Dodekanez to 12 mniejszych lub większych wysp, jedną z nich jest Symi, która leży u wybrzeży Turcji, ale jednak należy do Grecji. Wzmianki o niej znajdziemy już w mitologii greckiej, według której Symi jest miejscem narodzin Charyt, czyli greckich bogiń wdzięku, piękna i radości, a jej nazwa pochodzi od imienia jednej z nimf – Syme, żony boga Posejdona. Nazywana jest także wyspą poławiaczy gąbek i Perłą Dodekanezu.
Wyspa była świadkiem starć między flotami Aten i Sparty w V wieku p.n.e., podczas wojny peloponeskiej. Badania archeologiczne dowodzą, że wyspa Symi była pod wpływami rzymskimi i bizantyjskimi, a w 1373 roku przejęli ją joannici. Później Symi była pod okupacją turecką od 1522 roku aż do początku XX wieku. W 1912 roku Symi trafiła w ręce Włochów, latach 1943-45 okupowali ją Niemcy, do 1947 roku była pod okupacją Brytyjczyków aż w końcu została przekazana Grecji.
Ma zaledwie 58 km2 powierzchni i jedną drogę asfaltową o długości kilkunastu kilometrów w poprzek:) Dawniej wyspę Symi zamieszkiwało nawet do 30 tysięcy osób, jednak brak szkół sprawił, że młodzi ludzie zaczęli opuszczać wyspę, a jej populacja zmniejszyła się do mniej niż 3 tysięcy. Na wyspie nie ma szpitali czy lądowiska dla helikopterów, co sprawia, że w przypadku choroby jedynym wyjściem jest transport morski.
I ja tak też właśnie na wyspę się dostałam, statkiem z portu Mandraki. Dzień zapowiadał się pochmurny, ale potem się wypogodziło.
Ciekawym miejscem na wyspie jest także słynny klasztor Michała Archanioła, patrona tamtejszych żeglarzy, położony w zatoce Panormitis. Zbudowany w XVIII w., jest nie tylko ważnym ośrodkiem pielgrzymkowym dla prawosławnych mieszkańców Grecji, rajem dla miłośników historii i architektury, ale także miejscem, w którym wciąż mieszkają mnisi. Do klasztoru popłynęłam statkiem wokół wyspy, jako, że na wyspie nie ma żadnej komunikacji publicznej, ponieważ nie ma tam dróg dla samochodów (oprócz tej jednej w poprzek). I dlatego też ludzie nie posiadają tam samochodów:) No, prawie. Bo paru najbogatszych kupiło je sobie i trzymają na pokaz koło portu w Symi, bo parkingów na wyspie też nie ma:)
Wiatrak ten oraz stanowisko ogniowe żegnają podróżnych opuszczających wyspę. A jakby tu jeszcze wrócić ? Pokoje w prywatnych domach 1,5 km od zatoki poza sezonem są po 120 pln za noc, prawie jak nad Bałtykiem:) Te w pastelowych drogich hotelach przy zatoce w Symi za noc kosztują tyle co średnia krajowa lub więcej:) Ale mnie wystarczy łóżko w "agroturystyce":)
Do zobaczenia ponownie:)