środa, 17 czerwca 2020

Solec nad Wisłą

Solec nad Wisłą to wieś, ale wygląda jak małe urocze miasteczko. W środku ryneczek, a na jego końcu na skarpie kościół pw. Wniebowstąpienia Najświętszej Marii Panny wzniesiony w XIV w. z fundacji Kazimierza Wielkiego, a przebudowany na przełomie XVI-XVII w. Początkowo pełnił rolę kaplicy zamkowej.




 

W pobliżu ruiny zamku. Jego wystawienie przypisuje się Bolesławowi Śmiałemu (1060 rok), odrestaurowanie Kazimierzowi Wielkiemu. Od czasu potopu szwedzkiego pozostaje w ruinie.



Przy ryneczku koło kościoła znajduje się zabytkowy budynek plebanii zwany również wikarówką z  1898 roku. Obok budynku postawiona kamienna figura Matki Boskiej.



Po lewej stronie (patrząc od rynku) widzimy odrestaurowany drewniany Dom z Podcieniami z 1787 roku. Pierwotnie dom należał do probostwa, potem mieścił się tu zajazd, karczma, szkoła. Obecnie w budynku działa Gminny Ośrodek Kultury.


W rynku w 2011 roku odsłonięto obelisk  dla upamiętnienia lokacji miasta na prawie magdeburskim w 1347 roku, dokonanej przez króla Polski Kazimierza Wielkiego.


Następnie ruszyłam ku poklasztornemu kościołowi pw. św. Stanisława.



Patrząc na budynek od tyłu widzimy dwa okrągłe otwory okienne, należące do pomieszczenia, w którym wiosną 1864 roku zakonnicy ukrywali gen. Józefa Hauke Bosaka - naczelnika wojennego woj. sandomierskiego i krakowskiego.  Postawa zakonników nie pozostała bez wpływu na los zakonu; przeprowadzono kasatę przez władze rosyjskie po zakończeniu powstania. Zakonnicy zostali przeniesieni do klasztoru w Jędrzejowie, a niektórzy z nich współpracę z powstańcami przypłacili życiem bądź aresztowaniem i osadzeniem w więzieniu.
Dwa lata później kościół spłonął, ale  izba będąca przez jakiś czas kwaterą i kryjówką generała nie uległa zniszczeniu. Dziś w budynkach zakonu jest schronisko młodzieżowe.

Idąc dalej ulicą Łoteckiego dotarłam do zabytkowego cmentarza z  kościółkiem św. Barbary. Kościół jest nieduży, drewniano-murowany i uważa się go za najstarszy drewniany kościół na terenie byłego województwa radomskiego.




 Wystrój widoczny przez brudną szybę:) Barok ? Rokoko ? Chyba trochę i tego, i tego...







Chodel - Lubelszczyzna

XVI wiek to czas Reformacji, także w Polsce. Dość silnym ośrodkiem ruchu była Lubelszczyzna.  Prymas Bernard Maciejowski chcąc ograniczyć wpływy reformatów, w 1580 roku zaprosił do Chodla jezuitów i oddał im drewniany kościółek na bagnach. Jezuici wywiązali się z zadania  i zachowali katolicyzm w Chodlu. Ponadto jezuici przywieźli z Rzymu obraz Matki Boskiej Loretańskiej, który w Chodlu został otoczony kultem. W XVII i XVIII wieku przybywały tu liczne pielgrzymki z całej północnej Małopolski. Notowane również były cudowne ozdrowienia. Cuda te sprawiły, że w 1736 roku kanonik krakowski Denhoff zdecydował o budowie nowej murowanej świątyni. 

Barokowy kościół, którego projektant ani budowniczy nie jest znany, został ukończony około 1750 roku i funkcjonował tylko przez 23 lata – do momentu kasaty zakonu jezuitów.  Szybko zaczął popadać w ruinę ze względu na niekorzystne położenie na podmokłym terenie. Był użytkowany do 1785  roku, kiedy to obraz Matki Boskiej Loretańskiej przeniesiono do kościoła parafialnego. Już na przełomie XVIII i XIX wieku dach świątyni zawalił się, a miejsce to popadło w ruinę i tak zostało do dziś.

Do ruin niełatwo dotrzeć, nie ma co słuchać nawigacji:) Lepiej zapytać o drogę kogoś miejscowego. Obecnie ruiny znajdują się bowiem na wyspie na prywatnym stawie i dojść w jego pobliże do można  drogą gruntową. Nie ma żadnego pomostu do ruin, są niedostępne dla turystów.









W Chodlu jest jeszcze inny  kościół z 35-metrową wieżą, pod wezwaniem w. Trójcy. Także pochodzi  z XVI wieku, choć przebudowa wykonana w XIX wieku zmieniła jego wygląd i styl. W nim obecnie znajduje się cudowny obraz z kościoła na wyspie. Niestety, kościół był zamknięty, więc nie udało mi się wejść do środka i jej zobaczyć.






niedziela, 17 maja 2020

Kryłów nad Bugiem - Lubelszczyzna

 
Kryłów kojarzył mi się z Dniami Dobrosąsiedztwa, które co roku organizowane są na granicy polsko-ukraińskiej. W tym roku raczej będą odwołane, więc nie czekając odwiedziłam Kryłów już teraz.
Historię ta wieś ma imponującą. Pierwsze ślady osadnictwa pochodzą z X w. Znajdował się tu jeden z Grodów Czerwieńskich. W XV wieku powstał potężny zamek, a Kryłów tak się rozrósł, że otrzymał prawa miejskie, które utrzymał aż do XIX wieku. A któż tam nie mieszkał... Polacy wszelakiego obrządku: katolickiego, kalwińskiego, ewangelickiego; rusini, ukrańcy, żydzi....
Wiele sie działo na zamku. W 1651 na zamku w Kryłowie gościł król Jan Kazimierz udający się pod Bereteczko. 15 stycznia 1687 na kryłowskim zamku wysłannik papieski A. Cusani wręczył Michałowi Radziejowskiemu kapelusz kardynalski. Natomiast powstały przy zamku browar jeszcze w XIX wieku rocznie produkował 7000 wiader piwa (ile to butelek ???:).
Obecnie zamek Ostrorogów to - moim zdaniem - mało atrakcyjna ruina nad Bugiem, choć trzeba przyznać, że sądząc z usytuowania pozostałych resztek murów, musiała to być ogromna budowla.

I taka ciekawostka: wyspa zamkowa na rzece Bug została prawnie razem z zamkiem włączona do Polski dopiero w 1987. Wspaniałomyślnie ZSRR nie zażądał nic w zamian:) To dziwne, bo za kawałek dzikich Bieszczadów w 1951 zabrano dużą część Grzędy Sokalskiej.






Wykonano przy zamkowej wyspie dość przyjemną trasę spacerową (dla wytrwałych nawet do 10 km) z miejscem na odpoczynek, widokami na Bug i ruchomym mostem nad starorzeczem.









W tym miejscu w Dni Dobrosąsiedztwa  stawiany jest most pontonowy i można sobie chodzić z Polski na Ukrainę, z Ukrainy do Polski. A po obu stronach rzeki jest wielki piknik i impreza plenerowa.
Jest to jednak granica unijna,  o czym przypominają postawione co kilkadziesiąt metrów tablice i słupki graniczne.


Czasy historyczne, te bardziej współczesne nie przysłużyły się wsi Kryłów. Front z lat 1914-1918 wygnał ze wsi wielu mieszkańców, w znacznej części Żydów. Reszta z nich uciekła za Bug w 1939 albo zginęła z rąk niemieckich. Na czas wojny i tuż po, Kryłów wzięli w posiadanie nacjonaliści ukraińscy, mieli tu wielu sprzymierzeńców i dopuścili się wielu zbrodni na Polakach. Na przykład 25 marca 1945 roku przebrany w radzieckie mundury, oddział ukraińskich nacjonalistów z UPA pod dowództwem Marijana Łukaszewycza „Jahody” vel „Czernyk” zaatakował 17 funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej oraz 28 cywilów. Wśród zamordowanych milicjantów znalazł się legendarny były dowódca oddziału Batalionów Chłopskich mjr Stanisław Basaj ps.”Ryś”, który walczył z UPA w okresie partyzanckim. Obecnie w sprawie zbrodni w Kryłowie toczy się śledztwo prowadzone przez Instytut Pamięci Narodowej. Spośród sprawców zbrodni świadkowie rozpoznali znanych z imienia i nazwiska miejscowych  Ukraińców, obecnie mieszkańców Ukrainy.


No i pozatym, nic specjalnego nie ma w tym Kryłowie, oprócz Bugu i czystego powietrza. Nie ma też klimatu wschodnich rubieży na samej granicy, jak na Podlasiu lub Polesiu. Ot, zwykła wioska, wygląda jak w centralnej Polsce.

Pokręciłam się jeszcze po wsi i po cmentarzu, aby zaspokoić ciekawość tego miejsca:)

          Brama pałacowa – neogotycka brama z domkiem odźwiernego prowadząca do nieistniejącego już pałacu
 
 Resztki murów okalających nieistniejący obecnie klasztor reformatów.







Na cmentarzu wyraźnie widać, jak miesza się codzienna, ludzka historia Polski i Ukrainy, stara i nowa.

Niecałe trzy kilometry za Kryłowem znajduje się miejsce zwane szumnie Sanktuarium św. Mikołaja. Obecnie straciło na znaczeniu, jednak w XIX w. otaczane było kultem zarówno przez katolików obrządku łacińskiego i unickiego, ale również przez ludność prawosławną. Jak to często bywa, w tym miejscu najpierw oddawano cześć Wołosowi, bogowi słowiańskiemu. Potem zaanektowano miejsce przy źródle na potrzeby chrześcijaństwa i poświęcono Św. Mikołajowi. Nie wiadomo, dlaczego akurat jemu. Zdaje mi się, że musiały tu wystąpić wpływy prawosławia, gdzie Mikołaj jest najważniejszym świętym. Według tradycji bezpłodne kobiety, modląc się w sanktuarium o urodzenie dziecka, powinny nie tylko wykąpać się w pobliskim źródle, ale również usiąść nago na wilku, który towarzyszy Mikołajowi i pogłaskać go, wypowiadając swoją prośbę. No, z daleka zalatuje to pogaństwem:))




piątek, 15 maja 2020

Krynica - Góra Ariańska (Lubelszczyzna)

Trudno znaleźć tę górkę, ma zaledwie 290 m npm i pokryta jest lasem w okolicach Rejowca, przy trasie z Krasnegostawu do Chełma. Po minięciu zamku w Krupem  należy pojechać w lewo w kierunku wsi Krynica i znak wejścia na szklak jest po lewej stronie. Idzie się kawałek lasem, szlak jest oznakowany. A na końcu szlaku... tadam! Oto ona:


Mówi się o tej budowli, że to piramida, kaplica grobowa,  wieża ariańska, a może jakiś zbór albo miejsce do modlitwy, może pustelnia...? Najbardziej popularna i prawdopodobna wersja przeznaczenia, to kaplica grobowa arianina Pawła Orzechowskiego. Jak wiadomo, Braci Polskich  ksiądz na cmentarz nie wpuszczał, to sobie chłopina na przełomie XVI/XVII wieku pobudował grobowiec w kształcie piramidy na swoich włościach, na górce, coby mu do nieba bliżej było. Pomarł w Paryżu w 1612 i w tajemnicy w tej piramidzie go pochowano. Choć krążą legendy, że owszem leżał, ale bratanek go wyekshumował, żeby tak na polu sam jeden nie leżał samotny i zabrał gdzieś indziej, nie wiadomo gdzie. A kaplica z piramidą została. 

Paweł Orzechowski był podkomorzym chełmskim, wielokrotnym posłem na sejm ziemi chełmskiej, aktywnym uczestnikiem rokoszu Zebrzydowskiego, był marszałkiem sejmu elekcyjnego, na którym szlachta obrała na króla Zygmunta III. W czasie elekcji 1587 roku głosował na Zygmunta Wazę.
Był także inicjatorem budowy pobliskiego zamku w Krupem i jego właścicielem przez wiele lat. Podobno nawet pomiędzy zamkiem a kaplicą był jakiś tunel, ale to bajka, bo odległość między obiektami jest spora.


Budowla ma mury grubości 80 cm, podstawę na planie kwadratu 7,35 metra oraz zwieńczenie w kształcie piramidy wysokiej na 15 metrów, co daje łącznie z podstawą ponad 20 m wysokości.
Okrągłe okienka są z trzech stron, niegdyś były tam witraże.



Jedno wejście z otwartą kratą pozwala zajrzeć do środka. A w środku pusto:)  Zawsze było pusto, odkąd ludzie pamiętają, nie licząc legendarnych skarbów. Podobno dalej tam są ukryte, bo nad Arianką straż trzymają złe moce i strzegą bogactw.

Jest także taka legenda, że w grobowcu leży wyrodny syn jednego z właścicieli Krupskiego zamku, który swoją matkę na żebry posyłał i jak jednego zimowego dnia nic nie użebrała, to ją na mrozie za bramą zostawił. I za ten postępek został ukarany w ten sposób, że go w niepoświęconej ziemi pod piramidą pochowano i stąd zła sława tego miejsca.
 
Drugie wejście jest poniżej poziomu i gdzieś prowadzi - może  do piwnic, nie wiadomo. Może do grobu Orzechowskiego ? Piramida nigdy nie była przebadana przez archeologów.


Piramida, a na jej szczycie kolejna mała piramidka.



Wokół piramidy rośnie gęsty wysoki las.Kilkadziesiąt lat temu, prawdopodobnie i dawniej, lasu tu nie było. Grobowiec było widać z odległości 20 km. Kilkanaście lat temu, często przyjeżdżali tu Francuzi i Holendrzy. U nich w literaturze poświęconej Arianom wiele o tej piramidzie się pisze. Jet to najstarsza kaplica grobowa o takim kształcie w Polsce. I największa. I jedna z większych w Europie.

Może kiedyś doczeka się badań naukowych...