sobota, 21 marca 2026

Grzęda Sokalska - Dołhobyczów i Oszczów

W zeszłym roku rajd po Grzędzie Sokalskiej był 2-dniowy, ale pierwszego, polskiego dnia tak lało, ż zrezygnowałam z myślą, że nadrobię trasę z pierwszego dnia innym razem. Wzięłam udział tylko w drugim rowerowym dniu po Ukrainie. No i moje plany wreszcie się doczekały realizacji. W nocy był przymrozek, ale dzień zapowiadał się słoneczny i suchy. Co prawda miałam być w sobotę od świtu gdzieś indziej, ale wstawanie o 6.00 mnie przerosło, nie miałam wystarczającej motywacji i jeszcze czułam migrenę będącą skutkiem codziennego wstawania na 7.00 do pracy, przez cały tydzień. Nie wiem, kto to wymyślił pracę od rana...:) Zatem wyspana do 8.00 ruszyłam na Grzędę. 





 
O Grzędzie Sokalskiej już było w innych WPISACH, więc nie będę się powtarzać, skupię się na dwóch odwiedzonych wsiach. Pierwsza z nich to Dołhobyczów, druga to Oszczów. Nie zliczę nawet, ile razy tędy przejeżdżałam, ale a to mi się śpieszyło, a to było już późno...
Dzisiaj miałam czas, więc auto zostawiłam na parkingu w pobliżu pałacu i poszłam pieszo.

Pierwsze wzmianki o Dołhobyczowie pochodzą z 1430 roku. Właścicielami tej wsi na przestrzeni wieków były znane polskie rody m.in. Rogalowie, Skrzetuscy, Rastawieccy i Świeżawscy. W Dołhobyczowie w XV wieku mieszkali też tzw. służkowie czyli ludność zajmująca się rolnictwem, zobowiązana do służby wojskowej na prawie lennym. Wieki XVI i XVII były czasami burzliwymi, nie omijały więc tych terenów najazdy tatarskie, kozackie, wojsk moskiewskich i szwedzkich. W II poł XVII w pobliskiej Wólce Poturzyńskiej mieszkał Aleksander murza Kryczyński, pułkownik tatarski na służbie Rzeczypospolitej, postrach sąsiadów, a szczególnie wróg Mikołaja Rulikowskiego z Kadłubisk. Kryczyński był przywódcą Lipków, zbuntowanych Tatarów polskich, którzy w roku 1672 przeszli na stronę Turcji. Kryczyński pojawia się na kartach "Pana Wołodyjowskiego" H. Sienkiewicza, pewne cechy dzieli także z Azją Tuhajbejowiczem, postacią z tej powieści.


Najwcześniejsze wzmianki o dołhobyczowskiej rezydencji dworskiej pochodzą z 1731 roku, a dotyczą podziału majątku w rodzinie Skrzetuskich, tej samej, która była spokrewniona z Mikołajem Skrzetuskim, pierwowzorem postaci głównego bohatera z powieści „Ogniem i mieczem” H. Sienkiewicza. Wtedy też, przy podziale majątku mowa jest o dworze (późniejszym pałacu) w Dołhobyczowie, z ogrodem i sadem.
Świetność Dołhobyczowa rozpoczyna się od około 1782 roku, kiedy dobra dołhobyczowskie nabyła rodzina Rastawieckich herbu Sas. Andrzej Rastawiecki, a potem jego syn baron Ludwik Rastawiecki, mieli ogromny wpływ na rozwój Dołhobyczowa. Po śmierci Ludwika dwór stał się własnością jego syna Edwarda, znanego historyka sztuki i kolekcjonera. W jego pasji kolekcjonowania dzieł pomagał mu m.in. Józef Ignacy Kraszewski.W roku 1837 na polecenie Edwarda Rastawieckiego, dwór rozbudowano i nadano mu charakter pałacu.


Mieczysław Epstein, zasymilowany Żyd, który miał już jeden majątek - Teresin koło Warszawy, współtwórca Giełdy Warszawskiej, odkupił Dołhobyczów w roku 1868. Mieczysław Epstein miał nosa do interesów. Jak na tamte czasy był wszechstronnym przedsiębiorcą i prawdziwym biznesmenem.  Pochodził z rodziny znanych handlowców i bankowców. Założył Domy Bankowo-Przemysłowe w Warszawie i Wrocławiu, był też współzałożycielem i prezesem Banku Dyskontowego w Warszawie.  Epsteinowi nie była też obca dyplomacja. Był m. in. generalnym konsulem belgijskim i włoskim. W 1889 roku był przewodniczącym komitetu słynnej wystawy światowej w Paryżu, której główną atrakcją była wybudowana na tę okazję wieża Eiffla. Epstein przez wiele lat prowadził liczne interesy nawet ze słynnym Rotschildami. Żona Mieczysława Epsteina, Leonida Lambert, była spokrewniona z Rothschildami, więc dołhobyczowskie dobra miały poniekąd związki ze znanymi na całym świecie bankierami.


