czwartek, 30 lipca 2026

El Jem i Monastyr - Tunezja

Nastał kolejny dzień eskapady po tunezyjskim interiorze, jednak już powoli zawracamy na północ. Jeszcze krajobraz pustynny i wprawne oko na poniższym zdjęciu zauważy na lewo od palm, w głębi, dom w skale, w ziemi. Zadziwia mnie, że można tu mieszkać, szczególnie na stałe. Podziw i szacunek dla mieszkańców tego surowego pustkowia.


Dziś w planie El Jem, niewielkie miasteczko skrywające jeden z największych i najlepiej zachowanych skarbów na świecie. Zanim do niego dotrzemy, widzimy, że tu też nas lubią i oczekują:) I jak zwykle okazuje się, że Tunezyjczycy to poligloci, każdy zainteresowany turystami zna podstawowy zasób słów po Polsku, zadziwiające:)



Choć nasza flaga powieszona odwrotnie, to jednak o Polskę tu chodzi, a nie Monako:) W pasażu wiele sklepików i pracowni. Na oczach klientów wyrabiane są tu mozaiki i biżuteria. Chwilę popatrzyłam na pracę jednego z rzemieślników i kupiłam mozaikę na prezent z podróży.






 
Tu akurat regalik z mniejszymi mozaikami, ale są do wyboru w dowolnych rozmiarach, od podstawki pod kubek po wielkości koła młyńskiego.

Pora na ten wspomniany na wstępie skarb. To jeden z największych i najlepiej zachowanych amfiteatrów rzymskich na świecie. Dawne Thysdrus, jak brzmiała jego łacińska nazwa, pod względem skali i monumentalności może śmiało konkurować ze słynnym Koloseum w Rzymie. Jest ogromny! Ma kształt elipsy o obwodzie 427 m, długości 149 m i szerokości 124 m, widownia zaś wznosi się do 36 m.
Miasto było w czasach rzymskich centrum handlu oliwą. W Thysdrus oliwę magazynowano i stąd wysyłano do portów, a stamtąd dalej – do wielkich ośrodków Imperium Romanum.


Zbudowany został około 238 roku n.e., w okresie największego rozkwitu miasta.  Jego pomysłodawcą najprawdopodobniej był cesarz Gordian I. Budulec sprowadzano z oddalonych o 30 km kamieniołomów w Sulectum (dzisiejsza Salakta) na wybrzeżu, a wodę doprowadzono podziemnym akweduktem ze wzgórz położonych 15 km na północny zachód od miasta.



Amfiteatr El Jem mógł pomieścić nawet 35 tysięcy widzów. Był areną walk gladiatorów, polowań na dzikie zwierzęta, pokazów, egzekucji i widowisk ku czci cesarzy.


Amfiteatr nigdy nie został ukończony w całości, a mimo to przetrwał trzęsienia ziemi i prawie 2 tysiące lat.  Był wykorzystany w średniowieczu jako forteca. W jego murach pod koniec VII w. broniła się przed Arabami księżniczka berberyjska Al-Kahina. Dziś obiekt ten znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO i jest gospodarzem międzynarodowego festiwalu muzyki symfonicznej.




Wspomniana księżniczka Kahina prócz tego, że władała Berberami, była wieszczką i prorokinią: al-Kahinat w klasycznym arabskim znaczy - wieszczka. Jej postać obrosła różnymi legendami. Jedna z nich mówi, że Kahina  była córką wodza plemienia Dżerawa. Zmuszona do małżeństwa z tyranem, który gnębił jej lud, Kahina wiedziała, że tylko przez ślub może dać narodowi wolność, więc zgodziła się wyjść za mąż. Związek nie trwał jednak długo, gdyż już w noc poślubną Kahina bez litości zamordowała świeżo poślubionego męża, a potem z okrwawionymi dłońmi wyszła przed stłoczony tłum weselników i ogłosiła się władcą. Kahina miała trzech synów: dwóch naturalnych i jednego adoptowanego. Był nim schwytany do niewoli arabski oficer. Dzięki darowi proroctwa zawczasu wiedziała, że adopcja żołnierza wrogiej armii pozwoli jej ocalić los dynastii. Za jej rządów berberyjskie oddziały rozniosły w proch Arabów. Została na placu boju z mieczem w ręku i dawną rzymską Afryką u stóp. Wiedząc jednak, że dawne terytorium rzymskie nadal pozostaje łakomym kąskiem dla wrogów, postanowiła totalnie je zniszczyć, spalić wszystkie miasta, zburzyć budowle, wioski i plantacje.
Watahy berberyjskich jeźdźców uderzyły na miasta i wsie, folwarki i zamki Afryki. Wszędzie, gdzie był dostatek, życie, majątek – docierali siepacze, palili i burzyli. Dotarli i do Thysdrus. Domy, rezydencje, bazyliki i składy handlowe paliły się jak pochodnie, podsycane świeżo tłoczoną oliwą. Arabowie jednak wrócili mając za zakładnika swego dawnego oficera, adoptowanego  przez Kahinę, która musiała stanąć do walki, dysponując tylko oddziałami współplemieńców. Kahina zabarykadowała się w amfiteatrze. O świcie arabska armia uderzyła. Bitwa nie trwała długo. Berberyjska jazda nie wytrzymała naporu wojowników Allaha. Jeźdźcy Kahiny wpadli w panikę. Klęska była zupełna, a nowi władcy nieprzejednani i okrutni. Do niewoli trafiło 300 tys. Berberów: 60 tys. zostało sprzedanych w niewolę, 30 tys. wcielono do arabskiej armii, resztę nawrócono mieczem na bogobojny lud wielbiący Allaha i jego Proroka. Legenda mówi, że kiedy Kahina umierała w islamskiej Afryce, miała 127 lat.


Ostatni rzut oka na amfiteatr spod kawiarnianych parasoli. Nie ma prądu, napoje ledwo chłodne resztkami "zimna" z wyłączonych lodówek.



Love, nie love, komu w drogę temu czas. Monastyr czeka. 

Monastyr leży nad Morzem Śródziemnym, a dokładnie nad Zatoką Hammamet. I przyznam, że to miasto bardzo mi się podobało. Jeśli miałabym jechać do Tunezji na wypoczynek, to tylko tutaj. Jest sporo zabytków i ciekawych miejsc. Zobaczyliśmy tylko kilka z nich, tak więc jest jeszcze co odkrywać. Może kiedyś... ?


Na początek Mauzoleum Habiba Burgiby w Monastyrze - to nie tylko miejsce spoczynku prezydenta Tunezji, ale również przykład nowoczesnej architektury tunezyjskiej, w którym można dostrzec wpływy osmańskie i arabskie. Budynek otacza kolumnada. Tunezyjczycy wielbią Habiba Burgibę, jego portrety wiszą wszędzie tam, gdzie w Polsce wisiał Gomółka za czasów PRL, i wszędzie indziej czyli na straganach, w kawiarniach i gdzie nie spojrzeć:) Nazywany jest ojcem niepodległości Tunezji.


Mauzoleum  zbudował sobie  jeszcze za życia  w 1963 roku, zmarł w 2000 r w wieku 97 lat. Oprócz byłego prezydenta i jego pierwszej żony Mathilde, w mauzoleum znajdują się ciała jego rodziców, rodzeństwa i innych członków rodziny, pochowanych w dwóch innych salach. Pierwsza żona, Francuzka, Mathilde Lorrain była starsza od Habiba o 13 lat. Byli małżeństwem tylko 4 lata, dla męża przeszła na islam i do końca życia mieszkała w Monastyrze. Była też aktywną działaczką walczącą o niepodległość Tunezji od Francji i cieszyła się dużym szacunkiem starszego pokolenia Tunezyjczyków. Burgiba rozwiódł się z nią w 1961 roku i ponownie się ożenił, ale pozostali bliskimi przyjaciółmi.
 
 
Jak widać, kot ma w poważaniu te prawie święte szczątki i śpi smacznie pod ścianą mauzoleum, nawet gromadka turystów go nie zbudziła, więc co gorliwsi sprawdzali, czy kot w ogóle oddycha:) Oddychał:)



Niewielkie muzeum, w którym eksponowane są osobiste rzeczy prezydenta Burgiby: biurko z pałacu prezydenckiego w Kartaginie, długopisy, paszporty i dowody osobiste, okulary, a także zdjęcia i ubrania. Burgiba to bardzo ciekawa postać, kto ciekaw, znajdzie dokładny  życiorys w internecie. Kontrowersyjny i postępowy, nacjonalista i liberał, na zmianę lub prawie w tym samym czasie:) Porównywany czasami do Kemala Ataturka. Reformy rządu Burgiby obejmowały emancypację kobiet, edukację publiczną, planowanie rodziny, nowoczesny, państwowy system opieki zdrowotnej, kampanię na rzecz poprawy umiejętności czytania i pisania, organizację administracyjną, finansową i ekonomiczną, likwidację fundacji majątkowych należących do religii oraz budowę infrastruktury kraju. To mały kraj afrykański, a wszyscy, nawet mieszkający w najdalszych zakątkach gór Atlas lub Sahary tunezyjskiej, mają ukończoną szkołę, choćby tę najniższą i umieją czytać i pisać, nawet wiekowe babcie i dziadkowie musieli się douczać. Zero analfabetyzmu. Spośród krajów afrykańskich, Tunezja ma najwyższy wskaźnik ludności z wyższym wykształceniem. Inna sprawa, że nie ma dla młodych pracy zgodnej z wyuczonym zawodem, stąd przerost administracji, aby dać im źródło utrzymania. Rząd tunezyjski uważa, że lepsza nadmierna biurokracja niż buntująca się młodzież, to w końcu od frustrowanego absolwenta uczelni i jego śmierci rozpoczęła się tunezyjska Jaśminowa Rewolucja w 2011 roku.
Wracajmy do Mauzoleum. Oto szczątki w pięknej trumnie.


 
Oczywiście wszędzie klimatyzacja, aż szkoda wychodzić na zewnątrz z tego grobowca:)






Położony nieopodal Mauzoleum Burgiby cmentarz Sidi El Mézeri to miejsce o wyjątkowym znaczeniu duchowym dla muzułmanów. Nazwa pochodzi od andaluzyjskiego uczonego i świętego, który osiedlił się w Monastyrze w XI wieku, który przy cmentarzu ma swoje mauzoleum. A ten biały grobowiec na powyższym zdjęciu, z kopułą, to grób marabuta.


Mauzoleum Sidi El Mézeri, położone przy cmentarzu islamskim. Ten imponujący budynek z charakterystyczną kopułą mieści grób Abu Abdallaha Muhammada al-Mazariego czyli Sidi El Mézeri, ważnego teologa i poety, który zmarł w 1141 roku. Mauzoleum zostało odnowione w 1967 roku.




Ribat to najstarsza i najpotężniejsza budowla  w mieście, wybudowana w 796 roku przez arabskiego wodza Harthama ibn A’yan. Pełniła funkcję zarówno klasztoru wojskowego, jak i fortecy. Obiekt ten należał do całej sieci ribatów chroniących wybrzeża przed atakami wojsk bizantyjskich i piratów.  Budynek przeszedł szereg ulepszeń i zmian w okresie średniowiecza, w tym rozbudowę przeprowadzoną przez Abu al-Qasima ibn Tammama w 966 roku. Mieszko I mieszkał wtedy w  grodzisku z polnego kamienia, o którym słuch zaginął przed wiekami:)

To tu kręcono „Żywot Briana”, brytyjski film fabularny z 1979 roku w reżyserii Terry’ego Jonesa, jeden z kilku zrealizowanych przez grupę Monty Python.



 Sprzedawca kapeluszy.






Ponieważ ribat ma wysoką wieżę, to nie omieszkałam wejść te kilkaset stopni, czasem całkowicie po ciemku, po schodkach tak wąskich, że dwie osoby się nie miną, aby stanąć na górze na powierzchni  wielkości chusteczki do nosa:) Ale warto było!:)


 




Nie ma opcji... ja tu jeszcze kiedyś wrócę:)



 
Urocza jest także monastyrska medyna.







W kafejce zamawiam "meloni meloni":), uwielbiam żółte melony. Dostaję dużego wydrążonego melona, a w środku gęsty sok, także z melona, choć pan namawiał na truskawki; jakie to było pyszne, ludzie! Melon był tak duży, że po wypiciu soku zjedliśmy go we troje:) Do tego pan podał mi lokalne słodkie jak ulep ciastko, z wielką ilością mielonych bakalii, było dobre, ale melona bym za niego nie oddała:) Pan kelner pochwalił się znajomością polskiego i sprawdził w internecie pogodę w Polsce stwierdzając: "tylko 19 stopni, zimno w Polsce, zostańcie tutaj":)

Jednak tym razem nie zostaliśmy i pojechaliśmy do hotelu w Hammamecie. Pokój dostałam w bungalowie, na parterze, ale z ładnym ażurowym zabezpieczeniem balkonu przed potencjalnymi niepożądanymi gośćmi. A jednak gość mi się trafił, ale o tym potem:)





Zagospodarowałam się w pokoju, a po wczesnej kolacji umówiłyśmy się z koleżanką z wycieczki, że pójdziemy nad morze. Hotel był w II linii od morza, czyli blisko. Wyszłyśmy z hotelu i szukałyśmy tego morza bezskutecznie. Włączyłyśmy nawigację, prowadziła nas pod zamknięte bramy jakichś hoteli. Zdezorientowane wróciłyśmy do naszego hotelu i zapytałyśmy, jak iść nad morze, a pani mówi, że w lewo i że to 40 minut spacerem. 40 minut! Druga linia hoteli ! Trudno, idziemy, Idziemy, wciąż idziemy i nic, żadnego morza. W końcu zaczepiamy młodą kobietę z psem, miejscowa znaczy się, i pytamy, gdzie to publiczne zejście nad morze. A ona macha ręką gdzieś tam i mówi, żeby nie iść, bo na plaży jest niebezpiecznie. Zatkało nas, dopytujemy: why ?? Pani coś tam pomamrotała i cały czas: wracajcie, nie idźcie, nie ryzykować. No to wróciłyśmy. Potem w pokoju przewertowałam internet i faktycznie, w Hammamet między 19 a 20.00 wieczorem hotele przy plaży zamykają bramy od wejść nad morze. Hotele te są strzeżone i po zmroku  tereny nadmorskie są patrolowane przez Policję. Spacery po plaży po zachodzie słońca  uważane są w Hammamecie za niebezpieczne. To ja bym za takie wczasy podziękowała. Tak więc byłam w Hammamecie i morza nie widziałam:)

A mój wspomniany gość objawił mi się, kiedy wyszłam z łazienki i zapaliłam w pokoju światło. Duży, czarny, wielkości rzekotki drzewnej wyłaził akurat z dziury w ścianie i wlazł mi pod łóżko! Już się zastanawiałam, w którą stronę odsuwać łóżko, aby dziada pogonić, kiedy wylazł, przebiegł truchtem przez pokój z powrotem do dziury. Dziurę zatkałam, ale spałam całą noc przy zapalonym świetle:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz