Kolejny dzień upałów, ale już chyba się przyzwyczaiłam. I faktycznie, w długich cienkich spodniach i w koszuli z długim rękawem jest znośniej niż prawie na golasa:)
Nasza droga wije się wśród nagich wzgórz jak szara wstążka...
Czasem na horyzoncie pojawi się ceglana osada, ale coraz wyraźniej widać, że wjeżdżamy na ziemię tryglodytów. W południowej części Tunezji, w okolicach Matmaty, bardzo często spotyka się domy wydrążone w ziemi, są jak jaskinie, stąd określenie ich mieszkańców mianem tryglodytów, ale w zupełnie innym znaczeniu niż ta sama nazwa używana w Grecji, skąd pochodzi.
Mieszkańcy kują swoje domy w litej skale, tworząc głębokie, podziemne dziedzińce chroniące przed upałem i burzami piaskowymi. Od ścian tego dziedzińca odchodzą wykute w skale jaskinie pełniące funkcję sypialni, kuchni i spiżarni. Podziemna konstrukcja pozwala utrzymać stałą, przyjemną temperaturę, chroni przed afrykańskim skwarem w lecie i chłodem w zimie.
Do jednego z domów wchodzimy, Berberowie wpuszczają turystów do domów, zarabiając w ten sposób na każdej prezentacji domostwa. Nad wejściem słusznych rozmiarów ryby wymalowane na ścianie. To amulet, ma podwójne zadanie: po pierwsze ma odwrócić pecha i odgonić złe intencje, a z drugiej strony ma zapewnić szczęście i pomyślność. Rysunek ręki Fatimy jeszcze wzmacnia ochronę przed złym.
Wnętrza są takie...kobiece:) Kolorowe, dużo ozdób, dużo miękkich tkanin.
Salon
Za domem znajduje się małe podwórko, na nim młody wielbłąd, w zagródce owca z parą młodych i kilka kóz, a w cieniu pod drzewami wylegiwały się dwa spore psy. Sprawdziłam od razu, czy mają wodę - miały:) Ponieważ były psy, które tu są rzadkością, podejrzewam, że źródłem utrzymania rodziny są stada owiec, bo w Tunezji tak samo jak w Polsce psy pomagają przy ich pilnowaniu.
A w ogródku rosły drzewa migdałowe.
Podejrzewam też, że ten dom to stary dom babci, a reszta rodziny, czyli młodsze pokolenie, mieszka w murowanym domu za tymi palmami z tyłu. Dom w skale służy do zarabiania pieniędzy i uważam, że to fajny pomysł, bo dzięki temu dłużej przetrwa i będą o niego dbali.
Pani częstuje herbatą miętową i miodem, jest bardzo miła, serdeczna, cały czas uśmiechnięta, chętnie się przytula na pożegnanie i zrobiła sobie ze mną zdjęcie:) Wizyta była przyjemna, mam nadzieję, że domownicy usatysfakcjonowani bakszyszem.
Jedziemy teraz do Matmaty, na razie tylko na krótko, wieczorem znów tu wrócimy na nocleg. Odwiedzamy tu muzeum. Muzeum Gwiezdnych Wojen oczywiście:) Tę funkcję pełni słynny Hotel Sidi Driss (Sidi Idriss), w którego podziemnych wnętrzach kręcono sceny domostwa wuja Owena i ciotki Beru (farma Larsów na planecie Tatooine) z filmów Nowa Nadzieja oraz Atak Klonów. Kto wie, ten wie:)
Hotel, taki typowy berberyjski nawet mi się spodobał. Cena za pokój 2-osobowy około 360 pln/noc, to jest dwa razy drożej niż podobny hotel 300 m dalej, ale bez tej starwarsowej legendy:)
Nas też tu lubią:)
Opuszczamy hotel i udajemy się realizować nasze dalsze plany wycieczkowe. Po drodze takie widoki, że... "zobaczyć neapol i umrzeć", coś fantastycznego! Stajemy nad urwiskiem i podziwiamy, nie zastanawiając się ile to ... set metrów w dół:)
Zatrzymujemy się w wiosce Ksar Hedada. Lokalni mieszkańcy uprawiają tu oliwki, hodują kozy i owce. Większość mieszkańców jednak opuściła to miejsce, bo życie nie jest tu łatwe. Tuż przy ksarze znajduje się meczet.
Dziś piątek, czas na modlitwę w uroczystym tradycyjnym stroju. Mahomet nauczał, że biała szata jest symbolem czystości, zarówno duchowej, jak i fizycznej. Trudno na co dzień przy pracy nosić białą szatę, więc muzułmanie zakładają ją przynajmniej w piątek, który w islamie jest najważniejszym dniem tygodnia. Muzułmanie wierzą, że wszystko co najważniejsze odbyło się w piątek. Bóg stworzył Adama w piątek. W piątek Bóg wygnał Adama z raju. Koniec świata będzie w piątek itd... A u nas odwrotnie: w piątek zły początek:)
Jeszcze wyjaśnię, co to jest ksar. Nazwa odnosi się zarówno do ufortyfikowanej osady berberyjskiej, jak też i do spichlerza stanowiącego miejsce przechowywania rezerw żywnościowych i plonów, ale stanowiących też schronienie przed najazdem wroga. Ksary zbudowane są z kamieni oraz gliny. Ksar Hedada zagrał także w filmie, oczywiście w Star Wars:) Kręcono tu „Mroczne widmo” i część Mos Espy na Tatooine, dokładniej kwatery niewolników i dom Anakina Skywalkera.
