niedziela, 16 października 2022

Góry Słonne

Akurat byłam w Polańczyku. Jakieś plany miałam na Bieszczady, a tu niebo pociemniało, prognozy nagle zaczęły pokazywać spadek temperatury, coś nawet zaczęło kapać z chmur.





Postanowiłam nie szwędać się po górskich i leśnych szlakach, tylko skierować się w okolice Gór Słonnych. Tam pogoda była idealna. Natrafiłam tu ciekawe miejscowości i miejsca, w tym trzy "Andrejkowy", znalezione przypadkiem, bo specjalnie za nimi nie chodziłam. Jeden w Tarnawie...




Zamek Sobień widziałam zimą, skusiłam się zajrzeć i teraz do ruin nad Osławą. Akurat była październikowa inwazja biedronek:)  I na ruinach Sobienia, i na punkcie widokowym Serpentyny w Wujskiem i przy cerkwiach.





Mrzygłód zainteresował mnie starą zabudową; jest wsią, która zachowała układ urbanistyczny. Domy wzniesiono tradycyjnie wokół czworokątnego rynku i wąskich uliczek. Są one bliźniaczo do siebie podobne, szczytami ustawionymi do rynku, o jednakowych detalach ludowej ciesiołki.









... i  tu odkryłam dwa "Andrejkowy"





A takie "coś" stoi przy kościele, jeszcze nie odkryłam co to, ale wygląda ciekawie. Była msza, więc nie podchodziłam bliżej. Tradycja głosi, że świątynię wybudował król Władysław Jagiełło jako podziękowanie za zwycięstwo pod Grunwaldem, więc pewnie to jest jakieś nawiązanie do tego faktu. Zresztą pomnik Jagiełły pyszni się na brukowanym rynku.


W Mrzygłodzie jest też stary cmentarz rzymsko-katolicki.




W Kotowie odnalazłam ładną aktualnie restaurowaną cerkiewkę i starą kaplicę. Drewniana cerkiew greckokatolicka św. Anny, zbudowana została w 1923 roku na planie krzyża greckiego z centralną kopułą w tak zwanym narodowym stylu ukraińskim. Po II wojnie i po wysiedleniu ludności ukraińskiej marniała opuszczona, a w latach 50 XX wieku używana była jako magazyn miejscowego PGR i jako owczarnia. W 2012 Gmina Bircza rozpoczęła remont cerkwi, który trwa do dziś. Świątynia ma być przeznaczona na kościół rzymskokatolicki.







Zatrzymałam się także w Trepczy. Nazwa miejscowości Trebsch może wywodzić się od staroruskiego słowa “trepet”, co oznacza strach i przerażenie albo “treputie” (trzy drogi rozchodzące się w trzy strony). Dwa pobliskie wzgórza: Horodna i Horodyszcze, strzegą tzw. Wrót Węgierskich w Kotlinie Sanockiej. Po powrocie do domu poczytałam o tym w internecie i jest to bardzo zajmująca historia, a tym samym zbyt długa, aby tu zawracać głowę:) Dawna  drewniana cerkiew greckokatolicka pod wezwaniem Zaśnięcia Bogurodzicy wzmiankowana była już w 1552 r. oraz w 1753 roku. W 1801 roku  cerkiew uległa pożarowi. Obecną wzniesiono w 1807 roku, wykorzystując budowlę starego zboru posocyniańskiego.  Rozbudowano ją następnie z końcem XIX stulecia.

ps. Socynianie to inaczej Bracia Polscy




Dalej... cerkiew w Hłomczy w otoczeniu pomnikowych dębów. Cerkiew została wybudowana na miejscu poprzedniej w 1859 roku. Jego budowę zainicjował Iwan Snihurski, greckokatolicki biskup przemyski oraz mecenas kultury. Tuż po drugiej wojnie światowej cerkiew używana była jako kościół katolicki. Miało to także związek z licznymi wysiedleniami mieszkańców. W latach sześćdziesiątych modlili się tu prawosławni, a od 1990 roku odnowiono w nim parafię greckokatolicką.





... oraz cerkiew w Łodzinie. Już w 1552 roku istniała tutaj parafia prawosławna, w 1664 postawiono nową cerkiew, w miejscu spalonej przez Tatarów. Obecna cerkiew Narodzenia Najświętszej Maryi Panny została wybudowana w 1743 roku. Dawniej wieś zasiedlona była głównie przez Ukraińców, których po akcji „Wisła” wysiedlono do ZSRR. Wtedy należąca do parafii greckokatolickiej w Hłomczy cerkiew z braku wiernych została opuszczona. Obiekt w końcu przejął kościół rzymskokatolicki i utworzył w nim kościół filialny Parafii Rozesłania Apostołów w Mrzygłodzie.




Cerkiew w Dobrej - dawna cerkiew parafialna grecko-katolicka p.w. św. Mikołaja, drewniana, zbudowana w 1879 r. później wielokrotnie remontowana. Obecnie funkcjonuje jako kościół filialny Rzymsko-katolicki p.w. Podwyższenia Krzyża.



A tu niżej wdrapujemy się do cerkwi grekokatolickiej w Uluczu. Cerkiew stojąca na wzgórzu Dębnik (352 m.n.p.m.) jest dziełem rusińskiego kręgu kulturowego. Ulucka cerkiew została zbudowana w 1659 roku, co czyni ją trzecią najstarszą drewnianą cerkwią w Polsce. Starsze od cerkwi w Uluczu są jedynie cerkwie w Radrużu i Gorajcu, które też oczywiście odwiedzałam, nawet niedawno. Cerkiew stoi w zupełnym odosobnieniu, otoczona bukowym i dębowym starodrzewem. Wzniesiono ją z drewna jodłowego, bez użycia pił. Cerkiew była częścią bazyliańskiego monastyru, który funkcjonował w tym miejscu do 1744 r. Bazylianie przenieśli się, a cerkiew stała się cerkwią filialną parafii w Uluczu. Oprócz funkcji sakralnej monastyr pełnił również rolę obronną. Wejście na szczyt wzgórza Dębnik było wówczas możliwe jedynie przez dwie bramy. Cały teren był jednocześnie broniony przez dwie baszty i dodatkowo otoczony fosą. Wzgórze Dębnik to nie tylko mistyczne, dawne miejsce kultu, ale także niedostępna jednostka forteczna. Na teren monastyru nie udało się wedrzeć m.in. Szwedom w 1657 roku.




Większość nagrobków znajdujących się przy cerkwi pochodzi z I poł. XX wieku. Przy najwyższym na cmentarzu drewnianym krzyżu znajduje się tablica pamiątkowa poświęconą Michałowi Werbyckiemu, autorowi muzyki do hymnu ukraińskiego, który urodził się w Uluczu.






W niedalekiej odległości przy szosie zauważyłam taką tabliczkę, nie mogłam się nie zatrzymać:) Wskazuje kierunek na uroczysko, gdzie pod koniec XIX wieku we wsi mieszkało około 350 osób. Po II wojnie światowej wieś opustoszała. Dziś istnieje już tylko na mapie. Obecnie o istnieniu wsi w tym miejscu świadczy odnowiona przez społeczność ukraińską kaplica św. Jana oraz tablica drogowa z nazwą Hroszówka.





W Wołodzi (gmina Nozdrzec), małej wsi w zakolu nad prawym przegiem Sanu, od 1905 roku stoi murowana neogotycka kaplica grobowa Trzcińskich, ostatnich właścicieli Wołodzi. Po przyjściu Armii Czerwonej do Wołodzi w 1939 roku Franciszek Trzciński został wywieziony na Sybir, a żołnierze radzieccy najprawdopodobniej zamordowali jego żonę, gdy wracała od lekarza z Dynowa. Nie wiadomo, co stało się z ich córką. Za niszczejącą kaplicą znajduje się grekokatolicki cmentarz z wieloma nagrobkami. Obok kaplicy stoi parawanowa dzwonnica. Według miejscowych opowiadań, spiżowe dzwony ukryto przed najeźdźcą niemieckim i do tej pory ich nie odnaleziono.







Siedliska nad Sanem - w 1860 roku na miejscu starszej, zbudowano drewnianą cerkiew greckokatolicką pw. św. Michała Archanioła, którą rozbudowano w 1913 roku. Od 1949 r. cerkiew była użytkowana jako kościół rzymskokatolicki. W czasie II wojny na Sanie była granica między GG a ZSRR. Siedliska i okoliczne wsie znalazły się po radzieckiej stronie. Większość mieszkańców wsi w ramach powojennej akcji "Wisła" została przesiedlona na tereny b. woj. słupskiego. W dniu 29 maja 1945 Dragan Sotirovič doprowadził w Siedliskach do podpisania zawieszenia broni pomiędzy UPA i polskimi oddziałami partyzanckimi, uznającego Sowietów za wspólnego wroga. Do zawarcia formalnego, trwałego porozumienia jednak nie doszło, ale zmniejszyło ono cierpienia polskiej i ukraińskiej ludności cywilnej.
W Siedliskach znaleziono skarb monet, świadczących o ówczesnych handlowych kontaktach tych terenów z państwem rzymskim. Są to monety Tyberiusza, Domicjana i Trajana.



Dąbrowa Starzeńska - dużą atrakcją wsi są malownicze ruiny zamku Stadnickich, ulokowane na wyniosłej skarpie nad Sanem. Z dużego niegdyś zamku zachowały się jedynie pozostałości baszt narożnych oraz zabytkowy park, pełen starych i rzadkich gatunków drzew. W przeszłości założenie  było bronione przez bramę obronną oraz fosy, które według miejscowej tradycji wykopać mieli jeńcy tatarscy. Cała zabudowa tworzyła zamknięty czworobok. W parku przetrwała piękna grabowa aleja, która prowadzi do kaplicy grobowej Starzeńskich.





No i tak oto mogłabym tu wymieniać dalej, a w ogóle to się ledwo powstrzymałam, żeby o każdym miejscu nie walnąć jakiejś epistoły, bo to naprawdę są wspaniałe historie:)

A zapomniałam jeszcze o Średniej Wsi!:)   
Średnia Wieś znana jest z tego, że tu pomieszkiwała przez wiele lat Ewa Henrietta Ankwicz, jedna z miłości Adama Mickiewicza. To ona była pierwowzorem dwóch postaci kobiecych: Ewy z IV części "Dziadów" i Ewy Horeszkówny z "Pana Tadeusza". Ponoć nieszczęśliwy romans pomiędzy Ewą, a Jackiem Soplicą i owa czarna polewka to opis w jaki sposób został potraktowany poeta przez rodzinę Ankwiczów. Pewnym jest, że ojciec Ewy Henrietty stwierdził, iż wolałby śmierć córki niż jej pohańbienie poprzez przez małżeństwo z poetą.

W Średniej Wsi znajduje się najstarszy w Bieszczadach drewniany kościół Wniebowzięcia NMP. Zbudowany pod koniec XVI lub na początku XVII w., przez większą część swojego istnienia służył jako kaplica dworska rodziny Balów, którzy władali tymi ziemiami. Przez krótki czas pełnił także funkcję zboru kalwińskiego. Jednonawowa, kryta gontem konstrukcja zachwyca doskonałymi proporcjami. Dobudowana w XX w. wieża jakby naturalnie uzupełnia bryłę budowli.
Ciekawostkę stanowi fakt, że prezbiterium jest zwrócone na południe, a nie jak w innych okolicznych świątyniach na wschód. Wewnątrz kościoła są późnogotyckie portale, a ściany pokrywa XVII-wieczna polichromia. Późnobarokowe ołtarze to dzieła twórców z Krosna, zaś płaskorzeźby drogi krzyżowej i niektóre elementy wystroju wykonali miejscowi artyści, m. in. słynny Jędrek Wasielewski "Połonina".




Pora do domu...


wtorek, 11 października 2022

Złota jesień w Bieszczadach

Jesienna wersja Biegu Rzeźnika czyli Ultramaraton odbył się 8 października w Bieszczadach. Co prawda, poza oficjalną rejestracją, ale przebyłam z psem i zawodnikami trasę 25 km: Hyrlata, Przełęcz nad Roztokami, Okrąglik, Duże Jasło, Szczawnik, Małe Jasło, Worwoska, Wyżna, Cisna. Na trasie nie brakowało pięknych widoków na stronę polską lub słowacką - część trasy prowadziła wzdłuż granicy. Pogoda dopisała, dzień był ciepły i słoneczny.














 
Pogoda dopisała przez cały pobyt. Noce natomiast były księżycowe, pełnia wisiała nad Pasmem Łopiennika, złoty księżyc zaglądał w okno co noc.  Nasłuchiwałam wycia bieszczadzkiego wilka... niestety... pewnie spały:)
Wbrew obawom, po dobrze przespanej nocy, zmęczenie ustąpiło i mięśnie nóg nie bolały za bardzo:) Ruszyłam zatem na Korbanię trasą z Bukowca. To łatwa niedługa trasa, a na szczycie piękny widok na jesienne pasma górskie.









Po zejściu z Korbanii wstąpiłam na stary cmentarz w Bukowcu, cerkwi już nie ma, została resztka muru z dzwonnicy parawanowej i nieliczne nagrobki. Z okolicy cmentarza rozciąga się piękny widok na wieś, wystarczy podejść kilka kroków w górę.





 
Na koniec dnia, aby poczuć się jak w raju, pojechałam do Rajskiego:) Spotkałam tu odlatujące żurawie, w Rajskiem, gdzie wszystko jest "rajskie": camping, spa, pensjonat, restauracja, dolina. Rajskie się odradza, są tu nowe eleganckie domki do wynajęcia i dobrej klasy ośrodki wypoczynkowe. Jest też San, wzdłuż którego idzie się do nieistniejącej już wsi Studenne z resztkami cerkwiska i cmentarza. W Rajskiem też jest stary cmentarz rzymsko-katolicki z kilkoma nagrobkami, miejsce po wysadzonej w powietrze cerkwi ( w 1980 roku) i kilka starych nagrobków z ukraińskimi inskrypcjami.




Pierwsza historyczna wzmianka o wsi Rajskie założonej na prawie wołoskim w sobieńskich dobrach Kmitów pochodzi z 1425 roku. Dowiadujemy się z niej, że przed sądem ziemskim w Sanoku "katolik Jan z Rajskiego zobowiązał się, że nie będzie mieszkał wspólnie z kobietą nie ochrzczoną, Wołoszką Tatianą (z którą przebywał od dłuższego już czasu) pod groźbą spalenia go ogniem bez osobnego dowodu". :)
Podczas najazdu tatarskiego w 1672 r. dobra Romerów zniszczyli ordyńcy uprowadzając mieszkańców wraz z dobytkiem do niewoli, a we wsi ocalały tylko 4 domy. Z czasem zaludniła się ponownie po przybyciu nowych osadników.


Rajskie i Studenne były wsiami z naturalnymi wyciekami oleju skalnego. W 1870r. pierwsze badania geologiczne przeprowadził w nich C. M. Paul odnotowując istnienie obfitych naturalnych wycieków. Wówczas właścicielka majątku Urszula z hr. Łosiów hr. Golejewska założyła tutaj kopalnię ropy naftowej rozpoczynając ich eksploatację.




O wsi Rajskie można pisać bez końca, ale najlepiej to zrobił pan Orłowski na portalu: http://www.twojebieszczady.net/sor/rajskie.php
To moja bieszczadzka biblia.

Mam wrażenie, że żadne zdjęcie nie odda jesiennej ostrości słonecznego światła, lekko zamglonych barw zboczy porośniętych bukami lub jeszcze intensywnej zieleni polan leśnych, delikatnej mgiełki, porannej rosy    i zapachu wieczornego przymrozku. To trzeba zobaczyć tam, na miejscu, poczuć i potem tęsknić do specyficznej atmosfery bieszczadzkich okolic. Będąc w Bieszczadach czuję się oderwana od świata, odizolowana od codzienności. Wejście w inny świat pogłębia atmosfera kultowych miejsc takich jak np. bar Siekierezada w Cisnej, w którym straszą siekiery powbijane w stoły czy bieszczadzkie biesy i czarty. Wrażenie robi też wielka oprawiona w drewno księga menu, która wisi spięta na łańcuchach, liczne czaszki zwierzęce oraz teksty Ojca Dyrektora:)) Musiałam jednak wyjść w miarę wcześnie, bo jako nie żłopiąca piwa w tym hałasie wytrzymać nie dałam rady:)

