poniedziałek, 21 marca 2022

Goraj i Frampol - Lubelszczyzna

 Goraj i Frampol to dwa nieduże miasteczka położone na skraju Roztocza i Lasów Janowskich.  

Goraj otrzymał prawa miejskie około 1373 roku. W 1379 roku erygowano tu parafię, której proboszczami byli m.in. profesorowie Akademii Zamojskiej. Nadanie Goraja jego właścicielowi, Dymitrowi, zostało potwierdzone w 1389 roku przez Władysława Jagiełłę. Do 1508 roku majątek pozostawał w rękach Gorajskich. Następnymi właścicielami byli: Mikołaj Firlej z Dąbrowicy, Wiktor Sienieński, Andrzej Górka i jego syn Stanisław Górka, Paweł Trojanowski. Miasto zostało spalone około 1561 roku i później – w 1780 roku. W 1595 roku Trojanowski sprzedał dobra gorajskie Janowi Zamoyskiemu, który wcielił je do Ordynacji Zamojskiej. Gdy Gorajem zajmowali się dzierżawcy, doprowadzili do upadku znajdującego się tu jednego ze starszych zamków na Zamojszczyźnie.


W 1379 roku erygowano w Goraju parafię. Uposażenie parafii było znaczne, m.in. folwark liczący w XVIII wieku 217 mórg. W okresie przedrozbiorowym probostwo powierzano profesorom Akademii Zamojskiej. W czasie erygowania parafii powstał drewniany kościół pw. św. Bartłomieja. Nowo zbudowany kościół został zniszczony przez kalwinów w 1598 roku. Trzeci kościół zniszczyli Szwedzi, następny spłonął w 1780 roku. Obecny kościół został wybudowany w latach 1779–1782 przez ks. Baltazara Dulewskiego, scholastyka zamojskiego, kanonika chełmskiego i zamojskiego. Kościół uległ pożarowi w 1795 roku, lecz został odbudowany w latach późniejszych.


Na skraju Goraja, na wzgórzu znajduje się cmentarz parafialny, rzymskokatolicki, założony w roku 1772. Z cmentarza roztacza się piękny widok na miasteczko.



Goraj był miasteczkiem rzemieślniczym. Już w 1566 roku powstał tu cech tkacki, w 1637 roku kuśnierski, a w 1639 roku szewski. Mieszkali tu również niemieccy sukiennicy. Przemysł tkacki upadł w czasie I wojny światowej. Goraj był również jednym ze starszych ośrodków garncarstwa w powiecie. Stanowiło ono najczęściej dodatkowe źródło utrzymania dla ludności. Wyrabiano garnki, miski, donice oraz dwojaki. Zapewne ludność żydowska zajmowała się wszelkiego rodzaju handlem, sprzedając swoje towary na targach i jarmarkach.

Do dnia dzisiejszego zachowały się stare stuletnie domy, nadal są zamieszkałe.


Miasteczko Goraj zostało uwiecznione na kartach literatury. W powieści "Szatan w Goraju" opisał je Isaac Bashevis Singer.

Frampol został założony w 1717 lub w 1736 roku jako prywatne miasto handlowo-rzemieślnicze i rolnicze, rozwijające się na przecięciu szlaków kupieckich, wiodących ze Szczebrzeszyna do Janowa oraz z Biłgoraja do Goraja. Mieszkała tu ludność chrześcijańska: polska (katolicka) i ukraińska (prawosławna), a także żydowska. W połowie XVIII wieku miasto stało się ośrodkiem tkactwa (płótna frampolskie, wyrób lnianych obrusów i serwet), a także włosiankarstwa i sitarstwa.
Przyjmuje się, że nazwa miasta pochodzi od imienia Franciszki Butler – żony założyciela miasta Marka Antoniego Butlera. Można też znaleźć informację, iż nazwa pochodzi od imienia Franciszka Butlera, tj. domniemanego założyciela miasta (w roku 1705), który najprawdopodobniej nie jest jednak postacią historyczną.


Układ przestrzenny Frampola został opracowany na podstawie renesansowych wzorów idealnego miasta, jednakże autor tego unikatowego projektu nie jest znany. Podstawą pierwotnego założenia był kwadrat o długości boków około 500 m, którego centrum stanowił kwadratowy rynek o długości pierzei 225 m. Rynek frampolski był największym rynkiem w ówczesnej Polsce, większym od rynku krakowskiego (200 m x 200 m). Centralny kwadrat był otoczony czterema ulicami, tzw. stodolnymi, o długości około 500 m, stanowiącymi dojazdy do pól. 


Po osiach i przekątnych zostały wytyczone cztery place kwadratowe o boku długości około 68 m. Po osiach układu przeprowadzono ulice, mające charakter gościńców, prowadzących do Janowa, Biłgoraja i Szczebrzeszyna. Centralna oś miasta, północ-południe, prowadziła do drewnianego kościoła fundacji Butlera, znajdującego się poza zaprojektowanym układem urbanistycznym. Na środku rynku stał prawdopodobnie ratusz z karczmą, będący własnością dziedzica miasta. Posesje przy rynku były zamieszane przez rzemieślników i kupców, zaś działki zewnętrzne dostosowano do potrzeb gospodarstw rolnych. Obecnie w miejscu dawnego ratusza i karczmy znajduje się park i rabaty kwiatowe. Pomimo późniejszej przebudowy, pierwotny układ jest nadal czytelny. Piękna równa pajęczynka:)


Pierwszy kościół drewniany, pw. św. Jana Nepomucena i Matki Boskiej Szkaplerznej we Frampolu, został wzniesiony zapewne przez Marka Butlera około 1740 roku, jako filia parafii w Radzięcinie.  Około 1880 roku został ostatecznie rozebrany. Przy tym kościele 27 lutego 1778 roku erygowano frampolską parafię. Do uposażenia jej przyczyniła się żona ówczesnego właściciela miasta Jana Wisłockiego – Anna Wisłocka z domu Butler, wnuczka Marka Butlera. Ofiarowała grunty pod zabudowania kościelne, jak również ziemię (ogrody, łąki, ziemię orną) na utrzymanie proboszcza.
W latach 1873–1878 wzniesiono obecny, murowany, trzynawowy kościół w stylu neogotyckim, z wieżą w fasadzie, według projektu zamojskiego architekta – Władysława Siennickiego. W 1899 roku wzniesiono przy kościele murowaną dzwonnicę według projektu zamojskiego budowniczego – Czeszkowskiego. Prawdopodobnie w latach 80. XIX wieku powstał też budynek plebanii.



Ponad połowa mieszkańców Frampola była wyznania mojżeszowego, więc w mieście znajdował się kirkut i synagoga (już nie istnieje). Teren pod kirkut frampolski wyznaczono w północno-zachodniej części miasta, już w momencie projektowania całego układu urbanistycznego - prawdopodobnie około 1717 roku. Pochówki dokonywane tu były co najmniej od 1736 roku. Współcześnie na kirkucie zachowało się około 160 macew (część jedynie fragmentarycznie) – większość z XIX wieku, a także pięć macew (w tym trzy fragmentarycznie) z XVIII wieku. Na terenie kirkutu znajduje się zbiorowa mogiła około 1000 Żydów zamordowanych we Frampolu przez hitlerowców (tak wynika z tablicy postawionej przez organizację żydowską, natomiast inne źródła mówią, że chodzi raczej o 400-700 osób). 





Ze względu na rozwój rzemiosł związanych z włókiennictwem, we Frampolu wykształcił się specyficzny typ domów tkackich. Od strony południowej posiadał izbę oświetloną dwoma dużymi oknami, w której mieścił się warsztat.



Frampol jest wielokrotnie wspominany przez I. B. Singera, m.in. w: Gimplu Głupku, Niewidzialnych, Hance, Parze, Opowieści o trzech życzeniach, Panu z Krakowa i Rodzinie małych szewców.

Na początku wojny, 13 września 1939 roku, Frampol został zbombardowany, mimo że nie było tu żadnych obiektów wojskowych. W wyniku nalotu zniszczone zostało 90% budynków. Jak się później okazało, było to bombardowanie ćwiczebne Luftwaffe. W trakcie wojny wywieziono około 420 oso pochodzenia polskiego w ramach hitlerowskiej  akcji wysiedleńczej.

Współcześnie przyjemnym walorem Frampola jest mały, ale piękny zalew z plażą, kąpieliskiem i dużym pomostem, z siłownią, toaletami, punktem medycznym itp, w pobliżu restauracja z dobrym jedzeniem.



W okolicy można znaleźć kilka wież widokowych, z których m warto podziwiać piękne okolice. Są też wytyczone widokowe trasy rowerowe i spacerowe.








wtorek, 15 marca 2022

Żmijowiska - grodzisko, Lubelszczyzna

Żmijowiska to wieś w gminie Wilków, oddalona 15 km od Kazimierza Dolnego. To właśnie tutaj znajduje się jedno z najbardziej oryginalnych muzeów w Polsce. Zrekonstruowany gród obronny i osada Słowian z przełomu IX i X wieku jest usytuowana na rozległych łąkach porośniętych wysokimi trawami. Jedno z drzew użytych do konstrukcji wału obronnego ścięto w 888 roku. Dostępu do grodziska strzegła rzeczka Chodelka i rozciągające się wokół niej mokradła. Na pobliskich torfowiskach Słowianie poszukiwali prawdopodobnie rudy żelaza. Dotrwali tak do drugiej połowy X wieku, kiedy gród został spalony i opuszczony. Przez kolejne 1000 lat teren ten zarastał trawą. W 1965 roku odkryto tu resztki budowli, a w 2005 roku Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym rozpoczęło budowę skansenu tematycznego. Na terenie grodziska odbudowano fragmenty wału obronnego, kilka chat, piec garncarski i studnię. Ciekawostką jest, że niepozorny piec garncarski, czyli jama ziemna z glinianą nadstawką, wytwarzał temperaturę do 1000 st. C, a w jego kopule mieściło się 70 garnków. Obecnie teren zrekonstruowanego grodziska jest systematycznie zalewany i niszczony przez wodę, jest pomysł przeniesienia go w inne bezpieczniejsze miejsce. Jednak nawet w takich warunkach jest to bardzo klimatyczne miejsce, nawet w marcu:)



























niedziela, 13 marca 2022

Wrzelowiecki Park Krajobrazowy - Lubelszczyzna

Wrzelowiecki Park Krajobrazowy utworzony został w 1990 roku. Jego powierzchnia wynosi 4998 ha, zaś otuliny 13625 ha. Pod względem administracyjnym rozpościera się na terenie gminy Józefów i Opole Lubelskie, w całości znajduje się na terenie powiatu opolskiego. Park położony jest na pograniczu: Małopolskiego Przełomu Wisły, Wzniesień Urzędowskich i Kotliny Chodelskiej. Posiada bardzo urozmaiconą rzeźbę terenu: stromą krawędź doliny Wisły, liczne wąwozy lessowe, suche doliny, zagłębienia bezodpływowe. Lasy Wrzelowieckiego Parku Krajobrazowego cechuje duży stopień naturalności, wysoki udział płatów leśnych o cennych przyrodniczo, starych drzewostanach oraz występowanie wielu rzadkich gatunków roślin zielnych. Tym razem celem moich spacerów były wąwozy. Co prawda pora roku nie dodaje atrakcyjności takim wędrówkom, ale od czego wyobraźnia ?:)











Emilcin - bliskie spotkania trzeciego stopnia - Lubelszczyzna

10 maja 1978 roku po godzinie 7 rano, Jan Wolski, 71- letni rolnik z Emilcina jadąc wozem spostrzegł idące przez las dwie istoty niewielkiego wzrostu. Były ubrane na czarno z czerwonym okręgiem na piersiach i szły w tym samym kierunku, w którym zmierzał woźnica. Podjeżdżając bliżej stwierdził, że mają oni zielone twarze. Gdy przejeżdżał obok nich - istoty wskoczyły na furmankę i tak przejechali kilkadziesiąt metrów. Goście pomimo niskiego wzrostu byli dosyć ciężcy, a ich mowa – jak to określił rolnik –  była drobniutka i gęsta. Na pobliskiej polanie oczom Wolskiego ukazał się wiszący 5 metrów nad ziemią statek kosmiczny, podobny do krótkiego autobusu. Unosiły go w powietrzu cztery wiry, które znajdowały się w każdym z rogów maszyny. Po zbliżeniu się do obiektu na odległość około 30 metrów, jeden z przybyszów gestem nakazał zatrzymać wóz, co też Wolski uczynił. Wraz z nieznajomymi udał się w kierunku pojazdu. 

" Jedna z istot weszła na opuszczoną z "wehikułu" platformę i pokazała, aby Wolski zrobił to samo. Kiedy to uczynił "windeczka" szybko ruszyła w górę i zatrzymała się przed wejściem. W środku znajdowały się 2 tak samo ubrane, identyczne osoby. Na podłodze leżało kilkanaście czarnych ptaków, które były żywe (ruszały się) ale nie mogły wstać. Istota z którą wjechał na górę poleciła gestem aby się rozebrał. W czasie, kiedy rolnik zdejmował ubranie, pozostali osobnicy jedli coś w rodzaju sopla (łamali po kawałku i wkładali sobie do ust). On również został poczęstowany, lecz odmówił. Gdy był już całkiem nagi, jeden z obcych stanął przed nim w odległości około 1,5m trzymając w ręku dwa "szare talerzyki". Złączając i rozczepiając "talerzyki" istoty "badały" Wolskiego z każdej strony. Podczas zabiegów porozumiewały się między sobą. Bardzo zainteresował je skórzany pasek przy leżących spodniach. Kiedy przy nim manipulowały, na ich twarzach rysowały się grymasy. Naprzeciwko wejścia w ścianie znajdowały się dwa otwory, w które co jakiś czas wkładano pręt zakończony kulką. Kula była wkładana do środka i istota poruszała tym na wszystkie strony. Wewnątrz pojazdu był wyczuwalny ostry zapach. Wolskiemu przypominał paloną siarkę. Na koniec pokazano rolnikowi, aby się ubrał. Gdy to zrobił, dano do zrozumienia, że może odejść."

"Sprawa błyskawicznie nabrała rozpędu, gdy w Emilcinie pojawił się Zbigniew Blania-Bolnar, socjolog i badacz UFO. Podszedł do zagadnienia profesjonalnie. Przeprowadził wywiady ze świadkami i mieszkańcami wsi, a także ściągnął do Emilcina psychologów, którzy mieli zweryfikować prawdomówność Wolskiego (...). Dr Ryszard Kietliński, który badał rolnika, stwierdził, że nie wykazywał on objawów choroby psychicznej i nie wyglądało na to, by kłamał. (...) W Emilcinie pojawiła się telewizja. Powstał film dokumentalny "Emilcin – u progu tajemnicy", a niedługo później komiks oparty o historię Jana Wolskiego "Przybysze". Autorem rysunków był sam Grzegorz Rosiński, słynny twórca postaci Thorgala z serii komiksów, która zdobyła popularność na całym świecie. Spotkanie z przybyszami z kosmosu we wsi na Lubelszczyźnie uznano za wiarygodne i najlepiej udokumentowane spośród wszystkich incydentów z UFO, do których doszło w Polsce. Blania-Bolnar wydał dwie książki opisujące zdarzenie w Emilcinie, stając się tym samym gwiazdą rodzimej ufologii, natomiast sam Emilcin zaczął przyciągać tłumy turystów. W 2005 roku za sprawą Fundacji Nautilus na rzeczonej polanie stanął nawet pomnik upamiętniający przygodę Wolskiego."
cytaty pochodzą ze strony emilcin.pl oraz ciekawostkihistoryczne.pl

Miejsce  nie jest aż tak bardzo ciekawe, aby tam specjalnie jechać, ale, że było mi po drodze, to się zatrzymałam koło pomnika. Jest tu miejsce piknikowe i tyrolka, bardzo długa:)






niedziela, 23 stycznia 2022

Jastkowice - Kochany

 W Jastkowicach - Kochanach, w głębi Janowskich Lasów założono Żywe Muzeum Wsi i Rzemiosła Polskiego. Jest to  inicjatywa Jastkowickiego Stowarzyszenia Kulturalno – Historycznego Dziedzictwo i Pamięć, która ma na celu popularyzację zanikających zjawisk kultury ludowej oraz zachowanie i kontynuacja tradycji regionalnych Kochan i Jastkowic. Celem mojego pobytu było "Prawdziwe Betlejem w Kochanach". 

Podaję za stroną Stowarzyszenia: Spektakl pierwszy raz został wystawiony w 2014 roku zanim jeszcze powstało Stowarzyszenie. Od tego czasu co roku, w biblijne role wcielają się młodsi i starsi mieszkańcy Jastkowic i okolic (łącznie prawie 60 osób). Aktorzy występują w misternie wykonanych strojach szytych na miarę, oraz wyposażeni są w realistyczne atrybuty. Dzięki temu kreacje odzwierciedlają historyczny i biblijny klimat przedstawienia. Specjalnie na potrzeby widowiska, zbudowane i wyposażone zostały specjalne obiekty: karczma z kuchnią pełniąca również funkcję synagogi, scena i dekoracje raju, komnata Heroda, warsztat stolarski Józefa, izba Marii, szałas pasterzy, stajenka, zagroda dla zwierząt, widownia z zadaszeniem. Specyficznego uroku całości dodaje wieczorowa pora, światło płonących pochodni, prószący śnieg oraz występujące w wielu scenach zwierzęta. Wszystkie te elementy powodują iż Betlejem w Kochanach staje się dla widzów niezapomnianym przeżyciem. Widowisko jest nawiązaniem i przypomnieniem pięknej tradycji kolędowania.

Dojazd był dodatkową atrakcją:) Nigdy wcześniej nie byłam w tej wsi. Ponieważ to ponad 100 km, to wyjechaliśmy z zapasem czasowym, który straciliśmy na błąkanie się po lasach zgodnie ze wskazaniami nawigacji. Na miejscu pani powiedziała, że z nawigacją nikt jeszcze do nich nie trafił:) My trafiliśmy, ale emocji było co niemiara, w każdej chwili spodziewaliśmy się na leśnej drodze wilków lub żubrów (są tam i jedne, i drugie:) A potem okazało się, że można tam dojechać nową szutrową drogą zbudowaną w tym roku, której nie ma na mapach... wykorzystaliśmy ją na powrót:)






Całą imprezę skradł... diabeł:) Dzieci piszczały, gdy je straszył, kobitki robiły sobie z nim zdjęcia. Poza tym był orszak trzech króli z trzema wielbłądami, ryczący osiołek, na którym Maryja jechała na spis ludności, ogniska, cieplutkie proziaki i mnóstwo zabawy. Mistrzem drugiego planu został kot, który w momencie sceny Zwiastowania przybiegł sobie beztrosko z lasu i pobiegł środkiem do stajni. Tę doniosłą chwilę zakłócił chóralny głos kilkunastu dzieciaków: mam/tato popatrz, kot! :)

Drzewce k. Nałęczowa

 Pojechałam kilkadziesiąt kilometrów to Drzewiec tylko po to, żeby zobaczyć to malowidło na ścianie.


A malowidło, to nie byle co. Na Lubelszczyźnie jest ich tylko trzy, reszta na Podkarpaciu, kilka pojedynczych w innych regionach Polski. Autorem jest artysta, "polski Banksy" czyli pan Arkadiusz Andrejkow. Tworzy przeważnie na starych deskach (deskale), tu wyjątkowo obraz powstał na murze (mural). Na obrazie  namalowanym w ramach programu "Cichy Memoriał" jest rodzina obecnych gospodarzy i ich stare zabudowania, które stały w tym miejscu. 

Więcej tutaj: https://andrejkow.pl/street-art-cichy-memorial/

Album pana Andrejkowa oczywiście mam, ale tego murala w nim nie ma. Mam marzenie odnaleźć w terenie jak najwięcej deskali, zaczęłam od najbliższego, to mój pierwszy:)