niedziela, 1 marca 2026

Tatry - Hala Kondratowa przez Kalatówki

Wieczór tego dnia, kiedy byłyśmy na Słowacji, zakończył się deszczem, więc przygotowałyśmy na kolejny dzień  alternatywny plan atrakcji pod dachem na wypadek, gdyby nadal padało. Ranek przyniósł niespodziankę:) Padało, ale śniegiem, i to dość mocno. Szybka decyzja: idziemy na Halę Kondratową. Zaczęłyśmy z Kuźnic, bo mieszkałyśmy 20 min pieszo od początku szlaku.




Szłyśmy koło pustelni brata Alberta, ale o tym już kilka lat temu BYŁO KLIK! , więc nie będę się powtarzać.
Ostrzegam, było tak pięknie, śnieg padał cicho i łagodnie, temperatura i wilgoć akurat taka jak trzeba, że pstrykałam bez opamiętania i chcę te widoki zachować tu dla siebie, bo kto wie, czy to się jeszcze kiedyś powtórzy...? Góry są piękne, tajemnicze i niebezpieczne, dostarczają przeżyć estetycznych i wielu wzruszeń, cieszą oczy urodą, a czasem napawają lękiem. I to wszystko jest tak wspaniałe, że chciałabym zachować te wrażenia na długo, mimo że nie zdobywałam szczytów. Zaręczam jednak, że nawet na trasie do schronisk można się nieźle zmęczyć:)






Idziemy już jakiś czas i oto Hotel PTTK na Kalatówkach na wysokości 1198 metrów n.p.m. Nazwa „Kalatówki” pochodzi prawdopodobnie od rodziny Kalatów, którzy w XIV wieku zarządzali tymi terenami. Hala Kalatówki ma przeszłość pasterską, znajdowały się tam liczne szałasy, ale z czasem ze względu na swoje położenie stała się jednym z ulubionych miejsc turystycznych, w szczególności dla narciarzy.  
Pierwsze zbudowano tzw. Stare Schronisko, które powstało na polanie w latach 1911-1912 z inicjatywy Polskiego Towarzystwa Narciarzy. Przez kilka lat oba budynki, schronisko i hotel,  funkcjonowały równocześnie. Historię Starego Schroniska kończy II wojna światowa. Wówczas zostało zmienione na magazyn i ostatecznie spłonęło w 1943 roku.


Hotel był budowany expressowo w 1938 roku, zaledwie w pięć miesięcy. Architektem był Józef Jaworski,  lekkoatleta, który reprezentował Polskę na Igrzyskach Olimpijskich w Rzymie i Amsterdamie. Ten pośpiech wynikał z tego, że w 1939 roku w Zakopanem odbywały się narciarskie Mistrzostwa Świata FIS i hotel był niezbędnie potrzebny. Przy okazji: elementem stroju polskiej ekipy sportowej były góralskie kapelusze z orlimi piórami. Widzów było tylu, co na obecnych zawodach Pucharu Świata w skokach, bo ponad 20 tysięcy kibiców z kraju i z zagranicy. Polskie koleje podstawiły nawet specjalne pociągi z Warszawy, ponieważ zawody FIS były jednocześnie ważnym wydarzeniem towarzyskim. Podczas ich otwarcia przemawiał sam prezydent Mościcki w góralskiej czapce z piórkiem. Pogoda już wtedy była w kratkę, raz padał deszcz, a kolejnego dnia "kurniawa":) Najlepsza z kobiet Zofia Stopkówna w slalomie i w kombinacji alpejskiej uzyskała ósme miejsce, Stanisław Marusarz (wicemistrz z Lahti w 1938 roku) na Wielkiej Krokwi wywalczył piąte miejsce, jego brat Andrzej czwarte w kombinacji norweskiej, a siedemnastoletni Jan Kula skacząc przed zawodami, ustanowił nieoficjalny rekord Wielkiej Krokwi  86,5 m. a potem połamał narty i było po wszystkim:)
Podczas II wojny światowej hotel Kalatówki funkcjonował pod nazwą „Berghaus Krakau” i był miejscem wypoczynku dla niemieckich oficerów i funkcjonariuszy, dzięki czemu przetrwał wojnę bez większych uszkodzeń.


W hotelu odpoczęłyśmy, choć za nami dopiero 2 km (jednak "pokonane" w dwie godziny łącznie ze zwiedzaniem pustelni, bo przecież jakieś życie towarzyskie w trakcie marszu też trzeba prowadzić:), zjadłyśmy pinsę i szarlotkę, popiłyśmy "dla zdrowia" zieloną herbatą i pomaszerowałyśmy dalej, mijając się w drzwiach z bandą Potworów (kilkuletnich dziecisków ze szkółki narciarskiej, sztos!:)

















Przepiękna przyroda budzi taki zachwyt, że wcale się nie śpieszymy, w końcu jednak docieramy niebieskim szlakiem do schroniska PTTK na Hali Kondratowej, wys 1333 m npm.


Historia schroniska sięga czasów sprzed I wojny światowej. Tutaj, wśród ciszy tatrzańskich świerków, powstał przed 1910 rokiem pierwszy narciarski schron Jerzego Uznańskiego. Uznański był współwłaścicielem dóbr szaflarskich, a od 1923 właścicielem  zachodniej części Tatr Polskich od Granatów i Żółtej Turni po Giewont. Jeśli dzień byłby słoneczny, spod schroniska widoczny byłby Giewont. Ja tu jeszcze wrócę, latem...:)
Schron był zniszczony przez lawinę w 1913 roku, ale ponownie w 1933 stanęła tu bacówka, a już po wojnie, w latach 1947–48, Polskie Towarzystwo Tatrzańskie wzniosło budynek nowego schronu według projektu Bogdana Laszczki. Niestety, w 1953 roku potężna lawina kamieni zeszła ze stoków Długiego Giewontu, uszkadzając schronisko. Jeden z głazów, ważący aż 30 ton, przebił ścianę jadalni, a dwa inne zatrzymały się zaledwie kilka metrów od budynku. Przez ponad pół wieku odbudowane schronisko prowadziła rodzina Skupniów, najpierw Stanisław, narciarz i olimpijczyk, a później jego syn Andrzej. Natomiast w 2009 roku nadano mu imię Władysława Krygowskiego, miłośnika Karpat i autora wielu opowieści o górskich wędrówkach. 



Tradycyjnie zjadamy szarlotkę i pijemy na rozgrzewkę herbatę z cytryną:)



 
Przed nami Hala Kondratowa - tędy na Giewont, ale nie tym razem. Kiedyś był tu staw morenowy, hala to jego dno. Znacznie później, nawet bardzo znacznie, bo w 1676 roku król Jan III Sobieski nadał ją w posiadanie sołtysowi wsi Pieniążkowice. Potem na prawie dziedziczenia korzystali z niej uzyskali mieszkańcy wsi: Biały Dunajec, Pieniążkowice, Poronin, Pyzówka, Szaflary, Zakopane. W 1819 roku wykupili ją Uznańscy. Około połowy XIX wieku bacował na niej zbójnik Wojciech Gał z Olczy, zwany Mrowcem. Ten Wojciech był jednym z ostatnich zbójników tatrzańskich, był właściwie bogatym bacą. Bogatym, bo po godzinach okradał sąsiadów z owiec i produktów (wełny, żętycy, serów i oczywiście pieniędzy:), nie płacił juhasom, a że był piękny i silny, to miał siłę przebicia:) Pierwsza kobieta-turystka Marianna Steczkowska, która osobiście go spotkała, pisała nawet w "Obrazkach z podróży do Tatrów i Pienin", że to bardzo spokojny i łagodny człowiek:) Mimo to, kiedy zmarł z upływu krwi, jak mu koło młyńskie oberwało rękę, to na pogrzeb mało kto się pofatygował.

W okresie między I a II wojną była na Hali skocznia. W 1936 roku z powodu braku śniegu na Wielkiej Krokwi odbyły się na niej Mistrzostwa Polski, w których zwyciężył Stanisław Marusarz. 


 
Widok na schronisko PTTK z Hali Kondratowej.







Wracamy tą samą trasą do Kuźnic. Przechodząc przez las przeżyłyśmy chwile grozy:) Coś głośno zatrzeszczało w lesie, przetoczyło się przez krzaki łamiąc z trzaskiem suche gałązki, widać było jakieś cielsko... bure... miś??? Już??? Nagle sprawca spod gałęzi wystawił pysk... bardzo sympatyczny pysk, z pięknymi orzechowymi oczyskami.. ufff... sarna:)! 

 
W tym dniu stan zagrożenia lawinowego miał stopień 3. czyli "znaczny". A więc: "Wyzwolenie lawiny jest możliwe nawet przy małym obciążeniu dodatkowym, w szczególności na stromych stokach wskazanych w komunikacie lawinowym. W pewnych sytuacjach duże, a w nielicznych przypadkach także bardzo duże lawiny mogą schodzić samoistnie. Warunki w znacznej mierze niekorzystne.
Poruszanie się wymaga bardzo dużego doświadczenia i umiejętności oraz posiadania bardzo dużej zdolności do oceny lokalnego zagrożenia lawinowego. Należy unikać stromych stoków, szczególnie wskazanych w komunikacie lawinowym, jako niekorzystnych pod względem wystawy lub wysokości. Konieczne jest zachowanie elementarnych środków bezpieczeństwa."

1 komentarz: