Wrzelowiecki Park Krajobrazowy utworzony został w 1990 roku. Jego powierzchnia wynosi 4998 ha, zaś otuliny 13625 ha. Pod względem administracyjnym rozpościera się na terenie gminy Józefów i Opole Lubelskie, w całości znajduje się na terenie powiatu opolskiego. Park położony jest na pograniczu: Małopolskiego Przełomu Wisły, Wzniesień Urzędowskich i Kotliny Chodelskiej. Posiada bardzo urozmaiconą rzeźbę terenu: stromą krawędź doliny Wisły, liczne wąwozy lessowe, suche doliny, zagłębienia bezodpływowe. Lasy Wrzelowieckiego Parku Krajobrazowego cechuje duży stopień naturalności, wysoki udział płatów leśnych o cennych przyrodniczo, starych drzewostanach oraz występowanie wielu rzadkich gatunków roślin zielnych. Tym razem celem moich spacerów były wąwozy. Co prawda pora roku nie dodaje atrakcyjności takim wędrówkom, ale od czego wyobraźnia ?:)
... to amatorskie zdjęcia, które wklejam ku pamięci... Najlepiej oglądać na komputerze:)
niedziela, 13 marca 2022
Emilcin - bliskie spotkania trzeciego stopnia - Lubelszczyzna
10 maja 1978 roku po godzinie 7 rano, Jan Wolski, 71- letni rolnik z Emilcina jadąc wozem spostrzegł idące przez las dwie istoty niewielkiego wzrostu. Były ubrane na czarno z czerwonym okręgiem na piersiach i szły w tym samym kierunku, w którym zmierzał woźnica. Podjeżdżając bliżej stwierdził, że mają oni zielone twarze. Gdy przejeżdżał obok nich - istoty wskoczyły na furmankę i tak przejechali kilkadziesiąt metrów. Goście pomimo niskiego wzrostu byli dosyć ciężcy, a ich mowa – jak to określił rolnik – była drobniutka i gęsta. Na pobliskiej polanie oczom Wolskiego ukazał się wiszący 5 metrów nad ziemią statek kosmiczny, podobny do krótkiego autobusu. Unosiły go w powietrzu cztery wiry, które znajdowały się w każdym z rogów maszyny. Po zbliżeniu się do obiektu na odległość około 30 metrów, jeden z przybyszów gestem nakazał zatrzymać wóz, co też Wolski uczynił. Wraz z nieznajomymi udał się w kierunku pojazdu.
" Jedna z istot weszła na opuszczoną z "wehikułu" platformę i pokazała, aby Wolski zrobił to samo. Kiedy to uczynił "windeczka" szybko ruszyła w górę i zatrzymała się przed wejściem. W środku znajdowały się 2 tak samo ubrane, identyczne osoby. Na podłodze leżało kilkanaście czarnych ptaków, które były żywe (ruszały się) ale nie mogły wstać. Istota z którą wjechał na górę poleciła gestem aby się rozebrał. W czasie, kiedy rolnik zdejmował ubranie, pozostali osobnicy jedli coś w rodzaju sopla (łamali po kawałku i wkładali sobie do ust). On również został poczęstowany, lecz odmówił. Gdy był już całkiem nagi, jeden z obcych stanął przed nim w odległości około 1,5m trzymając w ręku dwa "szare talerzyki". Złączając i rozczepiając "talerzyki" istoty "badały" Wolskiego z każdej strony. Podczas zabiegów porozumiewały się między sobą. Bardzo zainteresował je skórzany pasek przy leżących spodniach. Kiedy przy nim manipulowały, na ich twarzach rysowały się grymasy. Naprzeciwko wejścia w ścianie znajdowały się dwa otwory, w które co jakiś czas wkładano pręt zakończony kulką. Kula była wkładana do środka i istota poruszała tym na wszystkie strony. Wewnątrz pojazdu był wyczuwalny ostry zapach. Wolskiemu przypominał paloną siarkę. Na koniec pokazano rolnikowi, aby się ubrał. Gdy to zrobił, dano do zrozumienia, że może odejść."
niedziela, 23 stycznia 2022
Jastkowice - Kochany
W Jastkowicach - Kochanach, w głębi Janowskich Lasów założono Żywe Muzeum Wsi i Rzemiosła Polskiego. Jest to inicjatywa Jastkowickiego Stowarzyszenia Kulturalno – Historycznego Dziedzictwo i Pamięć, która ma na celu popularyzację zanikających zjawisk kultury ludowej oraz zachowanie i kontynuacja tradycji regionalnych Kochan i Jastkowic. Celem mojego pobytu było "Prawdziwe Betlejem w Kochanach".
Podaję za stroną Stowarzyszenia: Spektakl pierwszy raz został wystawiony w 2014 roku zanim jeszcze powstało Stowarzyszenie. Od tego czasu co roku, w biblijne role wcielają się młodsi i starsi mieszkańcy Jastkowic i okolic (łącznie prawie 60 osób). Aktorzy występują w misternie wykonanych strojach szytych na miarę, oraz wyposażeni są w realistyczne atrybuty. Dzięki temu kreacje odzwierciedlają historyczny i biblijny klimat przedstawienia. Specjalnie na potrzeby widowiska, zbudowane i wyposażone zostały specjalne obiekty: karczma z kuchnią pełniąca również funkcję synagogi, scena i dekoracje raju, komnata Heroda, warsztat stolarski Józefa, izba Marii, szałas pasterzy, stajenka, zagroda dla zwierząt, widownia z zadaszeniem. Specyficznego uroku całości dodaje wieczorowa pora, światło płonących pochodni, prószący śnieg oraz występujące w wielu scenach zwierzęta. Wszystkie te elementy powodują iż Betlejem w Kochanach staje się dla widzów niezapomnianym przeżyciem. Widowisko jest nawiązaniem i przypomnieniem pięknej tradycji kolędowania.
Dojazd był dodatkową atrakcją:) Nigdy wcześniej nie byłam w tej wsi. Ponieważ to ponad 100 km, to wyjechaliśmy z zapasem czasowym, który straciliśmy na błąkanie się po lasach zgodnie ze wskazaniami nawigacji. Na miejscu pani powiedziała, że z nawigacją nikt jeszcze do nich nie trafił:) My trafiliśmy, ale emocji było co niemiara, w każdej chwili spodziewaliśmy się na leśnej drodze wilków lub żubrów (są tam i jedne, i drugie:) A potem okazało się, że można tam dojechać nową szutrową drogą zbudowaną w tym roku, której nie ma na mapach... wykorzystaliśmy ją na powrót:)
Całą imprezę skradł... diabeł:) Dzieci piszczały, gdy je straszył, kobitki robiły sobie z nim zdjęcia. Poza tym był orszak trzech króli z trzema wielbłądami, ryczący osiołek, na którym Maryja jechała na spis ludności, ogniska, cieplutkie proziaki i mnóstwo zabawy. Mistrzem drugiego planu został kot, który w momencie sceny Zwiastowania przybiegł sobie beztrosko z lasu i pobiegł środkiem do stajni. Tę doniosłą chwilę zakłócił chóralny głos kilkunastu dzieciaków: mam/tato popatrz, kot! :)
Drzewce k. Nałęczowa
Pojechałam kilkadziesiąt kilometrów to Drzewiec tylko po to, żeby zobaczyć to malowidło na ścianie.
A malowidło, to nie byle co. Na Lubelszczyźnie jest ich tylko trzy, reszta na Podkarpaciu, kilka pojedynczych w innych regionach Polski. Autorem jest artysta, "polski Banksy" czyli pan Arkadiusz Andrejkow. Tworzy przeważnie na starych deskach (deskale), tu wyjątkowo obraz powstał na murze (mural). Na obrazie namalowanym w ramach programu "Cichy Memoriał" jest rodzina obecnych gospodarzy i ich stare zabudowania, które stały w tym miejscu.
Więcej tutaj: https://andrejkow.pl/street-art-cichy-memorial/
Album pana Andrejkowa oczywiście mam, ale tego murala w nim nie ma. Mam marzenie odnaleźć w terenie jak najwięcej deskali, zaczęłam od najbliższego, to mój pierwszy:)
piątek, 29 października 2021
Bieszczady !
Udało się odwiedzić Bieszczady, choć na kilka dni - Bieszczady niskie, gdyż w wysokie na teren BPN z psem niestety nie wolno. Jesień piękna, więc dojazd także był atrakcyjny, wspaniałe widoki we wstającym porannym słońcu, przysłonięte delikatną mgiełką. Jednak im bliżej Bieszczad, tym słońca mniej, a więcej mgły... Przynajmniej na początku:)
Pierwszy przystanek - Liskowate. Teraz niewielka wioska, niegdyś - czyli w XVI wieku - wieś królewska. Zasiedlała ją na przestrzeni wieków ludności różnego pochodzenia: Polacy, Ukraińcy, Tatarzy i Grecy (Ostatnia duża fala greckiej migracji miała miejsce w latach 1949–1951). Dawna drewniana cerkiew grecko-katolicka z 1832 r. p.w. Narodzenia N.P. Marii przejęta w 1974 r. na filialny kościół rzymsko-katolicki jest cennym zabytkiem we wsi. Po II wojnie światowej cerkiew początkowo służyła emigrantom greckim, a następnie do lat 70. XX w. była użytkowana jako magazyn PGR – uległa zatem dewastacji. Teraz jest w remoncie. Świątynia stoi niedaleko drogi na niewielkim wzniesieniu i jest orientowana czyli położona na osi wschód-zachód - prezbiterium skierowane jest na wschód, w stronę, z której ma nadejść Jezus Chrystus podczas drugiego przyjścia – paruzji („Albowiem jak błyskawica zabłyśnie na wschodzie, a świeci aż na zachodzie, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego” Mt 24,27).
Rabe - kolejna cerkiewka, drewniana, greckokatolicka, zbudowana w 1852 roku. Cerkiew funkcjonowała jako świątynia greckokatolicka do 1951 roku, czyli do czasu przesiedlenia prawosławnych mieszkańców wioski. Od tego roku świątynia była wykorzystywana między innymi jako magazyn rzeczy zabranych z okolicznych cerkwi. Z czasem pojawiły się informacje, że zgromadzone tam przedmioty zostały wywiezione w nieznanym kierunku. Obecnie pełni funkcję kościoła filialnego pw. Świętej Rodziny parafii w Czarnej.
Większość pierwotnego wyposażenia cerkwi zaginęło lub zostało rozkradzione w latach 50-tych XX wieku. Jednakże zachowały się tu ikony z rozebranej cerkwi w Lutowiskach. Są pośród nich trzy ikony proroków Starego Testamentu oraz dwie ikony malowane na blasze: Ostatnia Wieczerza i Narodzenie Najświętszej Marii Panny.
Stopy aż swędziały, żeby wreszcie ruszyć na jakiś szlak:) Padło na Sine Wiry. Tyle lat byłam u wylotu szlaku idąc do cerkwi w Łopience, a nigdy nie byłam na Wirach. Rzeka Wetlina przebija się tworząc przełom wśród wzgórz Bukowinki i Połomy. Zatem w drogę!
Nie ma wizyty w Bieszczadach bez wizyty w Łopience. Po drodze wypał węgla drzewnego. Niestety, poprzedni znajomy pan już nie żyje (co się stało z kotem ??? ), a jego miejsce zajął pan o większej przedsiębiorczości, bo zamiast częstować turystów bimbrem, pozwala się fotografować i poczęstować trunkami za symboliczne 2 plny:)