Wieczór tego dnia, kiedy byłyśmy na Słowacji, zakończył się deszczem, więc przygotowałyśmy na kolejny dzień alternatywny plan atrakcji pod dachem na wypadek, gdyby nadal padało. Ranek przyniósł niespodziankę:) Padało, ale śniegiem, i to dość mocno. Szybka decyzja: idziemy na Halę Kondratową. Zaczęłyśmy z Kuźnic, bo mieszkałyśmy 20 min pieszo od początku szlaku.
Szłyśmy koło pustelni brata Alberta, ale o tym już kilka lat temu BYŁO KLIK! , więc nie będę się powtarzać.
Ostrzegam, było tak pięknie, śnieg padał cicho i łagodnie, temperatura i wilgoć akurat taka jak trzeba, że pstrykałam bez opamiętania i chcę te widoki zachować tu dla siebie, bo kto wie, czy to się jeszcze kiedyś powtórzy...? Góry są piękne, tajemnicze i niebezpieczne, dostarczają przeżyć estetycznych i wielu wzruszeń, cieszą oczy urodą, a czasem napawają lękiem. I to wszystko jest tak wspaniałe, że chciałabym zachować te wrażenia na długo, mimo że nie zdobywałam szczytów. Zaręczam jednak, że nawet na trasie do schronisk można się nieźle zmęczyć:)
Idziemy już jakiś czas i oto Hotel PTTK na Kalatówkach na wysokości 1198 metrów n.p.m. Nazwa „Kalatówki” pochodzi prawdopodobnie od rodziny Kalatów, którzy w XIV wieku zarządzali tymi terenami. Hala Kalatówki ma przeszłość pasterską, znajdowały się tam liczne szałasy, ale z czasem ze względu na swoje położenie stała się jednym z ulubionych miejsc turystycznych, w szczególności dla narciarzy.
Pierwsze zbudowano tzw. Stare Schronisko, które powstało na polanie w latach 1911-1912 z inicjatywy Polskiego Towarzystwa Narciarzy. Przez kilka lat oba budynki, schronisko i hotel, funkcjonowały równocześnie. Historię Starego Schroniska kończy II wojna światowa. Wówczas zostało zmienione na magazyn i ostatecznie spłonęło w 1943 roku.
Hotel był budowany expressowo w 1938 roku, zaledwie w pięć miesięcy. Architektem był Józef Jaworski, lekkoatleta, który reprezentował Polskę na Igrzyskach Olimpijskich w Rzymie i Amsterdamie. Ten pośpiech wynikał z tego, że w 1939 roku w Zakopanem odbywały się narciarskie Mistrzostwa Świata FIS i hotel był niezbędnie potrzebny. Przy okazji: elementem stroju polskiej ekipy sportowej były góralskie kapelusze z orlimi piórami. Widzów było tylu, co na obecnych zawodach Pucharu Świata w skokach, bo ponad 20 tysięcy kibiców z kraju i z zagranicy. Polskie koleje podstawiły nawet specjalne pociągi z Warszawy, ponieważ zawody FIS były jednocześnie ważnym wydarzeniem towarzyskim. Podczas ich otwarcia przemawiał sam prezydent Mościcki w góralskiej czapce z piórkiem. Pogoda już wtedy była w kratkę, raz padał deszcz, a kolejnego dnia "kurniawa":) Najlepsza z kobiet Zofia Stopkówna w slalomie i w kombinacji alpejskiej uzyskała ósme miejsce, Stanisław Marusarz (wicemistrz z Lahti w 1938 roku) na Wielkiej Krokwi wywalczył piąte miejsce, jego brat Andrzej czwarte w kombinacji norweskiej, a siedemnastoletni Jan Kula skacząc przed zawodami, ustanowił nieoficjalny rekord Wielkiej Krokwi 86,5 m. a potem połamał narty i było po wszystkim:)
Podczas II wojny światowej hotel Kalatówki funkcjonował pod nazwą „Berghaus Krakau” i był miejscem wypoczynku dla niemieckich oficerów i funkcjonariuszy, dzięki czemu przetrwał wojnę bez większych uszkodzeń.
W hotelu odpoczęłyśmy, choć za nami dopiero 2 km (jednak "pokonane" w dwie godziny łącznie ze zwiedzaniem pustelni, bo przecież jakieś życie towarzyskie w trakcie marszu też trzeba prowadzić:), zjadłyśmy pinsę i szarlotkę, popiłyśmy "dla zdrowia" zieloną herbatą i pomaszerowałyśmy dalej, mijając się w drzwiach z bandą Potworów (kilkuletnich dziecisków ze szkółki narciarskiej, sztos!:)
Przepiękna przyroda budzi taki zachwyt, że wcale się nie śpieszymy, w końcu jednak docieramy niebieskim szlakiem do schroniska PTTK na Hali Kondratowej, wys 1333 m npm.
Historia schroniska sięga czasów sprzed I wojny światowej. Tutaj, wśród ciszy tatrzańskich świerków, powstał przed 1910 rokiem pierwszy narciarski schron Jerzego Uznańskiego. Uznański był współwłaścicielem dóbr szaflarskich, a od 1923 właścicielem zachodniej części Tatr Polskich od Granatów i Żółtej Turni po Giewont. Jeśli dzień byłby słoneczny, spod schroniska widoczny byłby Giewont. Ja tu jeszcze wrócę, latem...:)
Schron był zniszczony przez lawinę w 1913 roku, ale ponownie w 1933 stanęła tu bacówka, a już po wojnie, w latach 1947–48, Polskie Towarzystwo Tatrzańskie wzniosło budynek nowego schronu według projektu Bogdana Laszczki. Niestety, w 1953 roku potężna lawina kamieni zeszła ze stoków Długiego Giewontu, uszkadzając schronisko. Jeden z głazów, ważący aż 30 ton, przebił ścianę jadalni, a dwa inne zatrzymały się zaledwie kilka metrów od budynku. Przez ponad pół wieku odbudowane schronisko prowadziła rodzina Skupniów, najpierw Stanisław, narciarz i olimpijczyk, a później jego syn Andrzej. Natomiast w 2009 roku nadano mu imię Władysława Krygowskiego, miłośnika Karpat i autora wielu opowieści o górskich wędrówkach.
Tradycyjnie zjadamy szarlotkę i pijemy na rozgrzewkę herbatę z cytryną:)
Przed nami Hala Kondratowa - tędy na Giewont, ale nie tym razem. Kiedyś był tu staw morenowy, hala to jego dno. Znacznie później, nawet bardzo znacznie, bo w 1676 roku król Jan III Sobieski nadał ją w posiadanie sołtysowi wsi Pieniążkowice. Potem na prawie dziedziczenia korzystali z niej uzyskali mieszkańcy wsi: Biały Dunajec, Pieniążkowice, Poronin, Pyzówka, Szaflary, Zakopane. W 1819 roku wykupili ją Uznańscy. Około połowy XIX wieku bacował na niej zbójnik Wojciech Gał z Olczy, zwany Mrowcem. Ten Wojciech był jednym z ostatnich zbójników tatrzańskich, był właściwie bogatym bacą. Bogatym, bo po godzinach okradał sąsiadów z owiec i produktów (wełny, żętycy, serów i oczywiście pieniędzy:), nie płacił juhasom, a że był piękny i silny, to miał siłę przebicia:) Pierwsza kobieta-turystka Marianna Steczkowska, która osobiście go spotkała, pisała nawet w "Obrazkach z podróży do Tatrów i Pienin", że to bardzo spokojny i łagodny człowiek:) Mimo to, kiedy zmarł z upływu krwi, jak mu koło młyńskie oberwało rękę, to na pogrzeb mało kto się pofatygował.
W okresie między I a II wojną była na Hali skocznia. W 1936 roku z powodu braku śniegu na Wielkiej Krokwi odbyły się na niej Mistrzostwa Polski, w których zwyciężył Stanisław Marusarz.
Widok na schronisko PTTK z Hali Kondratowej.
Wracamy tą samą trasą do Kuźnic. Przechodząc przez las przeżyłyśmy chwile grozy:) Coś głośno zatrzeszczało w lesie, przetoczyło się przez krzaki łamiąc z trzaskiem suche gałązki, widać było jakieś cielsko... bure... miś??? Już??? Nagle sprawca spod gałęzi wystawił pysk... bardzo sympatyczny pysk, z pięknymi orzechowymi oczyskami.. ufff... sarna:)!
W tym dniu stan zagrożenia lawinowego miał stopień 3. czyli "znaczny". A więc: "Wyzwolenie lawiny jest możliwe nawet przy małym obciążeniu dodatkowym, w szczególności na stromych stokach wskazanych w komunikacie lawinowym. W pewnych sytuacjach duże, a w nielicznych przypadkach także bardzo duże lawiny mogą schodzić samoistnie. Warunki w znacznej mierze niekorzystne.
Poruszanie się wymaga bardzo dużego doświadczenia i umiejętności oraz posiadania bardzo dużej zdolności do oceny lokalnego zagrożenia lawinowego. Należy unikać stromych stoków, szczególnie wskazanych w komunikacie lawinowym, jako niekorzystnych pod względem wystawy lub wysokości. Konieczne jest zachowanie elementarnych środków bezpieczeństwa."























Piękna zima :)
OdpowiedzUsuń