Kolejny dzień nadal piękny, śnieżny, ale wciąż pochmurny - tym razem idziemy do Schroniska PTTK Murowaniec na Hali Gąsiennicowej. Jakoś tak zasmakowałyśmy w schroniskowych szarlotkach:) Znów zaczynamy w Kuźnicach koło tamy niebieskim szlakiem, który najpierw prowadzi do Nosala, ale my skręcimy w prawo na Boczań. To jest chyba najłatwiejsza trasa do Murowańca.
Po niebie przetaczają się ciężkie ciemne chmury, ale jest stosunkowo ciepło i nie ma wiatru. Wciąż trzeci stopień zagrożenia lawinowego, więc Młoda dostaje przypomnienie: żadnego skakania w śnieg na boki, robienia orła, kopania w zaspy itp. Tylko wydeptaną ścieżką i do przodu, szarlotka czeka:) Co jakiś czas spotykamy innych turystów, ale tłoku nie ma.
Idziemy Stupniowym Upłazem na wysokości ok. 1300–1470 m n.p.m. Szlak prowadzi dawną drogą górniczą, którą zwożono do Kuźnic rudę żelaza, a do góry wożono drewno niezbędne do obudowy sztolni.
Im dalej, tym mgła gęstsza. Na krzewach robi się malownicza szadź. Od Przełęczy między Kopami znajdującej się na wysokości 1499 m n.p.m., szlak coraz bardziej zasypany, ale dla orientacji są wbite w śnieg wysokie niebieskie paliki.
Ostoja cietrzewia. Podobno w całych Tatrach jest ich tylko 40 sztuk, objęte są ochroną ścisłą.
Idąc dalej doszłybyśmy do Czarnego Stawu Gąsiennicowego i na Kasprowy Wierch, ale nie przy takiej pogodzie z Nieletnią. Ja tu jeszcze kiedyś sama wrócę:)
Oprócz szlaku pieszego, wyznaczone są także szlaki dla narciarzy - to te pomarańczowe kierunkowskazy, raczej nie krzyżują się ze szlakiem pieszym. Wreszcie objawia nam się Hala Gąsiennicowa. Nazwa hali pochodzi od popularnego w Zakopanem i okolicach góralskiego rodu Gąsieniców, którzy w XVII w. byli jej właścicielami.
Oprócz schroniska są tu szałasy, leśniczówka, strażniczówka TPN „Gawra”, Stacja Obserwacyjna Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN i baza taterników, tzw. „Betlejemka”.
No i mamy Schronisko PTTK Murowaniec, jesteśmy na wysokości 1500 m n.p.m..
Schronisko Murowaniec powstało w latach 1921–1925. Pierwsze szkice budowli z dużych głazów nieobrabianych na zewnątrz nakreślił wiosną 1914 architekt Jan Witkiewicz Koszczyc (jego matką była Anna z Łopacińskich, spokrewniona z Emilią Plater).
Świat jest mały... postać Witkiewicza jest znana w naszym regionie dobrze. To on w 1905 roku został zaproszony do Nałęczowa przez Stefana Żeromskiego, by zbudować letni dom, zwany dzisiaj "Chatą", zaprojektowany w stylu zakopiańskim. Kontakt Jana Witkiewicza ze Stefanem Żeromskim przerodził się w wieloletnią przyjaźń i współpracę. Jan Witkiewicz pojął za żonę córkę Oktawii Żeromskiej. W Nałęczowie Jan Witkiewicz zaprojektował i zbudował Ochronkę dla dzieci fundacji Żeromskiego, willę "Brzozy" mecenasa Łypacewicza, "Aptekę" Koniecznego, Szkołę Rzemiosł Artystycznych w wąwozach, Mauzoleum Adama, willę na ulicy Poniatowskiego i pomnik w Parku Zdrojowym. Jan Witkiewicz był główną podporą rodziny Żeromskich. Opiekował się chorym Adasiem Żeromskim, Oktawią i jej matką, Oktawią Chmielewską. To on załatwiał sprawy rodzinne i realizował testamenty Żeromskich.