Na początku XX w. dobra dołhobyczowskie przejęła rodzina Świeżawskich, która zadbała o rozwój gospodarczy i kulturalny majątku.  Ród Świeżawskich pieczętował się herbem paprzyca zwanym później kuszaba. Ich przodkowie przywędrowali do Polski za Bolesława Wstydliwego z Czech lub ze Śląska. Na obecnym pograniczu polsko- ukraińskim rodzina miała wiele majątków, m.in we wsi Gołębie, dawnym Holubiu.  Tak przy okazji: tutaj urodził się Stefan Swieżawski, syn Władysława i śpiewaczki Marii z domu Ścibor-Rylskiej – polski historyk filozofii, autor ponad 250 prac naukowych, w tym Dziejów filozofii europejskiej w XV wieku, najobszerniejszego dzieła w literaturze światowej poświęconego filozofii tego okresu. Znany z tego, że przewidział, iż Karol Wojtyła zostanie papieżem.  Jakoś specjalnie za życia nie chwalił się swoim pochodzeniem i miejscem urodzenia. Po śmierci ojca cała rodzina przeniosła się do Lwowa i z tym miastem Stefan Świeżawski się utożsamiał. Stefan Świeżawski został pochowany na cmentarzu leśnym w Laskach. Ta gałąź rodziny, która została w Dołhobyczowie, jest tutaj pochowana, nie omieszkam ich odwiedzić na cmentarzu:)


Kolekcje malarstwa i księgozbiór zgromadzone  przez rodzinę Świeżawskich w Dołhobyczowie należały do jednych z największych w Polsce. Jednak w czasie I wojny światowej pałac został w środku zdewastowany. W okresie międzywojennym, rodzina Świeżawskich próbując przywrócić pałacowi dawną świetność urządziła go na nowo. Zakupili zabytkowe meble z różnych epok, zwieźli rodowe skarby oraz dzieła sztuki (w pałacu znalazły się m.in. obrazy Juliusza i Wojciecha Kossaków).

Na przełomie roku 1918 i 1919 w Dołhobyczowie oraz jego okolicy przebywał znany poeta Władysław Broniewski, który wówczas brał udział w wojnie polsko-ukraińskiej. Podczas tej wojny, w bitwie pod Dołhobyczowem, walczył 1 pułk ułanów później przemianowany na 1 pułk szwoleżerów im. Józefa Piłsudskiego.



II wojna światowa przyniosła kolejne zniszczenia. Podczas walk z Niemcami i bandami UPA pałac wraz z biblioteką spalono. Świeżawski zdążył jednak przed ucieczką z majątku we wrześniu 1939 roku zakopać część drogocennych rzeczy. Miejsce ukrycia znał tylko on oraz służący, który nigdy słowem nie pisnął o miejscu ukrycia rodowych dóbr.

Dopiero w 1975 roku wydobyto skrzynię pełną wartościowych przedmiotów, m.in. porcelanę i zabytkowe wyroby ze srebra. Połowa zawartości pozostała u właściciela, a drugą przekazano do Muzeum Narodowego w Warszawie. Taka była umowa z Ministerstwem Kultury i Sztuki. Po wojnie Świeżawski na mocy komunistycznych dekretów utracił prawo własności majątku, w 1944 roku pałac przejęło państwo, „zaopiekował” się nim miejscowy PGR. Według planów, w pałacu miał powstać dom kultury dla mieszkańców i pracowników PGR-u.

Przez kolejnych 40 lat pałac, mimo że został wpisany do rejestru zabytków, był systematycznie dewastowany. Dopiero w 1982 roku został częściowo odrestaurowany, a w 1996 roku powrócił do prawowitych właścicieli. Odkupiła go wtedy córka Tadeusza Świeżawskiego.

 
Pawilon gospodarczy (stajnie z wozownią) zbudowany w formie neogotyckiego zameczku.


Spichlerz klasycystyczny, wzniesiony na planie prostokąta, dwukondygnacyjny, podpiwniczony,


Grobowiec późnoklasycystyczny z I poł. XIX w. usytuowany na terenie parku,
Zespół pałacowo parkowy jest ponownie wystawiony na sprzedaż. W skład nieruchomości wchodzą: pałac, dwie oficyny, oranżeria, spichlerz, stajnia i 12-hektarowy park. Cena  wynosi podobno 5,5 mln zł.



