Do Pontevedry dotarłam po południu. Pogoda bardzo się poprawiła, zaświeciło słońce i od razu podniosła się temperatura. W końcu Pontevedra jest najsłoneczniejszym miastem w deszczowej Galicji z 2248 godzinami słonecznymi w roku:)
Miasto otoczone wzgórzami położone jest u ujścia rzeki Lérez. Miejscowa legenda wiąże założenie Pontevedry z Teucerem, bohaterem wojny trojańskiej. Legendę tę stworzyło przypuszczenie, że greccy kupcy mogli przybyć do regionu Rias Baixas już w starożytności. Jednak historycy i archeolodzy twierdzą, że pierwotna osada prawdopodobnie powstała w czasie integracji Galicji (starej Galicji) z Cesarstwem Rzymskim ok. I w. p.n.e.

Zatrzymałam się w eleganckim hostelu w centrum i po odświeżeniu się i przebraniu w "miejskie" ciuchy poszłam zwiedzać. Ogrody Plaza de España zachwyciły piękną palmową aleją i wysokimi platanami. XIX-wieczny plac zawdzięcza swoją nazwę temu, że jest siedzibą najważniejszych instytucji politycznych miasta i prowincji Pontevedra, a powstał na planie starego średniowiecznego nieistniejącego już muru. Był to dawny ogród warzywny klasztoru dominikanów, który w 1648 roku przekształcono w promenadę, a w 1847 roku zamknięto kamiennymi murami.
Z placu widoczne jasne ściany eleganckiego budynku. To Ratusz w Pontevedrze, XIX-wieczny budynek w eklektycznym stylu inspirowanym architekturą francuską, oddany do użytku 3 sierpnia 1880 r.,
Na rogu placu Ruiny San Domingos - najstarszy budynek w Pontevedra, niestety w stanie utrwalonej ruiny. Można zwiedzać w środku, ale akurat było już po godzinach dostępności. Założony w 1281 roku klasztor należał do zakonu dominikanów. Został zbudowany w stylu gotyckim. Z kościoła pozostało tylko prezbiterium z pięcioma wielobocznymi kaplicami. Bryła kościoła została wzniesiona w XVII wieku, a zniszczona w XIX wieku, podobnie jak klasztor, w którym znajdował się krużganek oraz zabudowania gospodarcze. Zachowała się część neoklasyczna.
Klasztor zamknięto 8 grudnia 1836 r. i przekazano na więzienie dla kobiet, następnie było tu hospicjum do 1869 r., potem żłobek, aż w końcu podjęto badania archeologiczne i zabezpieczono obiekt w stanie trwałej ruiny. Dobre i to, przecież to dziedzictwo miasta i jego mieszkańców.
Moją uwagę zwraca ustawione na ścieżce popiersie galicyjskiego polityka Eduardo Vincenti Reguera. W tle wznosi się neoklasycystyczny budynek szkoły średniej IES Valle-Inclán. Nazwa pochodzi od nazwiska pisarza Valle-Inclána, który studiował i mieszkał w Pontevedrze. Obecnie mieści się w nim Liceum, które w latach 1845–1927 było pierwszą i jedyną szkołą średnią w prowincji Pontevedra
A ten zabytkowy budynek Villa Pilar Wzniesiony w latach 1899–1905 to eklektyczna, secesyjna rezydencja powracających z Ameryki Łacińskiej bogatych emigrantów (tzw. indianos). Takich willi jest w okolicy więcej.
Wiedziałam, że przy placu znajdę Pomnik Bohaterów Puente Sampayo , bo czytałam o nim przy okazji pobytu w Arcade. Właściwie to zespół pomnikowo-rzeźbiarski stworzony przez hiszpańskiego rzeźbiarza Julio Gonzáleza Polę odsłonięty 27 sierpnia 1911 roku. Upamiętnia odwagę mieszkańców Pontevedry pod wodzą oficera Pablo Morillo i ich triumf nad wojskami napoleońskimi marszałka Michela Neya, wyzwalającymi Pontevedrę spod okupacji armii francuskiej 7 i 8 czerwca 1809 roku. Grupa ma osiem metrów wysokości. Składa się z kilku brązowych figur na granitowym cokole, przedstawiających rolników, żołnierzy i studentów pod wodzą oficera Pabla Morillo, trzymających flagę w ostatnich chwilach bitwy.
Centralna granitowa konstrukcja symbolizuje jeden z filarów mostu Puente Sampayo TU, na którym rozegrała się większość bitwy i który został zniszczony po jej zakończeniu.