Kolejny ciepły październikowy dzień... Ze Studennego można przejść parę kilometrów do Terki. Terka to wieś rolnicza, gdzie kilka lat temu widziałam największe stado bocianów w życiu. To podobno najbardziej malowniczo położona wieś w Polsce z górującym nad nią szczytem Monasteru. To tu w 1946 roku Wojsko Polskie zamknęło w stodole i spaliło żywcem 20 przypadkowych mieszkańców, a kilkunastu rozstrzelało w odwecie za uprowadzenie przez UPA trzech zakładników, z czego dwóch nie przeżyło. Na grekokatolickim cmentarzu wystawiono im symboliczną mogiłę, zostało też kilka starych nagrobków, dzwonnica w ruinie i miejsce po cerkwi. Jest też sklep spożywczy istniejący "od zawsze" i przydrożny bar koło nowego solidnego mostu, też karmiący turystów "od zawsze". Oba miejsce dla bywalców są kultowe, bez nich nie ma Terki:) Nie można nie kupić w sklepie piwa i wiejskiej kiełbasy, jak nie można nie wstąpić do baru na obiad. Tu zawsze jest tłok, zarówno na parkingu, jak i wewnątrz, a jedzenie jest smaczne. Siedząc przy stoliku słyszy się szum Solinki. I tylko nie ma już starego drewnianego mostu, po którym przejeżdżało się pojedynczo z duszą na ramieniu.









Kilka lat temu byłam już w Terce, szukałam wtedy szlaku na przełęcz Szczycisko.  Był dość słabo oznakowany, więc nie chcąc pobłądzić, zapytałam starszego pana o drogę. Pan siedział przed domem na ławeczce. Zapytany, chętnie wskazał drogę i przy okazji zaczął gawędzić. Opowiadał o sobie, o tym, jak tu się żyło w wojnę, jak żyje teraz, pytał czemu chodzę w góry i czy mam rodzinę. Akurat rok wcześniej zmarł mój tato i zgadaliśmy się z panem, że jest z tego samego rocznika. To było bardzo miłe spotkanie i długa rozmowa, więc potem zbrakło mi czasu, aby dojść do przełęczy i zawróciłam w połowie. Wiele razy myślałam potem, żeby zajrzeć do tego pana podczas pobytu w Bieszczadach, ale nie było mi po drodze. Postanowiłam w końcu teraz przejść szlak w całości, a wcześniej wstąpić do pana. Bez problemu znalazłam i rozpoznałam dom. Ławeczka stała w tym samym miejscu. Tak samo kwitło geranium w oknach drewnianego domu, tak samo wisiały za szybą koronkowe firanki. Tyle, że ławeczka była pusta. Na podwórku kręcił się jakiś mężczyzna, zapytałam go o starszego pana. Odpowiedział: to mój tata, wczoraj go pochowaliśmy. Miał 98 lat. Spóźniłam się...



Łopienka to dla mnie obowiązkowy punkt programu w Bieszczadach. Przed wyjazdem obejrzałam zdjęcia zgromadzone na dysku zewnętrznym i policzyłam: byłam w Łopience od 2007 roku 18 razy, ten był 19:) w Łopience jest cerkiew, odbudowana w czynie społecznym. Jest 2,5 km  od drogi i nie ma tam nic oprócz niej. A nie, jest jeszcze kaplica grobowa, w której czasem ktoś zanocuje:) I są wilki. Koło cerkwi byłam bardzo rano, akurat rozkładali się pracownicy grzebiący przy wykopaliskach i ostrzegli mnie, że niedawno na polanie za cerkwią biegały trzy wilki, no i żebym "uważała na psa":) Uważałam. Bardzo mnie cieszą prace wokół cerkwi, wygląda na to, że są odkopywane i odrestaurowane zarysy domostw dawnych mieszkańców wywiezionych w ramach akcji "Wisła". Trzeba będzie pojechać dwudziesty raz, żeby się przekonać, co z tego wyszło:)

Nie sposób opisać każdego miejsca, które odwiedziłam, każdej ścieżki, którą przeszłam. Właściwie mogłabym zamieszkać w Bieszczadach:)