czwartek, 17 września 2026

Poleski Park Narodowy - klangor na rykowisku:)

W ubiegłą sobotę w Poleskim Parku Narodowym było oficjalne żegnanie żurawi z pracownikami parku i leśnikami. Nie byłam, bo miałam inne zajęcie, trochę żałowałam, ale tylko trochę, bo było zimno i deszczowo. Jako, że żurawie nadal lecą, wybrałam się trzy dni później po południu. Akurat było pogodnie i bardzo ciepło. Postanowiłam przejść szlak zaczynający się koło wieży Zastawie, a kończący się przy wieży w Wierzbicy na Bagnie Staw. W dwie strony ponad 15 km:) Wzięłam psa dla towarzystwa i dla psiej rozrywki. Po Poleskim PN można chodzić z psem, oczywiście na smyczy.


Na rozlewisku widocznym z wieży w Zastawiu było pusto, jakaś pojedyncza czapla się tylko taplała, a miałam nadzieję na żurawie. Może było za wcześnie na żerowanie...?


Poszłyśmy więc z piesą wyznaczonym szlakiem do wieży w Wierzbicy.







Ludzi na trasie mało, mijałyśmy chyba w sumie sześć osób.

 
Z przyjemnością zobaczyłam polany pełne wrzosów. Jest ich tu zdecydowanie więcej niż 2-3 lata temu.






 Usiądziemy na chwilę ? Smaczki masz ?:)




Sójka - czy spakowana już pani na drogę "za morze" :)?



Kocham kładki!













Doczekałam się ! Lecą żurawie. Wiem, zdjęcia marnieńkie... ale nic to, patrząc na nie, gdy będzie śnieg za oknem, wciąż będę pamiętała ich głośny klangor, szum skrzydeł i moją radość na ten widok. Moje ulubione ptaki... Obserwowałam przelot kilku dużych kluczy i parę mniejszych.





Już zmierzchało, gdy przyszłam do wieży w Wierzbicy w miejscu zwanym Bagno Staw. Weszłam na wieżę popatrzeć na okolicę. Słońce było już dość nisko, wokół cisza i tylko lwy ryczały... Lwy ??? 



Owszem - ryczały, ale jelenie! Zaskoczyło mnie to, nigdy wcześniej nie słyszałam rykowiska. Powietrze aż drgało, kiedy z jednej strony samiec oznajmiał gotowość do walki o samice, a konkurenci z trzech stron także nie szczędzili gardeł i odpowiadali bojowo na wezwanie. To było fantastyczne i choć samych zwierząt nie było widać, to demonstrując głosem swoją siłę wzbudzały respekt.


Nad bagno zaczęła napływać mgła. Zaczęły pohukiwać jakieś dzikie ptaki, głos niósł się daleko...





Okolicę spowijała cisza i podchodząca coraz bliżej mgła. Było jakoś tak... uroczyście:) Gdy słońce zawisło tuż nad horyzontem, musiałam wracać - auto czekało 7,5 km dalej:) 





 
W czasie powrotu zastała nas noc. Na szczęście, w torbie zawsze noszę latarkę. Zarówno ja, jak i piesa, włączyłyśmy szósty bieg:) Już dawno nie szłam z psem tak szybko:) Do samochodu dotarłyśmy w całkowitych ciemnościach. 

3 komentarze:

  1. Piękne okolice. Raz byłam, ale daleko mam. Kiedyś pojechaliśmy na rykowisko niedaleko Poznania, to hałas był nieziemski, ale nie było nic widac z powodu mgieł i chaszczy. Ale posłuchaliśmy jak 'byki ryczo' i klangoru. A i tak pięknie było.
    Fajne ścieżki do spacerowania!

    OdpowiedzUsuń
  2. Preferuję okolice mniej płaskie, ale tu na Polesiu jest taki święty spokój, że świetnie się człowiek resetuje)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ spacer, cisza, widoki i zapachy!
    Jelenie pierwszy raz słyszałam w tym roku w Smołdzińskim Lesie, niepowtarzalny dźwięk, pradawny...

    OdpowiedzUsuń