Ciekawa kamienna rzeźba w formie
otwartej księgi i ławki, upamiętniająca Manifest z Soutomaior – galicyjską deklarację na rzecz równości kobiet w świecie literatury i kultury. Niezręcznie siadać na tak znaczącym "dokumencie":)
Na samym końcu placu, tak ogromny, że nie sposób nie zauważyć wznosi się vMonumento al Soldado (Pomnik Żołnierza), znany również jako Cruz de los Caídos, monumentalny, wysoki na około 16 metrów granitowy krzyż z grupą rzeźbiarską zaprojektowany przez rzeźbiarza Alfonso Vilar Lamelas.
A zaczęło się od tego, że w sierpniu 1941 roku Rada Miasta Pontevedra przekazała rządowi frankistowskiemu działkę pod budowę pomnika upamiętniającego żołnierzy poległych za ojczyznę. Wzniesiono duży krzyż na wzór wznoszonych wówczas w całej Hiszpanii. Według kronik z 1941 r. podczas odsłonięcia pomnika szef prowincji skierował „serdeczne pozdrowienia do przedstawicieli Włoskiej Partii Faszystowskiej i Niemieckiej Partii Nazistowskiej, które tak jak my dążą do sprawiedliwości społecznej”. Później, w latach 80. XX wieku, kiedy wybudowano podziemny parking i krzyż musiał zostać tymczasowo usunięty, pojawiły się głosy domagające się jego trwałego usunięcia. Pojawiły się jednak również głosy domagające się jego pozostawienia. Rada miejska zdecydowała się zachować krzyż, uzupełniając go zespołem rzeźbiarskim, aby przekształcić hołd poległym w „pomnik nieznanego żołnierza”.


Do dolnej części krzyża przymocowana jest granitowa grupa rzeźbiarska przedstawiająca rannego żołnierza, któremu towarzyszą dwaj stojący towarzysze broni, wszyscy ubrani w mundury wojskowe. Po obu stronach krzyża znajdują się dwie inne grupy rzeźbiarskie, nawiązujące do tego samego tematu, ale przedstawiające umierających żołnierzy, w jednym przypadku spadochroniarza, a w drugim piechura, którym pomagają inni żołnierze, schylający się, by wziąć ich w ramiona.
Przechodzę na stare miasto, bogate w placyki i wąskie uliczki. W niewielkiej odległości od siebie zlokalizowanych jest tu kilka starych kościołów. Pierwsza to Bazylika Najświętszej Maryi Panny zbudowana w XVI wieku na zlecenie Cechu Rybackiego Mareantes. To pokazuje, jak bogaty był ten cech. Jest to budynek w stylu gotyckim, z wpływami portugalskiego stylu manuelińskiego. Jest bazyliką mniejszą od 1962 roku, kiedy to papież Jan XXIII nadał jej ten tytuł.
Na placu przed bazyliką stoi inny ważny obiekt sakralny –pięknie zdobiony kamienny krzyż przydrożny (cruceiro).
Na głównej bogato ozdobionej fasadzie często pojawiają się elementy pielgrzymiej muszli. Można tak stać i podziwiać kunszt architektów i rzeźbiarzy sprzed wieków. Czy współcześni też by potrafili?
Na skraju placu, gdzie mieszkańcy i turyści karmią duże stada gołębi odwiedzam gotycki kościół św. Franciszka wybudowany między XIV a XV wiekiem, który jest częścią tzw. kościoła żebraczego, typowego dla regionu Galicji. Jego układ ma kształt krzyża łacińskiego, wewnątrz znajduje się XIII-wieczny grobowiec admirała i poety, Payo Gómeza Chamiro. A przy drzwiach siedzi pani cała w czerni z kubeczkiem na pieniądze i prosi każdego wchodzącego i datek. Miejsce zobowiązuje, więc i ja wrzucam coś do tego kubeczka.





A to chyba najważniejszy dla pielgrzymów odwiedzających miasteczko Kościół Virgen Peregrina de Pontevedra, będący unikalnym przykładem późnego baroku z neoklasycystycznymi akcentami z końca XVIII wieku (budowę rozpoczęto w 1778 roku) o charakterystycznym planie w kształcie muszli świętego Jakuba, co nawiązuje do szlaków pielgrzymkowych Camino de Santiago. Kościół jest poświęcony Maryi Dziewicy, która jest czczona jako patronka miasta i portugalskiej trasy pielgrzymkowej. Smukły, bardzo wysoki, choć wewnątrz nieco surowy, sprawia że człowiek wewnątrz czuje się taki malutki...:)
Niedaleko mojego hostelu, wprost na chodniku nagle wyrosła przede mną Fiel Contraste, grupa rzeźbiarska stworzona przez hiszpańskiego rzeźbiarza Ramóna Conde. Znajduje się w miejscu, gdzie w średniowieczu znajdował się Alhóndiga czyli miejski targ zbożowy. Niech nikt nie waży się majstrować, malować czy w inny sposób naruszyć instalacji, jako, że jej wartość ocenia się na 100 000 euro!!! :) Jestem w szoku...;)
Co krok to kolejny kościół - to
Kościół św. Bartłomieja wzniesiony pod koniec XVII wieku w stylu barokowym jako miejsce kultu i działalności duszpasterskiej dla pobliskiego kolegium jezuickiego. Przypomina włoskie kościoły Il Jesu, ma imponujący złocony ołtarz.
Po buszowaniu w wąskich uliczkach i bogatych kościołach, czas nad rzekę Lerez. Po drodze kupiłam moje ulubione żółte melony, pokrojone i zapakowane razem z łyżeczką, gotowe do zjedzenia, mrożoną kawę i coś słodkiego i delektowałam się ich smakiem na ławce z widokiem na rzekę:)

I tak zastał mnie zmierzch. Pora na powrót do hostelu i wypoczynek przed dalszą drogą.
Ależ piękna i niezwykle klimatyczna relacja! ❤️ Pontevedra zachwyca różnorodnością – od średniowiecznych ruin i przepięknych kościołów, przez niezwykłe pomniki, aż po spokojne chwile nad rzeką Lérez. Najbardziej podoba mi się to, jak w Twojej opowieści historia przeplata się z codziennością pielgrzyma – po tylu kilometrach zwiedzanie, melon, mrożona kawa i odpoczynek nad rzeką brzmią jak idealne zakończenie dnia. 😊
OdpowiedzUsuń26,48 km na liczniku – ogromny szacunek! 👣🥾 Camino zdecydowanie ma swój niepowtarzalny urok. Czekam na dalszy ciąg tej pięknej wędrówki! 💙 Buen Camino! 🌿
Nie zobaczyłam nawet połowy tego, co chciałabym. Czas miałam jednak zagospodarowany od przylotu do wylotu i nie mogłam go wydłużyć. Zauważyłam, że wiele osób przemierzających szlak nie zwiedza, idą od punktu do punktu, potem siedzą w barze albo odsypiają poranne wstawanie. Byłam w mniejszości:)
OdpowiedzUsuńŚwietny plan, konsekwentna realizacja, czy robisz notatki w trakcie zwiedzania, czy uzupełniasz później?
OdpowiedzUsuńPrzed wyjazdem zapoznałam się z trasą i sprawdziłam, co mogę zobaczyć. Zapisałam w telefonie i potem na miejscu odhaczałam co widziałam. Wieczorami doczytywałam jeszcze w internecie. Oczywiście tu we wpisach opisuję odwiedzone miejsca hasłowo, ale jeszcze i teraz w domu szukam ciekawostek dla własnej wiedzy, a jest tego trochę...
UsuńDziękuję! Znalazłam wizerunek św. Michała Archanioła w portalu kościoła. Czy pozwolisz, że go zacytuję w blogu? Wszędzie poszukuję jego wizerunku, gdziekolwiek jestem. I cokolwiek czytam.
OdpowiedzUsuńAleż bardzo proszę:)
OdpowiedzUsuńOoooo, więc spełniłaś swoje marzenie, zachwycasz sie Galicją, też byłam zachwycona. do dziś pamiętam te caminos, prawie wąwozy zanurzone w zieleni, wilgotne , w bluszczach, okolone kamieniami porosłymi mchem, kamienne domy czasem restauracyjki....ja szłam drogą francuską, wyszłam z Francji z Saint Jean Pied de Port ...Doszłam do Pampeluny a potem przeszkoczyłam do Galicji do Sarii i doszłam do Santiago, jak to była piękna przygoda, 42 narodowosci spotkane..ehhhh...zazdroszczę Ci.
OdpowiedzUsuńKochana, to ja Tobie zazdroszczę:) niestety nie mogę się wyrwać na tak długo, żeby przejść szlak francuski. Ale jakiś krótki hiszpański mam jeszcze na uwadze. Ta eskapada uświadomiła mi, że przecież mogę również przejść szlak pieszy w innym kraju, na przykład na Słowacji, i mam tu na myśli szlak typowo turystyczny a nie religijny. To by było również bardzo ciekawe.
OdpowiedzUsuń