sobota, 12 września 2026

Szlak Jakubowy Camino de Santiago - Hiszpania, Fisterra i Muxia

Fisterra czy Finisterra czy finis terrae czy Koniec Świata... to jest to samo:) Następnego dnia po przybyciu do Santiago de Compostela, przed świtem czyli około 7.30 wyszłam na spotkanie z przewodnikiem, bowiem zapisałam się na wycieczkę na Koniec Świata, gdzie kończyli wędrować pielgrzymi, gdy ziemia była jeszcze płaska, bo nie urodził się Kopernik:)  Miasto wciąż spowijał mrok, po starym mieście jeździły polewaczki i myły puste kamienne ulice. Biuro podróży oddalone było około 2 km od mojego hostelu. Gdzieś w połowie drogi, jak już wyszłam na prostą, na kogo wpadłam...? Na "mojego Hiszpana":) I ja, i on wybuchnęliśmy śmiechem, facet z rozpędu wyściskał mnie, coś tam po swojemu pohablał, nie wiem co i poszliśmy każde w swoją stronę. Jak to możliwe? Setki, a właściwie tysiące ludzi  mija się codziennie, a my wciąż wpadamy na siebie:) Zabawna sytuacja:)

Wycieczka była po hiszpańsku i angielsku, ale dostałam kod QR do programu i treści, jakie przekazywał przewodnik,  umieszczonych przez Biuro w internecie, i uruchomiłam sobie tłumaczenie, słuchawki miałam własne. To rozwiązanie sprawdziło się. Trochę słuchałam Christiana po angielsku, trochę robota po polsku. Byłam jedyną Polką w grupie. Potem okazało się, że oprócz wielu Hiszpanów i niewielu turystów angielskojęzycznych było jeszcze dwoje Rosjan, którzy udawali Hiszpanów, ale jak zaczęli się kłócić, to poleciały soczyste Ёб твою матьотъебись i wyszło szydło z wora:) 

Pierwszy przystanek na zwiedzanie robimy w Ponte Maceira. To mała wioseczka, ma zaledwie około 70 mieszkańców, ale uznana jest za jedną z Najpiękniejszych Wsi Hiszpańskich (jest takie stowarzyszenie utworzone w 2010 roku w celu "promocji, upowszechniania, wspierania i ochrony dziedzictwa kulturowego, naturalnego i wiejskiego na obszarach geograficznych o niższym poziomie uprzemysłowienia i zaludnienia", ufff... :) Tu oglądamy kompleks obejmujący osadę, stary młyn, tamę, kaplicę, współczesny dwór oraz most z XIII wieku nad rzeką Tambre. Most ten wykorzystuje filary starszego mostu rzymskiego. 



Z mostem wiąże się wiele legend, między innymi ta już przeze mnie wspominana, w której uczniowie Apostoła Jakuba uciekali na południe, aby znaleźć miejsce na pochowanie ciała swojego mistrza, ścigani przez rzymskich legionistów. Chrześcijanom udało się przejść przez most, a gdy Rzymianie próbowali ich dogonić, most zawalił się za sprawą „boskiej” interwencji, umożliwiając chrześcijanom ucieczkę.









Ruszamy dalej przez tereny z wieloma farmami wiatrowymi (zdjęcia wiatraków przez szybę)




Kolejny przystanek w miasteczku Muros, które jest uznawane za zabytkowy zespół historyczno-artystyczny. Cechą charakterystyczną są budynki z typowymi dla zabudowań rybackich podcieniami, pod którymi w przeszłości naprawiano sprzęt rybacki i solono ryby. Muros szczyci się ponadto 25-kilometrowym wybrzeżem z rozległymi plażami i małym portem.








Korzystając z okazji, że inni poszli tracić czas w restauracji, ja wdrapałam się na wzgórze obejrzeć dawną kolegiatę Santa María, obecnie kościół San Pedro. Był otwarty, a wewnątrz jakiś mężczyzna w habicie pięknie grał na instrumencie klawiszowym,

 
Świątynia ma fundamenty z XIII wieku, została przebudowana w XVIII wieku, kiedy to zmieniono jej plan i założono kolegiatę. Kościół łączy elementy romańskie (w tym wejście) z nawami z XV wieku,








Koniecznie trzeba zwrócić uwagę na ekspresyjny wyraz twarzy Jezusa na krzyżu. Miałam może 20 minut na obejrzenie kościoła, ale to za mało, bo bardzo mi się podobały znajdujące się tam rzeźby, a jest ich tu wiele.


 
Zdążyłam jeszcze na przepyszne lody i spacer wkoło portu.




Potem pojechaliśmy do miejscowości Carnota, gdzie obejrzeliśmy jeden z największych i najbardziej znanych tradycyjnych kamiennych spichlerzy na Półwyspie Iberyjskim tzw. horreo (wspominałam w poprzednich dniach).


 
Ma prawie 35 metrów długości i stoi na granitowych słupach (podporach), które chroniły zbiory przed wilgocią i gryzoniami. Został zaprojektowany w XVIII wieku (budowę rozpoczęto w 1768 roku), a w kolejnych latach go rozbudowano. Jego styl określa się jako barokowy. Tuż obok stoi mniejszy spichlerz oraz zabytkowy kościół.




Kościół Santa Comba w Carnocie zbudowany był w 1755 roku w klasycznym stylu barokowym na  planie łączącym cechy krzyża łacińskiego i bazyliki. Niestety, teraz był zamknięty.

Kolejnym punktem programu naszej wycieczki był wodospad Ezaro, jedyny wodospad w Europie, który wpada do oceanu. Istnieją pisemne relacje z XVIII wieku, które już wspominają o wodospadzie jako o zjawisku widocznym z morza.  Wodospad ma 155 metrów wysokości, a jego największy spadek wynosi 40 metrów. Nie wygląda na zdjęciach spektakularnie, bo po pierwsze mało w nim teraz wody, a po drugie  zdjęcia klikane pod słońce, a ja nie mam dobrego aparatu. Okolica wodospadu okazała się bardzo malownicza.








Wody jest mało. Rzeka Xallas, która w tej formie wpada do oceanu, ma tylko 60 km. Susza, jaka panuje w ostatnich latach powoduje, że wodospad ledwo ciurka. 




 
Temperatura wciąż wzrasta, już blisko 30 stopni, więc przyjemnie jest choć na chwilę ochłodzić się w klimatyzowanym autobusie, który zawozi nas do miasteczka Fisterra - ale to jeszcze nie jest nasz ostateczny cel. Turyści znów chcą do restauracji, mnie na to szkoda czasu, zjem wieczorem, poza tym jak tu cokolwiek przełknąć w tym upale... idę oglądać widoki.






Miasteczko słynie z doskonałych restauracji serwujących świeże owoce morza, z których wizytówką są m.in. pąkle, ale ja "takich rzeczy" nie jadam, bleh!:)











  
Do starego kościółka nie zdążyłam, ale tak mi brakowało widoku oceanu, tego błękitu, szumu fal, słońca i ciepełka, że wolałam zostać nad wodą.




Turyści się najedli, ja zdążyłam wypić mrożoną kawę, pojechaliśmy na skalisty cypel Przylądek Finisterre, po galicyjsku Cabo Fisterra, po polsku Koniec Świata:) W starożytności i średniowieczu miejsce to było uznawane za koniec znanego człowiekowi świata, rzymscy zdobywcy wierzyli, że dalej na zachód nie ma już nic oprócz oceanu, stawał taki człowiek na skale i widział  już tylko przestrzeń i wodę czyli w jego rozumieniu dalej było już tylko NIC. 


Dla wielu pielgrzymów to właśnie ten przylądek stanowi ostateczny cel wędrówki. Choć główny szlak kończy się w katedrze w Santiago de Compostela, wielu z nich decyduje się przejść dodatkowo ponad  90 kilometrów trasą Camino Finisterre.


Na przylądku znajduje się znak wyznaczający punkt końcowy i kilometr zerowy całego szlaku św. Jakuba. W przeszłości tradycja nakazywała pielgrzymom dokonać symbolicznego obmycia w wodach Oceanu Atlantyckiego oraz spalić na skałach lub pozostawić swoje stare ubrania i buty, co symbolizowało rozpoczęcie nowego życia. Obecnie jest to surowo zakazane. 



Latarnia morska wybudowana w 1853 roku (Faro de Fisterra) wznosi się na wzgórzu Monte Facho na wysokości 239 metrów. Jej światło ostrzega statki przed zdradzieckim, skalistym brzegiem.




Tablica upamiętniająca Don Alfredo Salaregui y Casellas, twórcę i promotora zawodowych organizacji rybackich w Hiszpanii.


Pomnik generała José de San Martína, argentyńskiego dowódcy wojskowy i polityka, jednego z głównych bohaterów narodowych Argentyny oraz wyzwoliciela Argentyny, Chile i Peru.

Takich pamiątkowych tablic jest tu więcej.



Portret kota (żywego:) Bardzo podobny do mojego kocura.




Przylądek nazywany jest także „Costa da Morte”, czyli Wybrzeże Śmierci. Za stromymi skałami, piętrzącymi się falami i spowitym mgłą horyzontem miała kryć się otchłań, za którą nie ma już nic. Rozbijało się tu wiele statków.


 
Huk fal i szum wiatru potęguje grozę:)
 









 
Pora się zbierać, przed nami jeszcze jeden punkt programu: Muxia - święte miejsce i cel pielgrzymów.








 
Wokół sanktuarium Muxia leżą gigantyczne głazy, którym przypisuje się celtyckie i chrześcijańskie właściwości magiczne. Najbardziej znany to Pedra de Abalar (kamień wahający się, służący dawniej do sprawdzania niewinności) oraz Pedra do Os Cadris (kamień w kształcie nerki/żagla, pod którym przejście ma leczyć bóle kręgosłupa).




Santuario da Virxe da Barca (Sanktuarium Matki Boskiej z Łodzi) - słynny kościół wzniesiony na samych skałach tuż nad Oceanem Atlantyckim. Według legendy to tutaj Matka Boża przypłynęła kamienną łodzią, aby wesprzeć apostoła Jakuba w ewangelizacji. W Boże Narodzenie 2013 roku świątynia niemal doszczętnie spłonęła w wyniku uderzenia pioruna. Ponad 300-letnia świątynia została niemal całkowicie zniszczona. Zawalił się dach, a wnętrze zostało doszczętnie wypalone. Ogień zniszczył m.in. cenny, barokowy ołtarz główny. Obiekt nie posiadał wówczas nowoczesnych systemów wykrywania dymu i ognia. Ze względu na ogromne znaczenie kulturowe dla regionu oraz pielgrzymów zmierzających szlakiem Camino de Santiago, natychmiast podjęto decyzję o rekonstrukcji kościoła. Oficjalne prace rekonstrukcyjne zakończono w 2015 roku. Wnętrze urządzono na nowo, a zamiast odtwarzania zniszczonego ołtarza, umieszczono jego ogromną fotografię, co widać na poniższych zdjęciach.













 
Monumentalna, pęknięta rzeźba z granitu upamiętniająca katastrofę ekologiczną tankowca Prestige w 2002 roku, który zanieczyścił tutejsze wybrzeże ropą. Mnie się wydaje, że ja to pamiętam... dużo się o tym mówiło, wtedy jeszcze telewizję oglądałam:) 
13 listopada 2002 roku podczas silnego sztormu w Zatoce Biskajskiej (to około 400 km dalej) na płynącym z Petersburga statku doszło do awarii – pękł kadłub, prawdopodobnie w wyniku uderzenia fali lub wybuchu zbiornika, co spowodowało wyciek 5000 ton ropy. Rząd Hiszpanii odmówił jednostce schronienia w porcie, obawiając się skażenia wybrzeża. Zamiast tego nakazano odholowanie uszkodzonego tankowca na pełne morze. Podobne decyzje podjęły władze Portugalii i Francji.  Skrajnie osłabiony kadłub statku przełamał się na pół i zatonął około 250 km od wybrzeży Galicji. Wrak osiadł na dnie oceanu na głębokości ok. 3600 metrów, wciąż zawierając w zbiornikach większość z 77 000 ton ciężkiego oleju opałowego. Katastrofa spowodowała uwolnienie ponad 60 000 ton lepkiej, toksycznej mazi. Skażeniu uległo ponad 1300 km wybrzeża, w tym także unikalny przyrodniczo region Costa da Morte w Galicji. Śmierć poniosły dziesiątki tysięcy ptaków morskich, ryb oraz ssaków wodnych. Skażenie uderzyło w lokalne rybołówstwo oraz przemysł turystyczny, pozbawiając pracy tysiące mieszkańców. Po tym zdarzeniu zmieniono prawo europejskie dotyczące tankowców.

 
Wtórny znak zerowy Szlaku Jakubowego, dla niektórych on się kończy tutaj.






Punkt widokowy Monte Corpiño oraz Latarnia Morska (Faro de Punta da Barca). Doskonałe miejsca do podziwiania spektakularnych zachodów słońca i siły oceanu rozbijającego się o skalisty brzeg.


Przepiękne miejsce. Nie chciało się stąd odchodzić. Niestety, zbliżał się czas powrotu. Do Santiago przyjechaliśmy już o zmierzchu. To był wspaniały dzień, odwiedziłam cudowne miejsca, dopisała pogoda, a przewodnik Christian zapewnił sprawny przebieg wycieczki oraz doskonały humor uczestnikom:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz