Poleski Park Narodowy ma 9700 ha powierzchni. To tyle, co 1/5 powierzchni Warszawy czyli niedużo, choć są jeszcze mniejsze parki narodowe w Polsce. Jeżdżę tam często, kilka razy w roku, najczęściej na ścieżkę SPŁAWY KLIK ! lub CZACHARY KLIK! ale też w inne MIEJSCA. I nie mam pojęcia, dlaczego do tej pory nie przeszłam ścieżki przyrodniczej Perehod. Dawniej nazwą „Perehod” określano naturalne, piaszczyste podwyższenie terenu - suchą groblę, biegnącą pośród niedostępnych poleskich bagien i trzęsawisk. Był to jedyny bezpieczny szlak, którym miejscowa ludność mogła przemieszczać się pieszo pomiędzy suchymi „wyspami” w głębi moczarów. Zanim powstał park narodowy i utworzono Stawy Pieszowolskie, obszar ten funkcjonował w lokalnej topografii jako uroczysko leśno-bagienne o nazwie „Perehod”.
Współczesna ścieżka przyrodnicza w formie pętli prowadzi dokładnie wzdłuż tych dawnych, historycznych tras, którymi ludzie od wieków przemierzali tutejsze mokradła. Poszłam i ja, a jako że piątkowy i sobotni wieczór miałam zajęty, taka półdniowa wycieczka była akurat i sprawdziła się, gdy na cały weekend wyjechać nie można. Zanim poszłam to dojechałam:) Aby dotrzeć na parking przy Ścieżce, trzeba skręcić we wsi Pieszowola koło przystanku w polną drogę, a najlepiej zostawić auto we wsi, właśnie w okolicy przystanku i pójść już stąd pieszo, bowiem droga dla samochodów na odcinku około 700 m jest ... taka sobie, z dziurami różnej średnicy i głębokości, w końcu to ziemna, leśna droga.

Tu się zaczyna szlak.
Wzdłuż całej ścieżki rozmieszczone są tablice informacyjne. Opisują one m.in. historię powstania stawów, tutejszą florę, chronione gatunki ptaków oraz rzadkiego żółwia błotnego.
Pogoda na weekend nie popisała się, słońca za grosz, było mokro, błotniście, nawet coś popadało, a przez ponad pół godziny towarzyszył mi huk odrzutowców patrolujących granicę. Stąd do granicy Państwa jest 27 km, a w sąsiednim obwodzie wołyńskim akurat spadały drony.
Drewniane wieże i czatownia ornitologiczna usytuowane są bezpośrednio przy groblach. Pozwalają na podziwianie Stawów Pieszowolskich oraz ułatwiają obserwację ptaków wodno-błotnych z wysokości, ale i z daleka, gdyż podglądacza od tafli wody dzieli szeroki i wysoki pas szuwarów. Ale jedno trzeba przyznać: ptactwo powodowało taki hałas, że zagłuszyło odrzutowce wojskowe:) Ten ptasi gwar to najpiękniejsza uspokajająca muzyka, bardzo relaksująca... Po głosach sądzę, że to gęsi (gęgawy, gęsi zbożowe i białoczelne) tworzyły te głośne stada.
A gdzieś w oddali przeleciał klucz spóźnionych żurawi, niewidoczny zza drzew, ale doskonale słyszalny. Zeszłam z wieży, aby okrążyć stawy, to tylko około 5-6 km.
Od czasu do czasu w szuwarach jest "okienko", przez które można było spojrzeć ze ścieżki na stawy. Ta platforma na środku służy do obserwacji ptactwa. Obserwator jest podwożony łódką, kamufluje się i czeka, aż jakiś ptaszek mu się nawinie pod lornetkę lub aparat:)
Można tu zaobserwować kormorany odpoczywające na wystających z wody konarach lub suszące skrzydła po nurkowaniu. Pozostają na stawach tak długo, jak długo tafle wody nie zamarzną, intensywnie żerując przed zimą.
Tu nie słuchać już ptasiego wrzasku, tylko delikatny szelest szuwarów i plusk wody.
Znów przeleciał klucz żurawi...
Kolejna wieża obserwacyjna, bliżej końca trasy, na grobli pomiędzy stawami.
No i tak sobie na tej wieży siedziałam, siedziałam... żywego ducha (oprócz ptaków w oddali) nie było...
I tak mnie zastał zmierzch i trzeba było wracać.
Miałam stad do parkingu około 1km, więc po chwili siedziałam już w aucie, bo jeszcze chciałam zatrzymać się na chwilę w Wołoskowoli.
To niewielka wieś w sąsiedztwie Pieszowoli. Jej historia sięga XVI wieku, a nazwa pochodzi od osadnictwa wołoskiego lub lokacji na prawie wołoskim. Wieś była rusińska, wyznania prawosławnego, a po unii brzeskiej z 1596 r. greckokatolickiego. W 1875, kiedy to władze carskie dokonały całkowitej likwidacji unickiej diecezji chełmskiej w zaborze rosyjskim, miejscowa ludność została odgórnie zmuszona do przejścia na prawosławie, a cmentarz w Wołoskowoli automatycznie przekształcono w nekropolię prawosławną. Jako wiejski cmentarz parafialny funkcjonował on aktywnie do lat 20. XX wieku. Jego stan jest niestety dość opłakany, choć pod kontrolą.
Na cmentarzu znajduje się prawosławna kaplica św. Michała Archanioła, pogrzebowa, z 1881 roku oraz liczne groby ziemne z krzyżami metalowymi i drewnianymi, także zwalonymi oraz pojedyncze nagrobki z lat 40. XX wieku. Przed kaplicą nagrobek Władysławy Żukowskiej zmarłej w 1908, w formie kopca z kamieni, zwieńczonego rzeźbionym krzyżem łacińskim.
Kres regularnego użytkowania cmentarza przyniósł koniec II wojny światowej oraz przesiedlenia ludności ukraińskiej i prawosławnej w ramach Akcji „Wisła” w 1947 roku. W 2016 roku cmentarz prawosławny w Wołoskowoli został wpisany do rejestru zabytków Narodowego Instytutu Dziedzictwa.
Opuszczam wieś.
To było bardzo zmysłowe popołudnie, prawie wszystkie moje zmysły - w szczególności wzrok, słuch, węch i dotyk zostały dopieszczone na tej wycieczce:) Został jeszcze smak, ale to już po powrocie:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz