Mówisz Chęciny - myślisz zamek. I słusznie, bo to właśnie stary potężny zamek jest najbardziej charakterystyczną budowlą widoczną już z daleka dla każdego podążającego nową trasą S7. Ja podążałam latem:)
Droga na Wzgórze Zamkowe prowadzi obok gotyckiego kościoła pw. św. Bartłomieja, więc wstępuję na chwilę, jako że drzwi są otwarte i przez kratę można zajrzeć do środka. Świątynię pobudowano podobno jeszcze przed 1350 rokiem, z fundacji Władysława Łokietka, a dokończono za czasów Kazimierza Wielkiego.
Na początku XVII stulecia kościół przebudowano i rozbudowano. Nastąpiło to po przywróceniu go katolikom (w latach 1570 – 1597 świątynię użytkowano jako zbór ariański).
We wnętrzu oglądanym z przedsionka wczesnobarokowy ołtarz główny - wybitne dzieło kamieniarki manierystycznej z ok. 1625 r. - wykonany w chęcińskiej pracowni Flamanda Augustina van Oyena, jednego z najciekawszych rzeźbiarzy 1 poł. XVII w. działających na ziemiach polskich oraz stojące obok późnorenesansowe stalle przedstawiające sceny z życia św. Franciszka. Od strony południowej przylega do budynku kaplica Trzech Króli wzniesiona w 1614 r. przez pochodzącego ze szwajcarskiego miasteczka Mesocco Kacpra Fodygę piastującego w Chęcinach urząd wójta. Do dnia dzisiejszego w kaplicy grobowej zachowały się szczątki rodu Fodygów.
Legenda głosi, że kościół połączony był z zamkiem podziemnym przejściem. Jego wylot znajdować się miał pośrodku dziedzińca zamkowego, gdzie do dziś widoczny jest wykuty w skale otwór.
Zamek Królewski w Chęcinach wzniesiono na grzbiecie skalistego wzgórza o wys. 367 m. npm. najprawdopodobniej na przełomie XIII i XIV wieku, z inicjatywy Wacława II, króla Czech i Polski.
Twierdza była też jednym z miejsc koncentracji wojsk polskich udających się na wojnę z Krzyżakami, której apogeum stanowiła bitwa pod Płowcami z 27 września 1331 r.
Król Łokietek zdecydował się zdeponować właśnie tu skarbiec koronny, w obawie przed zagrożeniem krzyżackim. Z podobnych powodów w 1318 r. arcybiskup gnieźnieński Janisław podjął decyzję o czasowym przeniesieniu diecezjalnych kosztowności właśnie do chęcińskiej warowni.
Pośrodku dziedzińca znajduje się otwór po studni, wykutej na głębokość 100 m. Prawdopodobnie przez nią i podziemny korytarz prowadzący do chęcińskiego kościoła utrzymywano łączność w czasie oblężenia.
Chęciny stały się od średniowiecza stolicą powiatu oraz miejscem odbywania sądów ziemskich i grodzkich. Najwyższym urzędnikiem zamkowym był starosta, a do najbardziej znanych należy m.in. Walenty Dembiński, kanclerz wielki koronny czy Stefan Czarniecki, bohater z czasów wojny ze Szwecją.
Twierdza służyła także od końca XIV wieku jako więzienie. Swoją karę odbywał tu m.in. Andrzej Garbaty, przyrodni brat, a zarazem zacięty wróg Władysława Jagiełły oraz Jan Hińcza z Rogowa, oskarżony o romans z Sońką Holszańską, który "wtrącony głęboko do brudnej wieży w Chęcinach omal nie wyzionął ducha od smrodu w więzieniu", jak pisał Jan Długosz w "Kronikach". Po wygranej bitwie pod Grunwaldem w 1410 r. przetrzymywano na zamku znaczniejszych jeńców krzyżackich, więziony był też wzięty do niewoli w bitwie pod Koronowem, Michał von Küchmeister, późniejszy wielki mistrz krzyżacki w latach 1414-1422.
Zamek pełnił też funkcje rezydencjonalne dla polskich władców oraz ich rodzin. W zamkowych murach kilkukrotnie gościli królowie z dynastii piastowskiej (Władysław Łokietek i Kazimierz Wielki), a także Władysław Jagiełło. Najbardziej znaną królową, która rezydowała w chęcińskim zamku była Bona Sforza, żona Zygmunta I Starego i z jej osobą wiąże się pewna legenda. Kiedy skłóciła się z synem po śmierci króla, zebrała wszelkie skarby, jakie u boku monarchy udało się jej zgromadzić i postanowiła ukryć je na zamku w Chęcinach. Kiedy wiozła swoje precjoza na kilkuset wozach zaprzężonych w konie, musiały one przejechać drewniany most na rzece Nidzie, który runął pod ciężarem ogromnych skarbów. Część z nich bezpowrotnie utonęła w nurtach rzeki, a legenda głosi, że duch królowej pojawia się na Zamku w Chęcinach i nadal poszukuje swojej własności... Niestety, osobiście nie zauważyłam:)
Zamek dzieli się na dwie części: starszą (górną), rozciągającą się między dwoma okrągłymi basztami oraz młodszą (dolną), z ostrołukową furtą i czworoboczną basztą, którą dobudowano w XV wieku.
Po III rozbiorze Polski zamek popadać zaczął w ruinę. Mury zamkowe zostały rozkradzione na materiał budowlany oraz zostały zniszczone na skutek ostrzału artyleryjskiego w czasie I wojny światowej. Mimo to Julian Ursyn Niemcewicz nazwał chęciński zamek "najwspanialszym starożytności polskich zabytkiem". 3 marca 1932 r. zamek został oficjalnie uznany jako zabytek. 15 lutego 1967 r. wojewódzki konserwator zabytków wpisał warownię do rejestru zabytków ówczesnego województwa kieleckiego.
W latach 60-tych XX w. w okolicach zamku nakręcono film pt. „Pan Wołodyjowski", w reżyserii Jerzego Hoffmana.
Zwiedziwszy zamek, ciesząc się jak wyrośnięte dziecko i wyglądając ze szczytu wieży na okolice, w końcu zeszłam do miasteczka. Zabudowa Chęcin miła dla oka, małe domki, wąskie uliczki... I tak zawędrowałam do gotyckiego kościoła i klasztoru pofranciszkańskiego ufundowanego przez Kazimierza Wielkiego w 1368 r. W czasie reformacji mieścił się w nim zbór kalwiński.
Zniszczony podczas wojen szwedzkich i ponownie odbudowany przez starostę Bidzińskiego w 1685 r., pełnił swoją sakralną funkcję do kasaty w 1817 r. Od upadku powstania listopadowego 1830 r. do 1928 r. mieściło się w jego murach więzienie, potem szkoły, a nawet dom wycieczkowy. W marcu 1991 r. ponownie został oddany we władanie OO. franciszkanów.
Kościół klasztorny pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny.
W okresie świetności czyli w wieku XVIII, kościół miał pełne wyposażenie w sprzęty, szaty, naczynia i księgi do sprawowania świętej liturgii. W prezbiterium był ołtarz główny z obrazem Matki Bożej Wniebowziętej, dwa boczne ołtarze i stalle dla zakonników. W nawie głównej było sześć ołtarzy bocznych. Była też drewniana ambona i rzeźbiony chór z 6-ciogłosowymi organami. W różnych miejscach kościoła znajdowały się płyty nagrobne (epitafia) ludzi zasłużonych dla kościoła. Między kościołem i krużgankami znajdowała się kaplica z wielką figurą Chrystusa Ukrzyżowanego. A dlaczego teraz tego tu nie ma i na ścianach widać tylko fragmenty polichromii ?
A dlatego, że 11.11.1817 r. car Aleksander I. wydał dekret o zabraniu franciszkanom kościoła i klasztoru oraz przeznaczeniu ich na więzienie. Z kościoła usunięto wszelkie sprzęty liturgiczne, przedmioty dające się przenieść w rękach (mniejsze obrazy, księgi, szaty liturgiczne), przeniesiono do kościoła Sióstr Klarysek. Natomiast przedmioty ciężkie (ołtarze, ambona, chór, organy) sprzedano na licytacji we wrześniu 1818 r. W kaplicy św. Leonarda pozostawiono wyposażenie, bo miała pełnić rolę kaplicy więziennej.
Więzienie we franciszkańskich budynkach istniało przez 110 lat, czyli do 30 listopada 1927 r. Po likwidacji więzienia budynki pozostały nadal w rękach państwowych. Miał tu siedzibę sąd grodzki, a także szkoła. W czasie II wojny światowej zajmowało je wojsko niemieckie. Wtedy kaplica św. Leonarda miała jeszcze liturgiczne wyposażenie. Po II wojnie światowej mieściła się tu nadal szkoła podstawowa, a przez dwa lata także szkoła kamieniarska.
W latach 60-tych XX wieku w budynkach klasztornych urządzono pomieszczenia hotelowe, w kościele restaurację, a w kaplicy św. Leonarda nad kryptą Branickich był bar ze striptizem. Dopiero w 1991 roku podjęto decyzję o zwrocie kościoła i klasztoru pierwotnym właścicielom - franciszkanom.