No, ale wracajmy do schroniska
Autorami ostatecznego projektu byli Zdzisław Kalinowski i Karol Siciński. Schronisko zostało zbudowane przez Wojsko Polskie. W niedzielę 12 lipca 1925 miało miejsce uroczyste poświęcenie oraz otwarcie schroniska, dokonane przez prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego.
No i siedzimy sobie w tym schronisku, zajadamy schabowego, a na deser szarlotkę, a w tym czasie z Mięguszowickiego Szczytu schodzi lawina i grzebie Alego Olszańskiego i Marka Patola. Na pomoc ruszyli czescy skialpiniści, którzy znajdowali się w pobliżu. Zdołali odkopać Alego i natychmiast rozpoczęli resuscytację krążeniowo-oddechową, ale bezskutecznie. Niedługo potem na miejsce dotarli śmigłowcem ratownicy słowackiego Górskiego Pogotowia Górskiego ze Starego Smokowca z psem lawinowym oraz lekarzem. Marek Patola także nie przeżył, został zlokalizowany pod zwałami śniegu dzięki detektorowi lawinowemu. Obaj Polacy byli bardzo doświadczonymi skialpinistami i freeridowcami. Niech spoczywają w spokoju....
Cicho i smutno się zrobiło w restauracyjnej sali, gdy ludzie zaczęli sobie przekazywać tę wiadomość. Być może niektórzy znali panów osobiście, bo na terenie schroniska znajduje się dyżurka TOPR, a poza tym w schronisku przebywała grupa z takim sprzętem, jaki widuje się na filmach dokumentalnych poświęconym górom i alpinistom - ja znałam ich tylko z internetu, gdzie podziwiałam jak jeżdżą na deskach lub wspinają się w takich miejscach, gdzie tylko kozice docierają.. ostatni film z gór Alego oglądałam tego właśnie dnia przed wyjściem na szlak, gdy Młoda grzebała się z ubieraniem.
Życie...
Ponieważ czas leci, to zbieramy się z powrotem, nic się nie przejaśnia, a nawet robi się ciemniej, choć do zachodu słońca jakieś trzy godziny. Droga powrotna zajmuje nam 2 godziny spokojnym spacerem i z postojami.




















W śnieżnej dekoracji wszystko wygląda inaczej, a twoje opisy bardzo ciekawe.
OdpowiedzUsuńTak, w każdym chyba schronisku jest szarlotka, bez tego szlak się nie liczy :-)
Ale rosołu nie było:) Nieletnia była niepocieszona (ja nie lubię:)
UsuńZnowu znana mi trasa i bardo przeze mie lubiana, najpiękniej tam kiedy kwitną na hali wierzbówki kiprzyce, pod koniec lata czy wczesną jesienią...zawsze wybierałam szlaki gdzie można byłp zajrzeć do jakiegoś schroniska i smakować szarlotkę...są świetne, pamiętam jedną taką na Polanie Chochołowskiej polaną konfiturą jagodową...
OdpowiedzUsuńPodziwiam Cię, że wspinałaś się tam w zimie, w zimie to ja tylko po dolinach i na Polanę Rusinową, no może nad Morskie Oko jeszcze, Jeszcze wziełas Nieletnią, ile ona ma lar?
Ale zazdroszczę Ci Tatr i udanych wakacji. Snieg to duża ozdoba gór. pozdrawiam
Pierwszy raz widzę Tatry w takiej bieli, też jestem zachwycona. A Nieletnia ma lat 12.
OdpowiedzUsuńO TO DZIELNA dziewczyna...mam wnuczkę 12 letnią, miała przyjechać też na śnieżną zimę w Polsce ale nie udalo się. A mialaby frajdę...tylko ja bym chyba nie podołała z trasami w górę zimą, no może na Kalatówki tak :D
UsuńPrzepiękne zdjęcia chociaż bez błękitu nieba.
OdpowiedzUsuńSchronisko Murowaniec było pierwszym do którego dotarłam przez Skupniów Upłaz ... wiele lat temu. Miałam wtedy 19 lat i od tego czasu trwa moja wielka miłość do Tatr. Chodziłam do tego schroniska o każdej porze roku i kilka razy w roku z dziećmi, a potem z wnukami.
Dziękuję Ci bardzo za ten post i zdjęcia.