierci Jakuba wybuchło trzęsienie ziemi i burza. Ciało św. Jakuba rozrzucono za murami miasta psom na pożarcie, ale uczniom udało się je uratować i przewieźli je łodzią do północnej Hiszpanii. W miejscowości Iria Flavia zacumowali przy wielkim kamieniu, a następnie poszli do zamku pogańskiej królowej Luparii, aby poprosić ją o zgodę na godny pochówek apostoła Jakuba. Królowa odesłała ich do rzymskiego legata, który ich uwięził, apostołowie jednak zostali uwolnieni przez anioła (gdy król chciał ich zabić i zaczęli uciekać, zawalił się most) i zginęli wszyscy, którzy ich ścigali. Uczniowie ponownie stanęli przed królową, która to złośliwie kazała im użyć do transportu zwłok wściekłych wołów koczujących na pobliskim wzgórzu. Gdy oni po nie szli, wyszedł smok, ale oni uśmiercili go czyniąc nad nim znak krzyża. Dzikie byki stały się łagodne i dały się doprowadzić do Luparii. Ta ujrzawszy to, nawróciła się, przyjęła chrzest a posągi pogańskie w jej domu się rozpadły. Uczniowie pochowali ciało Apostoła w miejscu, w którym dziś znajduje się miasto Santiago de Compostela - dodano przydomek Compostela, od słowa campus stellae – czyli pole gwiazdy, bo światło wskazało miejsce na jego grób. A Jakub to Santiago.

O grobie św. Jakuba nie ma nigdzie żadnych wzmianek do końca VI wieku. Około 830 roku nastąpiło nagłe odkrycie domniemanego grobu Apostoła w Hiszpanii, z tego też wieku istnieją hiszpańskie świadectwa dotyczące kultu św. Jakuba w Composteli: dokument króla Alfonsa III z 867 roku wspominający o grobie Apostoła i o klasztorze, inny dokument tegoż króla z 885 roku oraz dokument z 893 roku wspominający o dotacji dla mnichów.

Tak oto Hiszpanie "zorganizowali" sobie patrona kraju, a że pochodził z daleka, dodali mu atrybuty: laskę, kapelusz chroniący od słońca i muszlę do nabierania wody, i nadali przydomek Pielgrzym. Ślady pierwszych pielgrzymek do grobu z IX wieku znajdują się na monetach Karola Wielkiego, jednak największe nasilenie ruchów pielgrzymkowych przypada na wieki XI–XIV, nawet po milion osób rocznie. Pątnika udającego się do Santiago zaczęto nazywać peregrino. Pielgrzymowano dla umocnienia wiary, odbycia pokuty, spełnienia ślubowania, z prośbą o uzdrowienie lub w celach dziękczynnych oraz za karę, jako realizacja wyroku za przestępstwo. Po rewolucji francuskiej pielgrzymki ustały, kult pątniczy w świecie zanikł. Odrodził się około 45 lat temu. Szlak Jakubowy został ogłoszony pierwszym Europejskim Szlakiem Kulturowym w październiku 1987 roku oraz wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO w 1993 roku. W katedrze w Santiago de Compostela każdy pielgrzymujący w celach religijnych składa dokument pieczętowany po drodze 2 lub 3 razy dziennie na dowód przejścia szlaku i otrzymuje Certyfikat. W 1970 roku po certyfikat zgłosiło się 68 osób, w 2025 już ponad pół miliona. Plus tacy jak ja, co po certyfikat nie idą, z różnych względów. Mnie papier niepotrzebny, na pamiątkę ze szlaku przywiozłam samodzielnie uzbierane jadalne kasztany, przynajmniej zjem, a papier tylko by się kurzył:)

Swój szlak podzieliłam na odcinki tak, aby na każdym z nich była jakaś ciekawa miejscowość. najczęściej szłam po znakach szlaku (muszle i żółte strzałki), ale też zbaczałam na własną rękę. Aplikacja mi policzyła, że w 5 dni przeszłam 141 km, dwa dni dodatkowo zwiedzałam plus dolot i powrót. Właśnie dziś rano wróciłam do domu. Na początku była pogoda w kratkę czyli najlepsza do marszu: temperatura do 20 stopni, czasem lekko pomżyło, czasem zaświeciło słońce a za chwilę niebo zaciągało się chmurami. W tym wpisie Vigo. Oczywiście zwiedzanie w każdym miejscu było skromne, bo priorytetem była Droga czyli Camino.


Vigo to pod względem liczby ludności największe miasto w Galicji, położone nad malowniczą zatoką Ría de Vigo. Jest to jedno z najbardziej deszczowych miejsc Półwyspu Iberyjskiego.
We wczesnym średniowieczu istniała tu wioska celtyckiego plemienia.


Mieszkańcy nazywają Vigo Oliwnym Miastem, mimo, że upraw oliwek już tu od dawna nie ma.  Legenda mówi, że po jednej z wojen wyniszczono wszystkie gaje oliwne w Galicji. Jedyne drzewo oliwne jakie pozostało, znajdowało się właśnie w centrum miasta Vigo na ziemi uznawanej niegdyś za świętą.



Fortaleza Castro wybudowana w 1665 roku miała za zadanie chronić miasto przed najazdami wrogich wojsk (głównie portugalskich). Oprócz twierdzy, w skład fortyfikacji wchodziły także mury miejskie, z których do dziś zachowały się jedynie fragmenty. Mimo sporych rozmiarów Twierdza Castro nie do końca spełniała swoje zadanie, ponieważ Vigo było wielokrotnie nękane atakami obcych wojsk. Obecnie to park, miejsca piknikowe i punkty widokowe na miasto.







Muszla - symbol Drogi do Santiago de Compostela i jednocześnie poidełko z pitną wodą, którą można nalać do butelki. Spróbowałam, pachniała chlorem, odzwyczaiłam się już od miejskiej wody z kranu.








Vigo słynie z rybołówstwa - ryby z Vigo zaspokajają około 90% całkowitego zapotrzebowania rynku hiszpańskiego. Port należy do największych ośrodków rybołówstwa na kontynencie.









 
Most Rande  rozciąga się nad zatoką Vigo, nad cieśniną Rande. Most zbudowano w 1978 roku, a otwarto w 1981 roku,  rok przed rozpoczęciem Mistrzostw Świata FIFA w 1982 roku. Ma długość 1604 m, jego filary mają wysokość 148 m, a główne przęsło mierzy 401 m. W momencie otwarcia było to najdłuższe przęsło z więcej niż dwoma pasami ruchu na świecie. Od momentu otwarcia przejechało po nim ponad 230 milionów pojazdów.


Te platformy na wodzie to hodowle owoców morza.

Nie byłam na starówce w Vigo, nie dałabym rady czasowo, ponieważ tego dnia miałam jeszcze do pokonania trasę pieszą do miejscowości Redondela, ale o tym następnym razem.
Ku pamięci tylko zapiszę, że tego dnia nie spotkałam ani jednego peregrinos. Może dlatego, że na szlak wyszłam już po południu, po zjedzeniu obiadu w Vigo, a zwyczajowo pielgrzymi wychodzą w trasę rano. 
Mimo, że nie miałam na sobie żadnych emblematów pielgrzymich (tylko naszywkę na plecaku w formie biało-czerwonej flagi i metalowy mały orzełek w postaci przypinki), to gdzieś w połowie drogi czyli już za miastem lokalni mieszkańcy zaczęli mnie witać: Buen camino:) 5,5 kilowy plecak z każdą godziną był cięższy, a tego dnia pokonałam 25,67 km.

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Krasnystaw - Chmielaki 2026

Pierwsze Chmielaki Krasnostawskie odbyły się w 1971 roku dzięki inicjatywie działaczy PZPR, najpierw był to lokalny festyn, potem oficjalnie zarejestrowano nazwę „Ogólnopolskie Święto Chmielarzy i Piwowarów Chmielaki Krasnostawskie” i impreza nabrała rangi krajowej. Podczas Chmielaków odbywają się sesje naukowe: chmielarskie, chmielarsko-piwowarskie; zabawy i występy zespołów artystycznych, turnieje sportowe, zlot starych motocykli i samochodów, kiermasze twórczości ludowej, stoiska gastronomiczne i przede wszystkim stoiska licznych browarów itp. Pojechałam do Krasnegostawu na kilka godzin w niedzielę na 55 edycję festiwalu. Impreza ogarnęła niemal całe miasto, naprawdę to ogromny festiwal, nie tylko piwa. Rozmach niesamowity! Większy niż imprezy w mieście wojewódzkim, byłam pod wrażeniem. Na koncerty wieczorne nie zostałam, bo miałam inne plany, ale kilka godzin w Krasnymstawie minęło mi nie wiadomo kiedy.  Kiedy przyjechałam, akurat pod kościołem formował się korowód. Tłum był ogromny, ale coś tam ponad głowami oglądaczy i ja zobaczyłam.