Znalazłam w sieci film Wiktora Zina na temat klasztoru, warto obejrzeć.
Jak to się stało, że zapomniałam tu uwiecznić letnią wizytę na Zamku w Ogrodzieńcu (i nie tylko tu)? Trzeba to nadrobić, zanim doczekam się jesiennych wypraw:)
Największy i najbardziej malowniczo położony wśród ostańców najwyższego wzniesienia Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej, rycerski zamek Ogrodzieniec wzniesiony został za panowania Kazimierza Wielkiego. Aby dostać się do ruin, trzeba wejśc na górkę wys. 515,5 m n.p.m.
Właścicieli miał wielu na przestrzeni dziejów, do tych sławniejszych należeli: Jan Rzeszowski, proboszcz przemyski i kanonik krakowski oraz jego bracia Andrzej i Stanisław Rzeszowscy; Jan Boner, burgrabia, żupnik krakowski i najbliższy doradca króla Zygmunta Starego; Jan Firlej - marszałek wielki koronny.
W 1702 r. zamek bardzo ucierpiał w czasie pożaru wznieconego przez wojska szwedzkie Karola XII. Zamek wówczas należał do Tomasza Jaklińskiego, który doprowadził zamek do całkowitej ruiny. Kolejnym właścicielem Ogrodzieńca był Ludwik Kozłowski - i on nie liczył się z zabytkową wartością budowli, niszcząc mury w celu pozyskania budulca i sprzedając zamkowe wyposażenie Żydom.
Po II wojnie obiekt upaństwowiono, a w latach 1949-73 przeprowadzono kompleksowe prace w celu zabezpieczenia murów zamkowych w formie trwałej ruiny i we wnętrzu utworzono ekspozycję muzealną.
Krzesło inkwizytorskie - do torturowania kobiet oskarżonych o czary. Ofiarę sadzano nago, kolce znajdowały się w siedzisku, z boku i z tyłu, dociskano torturowaną kobietę metalowymi okuciami i śrubami, a czasem jeszcze rozpalano ogień pod krzesłem, jeśli było metalowe.
Tak tylko przypomnę, że inkwizycja to była instytucja śledczo-sądownicza Kościoła katolickiego działająca od XIII do XIX wieku, utworzona w celu wyszukiwania, nawracania i karania heretyków w oparciu o postanowienia ujęte w dokumentach soborowych, synodalnych oraz bullach papieskich. Czy muszę dodawać, że składała się z duchownych płci męskiej ?
Łoże tortur i inne narzędzia do męczenia podejrzanych... o cokolwiek.
Wyżej: kozioł czarownic. Ofiarę sadzano okrakiem na ostrej krawędzi belki, do nóg przywiązywano ciężkie głazy, a ręce wiązano z tyłu. Podobno było to bardzo skuteczne, brr...
Niżej: maska hańby, od środka nabita ćwiekami. Ofiara oprócz maski miała zakładane na głowę jeszcze części ciała zwierząt i inne ośmieszające artefakty. Całość miała odebrać godność i ośmieszyć oskarżonego.
Z zamku widoczny odległy o około 1,5 km Gród na Górze Birów - rekonstrukcja osady obronnej z czasów, kiedy Polską rządzili pierwsi Piastowie.
Ruiny w Ogrodzieńcu wraz z podzamczem zajmują obszar około 3,5 ha, a długość muru obronnego wynosi około 400 metrów. Z przyjemnością spędziłam tu sporo czasu podziwiając majestatyczne mury. Nie odważyłam się jednak zostać do nocy, aby nie natknąć się na czarnego psa, który według legendy jest duchem Stanisława Warszyckiego:) Bogactwa zgromadzone w piwnicach jego zamku rodowego powodowały, że Warszycki miał wielu zazdrosnych przeciwników, którzy uważali, że twierdzę zbudował przy pomocy diabła i za życia został przez niego porwany do piekła. Hrabia Warszycki ponadto słynął z bezwzględności. Bił swoich poddanych chłopów, czasem na śmierć. Legenda oskarża go o zamurowanie pierwszej żony w murach zamku oraz wzbogacenie się na małżeństwie z drugą, aby po jej śmierci poślubić piękną młódkę.
Helena z Wiśniowieckich, ta druga żona, była chyba jednak dla niego ważna, bo pochował ją w klasztorze na Jasnej Górze (to jedyny grób kobiecy w tym miejscu) i sam zażyczył sobie pochować się wraz z nią.
Po jego śmierci, dusza hrabiego zamieniła się w czarnego psa, który pilnuje zamku i straszy nocnych wędrowców i mieszkańców okolic. Podobno nocą słychać pojękiwania psa ciągnącego długi łańcuch.