Teraz w tych "kajutach" można wykupić sobie nocleg. Drzwi nie ma, ale są zasłony:)
Bardzo przyjemna kawiarnia z działającą lodówką, co nie jest takie oczywiste:) W południowej Tunezji zdarzają się wyłączenia prądu, doświadczyliśmy tego w hotelach. Nie działa wtedy klimatyzacja i nie można się umyć, bo z kranu leci... wrzątek:) Odwrotnie niż u nas. U nas jak nie ma prądu to z kranu może lecieć zimna woda, bo nie ma jak jej podgrzać. Tam ciepłej, a w zasadzie okropnie gorącej wody w bród, bo grzeje się w zbiornikach na dachu od słońca, natomiast nie ma zimnej, bo nie działają agregaty wydobywające ją spod ziemi z powodu braku prądu. Taki paradoks:)
Opuszczamy Ksar Hedada, bo czekają "w kolejce" jeszcze inne atrakcje. Przyjeżdżamy pod taką ... górę... nie-górę... To Miasto-Twierdza Chenini powstałe w XI wieku na zboczach góry. Jest piękne!
Chenini to zrujnowana berberyjska wioska położona na wzgórzu w pobliżu współczesnej wioski o tej samej nazwie, Chenini była ufortyfikowanym spichlerzem, czyli ksarem. Założyciele twierdzy to Berberowie Zenata, autochtoni z Afryki Północnej, którzy przybyli na te ziemie już w VII wieku, a samą twierdzę zaczęto budować w X wieku.
W czasach największej świetności żyło tu ponad 1000 rodzin, teraz mieszka 120 rodzin i raczej na dole, czyli w nowszej części wsi.
Twierdza służyła do obrony przed najazdami muzułmańskich Arabów. W skałach Berberowie drążyli domy oraz magazyny, w których przechowywali żywność i zwierzęta. Domy budowano z odłamków skalnych, przez co z dużej odległości stawały się prawie niewidoczne dla nadciągającego wroga. Podczas wykopalisk odkryto starożytną inskrypcję z wyraźnym oznaczeniem: 590 po Hidżrze (1193 rok). Oznacza to, że ksar jest rzeczywiście bardzo stary, a przynajmniej jedna jego część została zbudowana po najeździe Hilalijczyków w 1100 roku.
W wiosce znajduje się Meczet Siedmiu Śpiących, jedno z kilku miejsc związanych z kanoniczną legendą islamską. Legenda głosi, że w tym miejscu Rzymianie uwięzili 7 chrześcijan i zamknęli ich na 400 lat. Przez ten czas więźniowie osiągnęli wzrost około 4 metrów. Meczet powstał w wczesnym okresie islamskim, kiedy region stał się jednym z pierwszych obszarów Afryki Północnej, które przyjęły islam. W jego wnętrzu faktycznie znajduje się siedem dużych grobowców, stąd legenda o rosnących przez 4 wieki uwięzionych chrześcijanach.
Wieś była nazwana przez Augustyna z Hippony „Kenini”, co niby miałoby pochodzić od Kanaanu.
Niewiernym do meczetu zakaz wchodzić, więc zadowoliłam się obejrzeniem z zewnątrz.
Jestem tym miejscem zachwycona, oczywiście chętnie zostałabym tu dłużej, aby zajrzeć w każdy zakamarek:) Niestety, droga wzywa. Telefon ledwo zipie, chłodzę go w autokarowej klimatyzacji, żeby nie wybuchł z przegrzania:)
W drodze powrotnej do hotelu odwiedzamy jeszcze jeden ksar. Część niestety niszczeje, ale cześć jest wykorzystana i prezentuje się bardzo ładnie.
W środku w ksarze miły chłodek i cień, ale dzień się kończy, więc jedziemy do hotelu, oczywiście w stylu berberyjskim:)
No, ale koło hotelu, który leżał na uboczu, była droga. A jak jest droga, to gdzieś prowadzi, no to poszłam zobaczyć dokąd wiedzie:)
Po półgodzinnym spacerze dotarłam do Matmaty. W miasteczku gwar, kawiarenki uliczne pełne - mężczyzn oczywiście. Pomyślałam, że skoro już tu jestem, to poszukam bankomatu. zapytany o jego lokalizację przypadkowy mieszkaniec Matmaty uprzejmie wyjaśnił i pokazał drogę. Wstąpiłam także do małego sklepiku po napoje i miło pogadaliśmy ze staruszkiem-ekspedientem, on po swojemu, ja po swojemu, trochę na migi, ale świetnie nam się gawędziło:) Upał zelżał, na ulicy pokazały się dzieci i każde grzecznie mówiło „bonsoir” lub "ça va ?" Z domów wyszły kobiety, mijając pozdrawiały skinieniem głowy i miłym uśmiechem - odwzajemniałam tak samo. Bardzo mili, przyjemni i przyjaźni ludzie.
Kiedy wracam do hotelu, zapada zmierzch. Tu trwa to bardzo szybko, jeszcze trwa dzień, a nawet człowiek nie mrugnie i już noc. To kwestia położenia geograficznego. Im bliżej równika, tym trajektoria Słońca staje się bardziej stroma. Zachód słońca występuje pod kątem prawie sięgającym dziewięćdziesięciu stopni. To wyjaśnia ostre i szybkie zejście.
W hotelu jest już prąd i zimna woda i można się myć:)
Jutro kolejna przygoda...


























































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz