Skierbieszowski Park Krajobrazowy odwiedzony już nie raz i nie dwa, ale jak się ma kawałek słonecznego dnia, to się nie wybrzydza i się jedzie:) Szczególnie, że na koniec marca zapowiada się jakiś kataklizm pogodowy, a w deszcz wolę posiedzieć w domu. Marzec i brak zieleni jednak wpływają na odbiór wrażeń, ale jak się znajdzie miejsce z ciekawą historią, to jest satysfakcja...
Las Baraniec koło Kraśniczyna już kiedyś odwiedziłam z rowerem, ale tylko do kapliczki Wyszyńskiego (podczas II wojny światowej ukrywał się on przed okupantami w pobliskim Żułowie w majątku Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi), bo po wąwozach z rowerem to nie bardzo. Teraz pieszo mogłam nieco poszwędać się i po wąwozie, i po lesie...
W tym miejscu, gdzie jest postawiona w 2010 roku kapliczka podobno ks. Stefan Wyszyński często modlił się i medytował, a także udzielał sakramentów pokuty i Eucharystii partyzantom AK z oddziału Józefa Śmiecha ps. „Ciąg”, który stacjonował w okolicach Skierbieszowa.
Przylaszczki - z dedykacją dla jednego z czytelników:)

Trochę wąwozami...
I trochę przez las bez szlaku...
... i na koniec zostałam nagrodzona widokiem skaczących koziołków:) Ale zanim do tego doszło, jeszcze w lesie usłyszałam szczeknięcie. Jedno, takie psie. Potem "coś" biegło łamiąc suche gałązki. Psów się boję, szczególnie w lesie lub na polu, ale okazało się, że to sarny "szczekały":)
Wieś pod lasem to Wólka Krasienińska. Jest tu jeszcze parę starych domów, wyglądają jakby były domami wykorzystywanymi okazjonalnie, na wolne weekendy i urlopy. Stali mieszkańcy mieszkają w nowych murowanych. Po drugiej stronie drogi też są wąwozy, ale już bez tablic informacyjnych. Tam zauważyłam świeże ślady łosia.



Jadąc dalej, właściwie bez planu, dotarłam do wsi Bereść. I trochę się zdziwiłam, bo na mapie był zaznaczony cmentarz wojenny, a zastałam całkiem co innego. Cmentarz, owszem jest, ale wyznaniowy. Wieś Bereść do 1944 roku była wsią ukraińską z polską mniejszością narodową. Była tu nawet cerkiew, najpierw zbudowana w 1735 roku drewniana prawosławna, po przyjęciu unii greckokatolicka, a potem w 1908 władze rosyjskie cerkiewno-rządowe postawiły nową murowaną świątynię znowu prawosławną w imperialnym stylu rosyjskim. Stara cerkiew została rozebrana, a z materiału na cmentarzu postawiono kaplicę, która spłonęła podczas I wojny światowej. Cerkiew ceglana została rozebrana w nieznanych okolicznościach po 1945 roku.
Cmentarz prawosławny, założony został po 1875 roku, być może na początku XX wieku, jest dalej na polu, nie znalazłam dojścia (na mapie jest oznaczony błędnie, pomylony z greckokatolickim), a ten przy drodze z tablicą "Cmentarz z I i II wojny" to stary cmentarz greckokatolicki w tym miejscu, gdzie była ta stara drewniana cerkiew.
Takich tablic w okolicy jest przy cmentarzach więcej, zafałszowują historię.
Na cmentarzu znajduje się współczesny pomnik: Wojciech Kozłowski wraz z żoną Katarzyną oraz trzema córkami został zabity przez Ukraińców 12 czerwca 1944 r. w kolonii Obłyczyn pod Grabowcem. Nie wiadomo, gdzie pochowano ciała, także w księgach metrykalnych nie zachował się żaden zapis dotyczący tego pochówku.
Kozłowski zarządzał majątkiem we wsi, został ostrzeżony przez sąsiada Ukraińca, że się na niego szykują, ale zlekceważył ostrzeżenie, za co rodzina przypłaciła życiem. Ukraińcy zapędzili całą rodzinę do mieszkania i pierwszego zabili ojca w komorze z pistoletu, potem żonę i trzy córki. Przypuszcza się, że mógł to być odwet miejscowych Ukraińców za mord dokonany kilka miesięcy wcześniej przez polskie oddziały AK. Tylko dwoje dzieci się uratowało. Córka Zofia schowała się z najmłodszym bratem Lucjanem pod łóżko i dzięki temu przeżyli napad. Na koniec Ukraińcy podpalili mieszkanie. Pierwszy spod łóżka wypełzał Lucjan, który wyskoczył przez okno i znalazł schronienie w zarośniętym tarniną rowie. Biegnącego 12-latka zauważyli oprawcy, którzy puścili za nim serię, raniąc go w nogę. Dziećmi zaopiekowała się inna polska rodzina.
Wcześniej w marcu (wg polskich dokumentów 16 marca, ukraińskich 21 marca) 1944 roku oddziały Armii Krajowej pod dowództwem Józefa Śmiecha “Ciąga”, tego samego, co się spowiadał przed Wyszyńskim w Lesie Baraniec i który potem złamany w więzieniu został tajnym współpracownikiem SB - źródło : Humanities and Social Sciences 2018 nr 25 (3/2018) - dokonały ludobójstwa na ukraińskich mieszkańcach Bereścia. Ofiarami mordu padło około 209 osób z Bereścia oraz 38 osób z sąsiednich wsi. Pomnika nie mają.
Wieś Obłyczyn już nie istnieje.
Daty na nagrobkach dowodzą, że to nie jest cmentarz prawosławny, tylko ten starszy.
Potem pojechałam ku wsi
Modryń, kiedyś
BYŁAM przy pocerkiewnym kościele, wtedy był zamknięty. Teraz miła pani z dziećmi robiła porządki, więc zajrzałam, i faktycznie, jak ustaliłam wcześniej, wyposażenie jest współczesne, ze starego nic się nie zachowało.
Modryń to niewielka senna wieś zamieszkała przez około 200 osób.
Teraz zajrzałam oczywiście na ... stary cmentarz wyznania prawosławnego, dawniej greckokatolicki. Nagrobki obu wyznań mieszają się. Wtedy nie wiedziałam, że tu jest taki stary cmentarz, bo od kościoła dzieli go kawałek drogi i nie ma go na mapie. Poza tym zarośnięty jest niemożliwie, więc latem nawet go nie widać w gąszczu. Jakoś wlazłam w te krzaki i nawet jednego kleszcza nie złapałam:)
Drewniane krzyże prawosławne przypominają o pokorze i prostocie życia. Krzyż jest niebieski - błękit to kolor maryjny, oznacza czystość i niebo. Zdobienia są wyrazem tożsamości kulturowej, uhonorowaniem krzyża jako narzędzie zbawienia. Krzyż prawosławny niesie radość ze zwycięstwa życia nad śmiercią, więc i jego barwy często są jasne i żywe, w odróżnieniu od krzyża katolickiego, który oznacza cierpienie.
Ciekawe, jak długo jeszcze przetrwa to miejsce... Spróbuję zainteresować tym cmentarzem organizację Cmentarze Pogranicza, operują aktywnie w tym terenie.
Na koniec odwiedziłam Wolicę Uhańską. Były wiosenne przylaszczki, to i muszą być żurawie:) Były! Ale w krzaczorach. Tak się darły, ze zagłuszały wszystkie hałasy w okolicy, ale żaden nie wylazł z bagienka, szkoda...:)
Nazwa wsi wywodzi się od nazwiska właściciela - w 2 poł. XVI wieku zakupił ją Jakub Uchański, arcybiskup gnieźnieński, a w 1575 roku przeznaczył na uposażenie plebanów ze wsi Uchanie.
Na skraju wsi od strony Skierbeszowa znajduje się cmentarz wojenny ze zbiorową mogiłą żołnierzy prawdopodobnie austriackich i polskich, którzy zginęli w czasie I Wojny Światowej, około 1915 roku. Ilość żołnierzy oraz ich narodowość nie są potwierdzone żadnymi badaniami. W latach 1939-1945 został ponownie wykorzystany na pochówki ofiar II wojny światowej. W grobach z ostatniej wojny są pochowani partyzanci, żołnierze liniowi i ludność cywilna. Całość otaczają piękne pomnikowe drzewa.
Na dziś to już koniec, ale na pewno nie jest to mój ostatni pobyt w SPK.