Wcześniej nie słyszałam o Wierzchowiskach Starych, do czasu, kiedy w zeszłym tygodniu przeczytałam o Dyniowisku. Dopiero była pierwsza połowa września, wydało mi się, że na dynie jest jeszcze czas, a tu impreza pod hasłem tego warzywa. I okazało się, że w wiosce liczącej ledwo ponad 200 mieszkańców działa prężnie Koło Gospodyń Wiejskich, które od 22 lat organizuje festyn pod hasłem "Na styku trzech ziem". Chodzi o to, że miejscowość położona jest na styku Równiny Bełżyckiej, Wzniesień Urzędowskich i Kotliny Chodelskiej. Każda edycja festiwalu ma swój temat przewodni związany z płodami ziemi i lokalnym rolnictwem. W poprzednich latach bohaterami festiwalu były m.in. malina, śliwka, zboże, ziemniaki czy kapusta, a w tym roku dynia. Pojechałam:)
Mam szacunek dla ludzi, którzy pielęgnują tradycje, dbają o lokalną społeczność i po prostu im się chce, są kreatywni, mają talent i wyobraźnię. Jedno co mnie rozczarowało, to brak sprzedaży dyń. Liczyłam, że obkupię się w to warzywo na potrzeby swoje i cudze, zarówno kulinarne jak i dekoracyjne, ale niestety.

Świetna impreza! Uwielbiam dynię w każdej postaci. Ale różnorodność odmian! Ja wysiałam i z 10 roślin mam 3 dynie, kiepski plon.
OdpowiedzUsuńSama byłam zdziwione wyglądem niektórych dyń. I ich rozmiarem - od maleńkich mieszczących się w dłoni po kilkunastokilogramowe.
UsuńO, u Ciebie tez widzę jesienne smaki i widoki, takie jeszcze letnie, ale już pachnące i barwiące się jesiennie.
OdpowiedzUsuń