 
Był też konkurs wieńców dożynkowo-chmielowych, które przygotowały okoliczne gminy wiejskie.  Lubelszczyzny ma długą tradycję upraw chmielu, w województwie lubelskim znajduje się największe zagłębie chmielarskie w kraju. W okolicach Lublina, Kraśnika, Krasnegostawu czy Biłgoraja rozciągają się pola, na których powstają znane na całym świecie odmiany, m.in. Lubelski i Marynka. Charakterystyczny mikroklimat oraz żyzne gleby sprawiają, że chmiel z naszego regionu uznawany jest za jeden z najbardziej aromatycznych w Europie. Polska odgrywa istotną rolę na rynku europejskim, szczególnie jako dostawca surowca dla lokalnych browarów i przemysłu farmaceutycznego.





 
Były też wybory Miss-ek Chmielaków:)








Korzystając z tego, że korowód zaczął okrążać centrum miasteczka, pobiegłam zobaczyć od środka kościół, który POPRZEDNIO został mi zamknięty przed nosem. No i faktycznie było na co popatrzeć...









Nawet nie zdążyłam obejść kościoła, jak przyszedł pan i kazał nam się wynosić - w kościele było kilkanaście osób. Zapytany przez jedną kobietę, dlaczego w niedzielę zamyka kościół, gdy w mieście jest tak dużo ludzi i może chcieliby przyjść się pomodlić, nie odezwał się ani słowem. 
Poszłam więc obejrzeć Ogród Japoński. Przyznam, że bardzo tu przyjemnie, choć z powodu suszy strumyki i staw bez wody.











Pospacerowałam i ruszyłam na jarmark, który ciągnął się od kościoła aż pod Dworek Starościński, stoisk były setki. Kupiłam chlebek z żurawiną, lokum z granatów i orzechów włoskich, a w kawiarni koło Dworku wypiłam kawę i zjadłam przepyszne ciasto o nazwie dakłas (mocno kakaowy biszkopt przełożony kremem śmietankowym z dużą ilością orzechów włoskich, masy krówkowej i daktyli, nakryty bezą, przepychota!). W ogóle polecam tę kawiarenkę za przyjemną obsługę, czystość i pyszne ciasta. I ceny! Kawa i ciacho - razem 17 pln.

Na jarmarku można było kupić wszystko, co człowiek jest w stanie wykonać własnymi rękami, podziwiam talent...


















No tak, ale to są Chmielaki... pora więc na stoiska piwne. Zjechały się chyba wszystkie browary, nie tylko krajowe. Było ich aż 62! Z Polski, Czech, Niemiec, Francji i Litwy. Łącznie do kupienia było ponad tysiąc rodzajów piwa. Tysiąc! Nie lubię piwa, ale kupiłam trzy flaszki:) Później ogłoszono, że nagrodę Grand Prix zdobył browar Jedlinek z Dolnego Śląska za piwo pszeniczne, akurat ich jedno piwo przypadkowo nabyłam:) Dwa pozostałe to agrestowa Łomża bezalkoholowa oraz bezalkoholowy czarny bez z browaru Bojan. Taki ze mnie piwosz:)



















Fajnie było w Krasnymstawie, a na ulicach słychać było także obcą mowę, co potwierdza, że impreza ma wielbicieli w różnych krajach. I było czysto na mieście i do 16.00 nie widziałam ani jednego pijanego. A potem pojechałam, gdzie miałam zaplanowane, więc nie wiem:) 
Wieczorem występowała... Maryla:)! Ale tego już na szczęście nie widziałam.