W sąsiedztwie pałacu odnowiona Rządcówka, czyli dom administratora majątku Rastawieckich, powstała w II połowie XIX wieku. Teraz mieści się tu biblioteka publiczna.

Idąc wyłożoną kostką uliczką od pałacu do drogi krajowej mijam po lewej teren kościelny.
W 1904 roku, zbudowano tutaj murowaną cerkiew prawosławną w stylu bizantyjskim, której fundatorem był car. Miejscowi włościanie jako wotum wdzięczności za ukaz tolerancyjny, w roku 1905 postawili figurę Matki Boskiej. Sytuacja wewnętrzna Rosji, a szczególnie niepowodzenia wojny z Japonią, zmusiły carat do szukania coraz to nowych sojuszników oraz żołnierzy.
Fakt ten przyczynił się w znacznej mierze do wydania ukazu tolerancyjnego, który pozwalał na wolny wybór wyznania. W efekcie znaczne rzesze byłych unitów odeszły z Kościoła prawosławnego i przeszły do Kościoła rzymskiego. 


Wzgórze przedzielone jest teraz drogą krajową. Po jednej stronie na wzgórzu znajduje się neogotycki kościół rzymskokatolicki p.w. Matki Boskiej Częstochowskiej, zbudowany w latach 1910-1914, według projektu Konowicza. Głównym fundatorem był Stefan Świeżawski. Jedna z wież kościoła jest miniaturą słynnej wieży krakowskiego Kościoła Mariackiego. Świątynia ta była wotum wdzięczności dla Stolicy Apostolskiej za udzielenie dyspensy umożliwiającej zawarcie małżeństwa przy pokrewieństwie - Świeżawski ożenił się ze stryjeczną siostrą.





Kościół był zamknięty (czemu mnie to nie dziwi), więc nie zobaczyłam ołtarzy bocznych i ławek pochodzących z kościołów, które po zmianie granic państwowych znalazły się na Ukrainie i dzięki temu zostały uratowane przed Sowietami.

Na drugiej części wzgórza pocerkiewnego jest teraz Cmentarz Hallerczyków. Po drodze mijam krzyż, już na pierwszy rzut oka widać, że nie był katolicki, ale został zawłaszczony.


Na cmentarzu, który pierwotnie był unicki, a potem prawosławny, nie zachował się ani jeden stary nagrobek. Te, które tu teraz się znajdują pochodzą z lat 30-tych XX wieku i późniejszych, kiedy władze lokalne, zadecydowawszy o pochowaniu tam ekshumowanych żołnierzy 25 pułku piechoty poległych w czasie wojny 1920 r., uczyniły go nekropolią wojskową. 




Obejrzałam wszystkie nagrobki i nie zgadzam się z wikipedią, ponieważ na cmentarzu leżą:
- 3 funkcjonariusze policji państwowej z okręgu kieleckiego zamordowani przez sowieckiego najeźdźcę     po 24 września 1939 roku
- Józef Lechowicz z AK
- jeden 17-letni milicjant Stanisław Turczyński zabity w 1944 roku
- Kwiatkowski Paweł i Kazimierz , którzy zginęli 27 marca 1944
- partyzanci Ak z oddziału Jarząb polegli 28 czerwca 1943 roku
- Paweł i Bolesław Kondraciukowie z AK polegli 12 lutego 1946 roku

Jest też krzyż i tablica poświęcona Hallerczykom oraz ofiarom II wojny oraz słup z napisem ukraińskim informującym, że stała tu cerkiew od 1761 roku do 1904.

Na cmentarzyku obowiązuje poprawność polityczna. Bo trzeba wiedzieć, że  ofiary z lat 1943 i 1944 zostały zabite podczas walk polsko-ukraińskich prowadzonych w warunkach regularnej wojny, ze wzajemnym okrucieństwem. Śmierć poniosło wielu żołnierzy AK i UPA, ale były również znaczne ofiary wśród ludności cywilnej. Szacuje się liczbę zabitych czyli uczestników walk oraz cywilów na przyległych do Dołhobyczowa terenach na około 3–4 tys. po każdej ze stron. 
Ofiary z 1946 roku także mają ścisły związek z walkami polskiego podziemia z oddziałami UPA, jakie toczyły się zimą. UPO-wcy ponieśli spore straty, a w 1990 roku nielegalnie w pobliskich Liskach wystawiono banderowcom pomnik, kilkakrotnie niszczony przez anonimowe osoby.

Obok cmentarza spotkałam pana, który powiedział mi, że leży tu jego dziadek w grobie hallerczyków, ale ponieważ pan był pod wpływem, to nie byłam ciekawa szczegółów:)
Poszłam w kierunku cerkwi.


Po rozebraniu starej nadpalonej w pożarze drewnianej cerkwi na obecnym cmentarzyku, pobudowano nową murowaną pw. Symeona i to od razu w tym samym 1904 roku, wg projektu Władimira Pokrowskiego pod nadzorem inżyniera-architekta pow. hrubieszowskiego Józefa Kryckiego. Była to jedna z nielicznych w zaborze rosyjskim świątyń reprezentujących styl bizantyjsko-rosyjski. Po przesiedleniach ludności ukraińskiej w latach 40-tych XX wieku została opuszczona i przeszła na własność Skarbu Państwa. W 1967 Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny uzyskał zgodę na wznowienie w niej życia liturgicznego, jednak z powodu bardzo złego stanu technicznego budynku plany te zarzucono. Świątynia została zabezpieczona przed dalszą degradacją dopiero na początku lat 90-tych. Na remont czekała długo - do lat 2007–2010, kiedy diecezja lubelsko-chełmska otrzymała wsparcie finansowe z Unii Europejskiej na ten cel. Na co dzień cerkiew jest zamknięta, wiem, że w połowie września jest otwierana na obchody początku roku liturgicznego.

Na koniec mojego pobytu w Dołhobyczowie skierowałam się na cmentarz, bo to po drodze do Oszczowa. Na współczesnym nic specjalnego, ale obok w krzakach niemożliwie zarośnięty i z tego powodu dostępny tylko zimą i wczesną wiosną znajduje się cmentarz prawosławno-unicki. Tragedia. Rozumiem, że nie ma kto pielęgnować grobów, rozumiem też, że ludzka pamięć o mordach UPA jest na tyle żywa, że ludzie miejscowi nie mają szacunku dla pogrzebanych tutaj, ale administrator cmentarza (nie wiem, czy to proboszcz czy gmina; chyba raczej proboszcz) mógłby wynająć kogoś raz na rok do wycięcia krzaków i rozpylenia środka chwastobójczego.



 
Niektóre groby są zawalone, niedługo odsłonią swoje wnętrze.




A potem z tego cmentarza poszłam trochę bez sensu dłuższą drogą koło terminala granicznego do Oszczowa, zamiast wrócić się i pójść krótszą drogą koło cerkwi. Nie wspomnę, jakim dziwnym wzrokiem patrzyli na mnie kierowcy z samochodów stojących w kolejce do przejścia w Dołhobyczowie:) Puste pole i nagle turystka z kijami i plecaczkiem:)  I na dokładkę zaczęło się chmurzyć.


 
Na prawo Ukraina, na lewo Polska.


Te silosy są już w Ukrainie. A ziemia czarna i miękka jak masło...:)


W Oszczowie odwiedziłam cztery miejsca: 
- odbudowany po całkowitym zniszczeniu dwór, obecnie Dom Terapii Zajęciowej. Ma fajny mansardowy dach, jest w stylu barokowym - oryginalny budynek pochodził z XVIII wieku

 
- obok na środku skrzyżowania św. Jan Nepomucen z 1776 roku


 - nieco dalej pomnik ku czci pomordowanych przez UPA. 17 marca 1944 r. w Oszczowie Ukraińcy z sotni Iwana Sycz-Sajenki „Jahody” zamordowali 24 Polaków zwołując ich na tzw. „zebranie pojednawcze” w Domu Ludowym. Pod zwałami trupów ocaleli jedynie Jan Steciuk i mężczyzna o nazwisku Chrzanowski. Na odgłos strzałów ksiądz pobiegł do kościoła i zaczął bić w dzwony na alarm. Sotnia „Jahody” odjechała. Następnego dnia Ukraińcy ponownie napadli na Oszczów i w bestialski sposób zamordowali kolejnych Polaków. Walki trwały do 19 marca, w ich wyniku zginęło w sumie 56 Polaków. 


- kościółek  - obecnie istniejący pw. św. Barbary pochodzi z lat 1949-1952. Wzniesiony został na fundamentach spalonej świątyni z XVIII w. Przy nim  grobowiec żołnierzy poległych w maju 1919 roku w wojnie polsko-ukraińskiej. Przez wieś przebiegała granica frontu między wojskami Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej a wojskami polskimi. 



- cmentarz - poza wsią, współczesny w symbiozie ze starym, choć mam wrażenie, że nowe wypiera stare dość intensywnie.

 
Wielki jak góra grobowiec rodziny Świeżawskich z Dołhobyczowa pobudowany w 1884 roku, w środku są trumny, sprawdziłam zerkając przez okienko:)


Drzwi do grobowca są ciężkie, metalowe, ładnie zdobione.


Niżej grobowiec rodziny Woyciechowskich z 1879 roku. Woyciechowscy byli właścicielami pobliskiego Poturzyna. W grobowcu leży m.in Tytus Woyciechowski,  polski przemysłowiec, właściciel ziemski, mecenas sztuki i przyjaciel Fryderyka Chopina; żona Tytusa i ich syn. Fryderyk zadedykował przyjacielowi skomponowane w 1827 roku Wariacje B-dur op.2 na temat Là ci darem la mano z opery "Don Giovanni" Mozarta. Panowie wymieniali listy, obdarowywali się pamiątkami, u Woyciechowskich stał fortepian Chopina. Niestety, wszystko spłonęło podczas I wojny światowej.



Zwróciłam uwagę na to, że - wyjątkowo jak na te okolice - w Oszczowie na cmentarzu nie ma nazwisk z pochodzenia ukraińskich, tylko same polskie i to takie typowo polskie jak Chrzanowski, Elżanowski, Kłopotowski, Kępiński. Nie są to też nazwiska chłopskie.

 
Tu leży Kazimiera z Jasieńskich Żmudzka


 
Owa "fabryka" to cukrownia w Poturzynie należąca do Rodziny Woyciechowskich, już w roku 1857 należała do czołówki producentów cukru w Królestwie Polskim. 




 
Ten wielki grobowiec kryje ciała czwórki dzieci ( najmłodsze 5 dni, najstarsze 7 lat), dwie dziewczynki i dwóch chłopców, wszyscy zmarli w okresie 1905-1910. Dzieci nosiły nazwisko Kulesza. Ich grób jest ogromny i bogaty, ozdobiony w narożnikach rzeźbionym w kamieniu kwiatem,  na płycie jest wielki czarny krzyż i herb Kulesza.



Kulesza to pradawna rodzina rycerska pochodząca pierwotnie z pogranicza Podlasia i Mazowsza. Legenda rodzinna mówi o pochodzeniu tego rodu od króla Węgier Corvinusa. W XVIII i XIX w nagminnie rejestrowani w okolicach Grodna, Mińska, Witebska, Wilna, Kowna. Jakaś gałąź rodziny osiadła na Wołyniu i stąd prawdopodobnie obecność Kuleszów w okolicy Dołhobyczowa.
Tak sobie fantazjując i przypuszczając wysnułam pewne teorie. Grób dzieci jest wykończony i kompletny, rodzice o niego dbali. Drugi grób obok, identyczny, zarosły drzewami jest niewykończony, o czym świadczą choćby narożniki. Pewnie przygotowywali go dla siebie, ale może jak zmarli, to już nie było komu dokończyć dzieła ? Może byli osamotnioną na tym terenie rodziną ? A może wcale tu nie leżą tylko wrócili na Wołyń, a ich przygotowywany tu grobowiec został pusty i zniszczał ? Trzeba by było zabawić się w detektywa :)


 
Cmentarze kryją mnóstwo tajemnic...



Tu leży Wiktoria z Burakowskich Okmińska żona Aleksandra Okmińskiego, naczelnika Komory Celnej Dołhobyczów utworzonej jeszcze za panowania cara, matka sześciorga dzieci.


Nagrobek Rulikowskich. W XVII w jedna z dwóch córek Wincentego Leszczyńskiego, podkomorzego bełskiego, ożenionego z hrabianką Sas Drohimirecką, wyszła za mąż za Rulikowskiego z pobliskich Kadłubisk. Po śmierci rodziców siostry podzieliły się schedą. Rulikowska odziedziczyła: Mircze, Dołhobyczów i Hołubie. Tu nagrobek jej potomków.

  
Oryginalny nagrobek trzech małych synków rodziny Steinbrich, w tle grób ich taty. Nazwisko Steinbrich całkowicie nietutejsze, jaka kryje się tu historia rodziny ?

Tak sobie kontemplując zauważyłam, że chyba zbiera się na deszcz, a do Dołhobyczowa krótszą drogą prawie 4 km, więc na ten dzień zakończyłam penetrowanie okolicy.




A jednak nie padało. Aplikacja pokazała, że przedreptałam tego dnia 15,6 km.